Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media po meczu z Widzewem: Nowak-show na oczach Urbana

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Widzew Łódź 3-2 (1-0).

weszlo.com – Nowak-show na oczach Urbana. Widzew poległ w Katowicach
Pamiętacie, co robiliście 9 sierpnia 2026 roku? Zapewne nie, ale piłkarze i kibice Widzewa niewątpliwie wspominają ten dzień chwały z łezką w oku. Właśnie wtedy łódzka ekipa odniosła bowiem jedyne jak dotąd zwycięstwo w sezonie 2026/27. Podopieczni Mateusza Stolarskiego pragnęli rzecz jasna poprawić ten totalnie kompromitujący bilans w Katowicach, jednak Bartosz Nowak szybciutko wybił im to z głowy.Nie pomógł nawet desperacki zryw w końcówce rywalizacji. Lider GieKSy powiódł swój zespół do zwycięstwa 3:2.
O pierwszej fazie meczu opowiadać nie będziemy, szkoda waszego czasu. Nuda jak jasna cholera. Ciekawiej zaczęło się robić w okolicach 25. minuty, gdy GKS postanowił w końcu ukrócić dość mozolne ataki Widzewa i przejąć inicjatywę. No i trzeba oddać podopiecznym Rafała Góraka, że jak już wrzucili wyższy bieg, to od razu przeszli do konkretów. Najpierw obserwowaliśmy więc uderzenie w słupek po dośrodkowaniu Bartosza Nowaka, a w 33. minucie sam Nowak cieszył się ze zdobycia gola. Można powiedzieć, że piłkarze GieKSy zamienili się w tej akcji rolami, bo główny kreator zespołu tym razem wpakował piłkę do pustaka niczym rasowa dziewiątka, podczas gdy asystę zapisał na swoim koncie najlepszy strzelec – Ilja Szkurin.
Ale odnotujmy także świetną piłkę posłaną z głębi pola przez Kacpra Łukasiaka. Gospodarze grali, a defensywa Widzewa obserwowała.
Wydaje się, że głównym winowajcą był tu jednak zbyt głęboko ustawiony Przemysław Wiśniewski, któremu urwał się wspomniany Szkurin. Wszystko to z perspektywy trybun obserwował selekcjoner Jan Urban. Będzie powołanie dla defensora Widzewa na następne zgrupowanie reprezentacji Polski?
Ważna była ta otwierająca bramka z perspektywy Katowiczan, którzy dwa ostatnie ligowe starcia rozegrali na zero z przodu (0:1 z Koroną Kielce, 0:1 z Pogonią Szczecin), na dokładkę notując poważną wpadkę w Pucharze Polski (0:1 z Górnikiem Łęczna). Jednak trener Górak nie mógł być tak całkiem zadowolony z postawy swoich podopiecznych przed przerwą. Widzew długimi fragmentami otrzymywał bowiem od gospodarzy zdecydowanie zbyt dużo swobody w operowaniu piłką.
Istniało zatem zagrożenie, że Łodzianie w końcu przekują tę optyczną przewagę na jakieś konkrety. No i w sumie to powinno się tak stać zaraz po zmianie stron, gdy Stipe Biuk odnalazł kapitalnym podaniem Dariana Malesa. Ten ostatni przegrał jednak pojedynek z Gabrielem Kobylakiem.
Dobra robota golkipera GKS-u, jasne, brawo, ale obowiązkiem Malesa było zamienienie tej sytuacji na gola. Okradł kolegę z asysty.
Będzie zapewne ta sytuacja prześladować Mateusza Stolarskiego, bo już parę chwil później gospodarze podwoili prowadzenie. I zrobili to po takiej serii błędów Widzewa, że aż żal dupę ścisnął na widok takiego niechlujstwa w grze Łodzian. Bo tak: wszystko zaczęło się od podania Shehu w aut (niemalże na wysokości własnego pola karnego) i wzajemnych pretensji w szeregach gości. Potem było kiepskie wybicie piłki z pola karnego po długim wrzucie z autu. Następnie: nieprzecięte wstrzelenie piłki w szesnastkę. No i wisienka na torcie: pozornie niezbyt groźny strzał Nowaka, którego ani nie obronił Drągowski, ani nie wybił z linii bramkowej Papanikolaou.
Nieporadna interwencja tego ostatniego może uchodzić za symbol postawy Widzewa w tym meczu i w całym sezonie.
Co gorsza dla Łodzian, to wcale nie był koniec koncertu Bartosza Nowaka. W 65. minucie kapitan GKS-u miał już na koncie hat-tricka, choć akurat trzecie trafienie może zostać finalnie zapisane jako samobój. Uznajmy zatem roboczo, że Nowak strzelił tu gola przy użyciu Steve’a Kapuadiego. No – bardziej „wcisnął” niż „strzelił”.
Panie selekcjonerze, pan to wszystko obserwował, prawda?
Tak czy owak: wydawało się, że przy wyniku 3:0 dla Katowiczan jest już po meczu. Że Widzew został znokautowany, czy – jak kto woli – znokautował się sam. Ale podopieczni Stolarskiego, trzeba im oddać honor, nie posypali się. Schłodzili głowy, wykorzystali rozprężenie w szeregach gospodarzy i w ekspresowym tempie zredukowali ich przewagę. W 74. minucie GKS prowadził już tylko 3:2. Najpierw część win odkupił golem Kapuadi, a zaraz potem Kobylaka pokonał Świderski.
Znowu zrobiło się ciekawie.
Na więcej przyjezdnych nie było już jednak w Katowicach stać. GieKSa się ocknęła i wytrąciła oponentów z uderzenia. Wszelkimi dostępnymi środkami, dlatego końcówka rywalizacji była szarpana, brudna, naszpikowana przewinieniami i boiskowymi spinami. No ale przecież ekipie Góraka na tym właśnie zależało.
A zatem GKS Katowice przerwał kiepską passę i dołożył do kolekcji siódme zwycięstwo w trzynastym ligowym występie. Natomiast na liczniku Widzewa dalej widnieje zaledwie jedna wygrana w Ekstraklasie. To naprawdę nieprawdopodobne, że za tak kolosalne jak na polskie realia pieniędzy udało się skonstruować drużynę, która punktuje tak nędznie. Przecież gdyby w alternatywnej rzeczywistości Robert Dobrzycki okazał się właścicielem-sknerusem i po przejęciu Widzewa nie dokonał ani jednego transferu, to i tak jest całkiem możliwe, że zespół z wiosny 2025 roku byłby dziś skuteczniejszy w lidze. A dodajmy, że tamta drużyna także była dość cienka.

sportowefakty.wp.pl – Szalony mecz w Katowicach. Hat-trick i nagły powrót Widzewa
Było już 3:0 dla GKS-u Katowice po hat-tricku Bartosza Nowaka, ale Widzew Łódź nagle wstał z kolan. Szybko strzelone dwa gole dawały nadzieję, jednak skończyło się wygraną gospodarzy 3:2. To był kolejny efektowny mecz 13. kolejki Ekstraklasy.
Życie trenera (w tym przypadku Rafała Góraka) jest o wiele łatwiejsze, gdy ma się w składzie piłkarza pokroju Bartosza Nowaka. W sobotni wieczór to właśnie 33-letni pomocnik błyszczał najmocniej. Jego trzy bramki pozwoliły ograć drużynę Widzewa Łódź, dla której sezon 2026/27 to pasmo upokorzeń.
Siedem bramek i jedenaście asyst – to dotychczasowy wynik Nowaka. W normalnych okolicznościach byłby murowanym kandydatem do reprezentacji Polski na najbliższe mecze Ligi Narodów, ale… Jan Urban z jakiegoś powodu za nim nie przepada.
Gdy w 65. minucie Nowak kompletował hat-tricka, wydawało się, że GKS wygra w sposób bardzo efektowny. Tyle tylko, że kilka chwil później nieoczekiwanie do gry wrócili widzewiacy – najpierw po rzucie rożnym trafił Steve Kapuadi, a niedługo później ze swojej bramki cieszył się Karol Świderski. Widzew mógł zrobić na Górnym Śląsku coś spektakularnego i powstać niczym feniks z popiołów, lecz więcej bramek zdobyć już się nie udało.
GKS dowiózł prowadzenie do ostatniego gwizdka i tym samym przegrał niechlubną passę trzech porażek z rzędu (licząc Puchar Polski). Z kolei Widzew… no cóż. Wielkie pieniądze, szumne zapowiedzi i… totalna niemoc. Widzew wygrał w sezonie 2026/27 jeden mecz z trzynastu (nie ma w Ekstraklasie drugiej takiej drużyny). Trener Mateusz Stolarski zasiadł na ławce po raz szósty i może „pochwalić się” bilansem 0-4-2. Jeśli tak dalej pójdzie, to Widzew po raz kolejny będzie wymieniany w gronie głównych kandydatów do spadku, a przecież plany były zupełnie inne. Zmiana trenera niewiele tu dała.
Zachowanie obrony przy bramce na 1:0 było kuriozalne i zastanawiające. Jedno podanie Kacpra Łukasiaka wystarczyło, by cała linia defensywy stanęła. Ilja Szkurin wystartował do piłki, uprzedził próbującego interweniować Bartłomieja Drągowskiego, przez co Bartosz Nowak miał strzał do pustej bramki. Nie trudno się domyślić, jaki był finał tej akcji.
I to wcale nie tak, że Widzew nie kreował swoich szans. Przeciwnie. Problem w tym, że skuteczność w polu karnym była żenująca – Świderski potykał się o własne nogi, Stipe Biuk miał rozregulowany celownik, a gdy już Darian Males strzelił gola, to okazało się, że był na wyraźnym spalonym. Choć to i tak nic w porównaniu z tym, co Males zrobił na początku drugiej połowy – pozbawił Biuka pewnej asysty i w dogodnej sytuacji strzelił prosto w Gabriela Kobylaka.
A później w sześć minut kolejne dwa gole strzelił Nowak. Pierwszego po komicznej interwencji Giannisa Papanikolaou tuż przed linią, drugiego po podaniu Ilji Szkurina i biernej postawie Steve’a Kapuadiego. 3:0, Widzew był na deskach. Wtedy jednak nastąpił dość nieoczekiwany zryw przyjezdnych, strzelili dwa gole i zrobiło się interesująco. Inna sprawa, że kolejną okazję udało się wykreować dopiero w doliczonym czasie gry, kiedy Christopher Cheng uderzył minimalnie niecelnie z 16 metrów.

Urban na trybunach, a tu takie rzeczy. Hat-trick pomijanego piłkarza
Jan Urban pojawił się na trybunach w Katowicach i miał co oglądać. Bartosz Nowak, dotąd pomijany przez selekcjonera przy powołaniach do reprezentacji Polski, skompletował hat-tricka i poprowadził GKS do zwycięstwa nad Widzewem 3:2.
[…] Warto podkreślić, iż na trybunach w Katowicach pojawił się Jan Urban. Selekcjoner reprezentacji Polski jeszcze ani razu nie zdecydował się na powołanie pomocnika GKS-u, choć ten już wielokrotnie dawał argumenty, by na niego postawić. W piątek (6 listopada) dowiemy się, czy tym razem Nowak przekonał do siebie Urbana.

widzewtomy.net – GKS Katowice – Widzew Łódź 3:2 (1:0)
Czwartej porażki w obecnym sezonie doznała w sobotni wieczór drużyna Widzewa Łódź. Tym razem piłkarze Mateusza Stolarskiego nie sprostali w wyjazdowym starciu GKS Katowice, przegrywając z nim 2:3. Bohaterem meczu okazał się kapitan rywali Bartosz Nowak, autor trzech goli! Dla RTS trafiali Steve Kapuadi i Karol Świderski.
W pierwszym kwadransie Widzew próbował przedostać się pod bramkę Gabriela Kobylaka, a po strzale Dariana Malesa bramkarz gospodarzy pewnie złapał piłkę. Groźnie zrobiło się również po podaniu Emila Kornviga do Malesa. Szwajcar trafił do siatki, ale sędziowie odgwizdali spalonego. Decyzję potwierdziła szybka analiza VAR i wynik pozostał bez zmian.
Łodzianie szukali okazji przede wszystkim po akcjach Biuka i podaniach w pole karne. Skrzydłowy kilkukrotnie urwał się obrońcom, lecz jego strzały mijały bramkę. Swoich szans próbowali także Juljan Shehu i Kornvig, jednak ich uderzenia nie przyniosły efektu. Gospodarze odpowiadali atakami Marcela Wędrychowskiego i Ilji Szkurina, a defensywa Widzewa musiała coraz częściej interweniować.
Z czasem GKS zaczął stwarzać większe zagrożenie po stałych fragmentach gry. Po dośrodkowaniu Bartosza Nowaka główkował Borja Galán, trafiając w słupek. W kolejnej sytuacji Szkurin uderzał z bliska, ale Bartłomiej Drągowski skutecznie interweniował. Bramkarz Widzewa poradził sobie również z następnymi dośrodkowaniami, jednak w 33. minucie gospodarze dopięli swego. Kacper Łukasiak zagrał piłkę w pole karne, a Szkuryn wślizgiem skierował ją w poprzek bramki. Do futbolówki dopadł Nowak, który z bliska trafił do pustej bramki. Sytuację sprawdzano pod kątem spalonego, ale analiza VAR potwierdziła prawidłowość gola i GKS objął prowadzenie.
Widzew próbował odpowiedzieć jeszcze przed przerwą. Po podaniu Przemysława Wiśniewskiego piłka trafiła do Karola Świderskiego, który nie zdołał jej dobrze opanować w polu karnym. Później Males nie doszedł do dośrodkowania, a strzał Kornviga przeleciał nad poprzeczką. Gospodarze również szukali kolejnych okazji, ale wynik nie uległ już zmianie.
[…] Po wznowieniu gry „Gieksa” próbowała podwyższyć prowadzenie, ale jako pierwszy blisko gola był RTS. Biuk popędził lewą stroną i dokładnie podał do Malesa. Szwajcar znalazł się w znakomitej sytuacji, jednak jego wykończenie było bardzo słabe i pewnie ten strzał obronił Kobylak. Do piłki próbował jeszcze dojść Kornvig, lecz akcja nie zakończyła się bramką.
Czerwono-biało-czerwoni nie wykorzystali tej szansy, a GKS szybko ich za to skarcił. W 60. minucie po wrzucie z autu gospodarze zebrali wybitą piłkę i Mateusz Kowalczyk posłał ją w pole karne. Niepilnowany Nowak uderzył w kierunku dalszego słupka, a interweniujący na linii Giannis Papanikolaou nie zdołał zablokować tego strzału. Kapitan gospodarzy miał już na koncie dublet, którym podwyższył prowadzenie Katowiczan. Widzew próbował wrócić do gry, ale brakowało dokładności w rozegraniu. GKS skutecznie przerywał akcje gości i sam szukał kolejnych okazji.
[…] W 67. minucie GKS przeprowadził zespołową akcję, rozmontowując defensywę Widzewa. Drągowski zdołał jeszcze obronić strzał Szkurina z ostrego kąta, ale po ponownym wgraniu piłki w pole bramkowe Nowak z bliska dopełnił formalności. Pomocnik GKS-u skompletował hat-tricka, a gospodarze prowadzili już 3:0. Widzew próbował odpowiedzieć dośrodkowaniem Świderskiego, lecz w polu karnym zabrakło zawodnika, który mógłby zamknąć akcję. Po prawie siedemdziesięciu minutach gry sytuacja Łodzian była bardzo trudna – musieli odrobić trzy bramki straty, a GKS ani myślał 0 tym, żeby przestać atakować.
[…] Łodzianie nie zamierzali się jednak poddawać. W 71. minucie po dośrodkowaniu Jusufa Gazibegovicia z rzutu rożnego najwyżej wyskoczył Steve Kapuadi, który strzałem głową pokonał Gabriela Kobylaka i zmniejszył straty do 1:3. Widzew poszedł za ciosem. W 74. minucie Fran Álvarez dośrodkował z lewej strony, a po zamieszaniu w polu karnym piłka spadła pod nogi Karola Świderskiego. Napastnik przyjął ją i efektownym strzałem lewą nogą pokonał bramkarza gospodarzy. Sędzia czekał jeszcze na potwierdzenie z wozu VAR, ale ostatecznie uznał bramkę. W 77. minucie czerwono-biało-czerwoni przegrywali już tylko 2:3.
[…] W 80. minucie Lukas Klemenz nie wykorzystał dośrodkowania z rzutu wolnego i uderzył nad poprzeczką.
W kolejnych minutach gospodarze starali się utrzymać korzystny rezultat. Po dośrodkowaniu Bartosza Nowaka z rzutu wolnego ponownie uderzał Lukas Klemenz, ale piłka minęła bramkę. Z kolei po drugiej stronie boiska Ioan Vermeșan próbował wykorzystać zagranie Steve’a Kapuadiego, jednak jego strzał został zablokowany. Gospodarze domagali się jeszcze rzutu karnego po zagraniu piłki ręką, ale sędzia Wojciech Myć nie zdecydował się na podyktowanie jedenastki.
[…] W końcówce żółtą kartkę obejrzał również Sebastian Milewski za faul taktyczny na Bergierze. Sędzia doliczył pięć minut. W tym czasie Bartłomiej Drągowski obronił główkowanie Ilji Shkurina, a Widzew próbował jeszcze przeprowadzić decydujący atak. Po szybkim kontrataku Sebastian Bergier zgrał piłkę do Christophera Chenga, którego płaskie uderzenie minęło dalszy słupek bramki Gabriela Kobylaka. Była to jedna z ostatnich okazji Łodzian na wyrównanie.

dziennikzachodni.pl – Bartosz Nowak show i horror w końcówce! Pięć gorących wniosków po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź (3:2)
GKS Katowice wygrał z Widzewem Łódź po meczu, w którym prowadził 3:0, ale potem stracił dwa gole. Kolejne wielkie widowisko na Nowej Bukowej.
[…] Mocniej jednak zaczęli goście, którzy nawet trafili do siatki, ale ze spalonego. Za to im dalej w las, tym lepiej grała GieKSa. W 29 minucie Borja Galan po dośrodkowaniu Bartosza Nowaka trafił w słupek, ale w 33 gol już musiał zostać uznany. Tym razem centrował Kacper Łukasiak, Ilia Szkurin tuż przed rękami Bartłomieja Drągowskiego „dziabnął” piłkę w bok i Nowak wpakował ją do pustej bramki.To trafienie mocno zdeprymowało Łodzian i gospodarze bez większego problemu utrzymali to prowadzenie do przerwy.
A po niej najpierw błysnął Gabiel Kobylak broniąc oko w oko z Darianem Malesem, ale trzeba też przyznać, że piłkarz Widzewa nie zawiesił bramkarzowi wysoko poprzeczki. Potem do akcji wszedł Bartosz Nowak. Dwa gole w sześć minut! W pierwszym przypadku trafił w sposób, który zmusił do kiksu stojącego na linii bramkowej obrońcę, w drugiej znów dostał podanie od Szkurina.
Nagle jednak GKS stanął. Zapłacił za to wysoką cenę i na kwadrans przed końcem było już tylko 3:2! I zaczęły się nerwy. Miał w nich udział sędzia Wojciech Myć, który nie podyktował dla Katowic rzutu karnego za zagranie ręką. Ostatecznie wszystko skończyło się szczęśliwie, a po ostatnim gwizdku sędziego między piłkarzami doszło do przepychanek.

Pięć wniosków po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź
1. Na Bartosza Nowaka nie ma mocnych. Najlepszy piłkarz poprzedniego sezonu nie zwalnia tempa. W pierwszej połowie idealnie dośrodkował do Borji Galana, który jednak trafił w słupek, ale po chwili sam zdobył gola, w czym największa zasługa Ilii Szkurina. Po przerwie dorzucił dwa trafienia, jedno przy asyście napastnika. Współpraca Nowaka z Białorusinem układa się w tej rundzie wzorcowo. Razem mają 15 goli i 11 asyst!
2. Sędzia znów w centrum uwagi. Wojciech Myć wpisał się w rejestr sędziowskich kontrowersji ostatnich tygodni. Wspomagany przez Szymona Marciniaka na VAR-ze stracił kontrolę nad spotkaniem i doprowadził kibiców oraz piłkarzy do wrzenia.
3. Muszą być emocje. GKS nie potrafi wygrać meczu na spokojnie. Przy 3:0 nie ma zabawy, więc dostarcza kibicom nadprogramowych wrażeń. Właściwie każdy mecz na Nowej Bukowej to historia, o której fani dyskutują zimą przy kominkach. Starcie z Widzewem nie było wyjątkiem. Aż dziw, że sold out nie jest standardem.
4. Jedna porażka przez rok. Porażka z Pogonią okazała się jedyną, jaką GKS poniósł na swoim stadionie przez dwanaście miesięcy, liczonych od zwycięstwa odniesionego na Nowej Bukowej przez Piasta Gliwice. W żadnym z pozostałych spotkań zespół Rafała Góraka nie oddał rywalom kompletu punktów.
5. Bergierowi nie przebaczą. Odejście Sebastiana Bergiera do Widzewa wciąż jest w Katowicach pamiętane. Rezerwowy napastnik już podczas prezentacji składów usłyszał burzę gwizdów. Później podobnie był kwitowany każdy jego kontakt z piłką.

10 tysięcy kibiców GieKSy w stanie wrzenia. Co za spektakl na Nowej Bukowej!
Takiej euforii na Nowej Bukowej nie było już dawno. Znakomity mecz, zakończony zwycięstwem nad Widzewem, porwał ponad 10.000 kibiców.
Ponad 10.000 kibiców GKS Katowice przeżyło olbrzymie emocje. Ich zespół prowadził już z Widzewem 3:0, by stracić dwa gole i doprowadzić do nerwowej końcówki. Wszystko zakończyło się jednak szczęśliwie i na trybunach wybuchła nieopisana radość.
Doping słychać było daleko poza stadionem. Po zakończeniu spotkania fani jeszcze długo bawili się z piłkarzami. Takie mecze kibice chcą oglądać!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Kielc i Łęcznej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.

1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.

2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.

3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.

4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.

5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.

6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.

7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.

8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.

9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.

10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.

11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.

12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.

13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.

14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.

15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.

16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.

17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.

18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.

19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna  i schludna.

20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.

21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.

22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.

23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.

24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.

25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.

26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.

27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.

28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.

29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.

30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.

31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.

32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.

33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!

34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.

35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga