Piłka nożna Prasówka
Media: To był Śląski Klasyk do jednej bramki
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania Górnik Zabrze – GKS Katowice 3:0 (1:0).
weszlo.com – Jak zagrać fatalnie i się skompromitować? Prezentuje GKS Katowice
Marten Kuusk najwidoczniej doszedł do wniosku, że Górnik Zabrze jest za mocny i jeżeli ma trafić do bramki, to… do własnej. Estończyk strzelił kuriozalnego samobója, który był idealnym podsumowaniem beznadziejnego występu jego drużyny. GKS Katowice był dziś tak słaby, że jego trenerowi w pewnym momencie nie chciało się już nawet spacerować w swoim stylu przy linii bocznej. W Górniku błysnęli natomiast dwaj goście, którzy w poprzednim sezonie byli przeciętni, a teraz stanowią o sile drużyny. Widać, że nowy trener Michal Gasparik rozwija ten zespół. Górnik jest wiceliderem i nie ma w tym przypadku.
[…] Hellebrand to bohater jednego z odcinków serialu „Górnik. Chłopcy z Zabrza”. Czech opowiada w nim o swojej piłkarskiej rodzinie i mówi, że nawet najbliżsi nie do końca wierzyli w to, że poradzi sobie po transferze do Górnika. A on daje radę od dawna. Jest jednym z najlepszych i zarazem najbardziej niedocenianych pomocników ligi. W 40. minucie meczu z GKS-em to potwierdził, strzelając gola uderzeniem z szesnastu metrów. To nie był łatwy gol. Hellebrand przymierzył idealnie, piłka wpadła przy słupku.
Asystował mu Ousmane Sow. Senegalczyk to odkrycie ostatnich tygodni w klubie z Zabrza. Poprzedni sezon: 13 meczów i jeden gol. Bez szału, mówiąc łagodnie. Trzy poprzednie mecze Górnika? W każdym wchodził z ławki i zdobył dwie bramki, potrzebując na to ledwie 94 minut. Dziś to właśnie on w pierwszej połowie był najgroźniejszym piłkarzem ofensywnym zespołu Gasparika. Sow szarpał na skrzydle, nie radzili sobie z nim rywale. To on w akcji bramkowej biegł z piłką po prawej stronie i idealnie wyłożył ją Hellebrandowi.
[…] Dziś Górnik nie atakował z aż takim rozmachem. W pierwszej połowie dobrą okazję miał Lukas Ambros, ale jego strzał obronił Dawid Kudła. A później padł gol. I to, z dobrych szans w pierwszych 45 minutach, by było na tyle.
W drugiej połowie Górnik ruszył na gości intensywniej i szybko przełożyło się to na wynik. Na 2:0 podwyższył w 52. minucie Sondre Liseth. Norweg to też ciekawy przykład – w ubiegłych rozgrywkach występował w drugiej linii i nie wyglądał na gościa, który odmieni zespół. Kiedy Górnika objął Gasparik, Liseth stał się napastnikiem. Efekt? Przeciwko Pogoni pierwszy raz w tym sezonie wyszedł w pierwszym składzie – gol. Dziś znów wyszedł od pierwszej minuty i ponownie wpisał się na listę strzelców. Tym razem trafił głową, z kilku metrów, przy żenującej postawie obrony GKS-u.
Ale jeżeli nazywamy tę postawę żenującą, to jak określić to, co niedługo później zrobił Marten Kuusk? Estończyk chciał wycofać piłkę, ale nie spojrzał, gdzie dokładnie jest ustawiony Kudła. I mieliśmy kuriozalnego, kompromitującego gości samobója, bo Kuusk skierował po prostu piłkę do własnej bramki. Futbolowe jaja.
Rafał Górak – trener, który podczas meczów ciągle spaceruje i robi w ten sposób nawet 10 tysięcy kroków, usiadł po tej sytuacji załamany na ławce. Symboliczna scenka.
Z obozu GKS-u płynęły głosy, że pokonanie 4:1 Arki Gdynia u siebie bardzo uspokoiło sytuację, która była lekko napięta po słabym początku rozgrywek. Teraz znów będzie nerwowo. Już w poprzednim sezonie zespół Góraka wypadł w Zabrzu beznadziejnie, przegrywając 0:3. Dziś wynik był identyczny – GKS próbował coś zdziałać na początku spotkania, a później wyglądał tylko gorzej i gorzej.
gol24.pl – Górnik Zabrze nie dał szans GKS Katowice. To był Śląski Klasyk do jednej bramki
Górnik Zabrze dał czadu w Śląskim Klasyku. Przed rekordową publicznością wygrał gładko z zaprzyjaźnionym GKS Katowice 3:0. Bramki zdobyli kolejno Patrik Hellebrand, Sondre Liseth i samobójczo Marten Kuusk. – Górnik był kompletny – podsumował w Canal+ Sport komentator Michał Mitrut.
GKS Katowice zaczął grać, jak już było po wszystkim. W końcówce dzielnie walczył o honorową bramkę. Po strzałach Martena Kuuska i Konrada Gruszkowskiego wszyscy w zespole łapali się jednak za głowę.
Wcześniej na boisku panował Górnik. Grał szybko, z pomysłem i poświęceniem. Prowadzenie objął w 40 minucie, kiedy miejsce w gąszczu znalazł uderzający z dalszej odległości Patrik Hellebrand.
Chwilę po przerwie, konkretnie w 53 minucie prowadzenie podwyższył Sondre Liseth, który wykorzystał precyzyjne dośrodkowanie od Lukasa Ambrosa. Norweg ma swój najlepszy czas w Górniku; tydzień temu też trafił, z Pogonią Szczecin (3:0), ale wtedy akurat otworzył wynik.
Ostatniego gola GieKSa strzeliła sobie sama, bo Marten Kuusk podał w światło bramki, kiedy akurat daleko był od niej bramkarz Dawid Kudła.
dziennikzachodni.pl – Górnik Zabrze rozbił GKS Katowice w Śląskim Klasyku. Kibice zobaczyli kuriozalnego gola samobójczego
Śląski Klasyk dla Górnika Zabrze. Zespół Michala Gasparika pokonał GKS Katowice w sposób bezdyskusyjny. Jeden z goli bez wątpienia przejdzie do historii derbów.
Przed Śląskim Klasykiem atmosfera zarówno w Górniku Zabrze, jak i w GKS-ie Katowice, była wyśmienita. W poprzednich kolejkach oba zespoły rozbiły bowiem swoich rywali i znalazły się na fali wznoszącej. Trener gospodarzy Michal Gasparik w porównaniu do spotkania z Pogonią dokonał w jedenastce dwóch zmian: Ousmane Sow i Matus Kmet zajęli miejsca Roberto Massimo i Kryspina Szcześniaka, natomiast Rafał Górak kontuzjowanego Alana Czerwińskiego zastąpił Lukasem Klemenzem.
Derby było dobrym widowiskiem toczonym w padającym uciążliwym deszczu. Oba zespoły co prawda położyły nacisk na uważną grę w defensywie, ale rywale nie ułatwiali im zadania. W pierwszej połowie pierwszą poważną okazję miał Lukas Ambros oddając strzał po podaniu Jarosława Kubickiego, ale Dawid Kudła spisał się bez zarzutu odbijając piłkę lewą ręką. Górnik miał inicjatywę, jednak znów zawodziła skuteczność – Kubicki fatalnie spudłował z kilku metrów. Przełamanie nastąpiło w 41 minucie. Zaczęło się od złego podania w poprzek boiska Borji Galana, które zamieniło się w kombinacyjną akcję Górnika, z podaniem Erika Janży do Sondre Lisetha, oddaniem piłki do Ousmane Sowa, wbiegnięciem Francuza prawą stroną pola karnego niemal do końcowej linii i asystą dla uderzającego z 16 metrów Patrika Hellebranda. Prowadzenie ekipy Michala Gasparika było w pełni zasłużone.
Po przerwie znów mocno zaczął Górnik z pudłem Sowa, ale po chwili dostał ostrzeżenie, gdy mocno zakotłowało się przed Marcelem Łubikiem. Odpowiedź była zabójcza. Dośrodkowanie Erika Janży prosto na głowę Sondre Lisetha podwoiło prowadzenie zabrzan. Fatalnie przy tej akcji zachowała się katowicka defensywa, a mina Rafała Góraka stanowiła najlepszy komentarz.
Jeśli wtedy szkoleniowiec był zdegustowany, to trudno opisać jego odczucia z 64 minuty. Jego piłkarze rozgrywali piłkę przed własnym polem karnym, gdy Marten Kuusk postanowił oddać ją do Dawida Kudły, który przebywał akurat daleko od bramki. To zdecydowanie jeden z najbardziej kuriozalnych goli samobójczych… Derby zostały definitywnie rozstrzygnięte.
katowickisport.pl – Górnik rozbija GieKSę! Samobój sezonu?
[…] Śląski Klasyk jak zwykle zapowiadał się kapitalnie. Komplet kibiców na trybunach i wyjątkowa oprawa wokół meczu sprawiały, że czuć było atmosferę piłkarskiego święta. Sportowo też zapowiadało się nieźle, bo obie drużyny chciały pójść za ciosem. Po dwóch porażkach z rzędu, Górnik przed tygodniem rozbił w Szczecinie Pogoń 3:0, a GieKSa zwyciężyła po raz pierwszy w tym sezonie wysoko wygrywając z Arką.
[…] Po przerwie zabrzanie szybko podwyższyli prowadzenie, bo już w 53. minucie na listę strzelców wpisał się Liseth. Nie był to jednak koniec strzelania w tym meczu, choć…nie do końca w wykonaniu Trójkolorowych. Trzeciego gola dla Górnika zdobył bowiem piłkarz GieKSy, Marten Kusak. Estończyk zanotował absurdalnego samobója.
sportowefakty.wp.pl – Deklasacja w śląskim klasyku. Padł gol jak z kabaretu
Górnik Zabrze ponownie wysoko pokonał przeciwnika i puka do czołówki w PKO Ekstraklasie. W śląskim klasyku posłał rywali na deski, a później GKS Katowice sam znokautował się kuriozalnym golem samobójczym na 0:3.
Sam początek klasyku przebiegł z respektem obu stron. Piłkarze obu drużyn wymieniali podania, ale nie zdobywali miejsca na połowie przeciwnika. Po efektownych zwycięstwach w poprzedniej kolejce ani Górnik Zabrze, ani GKS Katowice nie przystąpił do frontalnego natarcia.
W 19. minucie Górnik zaatakował na przebudzenie dla widzów, ale uderzenie Lukasa Ambrosa z kilkunastu metrów nie zaskoczyło Dawida Kudły. Było to pierwsze ostrzeżenie dla katowiczan, którzy wcześniej utrzymywali się przy piłce i mieli mecz pod kontrolą. To, co dobre, jednak szybko się skończyło.
Nie zmieniał się jeszcze wynik, ale zmieniła się sytuacja na murawie. Górnik znudził się obserwowaniem rozegrań przeciwnika i sam zaczął wymieniać podania na połowie ekipy z Katowice. W 35. minucie była szansa Jarosława Kubickiego, ale piłka przeleciała pomocnikowi po stopie w momencie oddawania strzału po rajdzie Ousmane’a Sowa.
órnik rozpędzał się, co przekuł w prowadzenie 1:0 w 40. minucie. Przy Roosevelta ożywili się kibice gospodarzy, a to efekt precyzyjnego strzału przy słupku Patrika Hellebranda. Dostał przytomne podanie od Ousmane’a Sowa i na zakończenie zespołowego ataku przymierzył. Przebił się zarówno przez zasłaniających bramkę katowiczan, jak i bezradnego na linii Dawida Kudłę.
GKS miał jeszcze drugą połowę na poprawienie wyniku. Drużyna z Katowic wystartowała obiecująco, ale szybko zwolniła, a jej problemem było stwarzanie sytuacji podbramkowych. A raczej ich brak.
Podobnego problemu z atakowaniem nie miał Górnik i w 53. minucie oddalił się na dobre. Sondre Liseth cieszył się golem na 2:0. Przyczaił się blisko bramki i główkował w jej narożnik. Ponownie Dawid Kudła nie zdążył zatrzymać piłki. Trafienie zostało poprzedzone ładną wymianą podań i dorzuceniem Lukasa Ambrosa.
Dramaturgia ostatecznie zakończyła się po kabaretowym golu na 3:0. Marten Kuusk skompromitował się trafieniem samobójczym w 64. minucie. Podawał on w kierunku własnej bramki, na przekór wszelkim zasadom, a że na to podanie nie czekał Dawid Kudła, to skończyło się kuriozalnym trafieniem do własnej bramki. Katowiczanie na boisku i na trybunach nie wiedzieli, czy śmiać się czy płakać?
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze