Piłka nożna
Napastnik? A kto to taki?
Problemy z napastnikiem w GKS Katowice są powszechnie znane. Poza epizodem w poprzednim sezonie, kiedy to wystrzelił Deniss Rakels, GieKSa ciągle ma wielki kłopot z przodu. Nasz zespół nie ma w ostatnich kilkudziesięciu miesiącach jednego (!) zawodnika, który na dłuższą metę byłby gwarantem 7-8 bramek na rundę jako napastnik. A i tak ta liczba byłaby minimum.
Jeszcze jesienią brak napastnika nie był tak odczuwalny. Cały zespół grał dobrze, imponował ruchliwością, kreatywnością, zmiennością pozycji – to dzięki temu niezależnie czy w ataku grał Pitry, Wróbel, a na dziesiątce – ta dwójka lub Fonfara – wyglądało to bardzo dobrze. Jak choćby w Niecieczy, kiedy Fonfara miał rozgrywać piłkę, ale dwa razy zamienił się z Pitrym i wyszedł sam na sam z bramkarzem strzelając dwa gole.
W rundzie wiosennej było zgoła odmiennie. Pomocnicy grali tak, jak opisaliśmy wczoraj – czyli bez większej ambicji, więc nie w głowie były im jakieś tam wymiany. Dlatego model z jesieni – gry bez nominalnego napastnika, raczej nie mógł wypalić. Trener Kazimierz Moskal zachowywał się dwojako – raz wystawiał właśnie nominalnych (Skrzypczak, Zieliński), innym razem decydował się na przesunięcie do przodu Goncerza czy rzadziej Pitrego.
Właśnie Szymon Skrzypczak został wypożyczony z Górnika Zabrze i miał być lekiem na całe zło, choć… na tamten moment zła nie było, ba! było bardzo dobrze. Mimo wszystko chcieliśmy jednak mieć kreatywnych zawodników w pomocy, no i rasowego snajpera z przodu. Skrzypczak zaczął od meczu z Sandecją. Przez trzy pierwsze mecze wychodził w podstawowym składzie i nie pokazał kompletnie nic. Coś tam się starał, ale kompletnie bez efektów, a na domiar złego był nieskuteczny. Jak w Nowym Sączu, gdzie nie wykorzystał dogodnych sytuacji. Z Bełchatowem grał tylko w pierwszej połowie i po jego zejściu w przerwie gra nabrała rumieńców. Za to w Legnicy wszedł na ostatnie pół godziny i zapamiętaliśmy go głównie ze strzału z kilku metrów Panu Bogu w okno, po którym zyskał przydomek „Maestro Skrzypczak”. Zagrał jeszcze w drugiej połowie meczu z Łęczną, po czym trener sam stwierdził, że ściąganie tego zawodnika było pomyłką. Do końca rundy już nie zagrał, nastrzelał natomiast kilka bramek w rezerwach. W nagrodę spróbuje sił w… ekstraklasie, bo przecież wraca do Górnika Zabrze.
Michał Zieliński to napastnik, który w ekstraklasie strzelił 11 bramek w 115 meczach. W GieKSie w sumie natomiast trafił 10 razy w 43 spotkaniach. Wielu meczów nie rozegrał jednak w całości, więc żeby być uczciwym podajmy, że rozegrał 2438 minut, co daje średnią jednego gola na 243 minuty, czyli ponad 2,5 meczu. Trzeba przyznać, że statystyka nie jest taka tragiczna, ale obraz gry zawodnika już tak. Tym bardziej, gdy powiem, że jego aktywa kumulują się na przestrzeni 2-3 meczów, a potem przez wiele, wiele spotkań jest beznadziejnie. Pamiętamy jego dwa gole w Ostrowcu Świętokrzyskim, w obecnym sezonie strzelał kolejka po kolejce z Sandecją i Okocimskim, a także na wiosnę w przeciągu trzech kolejek trzy gole – z ROW i dwa z Kolejarzem. Zawodnik ma więc wyskoki, po których jest bardzo chwalony, a potem wraca do tradycyjnej słabej dyspozycji.
Na wiosnę na początku był zmiennikiem Maestro Skrzypczaka, w pierwszych trzech meczach wchodził na końcówki, a z Sandecją miał nawet świetną szansę wyrównać. Po meczu z Bełchatowem jednak nie wystąpił przez kilka kolejek. Wrócił na ostatnie siedem minut meczu z ROW i spisał się kapitalnie. Strzelił gola właśnie jak rasowy napastnik, zaliczył asystę przy golu Wróbla. Dwie kolejki później znów jako rezerwowy dwa razy trafił z Kolejarzem i uchronił zespół przed kompromitacją. Tym samym na kilka kolejek wywalczył sobie miejsce w składzie i… na tym koniec. Do końca sezonu grał już słabo, bez błysku, nawet nie miał sytuacji. Trochę można było się zastanawiać, po co jest na boisku. Faktem jednak jest, że wsparcia z pomocy nie miał żadnego.
W niektórych meczach trener więc ściągał do ataku Przemysława Pitrego. Zawodnik kiedyś był napastnikiem, ale wiele z tego nie zostało. Grając na szpicy bardzo często cofa się i próbuje rozgrywać. W meczu z Łęczną zaliczył kapitalną asystę przy golu Rafała Pietrzaka, ale to był wyizolowany dobry moment w słabym meczu. Generalnie jednak Pitry w tej rundzie grał w pomocy.
W ataku natomiast częściej grywał Grzegorz Goncerz. Znając jego predyspozycje, ciekawym pomysłem było próbowanie go na szpicy już na jesieni, ale generalnie widać, że nie do końca dobrze się tam czuje. Jesienią jako rezerwowy strzelił dwa gole Stomilowi, jednego Flocie, ale w innych spotkaniach wyglądał na zagubionego. Wiosną dostał kilka szans na szpicy. Niewiele jednak z tego wynikało, bo znów – powtórzymy to – był osamotniony przez brak wsparcia z pomocy. Zawodnik walczył, czasem w parterze, ale sam piłkarsko niewiele mógł zdziałać. Dopiero w meczu z Niecieczą udało mu się strzelić gola jako napastnik, po świetnym uderzeniu głową. W Olsztynie trafił również, ale już w momencie, kiedy został wycofany do pomocy. Generalnie podkreślamy cały czas, że Gonzo to pomocnik dobry na skrzydle, choć trzeba przyznać, że bramki akurat strzelał ze strefy środkowej boiska (także z Chojniczanką) i do tego głową. Ma więc też dobre momenty, jako snajper w polu karnym, ale wydaje się, że tak naprawdę musiałby się sprawdzić w momencie, gdy miałby normalnych kolegów pomocników. Pytanie, ile bramek by strzelił jesienią, gdyby od początku grał na szpicy. Podania Pitrego, Wróbla czy Fonfary z tamtego czasu mógłby regularnie zamieniać na gole. Tego już nie sprawdzimy.
No i warto na koniec wspomnieć o młodym Pawle Szołtysie. Zawodnik ten grywał końcówki spotkań i jak na razie nic nie pokazał. 17-letni piłkarz dopiero uczy się gry w seniorach, więc musi się odnaleźć. Nie zawsze był wystawiany w ataku, dopiero w Płocku zagrał tam od pierwszej minuty i spisał się nieźle. Na razie trzeba się skupić na dobrym prowadzeniu zawodnika, bo może to być perełka, ale wiele zależy od niego samego, jak i trenerów.
Podsumowanie
Jak widać, napastnicy wiele GieKSie nie dali w rundzie wiosennej. Poza zrywem Zielińskiego praktycznie ta formacja nie istniała. Można powiedzieć wręcz, że GieKSa grała w dziesiątkę, bo osamotniony napastnik albo nie umiał, albo nie miał wsparcia od kolegów (to w gruncie rzeczy GKS nie grał w dziesiątkę, tylko może w jedynkę albo dwójkę, bo cała drużyna była nieobecna). GKS cierpi na brak rasowego snajpera, albo nawet takiego, co strzeli tę bramkę na dwa mecze. Możnaby powiedzieć, że GieKSa to taka Hiszpania, co to grywa bez napastnika. Możnaby. Gdyby to nie było kłamstwo. Chociaż bezradność Hiszpanów przypominała nieco tę, z jaką borykamy się na co dzień na Bukowej i wyjazdowych meczach GieKSy…
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!

Georgetta
12 sierpnia 2014 at 16:11
Good day! I know this is kind of off topic but I was wondering which blog platform are you using for this site?
I’m getting fed up of WordPress because I’ve had problems with hackers and I’m looking at alternatives for another platform.
I would be great if you could point me in the direction of a good platform.
my web site … chinese restaurant in killeen tx
Nathaniel
13 sierpnia 2014 at 19:20
Good article. I will be experiencing a few of these issues as well..
My web page … hot girls cam
Iris
7 września 2014 at 15:59
Greate pieces. Keep writing such kind of information on your page.
Im really impressed by it.
Hi there, You’ve performed a fantastic job. I’ll certainly
digg it and in my opinion suggest to my friends. I’m sure they’ll be benefited
from this web site.
Feel free to surf to my weblog; checklist (Iris)
Annmarie
18 września 2014 at 17:41
For newest information you have to visit internet and on web I found
this site as a finest site for most recent updates.
Look into my blog post barbie house (http://www.vibbeo.com)
Vilma
14 października 2014 at 19:33
Thanks for sharing such a fastidious thought, post is
fastidious, thats why i have read it fully
my webpage manhattan building Inspector
Lula
15 października 2014 at 06:05
Hey very nijce blog!
Loook at my homepage; win powerball mathematically