Dołącz do nas

Felietony

Mówcie, co chcecie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Żyjemy w takim kraju, gdzie ludzie dość szybko i łatwo ferują wyroki czy oceniają innych. Taką mamy po prostu mentalność, jako naród. Ludzie informacje o wydarzeniach wokół nas czerpią rzecz jasna z łatwo dostępnych środków masowego przekazu jak telewizja, prasa, radio, a przede wszystkim internet. Smutne jest niestety to, iż coraz częściej wszystko, co zobaczymy, usłyszymy czy przeczytamy z taką łatwością przyjmujemy do wiadomości. Mało kto zada sobie trud, aby pomyśleć, czy dany news ma cokolwiek wspólnego z prawdą, czy ma w ogóle jakiś sens? Nie ma się jednak co dziwić, skoro ci, którzy za zadanie mają rzetelnie i w miarę czytelnie przedstawić nam dane „fakty”, robią to w sposób bardzo często nieobiektywny czy pod publiczkę. Dzisiaj zawód dziennikarza już dawno przestał być szanowany i to na ich życzenie. Cóż, skoro pismaki starają się często na siłę udowadniać, że są wzorem cnót wszelakich i dobrze wiedzą kto jest czemu winien, kto komu szkodzi itd. itp. Niektórzy nawet mają dość sporo symptomów rozdwojenia jaźni pisząc jednego dnia pozytywnie o danej sytuacji, a kilka godzin później krytycznie i wrogo. Chciałoby się wykrzyczeć w takich sytuacjach „hańba”!

W ostatnich dniach, może nawet tygodniach, możemy zaobserwować bardzo dużą aktywność medialną pana prezesa, triumfatora Gospodarczej Maliny roku – Ireneusza Króla. Wypowiadał się między innymi dla tygodnika „Piłka Nożna” czy dla „Sportowych faktów”, ale również w stacji Orange Sport. Pan prezes kilkuset spółek wchodzących w skład Ideonu, ten sam, który wpompował w naszą GieKSę 1 polski złoty, zaimponował mi w swoich wypowiedziach bardzo dużym poczuciem humoru. Stwierdził np., (czym nie tylko mnie rozbawił do łez), że w Polonię wpakuje 12 milionów złotych. Pamiętajcie, że ciągle mówimy o człowieku, który przez czas swoich rządów w GieKSie zostawił za sobą spaloną ziemię, miliony długów, a do spłacenia zostaje masa zawodników z tymi z obecnej kadry włącznie. Są to słowa faceta odpowiedzialnego za ciążący na nas zakaz transferowy. Są to słowa człowieka, który żeby coś dać GieKSie najpierw musiał to wziąć z kasy miasta. Pan Król twierdzi również, że zostawił GKS jako klub najmniej zadłużony z wszystkich na zapleczu ekstraklasy. Trzeba to w ogóle komentować?

Wszyscy pamiętamy naszą walkę o pierwszoligową GieKSę, protesty na Bukowej, pod domem Króla, grilla, manifestację na Młyńskiej. Wszyscy wiemy jak było i co miało na celu. Pan Ireneusz stwierdził jednak, że nie jest w stanie nam dogodzić, gdyż najpierw protestowaliśmy przeciw przenosinom Polonii do Katowic i stworzeniu KP, a później (dzień grilla) ze złości, że odchodzi z klubu. Jeżeli on wierzy, że ktokolwiek w Katowicach będzie za nim tęsknił to w porządku, natomiast dlaczego dziennikarz robiący wywiad nie przygotował się do dyskusji?

Podczas sparingu z Koroną Kielce przy Bukowej doszło do szarpaniny kilku fanów GieKSy z prezesami Krysiakiem i Bryłką, którzy ostatecznie zostali przegonieni ze stadionu. Mimo, iż „poszkodowani” nie mają na swoim ciele żadnych obrażeń, nie dysponują obdukcją lekarską, media wydały wyrok. Fani GKS-u pobili prezesów i wbili klubowi nóż w plecy. Pal licho, że w Polsce obowiązuje domniemanie niewinności i że dwójce zatrzymanych kibiców postawiono zarzut pobicia. Wszyscy już wiedzą swoje, pobicie i koniec, wyrok wydany. Ciekaw jestem, czy w momencie oczyszczenia z zarzutów fanów GieKSy, a mam pewność, że taki moment nadejdzie, ci wszyscy piszący o hańbie i nożu w plecach klubu, napiszą stosowne sprostowanie i przeproszą? Pewien natomiast jestem, że nie będzie im się chciało zwrócić uwagi, że Krysiak i Bryłka to najbardziej nieudolni działacze sportowi w historii świata. To multimedaliści nieudolności, nikt im nie dorówna. Brak marketingu, pozyskiwania sponsorów, brak szacunku u zawodników, kibiców, brak informacji o biletach, nieumiejętność zadbania o karnety, zero informacji i promocji o zbliżającym się meczu, zero pomysłu na wyjście z kryzysu, zero charyzmy, zero działań, beznadziejna oficjalna strona klubowa, okłamywanie zawodników i trenera, okłamywanie mediów i Prezydenta Uszoka. To są „osiągnięcia” tej dwójki!

Wróćmy do pana Króla, który stwierdził, iż był już dogadany z inwestorem, który chciał przejąć nasz klub, lecz wycofał się po zajściach, które miały miejsce na meczu z Koroną. Jaki inwestor panie prezesie? Który to już raz „straszycie” nas sponsorami, inwestorami, którzy walą drzwiami i oknami do klubu zawsze wtedy, kiedy jesteście niezadowoleni z zachowania fanów. Protesty na Blaszoku, transparenty antyCentrozapowe, a na drugi dzień oburzenie, że odstraszyliśmy potencjalnego sponsora, który właśnie na tym meczu siedział na trybunach. Kiedy tylko pojawiała się plotka, że na zbliżającym się spotkaniu będą kolejne manifestacje przeciw firmie pana Króla, prezes Krysiak od razu wyskakiwał z informacją, że na tym meczu obecnych będzie kilku zainteresowanych inwestowaniem w GieKSe dobrodziei. Kibice, choć swoje wiedzieli, na meczu zachowywali spokój powstrzymując się od protestów, ale sponsora na Bukowej nikt nie widział ani w dniu meczu, ani dzień później, ani nigdy. Jednak pan Król twierdzi, że największym problem GieKSy nie są długi czy brak inwestorów. Największym problemem są kibice, którzy nic tylko narzekają i rozrabiają. To niesamowity wręcz szczyt obłudy i bezczelności, na którą każdy kibic GieKSy zareaguje oburzeniem. To nasza wina, że GKS jest dziś tam gdzie jest! Masakra! Ale to my byliśmy tu zawsze panie Ireneuszu, a nie pan, to kibice GieKSy kilka lat temu uchronili klub przed zniknięciem z piłkarskiej mapy Polski i to my dziś znów pokazaliśmy wszystkim, że całe nasze życie to GKS Katowice i pokazaliśmy dobitnie, że nie pozwolimy panu i pańskim giermkom Krysiakowi i Bryłce rozpieprzyć NASZEGO klubu! Wszyscy z tęsknotą wyczekujemy dnia, w którym wasze trio zniknie na zawsze z GieKSy i zawsze będziemy was wspominać jako tych, którzy chcieli zniszczyć GKS, ale im się nie udało.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć stwierdzenia pana Króla, że nowy wiceprezes Wojciech Cygan, został wybrany nielegalnie, a przedstawiciele miasta obiecali mu, że absolutnie pan Cygan do zarządu nie trafi. Twierdzi również nowy właściciel Polonii(?), że pan Cygan brał udział w zamieszkach na Bukowej i rzucał kartonami w Krysiaka i Bryłkę. Naprawdę brak słów. Moim ulubionym stwierdzeniem jest jednak to, że miasto pozwalając Cyganowi na wejście do zarządu, po raz kolejny oszukało pana Króla. To już rzeczywiście pewna nominacja do jakiejś nagrody kabaretowej. Miasto pana po raz kolejny oszukało?! Wierzyć się nie chce, że ma pan czelność wypowiadać takie słowa.

Kończąc już swój wywód, apeluję do dziennikarzy i ludzi, którzy przyjmują wszystko do wiadomości, bo skoro piszą, to musi być prawda. Myślcie! Wyciągajcie wnioski! My wiemy, kto ponosi odpowiedzialność za to, że GieKSa popada dziś w ruinę, wy się zastanówcie i odpowiedzcie sobie w zgodzie z własnym sumieniem, kto pragnął i pragnie upadku GKS-u Katowice. Mówcie, co chcecie, ale dla nas kibiców GieKSa to kawał życia, setki wspomnień, setki zawiązanych przyjaźni i miliony wzruszeń, zrobimy wszystko, żeby ten klub zawsze istniał i wrócił na szczyt. Każdy kto myśli inaczej jest po prostu kretynem!

 

7 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

7 komentarzy

  1. Avatar photo

    bonson

    7 sierpnia 2012 at 11:20

    Świetny tekst, jak dla mnie powinien być w ogłoszeniu na forum, bo jak wiadomo pismaki czytają forum;d

  2. Avatar photo

    Zielu88

    7 sierpnia 2012 at 11:23

    naprawdę sensowny i trafny felieton. szczególnie polecam dla „dziennikarzy” przeglądu sportowego

  3. Avatar photo

    Tomasz

    7 sierpnia 2012 at 12:59

    Nie cierpię pana Króla, ale miał rację, największym problemem (chociaż jednocześnie atutem) są kibice, a w zasadzie kibole. Prawda jest taka ,że przez beznadziejne huligańskie wybryki(sam na mecze jeździłem wiele razy i znam pełno mocno zaangażowanych osób, więc moja wiedza nie pochodzi z mediów masowego przekazu) odpędziły inwestorów, powoduje spadek frekwencji, więc również ma wpływ na słabą kondycję finansową klubu. Z 2 strony doping na Blaszoku potrafi być jednym z najgłośniejszych, a oprawy jednymi z najlepszych w kraju, z czego można być dumnym. Szkoda ,że nie może być jedno bez drugiego… Piłka nożna na świecie rządzi się pieniędzmi , nie honorem. Więc jeśli narzekamy, że dlaczego nie gramy jak Niemcy, czy Hiszpanie, zmieńmy podejście i otwórzmy oczy…

  4. Avatar photo

    griszag

    7 sierpnia 2012 at 13:50

    pismaki nie mają sumienia 🙁

  5. Avatar photo

    MAJCK

    7 sierpnia 2012 at 14:50

    ŚWIĘTA RACJA….ale….
    manifestacja pod domem króla, na wesoło i to pozytyw,
    protest UM spokój,
    sparing…po hu…j było się szarpać i media zrobiły z tego temat nr 1,
    pracujemy na wizerunek pozytywu a tu niestety pismaki szukają sensacjitego ,
    a tu nieprzemyślany wyskok,
    a jeszcze mecz z łks-em petarda co za debil na swoim stadionie tego używa ,
    teraz na sektorze ,następny szpil rzuci na płytę i walkower (sędziowie nie są nam przychylni).
    sami pracujemy nad swoim wizerunkiem tak że nie psujmy go.
    POZYTYWNE EMOCJE.

  6. Avatar photo

    Daniel

    7 sierpnia 2012 at 16:31

    Dobry tekst! Ciekawe czy któryś z „dziennikarzy” da radę doczytać go do końca?!

  7. Avatar photo

    Oberschlesien

    8 sierpnia 2012 at 00:30

    MAJCK stalo sie cos strasznego skuli tej petardy?Tomasz,a znasz kogos z tych inwestorow ktorcyh to niby przegonilismy?

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga