Dołącz do nas

Piłka nożna

Oceny piłkarzy za mecz z Radzionkowem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przedstawiamy wam opis gry każdego piłkarza w meczu z Ruchem Radzionków wraz z notą. Tak naprawdę prezentowali oni w miarę zbliżony przeciętno-słaby poziom, toteż „rozpiętość wyników” nie jest zbyt wielka. Punktacja w skali 0-10.

Witold Sabela – 5
Powiedzielibyśmy, że zagrał poprawnie, bo de facto nie miał zbyt wielu sytuacji do bronienia. Popisał się w pierwszej połowie broniąc sytuację sam na sam Idrissy Cisse. Przy golu Adama Giesy był bezradny. Na spokojny występ cieniem położyła się jednak interwencja z 66. minuty, kiedy to strzał Sebastiana Radzio „wypluł” przed siebie golkiper, a czujny Cisse bez problemu dobił piłkę do bramki. Sabela powinien złapać tę piłkę.

Kamil Cholerzyński – 6
Piłkarz z musu i nieoczekiwanie ustawiony na pozycji prawego obrońcy, gdzie nie grał chyba nigdy, może jakiś epizod. Sam stwierdził, że podczas treningów miał pewne sygnały, że może zagrać na boku obrony. Sam występ przeciętny, Kamil ani nic nie zawalił, ani nic wielkiego od siebie nie dał. Były natomiast dwa momenty próby indywidualnych szarż, co każe sądzić, że zawodnik mógł sobie przypomnieć swoje najlepsze momenty, ale do pełni formy droga daleka. Na plus… kiks, po którym Jacek Kowalczyk strzelił gola.

Jacek Kowalczyk – 6
Najpewniejszy punkt defensywy, kilka razy zanotował dobre interwencje, zwłaszcza mogło się podobać naznaczone doświadczeniem odebranie piłki Cisse. Oczywiście włączanie się do akcji przy stałych fragmentach gry, to… stały fragment gry u kapitana. Podobnie jak z Szombierkami, tak i teraz strzelił bramkę. Mimo wszystko jednak poprawny występ, bez większych fajerwerków.

Adrian Napierała – 4
Co się dzieje z tym facetem na razie nie wie nikt. Adrian – pewny punkt na jesieni, piłkarz roku, ulubieniec kibiców w sparingu z Szombierkami, jak i w meczu z Radzionkowem był wyraźnie zagubiony. Niepewne przyjęcia piłki, niecelne wybicia, raz zdjął piłkę z rąk Sabeli, przez co rywale mogli strzelić do pustej bramki. Dodatkowo piłka meczowa w doliczonym czasie gry – niewykorzystana, choć tutaj mało było czasu na reakcję. Wydaje się, że zawodnik utracił pewność siebie. Mamy nadzieję, że „pierwsze koty za płoty”, ale nie pomaga też to, że Adrian często ma pretensje do partnerów, jak i oni do niego.

Damian Kaciczak – 4
Było zaskoczeniem, że trener postawił na tego piłkarza. Wszystko wskazywało, że Damian usiądzie na ławce. Tym razem zagrał – tak jak w początkowej fazie sezonu. Trzeba powiedzieć, że zawodnik w wydatny sposób maczał palce przy utraconych bramkach – przy pierwszej krył na radar Adama Giesę, którego później już nie mógł dogonić – przy drugiej kompletnie zapomniał o swojej strefie, a niepilnowany Radzio tylko czekał na piłkę i po jego akcji padła bramka.

Mateusz Zachara – 6
Zawodnik starał się w tym meczu, był aktywny nie tylko na prawej stronie, ale i schodził do środka. Na początku meczu zaliczył świetne dośrodkowanie, jednak sędzia odgwizdał spalonego. Był także niezły strzał z narożnika pola karnego, ale w środek bramki. Efektów z jego gry wielkich nie było, ale widać było, że mu zależy.

Jan Beliancin – 5
Zawodnik niby-podstawowy, ale też dość nieoczekiwanie pojawił się na boisku. W zasadzie przez cały mecz grał przeciętnie, wyróżnił się natomiast dwa razy – najpierw kapitalnym strzałem z 40 metrów, po którym piłka przełamała ręce Kiełpina. Za drugim razem w dziecinny sposób dał sobie odebrać piłkę, przez co za chwilę Cisse był sam na sam.

Tomasz Hołota – 6
Widać, że ten zawodnik nie boi się brać odpowiedzialności na siebie. Próbuje czasem indywidualnych akcji, stara się pociągnąć grę zespołu do przodu. Co prawda mecz nie był porywający w jego wykonaniu, ale potrafił strzelić mocno z dystansu, dojść do główki. Potrafił też zrobić swoją firmową akcję, czyli stracić piłkę, pociągnąć rywala za koszulkę i dostać żółtą kartkę.

Piotr Gierczak – 5
Słaby debiut, najbardziej doświadczony piłkarz w naszej drużynie, stary ligowy wyjadacz nie potrafił pomóc drużynie. Gierczak może być dobry w grze na utrzymanie wyniku, ale nie na zmasowane ataki, których GieKSa potrzebowała. Zawodnik niczym się nie wyróżnił, ani nie zaliczył wielkich zagrań, ani spektakularnych strat. Na plus niekonwencjonalny pomysł przy rozegraniu rzutu wolnego, po którym padła bramka.

Przemysław Pitry – 5
Od tego doświadczonego i utalentowanego zawodnika wymagamy więcej. Co prawda miał kilka niezłych akcji, jak indywidualne wdarcie się w pole karne w drugiej połowie czy odebranie piłki Cisse i strzał w pierwszej, ale to za mało. Pitry powinien być liderem tej drużyny, a tego w meczu z Radzionkowem zabrakło.

Deniss Rakels – 5
Również przeciętny występ, piłkarz cofał się po piłkę, ładnie się zastawiał, ale jako napastnik nic wielkiego nie pokazał. Raz kiwał się z Kiełpinem, ale kompletnie nie wiedział, co w tej sytuacji zrobić.

Bartłomiej Chwalibogowski – niesklasyfikowany (grał od 72. minuty)
Wydawało się, że po meczu z Szombierkami ten zawodnik zagra w wyjściowej jedenastce. Wystąpił zaledwie 18 minut i nie wniósł do gry wiele, poza jednym świetnym dośrodkowaniem, którego jednak nie zamienili na bramkę koledzy.

Patryk Stefański – niesklasyfikowany (grał od 80. minuty)
Grał krótko, ale miał dwie dobre sytuacje. Najpierw był zaskoczony, że piłka spadła mu w polu karnym na głowę, za drugim razem trafił w poprzeczkę.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Jefry

    13 maja 2012 at 19:49

    Tak. Dawid. Popełnił samobf3jstwo. Właściwie zrobił to na moim blogu. Fikcja przekuła się w rzsyczwietość. Nigdy nic nie bierze się z niczego. Boję się dalej pisać.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Kielc i Łęcznej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.

1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.

2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.

3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.

4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.

5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.

6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.

7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.

8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.

9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.

10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.

11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.

12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.

13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.

14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.

15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.

16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.

17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.

18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.

19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna  i schludna.

20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.

21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.

22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.

23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.

24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.

25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.

26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.

27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.

28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.

29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.

30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.

31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.

32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.

33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!

34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.

35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siadła nam siła rażenia

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy Górnika Łęczna i GKS Katowice – Luiz Mołodecki (asystent trenera Szatałowa) i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zakończyła się przygoda z Pucharem Polski w tym sezonie, piękna w Katowicach w sezonie poprzednim, okraszona wtedy wielkimi spektaklami. Dzisiaj przegraliśmy po bardzo słabym naszym meczu, nie zdobyliśmy ani jednej bramki, oddaliśmy dwa celne strzały. To jest zbyt mało, by cokolwiek zrobić. Nieważne czy się gra z przeciwnikiem z twojej ligi czy z ligi niższej. Trzeba realizować swoje zadania i budować swoją grę. Przegraliśmy trzeci mecz 0:1 i to jest sytuacja, która bardzo nas niepokoi, bo nie zdobywamy bramek, gdzieś nam to wszystko energetycznie siadło. W związku z tym będzie trzeba bardzo mocno wykonać pracę do meczu sobotniego, bo przyjeżdża Widzew Łódź i skala trudności – z całym szacunkiem dla rywala, któremu ogromnie gratuluję – będzie diametralne inna i spotkanie będziemy musieli rozegrać całkowicie inaczej. Każdy z zawodników i trenerów musi taką porażkę wziąć na klatę, musimy zdawać sobie sprawę z tego, że zawiedliśmy i rozczarowaliśmy. Natomiast życie idzie dalej, trzeba zacząć od siebie, powiedziałem zawodnikom, żeby głów nie spuszczali, bo sprawa jest poważna. Każdy chce wygrywać, radować się, zdobywać punkty, czy jechać za swoją drużyną na drugi koniec Polski i też się cieszyć ze zwycięstwa. Dziś zawiedliśmy i tych, którzy poczuli się urażeni mogę tylko przeprosić. My również nie jesteśmy szczęśliwi i jest nam z tym źle. Życie płynie dalej i musimy najbliższy czas dobrze przepracować, bo trzy porażki po 0:1 są dla nas momentem trudnym, z którego musimy wyjść.

Luiz Mołodecki (asystent trener Górnika Łęczna):
Cieszy nas zwycięstwo z czołową drużyną ekstraklasy, awans do kolejnej rundy. Cieszy nas postawa drużyny, zaangażowanie, co było widać na boisku – jeden pomagał drugiemu. Ale też to, że przyjeżdża drużyna z ekstraklasy, ale gramy jak równy z równym, a nawet my stworzyliśmy więcej sytuacji. W drugiej połowie powinniśmy ten wynik podwyższyć. Szkoda, że nie podwyższyliśmy, bo do końca była nerwówka, ale drużyna pokazała charakter i skończyło się bardzo dobrze.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga