Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: jakość na skrzydłach zdecydowanie większa
Zanim piłkarze Jagiellonii podejmą w niedzielę GKS Katowice, najpierw poszukają punktów w Lidze Europy. Jak udaje im się łączyć grę na trzech frontach? Które rozgrywki wzbudzają w Białymstoku najwięcej emocji? I czego spodziewają się po najbliższym rywalu w Ekstraklasie? Zapytaliśmy Jakuba Śliżewskiego z portalu JB1920.pl
Forma Jagiellonii buja się ostatnio niczym wahadło. Jeszcze niedawno licznik kolejnych porażek w lidze dobijał do czterech, a dziś łącznie z Pucharem Polski macie na koncie serię trzech zwycięstw. Jaga wróciła wreszcie na właściwe tory?
Prawdę o formie Jagiellonii powie dopiero ten tydzień, a więc najpierw kluczowy dla dalszych losów w Lidze Europy mecz z Lewskim w Sofii, a następnie ligowa rywalizacja z GKS-em, który w obecnym sezonie znów aspiruje do ligowej czołówki. Na dzień dzisiejszy strata Jagiellonii do GieKSy wynosi trzy punkty, więc potencjalne zwycięstwo pozwoli gospodarzom znów podłączyć się do walki o czołowe lokaty. Z kolei przegrana zepchnie nas w niższe rejony tabeli. Dlatego uważam, że najbliższy tydzień zdefiniuje to, o co Jagiellonia będzie grać i czy faktycznie się przełamała.
Pewne wnioski można już jednak wyciągać z ostatnich wyników, szczególnie w kontekście zwyżki formy w ofensywie. Wśród białostockich kibiców czuć ulgę i powiew optymizmu?
Na pewno na trybunach jest więcej spokoju, ale przede wszystkim widać wzrost pewności siebie w samej drużynie. W meczu z Anderlechtem, wysoko przegranym u siebie, można było zauważyć, że piłkarzom tej pewności brakuje – popełniali proste błędy techniczne, wybierali bezpieczne rozwiązania nie podejmując ryzyka. Widać było, że seria niekorzystnych wyników na nich ciąży. Dlatego cieszy przerwanie złej passy i widać już pewną odmianę, choćby w mniejszej liczbie traconych bramek. Kluczową rolę odgrywa tu moim zdaniem wracający do składu Dušan Stojinović, który wprowadza więcej spokoju w defensywie. Z drugiej strony widać też poprawę w ofensywie, bo w ostatnich trzech meczach Jagiellonia zdobyła dziesięć goli. Na tym można budować pozytywne nastawienie na dalszą część sezonu.
Jagiellonia jest ostatnim polskim klubem wciąż utrzymującym się na trzech frontach, bo jako jedyny ekstraklasowicz-pucharowicz bez problemu pokonał przeszkodę w Pucharze Polski. Wiemy już, że w kolejnej rundzie czeka na was Bruk-Bet – ubiegłoroczny spadkowicz, z którym jednak radziliście sobie nienajlepiej. Na co liczysz w tych rozgrywkach?
Patrząc jak niewielu rywali z ekstraklasowej stawki zostało na placu boju, to Jagiellonia, obok Górnika Zabrze, wydaje się być głównym faworytem do końcowego tryumfu, a przynajmniej do gry w finale. Nie ma co dokładać niepotrzebnej presji, ale chyba wszyscy w Białymstoku oczekują, że dobrze byłoby skorzystać z szansy, jaka się nadarza i powalczyć o Puchar. Rzeczywiście, mamy złe wspomnienia z rywalizacji z Termalicą, która jako beniaminek na inaugurację sezonu zdobyła w Białymstoku cztery gole, a w rewanżu wyprowadziła dwa skuteczne ciosy i również wygrała to spotkanie. My mieliśmy wtedy sporo problemów ze strzelaniem bramek.
Co ciekawe, trzy dni przed meczem w Niecieczy gościliście w Katowicach, właśnie przy okazji Pucharu Polski. Wtedy górą była GieKSa.
Pojedynki z GKS-em w Katowicach zawsze były trudne, czy to w lidze, jeszcze na starej Bukowej, czy też w ubiegłym sezonie, już na nowym stadionie. Rok temu nasza przygoda w Pucharze Polski zakończyła się właśnie w Katowicach, więc możemy się tylko cieszyć, że w tym roku GieKSa nie stanie już na naszej drodze, bo to zawsze trudny i wymagający przeciwnik.
Andrzej Jakubowski z Jagiellonia.net zwracał uwagę, że nadrzędnym celem klubu jest ugruntowanie swojej pozycji jako etatowy reprezentant Polski w europejskich rozgrywkach. Ścieżka pucharowa jest w tym roku wyjątkowo korzystna i stosunkowo krótka. To przede wszystkim tędy Jagiellonia będzie próbowała dostać się do Europy?
Pierwszy krok w Pucharze Polski został wykonany i dziś wydaje się, że ta droga jest teoretycznie łatwiejsza. Tym bardziej, że zwycięzca krajowego pucharu ma szansę gry w Lidze Europy i jednocześnie gwarancję fazy grupowej Ligi Konferencji. Jest więc o co grać i wydaje mi się, że Puchar Polski powinien być priorytetem Jagiellonii. Natomiast najbliższe mecze w Ekstraklasie, także ten z GKS-em, dadzą odpowiedź na pytanie o szanse Jagiellonii na czołowe miejsca w lidze.
U siebie Jaga ma patent na GKS, bo w ostatnich sezonach nie ugraliśmy u was choćby punktu. Przy Słonecznej gra się ciężko nie tylko ze względu na klasę gospodarza, bo dodatkowo figla potrafi spłatać też pogoda.
Wyjątkowo długie i uciążliwe były te perypetie z rozegraniem naszego meczu. Z perspektywy czasu najlepszym rozwiązaniem było zagranie w pierwotnym terminie, a decyzja o odwołaniu meczu była wtedy dość asekuracyjna. Koniec końców Jagiellonia nie wyszła na tym źle, bo udało się wygrać zarówno kilka dni później z Kuopion Palloseura w Lidze Konferencji, jak i ostatecznie z GieKSą, w marcu tego roku.
Jagiellonia radziła sobie wtedy świetnie w Lidze Konferencji, a dziś wskoczyła już półkę wyżej i rywalizuje w Lidze Europy. Z jakimi oczekiwaniami?
W Lidze Europy grają drużyny, które nie wybaczają błędów – chwila dekoncentracji i zostajesz wypunktowany przez rywala. Poziom jest o wiele wyższy niż w Lidze Konferencji, co zresztą widać zarówno po wynikach osiąganych przez Jagiellonię, jak i po marce rywali, z którymi dotychczas przyszło nam się mierzyć. Liczę, że zdobędziemy jeszcze co najmniej 4-6 punktów, a najbliższa okazja juz w czwartek w Sofii. Ponadto myślę, że stać nas na sprawienie niespodzianki w meczach z drużynami z lig TOP5. Wiele zależy od utrzymania dobrej formy w ciągu najbliższych miesięcy, bo warto pamiętać, że Liga Europy gra także w styczniu. Czasu na zimowe przygotowania nie będzie więc zbyt wiele.
Zespół musi być na to gotowy, szczególnie pod względem kadrowym. Na ile szeroki jest skład Jagiellonii, aby unieść te oczekiwania?
Dopiero w ostatnim tygodniu Adrian Siemieniec zaczął mocniej rotować składem. Wydaje się, że na większości pozycji kadra Jagiellonii jest odpowiednio zbalansowana, aczkolwiek zdarzają się sytuacje, gdy sztab musi szukać niekonwencjonalnych rozwiązań. Tak było w przypadku kontuzji Nika Prelca, kiedy trener testował na ataku Ousmane Sowa, nominalnego skrzydłowego. Ponadto moim zdaniem przydałby się jeszcze jeden jakościowy stoper. Jeśli Jagiellonia chce powalczyć o coś więcej, to 2-3 ruchy transferowe w zimie są konieczne. Ponadto trzeba pamiętać, że poza zmęczeniem fizycznym dochodzi też zmęczenie mentalne, związane z logistyką wyjazdów z Białegostoku, która jest trudniejsza niż w przypadku innych zespołów. Dłuższa rozłąka z rodzinami, krótszy czas na regenerację – to wszystko musi odbijać się na dyspozycji piłkarzy w trakcie sezonu.
W poprzednich rozgrywkach najwięcej zastrzeżeń wśród kibiców Jagiellonii budziła postawa skrzydłowych. Dziś jest z tym zdecydowanie lepiej.
W porównaniu do wiosny różnica jest diametralna, bo obaj skrzydłowi – Ousmane Sow i Kajetan Szmyt notują liczby na całkiem niezłym poziomie: Sow ma siedem bramek, a Szmyt cztery plus kilka asyst. O skali problemów z obsadą skrzydeł w ubiegłym sezonie niech świadczy fakt, że w prestiżowym meczu we Florencji na tych pozycjach musieli grać nominalni napastnicy – Rállis i Baždar. Dziś jakość Jagiellonii na skrzydłach jest zdecydowanie większa.
W obliczu słabszej dyspozycji skrzydłowych odpowiedzialność za zespół spadała na środek pola, gdzie od lat rządzą niepodzielnie Jesús Imaz i Taras Romanczuk.
Jagiellonia jest zależna od formy Imaza?
W tamtym sezonie przyznałbym ci rację, w tym jednak akcenty rozkładają się bardziej równomiernie. Na początku rozgrywek Imaz nie imponował formą, stąd spadło na niego sporo krytyki. Dzisiaj prezentuje się już znacznie lepiej, ale ciężar zdobywania bramek niosą też inni, jak choćby wspomniani wcześniej skrzydłowi i napastnik Nik Prelec.
Z kolei Romanczuk trafiał do siatki za każdym razem, ilekroć GieKSa przyjeżdżała do Białegostoku. W jakiej dyspozycji jest dzisiaj?
Zacznę od tego, że po cichu do pierwszego składu puka Eryk Kozłowski, który coraz lepiej radzi sobie na tej pozycji, aczkolwiek ilekroć Tarasa nie ma na boisku, to nie da się nie zauważyć jego nieobecności. Jest to typ zawodnika, który wnosi spokój w środku pola i jest niejako przedłużeniem ręki trenera na boisku. Zdarzają mu się pojedyńcze słabsze mecze, ale Romanczuk poniżej określonego poziomu nie schodzi, a przede wszystkim zawsze zostawia na boisku zdrowie i serce.
Jesteśmy w przededniu ogłoszenia powołań na listopadowe mecze kadry. W Katowicach powoli przestajemy się tym ekscytować, natomiast w Białymstoku, gdyby nie kontuzja, pewniakiem byłby Norbert Wojtuszek, z kolei na kontuzjach innych może skorzystać Sławomir Abramowicz. Liczysz na jego debiut w ekipie Jana Urbana?
Spodziewam się powołania dla niego, ale raczej skończy bez debiutu. W poprzedniej kolejce mieliśmy bezpośrednie starcie zawodników rywalizujących o to miejsce i moim zdaniem Kochalski z Wieczystej pokazał się z lepszej strony. Abramowicz ma z kolei przewagę w grze nogami, więc wszystko zależy od tego, jakiego typu bramkarza Jan Urban będzie poszukiwał na listopadowe mecze.
Jak sam wspomniałeś, Taras Romanczuk na boisku jest przedłużeniem ręki trenera. Wyjątkowo długi musi być ten „przedłużacz”, bo Adrian Siemieniec ostatnie ligowe mecze ogląda z wysokości trybun i nie inaczej będzie w niedzielę. Jak mu się wiedzie na pracy zdalnej?
Komunikacja z zespołem może być utrudniona, aczkolwiek wiele lat wspólnej pracy sprawia, że członkowie sztabu znają się na tyle dobrze, że wiedzą jak zarządzać poszczególnymi sytuacjami. W momentach krytycznych może brakować bezpośredniego kontaktu trenera z zawodnikiem, ale tu z pomocą przychodzi technologia i myślę, że komunikacja przebiega bez zakłóceń. Co do samej przyczyny uważam, że trener padł ofiarą wojny na linii PZPN – Kamil Wójcik. Nie można powiedzieć, że Siemieniec był bez winy, aczkolwiek czas wyciągnięcia afery na światło dzienne wiele mówi o intencjach piłkarskiej centrali.
Za nami już 13 kolejek, a oba nasze zespoły nie zanotowały ani jednego remisu.
Jagiellonia miała trudności z odwracaniem wyników spotkań, które nie układały się po jej myśli. Wspomniana afera też nie pozostała bez wpływu na morale drużyny, do tego dochodziły problemy ze skutecznością. Drużyna stwarzała sobie sporo sytuacji, których jednak nie potrafiała zamieniać na gole. Z drugiej strony, za każdym razem, gdy obejmowaliśmy prowadzenie, nie pozwalaliśmy rywalowi odrobić strat. Kluczem jest więc skuteczność i umiejętność radzenia sobie ze zmęczeniem, bo przed spotkaniem z GKS-em gramy jeszcze w Sofii, więc czasu na regenerację nie będzie zbyt wiele. W niedzielę, im dłużej wynik będzie na styku, tym większe szanse na końcowy sukces będą mieli goście z Katowic, którzy nie raz pokazali, jak groźni są w końcówkach.
Po meczu z Wieczystą Jesús Imaz stwierdził, że w DNA Jagiellonii jest przede wszystkim ofensywa. Dotychczas nie potwierdzały tego statystyki bramek zdobywanych w lidze. Wysokie zwycięstwo z Lechią w Pucharze Polski może być sygnałem, że ten problem już za wami?
Mecz w Gdańsku wyjąłbym poza nawias, bo tam Jagiellonii wychodziło praktycznie wszystko, a wielu piłkarzy idealnie trafiło tego dnia z formą. Co do samego nastawienia ofensywnego, to były momenty, zarówno w tej rundzie, jak i w poprzednim sezonie, kiedy Jagiellonia próbowała grać bardziej ekonomicznie, głębiej się cofając. Okazywało się jednak, że w takiej grze piłkarze nie czują się dobrze, pozwalając się dominować rywalom. Muszą więc grać ofensywnie, bo tak zbudowana jest ta kadra i wtedy jej atuty są najbardziej widoczne.
GKS też nie zwykł chować się za podwójną gardą, choć znacznie lepiej widać to w Katowicach niż na wyjazdach. Jakiego boiskowego scenariusza spodziewasz się w niedzielę?
Mecze z GKS-em zawsze są zacięte, więc spodziewam się wyniku na styku i podobnie jak w poprzednich meczach w Białymstoku, o ewentualnym zwycięstwie zadecyduje jedna bramka. Wiosną objęliśmy dwubramkowe prowadzenie, ale GKS nie złożył broni i w końcówce mocno napierał. Co ciekawe, Jaga zdobyła dotychczas w Ekstraklasie 999 bramek, jest więc szansa na jubileuszowego gola w niedzielę. Chciałbym, aby zdobył go właśnie Taras Romanczuk, który jest bardzo ważną postacią dla Jagiellonii, więc tym bardziej zapisałby się w historii klubu jako jedna jego z legend.
Jaki wynik obstawiasz?
2:1 dla Jagiellonii.
A jak pogoda na weekend? Przy Słonecznej tym razem będzie słonecznie?
Prawdę mówiąc nawet tego nie sprawdzałem, ale śniegu raczej nie będzie..:)
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Kielc i Łęcznej
Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.
1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.
2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.
3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.
4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.
5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.
6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.
7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.
8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.
9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.
10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.
11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.
12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.
13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.
14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.
15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.
16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.
17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.
18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.
19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna i schludna.
20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.
21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.
22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.
23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.
24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.
25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.
26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.
27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.
28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.
29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.
30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.
31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.
32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.
33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!
34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.
35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.
Piłka nożna
Górak: Siadła nam siła rażenia
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy Górnika Łęczna i GKS Katowice – Luiz Mołodecki (asystent trenera Szatałowa) i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zakończyła się przygoda z Pucharem Polski w tym sezonie, piękna w Katowicach w sezonie poprzednim, okraszona wtedy wielkimi spektaklami. Dzisiaj przegraliśmy po bardzo słabym naszym meczu, nie zdobyliśmy ani jednej bramki, oddaliśmy dwa celne strzały. To jest zbyt mało, by cokolwiek zrobić. Nieważne czy się gra z przeciwnikiem z twojej ligi czy z ligi niższej. Trzeba realizować swoje zadania i budować swoją grę. Przegraliśmy trzeci mecz 0:1 i to jest sytuacja, która bardzo nas niepokoi, bo nie zdobywamy bramek, gdzieś nam to wszystko energetycznie siadło. W związku z tym będzie trzeba bardzo mocno wykonać pracę do meczu sobotniego, bo przyjeżdża Widzew Łódź i skala trudności – z całym szacunkiem dla rywala, któremu ogromnie gratuluję – będzie diametralne inna i spotkanie będziemy musieli rozegrać całkowicie inaczej. Każdy z zawodników i trenerów musi taką porażkę wziąć na klatę, musimy zdawać sobie sprawę z tego, że zawiedliśmy i rozczarowaliśmy. Natomiast życie idzie dalej, trzeba zacząć od siebie, powiedziałem zawodnikom, żeby głów nie spuszczali, bo sprawa jest poważna. Każdy chce wygrywać, radować się, zdobywać punkty, czy jechać za swoją drużyną na drugi koniec Polski i też się cieszyć ze zwycięstwa. Dziś zawiedliśmy i tych, którzy poczuli się urażeni mogę tylko przeprosić. My również nie jesteśmy szczęśliwi i jest nam z tym źle. Życie płynie dalej i musimy najbliższy czas dobrze przepracować, bo trzy porażki po 0:1 są dla nas momentem trudnym, z którego musimy wyjść.
Luiz Mołodecki (asystent trener Górnika Łęczna):
Cieszy nas zwycięstwo z czołową drużyną ekstraklasy, awans do kolejnej rundy. Cieszy nas postawa drużyny, zaangażowanie, co było widać na boisku – jeden pomagał drugiemu. Ale też to, że przyjeżdża drużyna z ekstraklasy, ale gramy jak równy z równym, a nawet my stworzyliśmy więcej sytuacji. W drugiej połowie powinniśmy ten wynik podwyższyć. Szkoda, że nie podwyższyliśmy, bo do końca była nerwówka, ale drużyna pokazała charakter i skończyło się bardzo dobrze.







































Najnowsze komentarze