Dołącz do nas

Felietony

Działo się będzie!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Polska kadra rozegrała w tej przerwie cztery mecze. Jak wiemy nasza reprezentacja odniosła tylko jedno zwycięstwo, ponadto był remis i dwie porażki. Nie zachwyciła nas postawa podopiecznych Jana Urbana. Walka będzie o to, by z dywizji B nie spaść.

No szkoda.

A teraz wracamy do poważnej piłki.

Na boiska ligowe wraca ekstraklasa. A już jutro w Częstochowie na murawę kameralnego obiektu wybiegną nasi bohaterowie, żeby z dumą bronić złoto-zielono-czarnych barw.

Trochę się dłużyło. Meczem z Cracovią, spektakularnie wygranym, żyliśmy jeszcze kilka dni po. Odwijaliśmy sobie bramkę Ilji na sam koniec. I radowaliśmy się z powodu dopisanych trzech punktów i tego, że na przerwę reprezentacyjną schodziliśmy ze zwycięstwem.

Teraz przed nami nowe wyzwania i wyjątkowo intensywny czas. Choć gry co trzy dni w tym sezonie już zaznaliśmy, to był to rozkład czwartek – niedziela, czyli ligowo pucharowy. Tym razem grając w piątek, a później w poniedziałek, zagramy dwukrotnie praktycznie w ciągu trwania jednej kolejki. To chyba sytuacja bez precedensu! No a potem w sobotę czeka nas kolejne starcie.

Oczywiście dobrze, że w końcu w większym wymiarze zagramy na Nowej Bukowej, ale najpierw czeka nas niedaleka wyprawa do Częstochowy. Na niezbyt lubiany przez nas aspekt tego sezonu, czyli tzw. mecz wyjazdowy. Z przeciwnikiem, który notuje absolutnie fatalny początek sezonu, ale przecież rywalem, którego absolutnie lekceważyć nie można.

Wiadomo, że każdy kolejny wyjazd to nowa nadzieja i nowa wiara w to, że zła passa zostanie przełamana. A potem nastąpi podtrzymanie tego przełamania. Wydawało się, że zwycięstwo w Zabrzu spowoduje wyjazdowy progres, ale na razie nie spowodowało. Więc od jutra następuje kolejna na to szansa i – mamy nadzieję – tym razem skuteczna.

Nie oczekuję, że GieKSa będzie każdy mecz wygrywać. Ale chciałbym – przynajmniej jeśli chodzi o wyjazdy – żeby nie przegrywała. Wiadomo, że czasem jakaś porażka może się przydarzyć, ale chodzi o to, by wyłamać się z niekorzystnego trendu permanentnych porażek.

Wiadomo, że takim populistycznym marzeniem jest wygrywanie u siebie i remisowanie na wyjeździe, tylko musimy zdawać sobie sprawę, że sumarycznie jest to bilans nierealny, bo dawałby zakręcenie się koło mistrzostwa Polski. Zresztą używam tu słowa „populistyczny” też trochę w nawiązaniu do reprezentacji, bo coraz to kolejni dziennikarze wietrzyli i mieli nadzieję, że kadra Urbana zdobędzie 8 punktów, czyli dwa mecze u siebie wygra, dwa na wyjeździe zremisuje. Nie wzięli pod uwagę małego szczegółu, że ta kadra jest w rozsypce, kompletnie nie dokonuje rozwoju i te założone zdobycze punktowe to mrzonki. Skończyło się trzema ch…owymi meczami, z których każdy miał dobry moment, który ostatecznie nic nie dał.

GieKSa jest w innym położeniu, bo choć na wyjazdach póki co jest trochę dramatycznie, to u siebie nasz zespół gra fenomenalnie. Więc ciągle sumarycznie nadrabiamy u siebie te wyjazdy, z lekką nawiązką w postaci Zabrza. I w przeciwieństwie do reprezentacji – uważam, że GieKSa ma ten potencjał, ma zasoby do tego, by i na wyjazdach grać efektowną i skuteczną piłkę, tylko póki co ten potencjał się zablokował. Mamy nadzieję, że do jutra.

Ciekawi jesteśmy, czy i na ile ta przerwa wpłynie na poczynanie katowiczan. Na ile mankamenty zostały poprawione, no i czy trochę psychologii zostało włączone w ten aspekty wyjazdowy. Oprócz tego, że było trochę odpoczynku i de facto mini okres przygotowawczy, to tutaj trzeba było jeszcze podziałać pod konkretny mikrocykl z tymi dwoma meczami następującymi praktycznie zaraz po sobie.

Ogólnie październik zapowiada się wyśmienicie. Najpierw ten Raków i Wieczysta, w przyszłą sobotę Pogoń. A potem znów trzy spotkania w ciągu tygodnia – Kielce, puchar w Łęcznej i na koniec potyczka z zawsze groźnym Widzewem.

Więc, jak mawiał klasyk, będzie się działo. Ekstraklasa to coś pięknego!

PS Zastanowicie się, dlaczego taki dziwny tytuł tego felietonu. Otóż pierwotnie miał on brzmieć „Będzie się działo!”, ale zanim artykuł opublikowałem, wszedłem na stronę i zobaczyłem, że tytuł konferencji to cytat z trenera Góraka: „Będzie się działo”. Więc nie chciałem zrezygnować ze swojego tytułu i go zmodyfikowałem.

Ale skoro już mam jakieś połączenie telepatyczne z trenerem, to przekazuję mu jeszcze jedną radę odnośnie jutrzejszego meczu. Oto ta rada:

NA NICH!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga