Piłka nożna
Pewny wyjazd, w końcu
Zapraszamy do zapoznania się z relacją z pewnego pokonania Rakowa Częstochowa 4:1!
Pierwszy mecz sezonu, na który trzeba już było ubrać kurtkę, miał miejsce w Częstochowie. Chłód sprawił, że kibice na stadion przybyli stosunkowo niedługo przed pierwszym gwizdkiem, ale za to oba młyny wyglądały na zapełnione.
Pierwsze kopnięcie należało do GieKSy, a już w drugiej minucie z ostrego kąta miał okazję uderzyć Marcin Wasielewski. Uderzenie z główki poszybowało niestety wysoko i szeroko. Goście chcieli narzucić wysokie tempo spotkania, kąśliwym uderzeniem z dystansu Pau Resta wywalczył rzut rożny. Do pierwszego korneru meczu podszedł jak zwykle Bartosz Nowak, lecz sędzia po wykonaniu tego stałego fragmentu dopatrzył się faulu w ataku. Pierwsze parę minut pokazało chęć Katowiczan do grania prawą stroną, gdzie tego dnia urzędowali Wasielewski oraz Marcel Wędrychowski. W 18. minucie mieliśmy świetne przedstawienie współpracy między oboma panami, a z dośrodkowania tego drugiego świetną okazję do główki miał Ilja Szkurin. Tym razem okazał się niestety lepszy Trelowski, który, niepewnie bo niepewnie, lecz skutecznie odbił piłkę w bok. Pierwsza groźna okazja Rakowa miała miejsce w 25. minucie, kiedy to dobrze znany kibicom obu zespołów Oskar Repka oddał płaski strzał z rogu pola karnego tuż obok dalszego słupka. Bardzo widoczny w tej połowie Wędrychowski po otrzymaniu piłki w środku pola spróbował rajdu i strzału z okolic dwudziestego metra, brakło jednak siły i celności. 34 minuta, niby niegroźna sytuacja, wrzut z autu Alana Czerwińskiego do Ilji Szkurina. Białorusin przyjął piłkę plecami do bramki w okolicach 25. metra i odegrał do Bartosza Nowaka. Tu zaczęła się cała magia – napastnik wybiegł idealnie w tempo, a Bartosz Nowak z pierwszej piłki zagrał idealne podanie prostopadłe. Szkurin dopadł do piłki i podcinką pokonał bramkarza, GieKSa prowadzi na wyjeździe! Długo radość GieKSiarzy jednak nie mogła się utrzymać. Po lekkim pinballu przed polem karnym Gabierla Kobylaka Patryk Makuch z boku pola karnego oddał strzał życia i pokonał golkipera, obijając jeszcze tą bombą poprzeczkę. Po bramce wyrównującej gospodarze poczuli wiatr w żaglach i coraz to szybszymi atakami próbowali zagrozić bramce Kobylaka. Okazję do interwencji bramkarz GKS-u dostał w 44. minucie i poradził sobie w niej bezbłędnie, parując kozłujący strzał na róg. Pierwsza połowa zakończyła się remisem.
Druga połowa rozpoczęła się bardzo optymalnie dla piłkarzy Rafała Góraka. W pierwszej akcji zawodników w żółtych koszulkach piłka wsteczna zagrana przez Marcela Wędrychowskiego została zablokowana ręką obrońcy Rakowa, co może oznaczać tylko rzut karny. Do jedenastki podszedł Nowak i… gdzieś już to widzieliśmy, panenka zamieniona w bramkę! Po ponownym objęciu prowadzenia przez GieKSę obie drużyny szukały swoich okazji, skuteczniejszy w znajdywaniu ich byli jednak goście. Dużą cenę za wsadzenie na minę kolegi z zespołu zapłacił Trelowski. Mateusz Kowalczyk wspólnie z Wędrychowskim przejęli piłkę od bezradnego przeciwnika na jego połowie. Ten pierwszy zabrał się z piłką i pozbył się jej dopiero w polu karnym, oddając strzał na długi słupek zakończony bramką! Trener Kaczmarek na trzecią bramkę rywala zareagował potrójną zmianą. Raków w drugiej połowie mocniej zameldował się dopiero po dwudziestu minutach i zmusił tym samym Łukasiaka oraz Mateusza Wdowiaka do blokowania strzałów miejscami, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Po zmianach Rafała Góraka i wejściu Borjy Galana oraz Arkadiusza Jędrycha, Wdowiak przejął pozycję numer 10, zwolnioną przez schodzącego Marcela Wędrychowskiego. Dobrą decyzję o próbie zaskoczenia znajdującego się chwilowo na grzybach Trelowskiego podjął Ilja Szkurin, oddając strzał z własnej połowy. Zabrakło odrobinę siły i celności, lecz na czole bramkarza gospodarzy musiały pojawić się dodatkowe krople potu. Przed dobrą okazją na podwyższenie prowadzenia na 12 minut przed końcem regulaminowego czasu gry stanął Ilja Szkurin, lecz najpierw delikatnie zagubiła mu się piłka w trakcie schodzenia na prawą nogę, a potem obsłużony podaniem piętą Eman Marković zmierzył się z podobnym problemem. Koniec końców, akcja skończyła się bez żadnej korzyści. Pod koniec meczu po dłuższej absencji pojawił się Adam Zrel’ak, któremu życzymy przede wszystkim zdrowia, a gole przyjdą w konsekwencji. Doliczony czas w meczach GKS-u Katowice zazwyczaj nie oznacza zakończonych emocji. Tak było i tym razem. Rzut wolny z głębi pola. Do piłki podszedł, a jakżeby inaczej, Bartosz Nowak. Wrzutka w pole karne, a tam najlepiej odnalazł się Borja Galan. Hiszpan po raz kolejny pokazał, że potrafi grać głową i świetnym uderzeniem nie dał szans golkiperowi! Trzybramkowe prowadzenie w doliczonym czasie gry zazwyczaj oznacza rozstrzygnięty mecz. Tak było i tym razem, ostatni gwizdek sędziego, GieKSa przywozi trzy punkty!
Po meczu trybuny gospodarzy zaczęły „pocieszać” swoich piłkarzy słowami „Nic się nie stało, kibicom się podobało”, a także „Odwróć tabelę, nasz Raków będzie liderem”.
9.10.2026, 20:30, Częstochowa, Stadion Miejski Piłkarski „Raków”
Raków Częstochowa 1:4 GKS Katowice
Bramki: Szkurin (34.), Nowak (47.), Kowalczyk (57.), Galan (90.) – Makuch (37.)
Raków Częstochowa: Trelowski – Tudor, Borrson, Svarnas, Napieraj, Repka, Bulat (61. Molnar), Struski (72. Mircetić), Makuch (76. Diaby-Fadiga), Carlos (61. Brusberg), Emreli (61. Basse).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski, Czerwiński (70. Jędrych), Klemenz, Resta, Wdowiak (77. Markovic) – Kowalczyk (77. Milewski), Łukasiak, Nowak, Wędrychowski (70. Galan), Szkurin (87. Zrel’ak)
Żółte kartki: Klemenz, Galan, Kobylak – Struski
Sędzia: Damian Kos (Gdańsk)
Widzów: 5217
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze