Dołącz do nas

Kibice

Nadkomplet Żółtej Armii w Legnicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Wyjazd do Legnicy wypadł przed derbami z GKS Tychy. Przyznana nam pula biletów na Tychy – 800 biletów – jest zdecydowanie poniżej naszych oczekiwań. Od zawsze promujemy ludzi jeżdżących za naszą drużyną po Polsce, dlatego można było spodziewać się dużego zainteresowania wejściówkami do Legnicy. Tak też się stało – na Miedź pojechaliśmy w sporym nadkomplecie.

Po raz trzeci (na cztery razy ogółem) w tym sezonie udaliśmy się na wyjazd pociągiem specjalnym. Taka forma transportu do Legnicy wynikała z dużego zainteresowania biletami oraz wspólnej decyzji przedstawicieli dzielnic i FC o wyborze takiego środka transportu. Sprawę ułatwił nam też fakt, że PKP Intercity od niedawna kursuje na trasie Wrocław – Legnica, co bezpośrednio przełożyło się na możliwość zrealizowania naszego przejazdu. Przy realizacji wyjazdu pociągiem specjalnym nigdy nie wiadomo jak długo będzie się jechać. Jest to zależne od rozkładu pociągów regularnych, które specjał musi przepuszczać. Oczywiście pociąg specjalny ma taki plus, że nie musi się nigdzie zatrzymywać po drodze. Na szczęście przejazd Katowice – Legnica został określony na trzy godziny i zbiórkę można było wyznaczyć na 13:30 na dworcu w Katowicach.

Podróż upływała spokojnie, ale niestety doszło do dwukrotnej awarii lokomotywy, co znowu przełożyło się na ponad 70 minutowe opóźnienie. Na dworcu w Legnicy pojawiliśmy się dopiero o 18:00. W deszczu udaliśmy się pieszo na stadion Miedzi – droga zajęła nam około 15 minut. Pochód nie należał do miłych, bo już na początku dowiedzieliśmy się, że przegrywamy 0:1, a chwilę przed dojściem pod sektor doszły nas słuchy o kolejnej straconej bramce. Wejście na obiekt odbyło się bardzo sprawnie – cała ponad 600-osobowa grupa weszła w około 30 minut. Duże podziękowania należą się organizatorom ze strony Miedzi za tak szybkie wpuszczenie naszych fanów. Humory nam się lekko poprawiły, bo gdy pierwsze osoby znalazły się w sektorze gości to Grzegorz Goncerz strzelił bramkę kontaktową, a chwilę później mieliśmy już remis.

Doping na całego rozpoczęliśmy w drugiej połowie. W pewnym momencie praktycznie wszyscy bawiliśmy się bez koszulek i nie przeszkadzał nam w tym zimny deszcz. Na płocie wywiesiliśmy dużą ilość flag oraz dwa transparenty – „Heniu PDW” oraz „Krzysiu walcz!”. Po meczu piłkarze dostali od nas brawa za walkę oraz zapewnienie, że jestesmy z nimi i gramy w jednej drużynie. Razem wygrywamy i razem przegrywamy. Kibiców Miedzi na całym stadionie było bardzo dużo. Widać efekty mobilizacji. Na sektorze rodzinnym pojawiła się oprawa zrobiona przez dzieci. Mimo mobilizacji to liczba kibiców w legnickim młynie nie była powalająca – oczywiście było ich więcej niż zazwyczaj, ale dalej mało. Pogoda na pewno w tym nie pomogła.

W sektorze gości pojawiło się dokładnie 616 kibiców (w tej liczbie jest 3 fanów Górnika Zabrze). Tym samym pobiliśmy nasz GieKSiarski rekord w Legnicy. 29 marca 2014 było nas co prawda 674, ale odliczając zgody pozostawało 612 trójkolorowych fanatyków. Wczoraj pobiliśmy ten wynik o jedną osobę. Warto zaznaczyć, że od Miedzi dostaliśmy 500 biletów, a więc zaliczyliśmy nadkomplet. Dopiero w późniejszym czasie udało nam się wywalczyć dodatkowe wejściówki – za co klubowi z Legnicy bardzo dziękujemy.

Podróż powrotna upłynęła spokojnie, a dzięki szybszemu wyjazdowi z Legnicy udało nam się pojawić w Katowicach o 30 minut wcześniej niż było to w rozkładzie jazdy. Teraz czeka nas wyjazd do Tychów, gdzie już wszystkie bilety zostały rozdzielone. O szczegóły pytajcie swoich przedstawicieli na dzielnicach, FC oraz w stowarzyszeniu kibiców. Wszystkim, którzy nie załapali się do 800-osobowej grupy przypominamy, że widocznie bilet na mecz im się nie należy i niech zastanowią się nad swoimi wyjazdowymi dokonaniami. Pozostaje mecz w telewizji. Wszystkie solowe i grupowe wyjazdy nie związane z główną ekipą są bardzo niemile widziane i zdecydowanie je odradzamy. Po Tychach czekają nas równie ciekawe wyjazdy, jak Nowy Sącz, Kluczbork, Bytów oraz Suwałki. O ile oczywiście nie wyłapiemy jakiegoś zakazu. Pamiętajmy także o niedzielnym spotkaniu ze Stalą Mielec na Bukowej – cała GieKSa razem!

#calaGIEKSArazem

Legnica - odjazd pociągu. PKP

.

GieKSa w Legnicy

.

GieKSa w Legnicy

18 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

18 komentarzy

  1. Avatar photo

    Jaca

    18 września 2016 at 16:36

    Panowie tylko nie złapcie tego zakazu juz w Tychach

  2. Avatar photo

    kosa

    18 września 2016 at 17:14

    Weźmiemy to pod uwagę 😉

  3. Avatar photo

    Jooo

    18 września 2016 at 19:53

    Panowie jedziemy dalej pełna mobilizacja tylko zwycięstwo TYLKO GKS KATOWICE

  4. Avatar photo

    fanclub dortmund

    18 września 2016 at 23:56

    Popieram – bilety tylko dla stałych wyjazdowiczów.

  5. Avatar photo

    maniek hool

    19 września 2016 at 07:45

    a jo uod dwoch lot niy jechol na wyjazd ale teraz chca jechac!! !

  6. Avatar photo

    jarecki

    19 września 2016 at 10:33

    Tez bym chcial pojechac na Tychy ale… rozumiem ze ze wzgledu na taka a nie inna liczbe biletow jakie przyznali Nam tyscy pierwszenstwo maja ludzie ktorzy jada na kazdy wyjazd czy wiekszosc. Mecz obejze w tv

  7. Avatar photo

    Boss

    19 września 2016 at 14:24

    Jest to uczciwe ze stali wyjazdowicze maja pierwszeństwo. Jednak nie potrafię pojąć po co budować klatkę na ok. 1200 osób skoro nie chce sie tylu kibiców przyjąć ? Policja sie boi albo ktoś inny ? Na co oni liczą ze przyjedzie 1200 dzieci ze szkoły w Chojnicach i po to to jest ? Chyba logiczne ze w takiej liczbie jeżdżą tylko czołowe ekipy w Polsce! No chyba ze budujemy klatkę i szczycimy sie tym ze ma pojemność 1200 osób i jeszcze nikt nie dał rady jej zapewnić. Jebac tyski Gks

  8. Avatar photo

    KruchY

    19 września 2016 at 15:10

    Boss dobrze napisał ! Je8ać tyskie !

  9. Avatar photo

    kosa

    19 września 2016 at 16:11

    A na początku dawali nam 500…

  10. Avatar photo

    Olek

    19 września 2016 at 22:29

    Jak mogą dać 1200 biletów jak stadion mieści 15000 a dla gości zawsze jest 5%

  11. Avatar photo

    Błażej

    20 września 2016 at 00:07

    No ale skoro ich sektor gości jest większy niż 5% to chyba logiczne, że nie wpuszczą tam miejscowych

  12. Avatar photo

    Rity

    20 września 2016 at 17:33

    Sektor jest specjalnie większy dla bezpieczeństwa a 5% to 757 biletów pozatym wojewoda chciał aby Tychy dały tylko 500

  13. Avatar photo

    Ecik

    21 września 2016 at 08:34

    Sosnowiec był w Bielsku w 1415 osób , a sektor niby na 800.

  14. Avatar photo

    Rity

    22 września 2016 at 07:05

    Ecik ala Sosnowiec miał bilety zakupione przez Bielsko

  15. Avatar photo

    Tyski

    22 września 2016 at 15:33

    Chopy przyjedzie nawet w 2 000 kupcie bilety jak normalni kibice a potem skierujcie się do klatki i chuj z policją i zakazami mamy klatkę na 1250 a siedzi w niej po 30 osób

  16. Avatar photo

    Dario

    23 września 2016 at 10:11

    gejksa dziwko derby blisko

  17. Avatar photo

    Tyski71

    23 września 2016 at 10:38

    Nie zapomnijcie zabrać ze sobą swojego oracza rowów [¤][¤][¤](•)(%)

  18. Avatar photo

    Rity

    25 września 2016 at 14:43

    Info od kolegi z Krakowa Cracovia przyjeżdża mają 250 biletów Dostali 300 ale 50 oddali

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga