Piłka nożna Prasówka
Media po meczu Zagłębie – GKS Katowice: GieKSa gromi w Sosnowcu
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 0:4 (0:1).
1liga.org – Świąteczny poniedziałek w F1L
W Wielkanocny poniedziałek w Fortuna 1 Lidze rozegraliśmy trzy spotkania. Dwa z nich zakończyły się remisem. W Sosnowcu zaś dobrą passę kontynuowała drużyna z Katowic.
[…] Mecz szczęśliwie rozpoczął się dla drużyny z Katowic. Już w 14’ minucie po składnej akcji i zamieszaniu w polu karnym bramkę otwierającą spotkanie zdobył Antoni Kozubal. Dodatkowo w końcówce pierwszej połowy gospodarze stracili Sebastiana Boneckiego, który otrzymał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Jeszcze przed przerwą piłkę w siatce Zagłębia umieścił Grzegorz Rogala, jednak po weryfikacji VAR bramka nie została uznana. To jednak nie podcięło skrzydeł ,,Gieksie” i tuż po przerwie Rogala dopiął swego. W 49. minucie wpadł w pole karne i strzelił z ostrego konta pewnie mijając bramkarza. Sześć minut później prowadzenie podwyższył Marzec, a w 74. minucie rezerwowy Christian Aleman trafił czwartą bramkę. Zagłębie Sosnowiec było bezradne.
infokatowice.pl – GieKSa gromi w Sosnowcu Zagłębie. Piąte zwycięstwo z rzędu
GieKSa zagrała kolejny dobry pojedynek i pokonała na wyjeździe Zagłębie Sosnowiec 4:0. To piąte z rzędu zwycięstwo podopiecznych trenera Rafała Góraka.
Po kilku początkowych minutach przewagę na boisku uzyskali katowiczanie. W 8 min. po rzucie rożnym piłka spadła pod nogi Bergiera, który jednak nie oddał czystego strzału i Szewczenko nie miał problemów z jego obroną. W 14 min. szybką dwójkową akcję przeprowadzili Błąd z Bergierem. Ten ostatni wypatrzył w polu karnym Marca. Jego strzał co prawda brakarz Zagłębia obronił, ale przy dobitce Kozubala nie miał już szans i GieKSa objęła prowadzenie. W kolejnych minutach Trójkolorowi stworzyli jeszcze kilka okazji do podwyższenia wyniku. W 22 min. po raz kolejny strzelał Bergier, ale prosto w bramkarza. W 29 min. po dośrodkowaniu aktywnego dzisiaj Błąda uderzał głową Repka, ale całą akcja skończyła się jedynie rzutem rożnym. W 35 ze świetną kontrą wyszli ponownie Błąd z Bergierem. Strzał tego pierwszego padł łupem bramkarza, a dobitka drugiego minimalnie przeleciała obok słupka. W 44 drugą żółtą kartkę otrzymał Bonecki i osłabił swoją drużynę. Podopieczni trenera Rafała Góraka jak najszybciej chcieli to wykorzystać. Strzał Bergiera w 45 min. wylądował jednak na słupku. W 47 min. piłka po uderzeniu Marca znalazła się w siatce, ale sędzia dopatrzył się faulu i gola nie uznał. Gospodarze przez całe 45 minut nie przeprowadzili żadnej groźnej akcji i pierwsza połowa skończyła się jednobramkowym prowadzeniem GieKSy.
Druga odsłona rozpoczęła się od dynamicznej akcji sosnowiczan. Na szczęście Wasilewski w porę wrócił na własne pole karne i zażegnał niebezpieczeństwo. Chwilę później z szybką kontrą wyszli katowiczanie i sam na sam z bramkarzem znalazł się Bergier. Szewczenko wyszedł z tej opresji obronną ręką. W 49 min. po uderzeniu z ostrego kąta Rogali było już jednak 2:0. Na trzecią bramkę katowiczanie nie musieli czekać długo, bo w 55 min. piłka po strzale Marca odbiła się od jednego z obrońców i wpadła do siatki. Choć przewaga na boisku wciąż należała do przyjezdnych, w 62 min. po jednej z nielicznych akcji Zagłębia sędzia podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Janota, strzelił jednak wysoko nad bramką. Do końca spotkania katowiczanie dominowali. Pomimo licznych okazji udało im się zdobyć już tylko jedną bramkę, której autorem został w 74 min. Aleman.
sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice narobił wstydu Zagłębiu. Bezbarwne derby na Mazowszu
GKS Katowice zdemolował aż 4:0 Zagłębie Sosnowiec na stadionie przeciwnika. Nie traci on rozpędu, a czerwona latarnia Fortuna I ligi nie przestaje zawodzić.
[…] Do spotkania pierwszoligowców z tego samego województwa doszło również w Sosnowcu. Ostatnie w tabeli Zagłębie podjęło GKS Katowice, który rozpędził się w rundzie wiosennej i prześlizgnęło się do strefy barażowej w tabeli. Tym samym podopieczni Rafała Góraka nie chcieli zatrzymać się na terenie Zagłębia.
I nie zatrzymali. GKS Katowice poradził sobie znakomicie w roli faworyta. W pierwszej połowie zdobył przewagę gola oraz zawodnika dzięki strzałowi Antoniego Kozubala, a także drugiej żółtej i w konsekwencji czerwonej kartki dla Sebastiana Boneckiego. Grzegorz Rogala, Mateusz Marzec oraz Christian Aleman kontynuowali demolkę w drugiej połowie i doprowadzili do efektownego wyniku 4:0. Zagłębiu nie wyszło nawet wykorzystanie rzutu karnego, z którego spudłował Michał Janota.
dziennikzachodni.pl – Lanie w lany poniedziałek w czasie Świętej Wojny
W poniedziałek 1 kwietnia 2024 roku w meczu 25. kolejki Fortuna 1. Ligi Zagłębie Sosnowiec przegrało z GKS-em Katowice aż 0:4 (0:1). Gospodarze od 44. minuty grali w dziesiątkę, gdy czerwoną kartkę dostał Sebastian Bonecki. W 64. minucie Michał Janota nie wykorzystał rzutu karnego dla Zagłębia.
[…] Zagłębie zagrało z GieKSą osłabione brakiem trzech obrońców. Z powodu urazów nie mogli wystąpić William Remy, Dominik Jończy i Oleksij Bykow. GKS Katowice wystawił ten sam wyjściowy skład, który zaczął poprzedni mecz z Podbeskidziem Bielsko-Biała wygranym 5:0.
Goście wysłali sygnał ostrzegawczy, gdy w 4. minucie Mateusz Marzec uderzył z dystansu i piłkę złapał Oleksij Szewczenko. Dziesięć minut później GieKSa już cieszyła się z prowadzenia. Sebastian Bergier dostał piłkę w pole karne od Adriana Błąda, wycofał ją do nadbiegającego Marca, który strzelił z 12 metrów. Szewczenko odbił piłkę przed siebie i był bezradny wobec dobitki Antoniego Kozubala.
Zagłębie potrzebowało trochę czasu, aby podnieść się po tym ciosie. Wreszcie w 34. minucie po rzucie rożnym zakotłowało się przed bramką Dawida Kudły. Goście po tej sytuacji wyprowadzili kontrę: Błąd przegrał pojedynek z bramkarzem gospodarzy, a dobitka Bergiera minęła słupek.
Gospodarze w końcówce pierwszej połowy stracili Sebastiana Boneckiego, który zarobił drugą żółtą kartkę i po czerwonej musiał opuścić boisko. Czerwoną kartkę za protesty dostał też asystent trenera Zagłębia Seweryn Gancarczyk.
GieKSa 45. minucie była bliska podwyższenia prowadzenia, ale piłka po strzale Bergiera trafiła w słupek i wpadła do rąk Szewczenki. W doliczonym czasie piłka znalazła się w siatce Zagłębia po uderzeniu Grzegorza Rogali. Radość gości popsuł sędzia, który zobaczył powtórki na monitorze VAR i anulował gola.
Jednobramkowe prowadzenie GKS-u po pierwszej połowie było najniższym wymiarem kary dla sosnowiczan.
Rogala dopiął swego w 49. minucie – ruszył z lewej stroną, zagrał z „klepy” z Bergierem wpadł w pole karne i z ostrego kąta strzelił między nogami bramkarza.
Sześć minut później było 3:0 dla GieKSy. Marzec strzelił z pola karnego, piłka odbiła się jeszcze od Konrada Wrzesińskiego, co zaskoczyło Szewczenkę.
W 64. minucie Zagłębie miało rzut karny, ale wynik się nie zmienił. Michał Janota nawet nie trafił w bramkę.
GieKSa bawiła się w Sosnowcu. Rezerwowy Christian Aleman zakręcił obrońcami i strzelił na 4:0. W 85. minucie Kamil Biliński spróbował zdobyć honorowego gola – Dawid Kudła sparował piłkę na słupek, a następnie ją złapał.
zaglebie.sosnowiec.pl – Lany Poniedziałek
Zagłębie Sosnowiec zostało rozgromione przez GKS Katowice. Goście wygrali 4:0, a grający od 44. minutę w dziesiątkę sosnowiczanie nie trafili w bramkę nawet z rzutu karnego.
[…] Katowiczanie od początku byli zespołem o wiele lepszym od Zagłębia i już w pierwszych 10 minutach oddali dwa celne strzały na bramkę Ołeksija Szewczenki. W 4. minucie uderzał Mateusz Marzec, a cztery minuty później Sebastian Bergier. Z oboma tymi uderzeniami poradził sobie nasz golkiper. Goście wyszli na prowadzenie w 14. minucie. Adrian Błąd przedarł się środkiem boiska, zagrał na prawą stronę pola karnego do Sebastiana Bergiera, który odegrał na 14. metr do Mateusza Marca. Ołeksij Szewczenko odbił piłkę przed siebie po strzale Marca, a z blisko do siatki posłał ją nieobstawiony Antoni Kozubal.
W 28. minucie głupią żółtą kartkę za utrudnianie wznowienia gry rzutem wolnym przez rywali obejrzał Sebastian Bonecki. Jak się później okazało, miało to przykre konsekwencje niewiele ponad kwadrans później, bo za faul na Antonim Kozubalu „Bony” został ukarany po raz drugi i Zagłębie musiało grać w osłabieniu. Katowiczanie jeszcze przed przerwą po raz drugi cieszyli się z trafienia, ale po interwencji VAR okazało się, że przy strzale Grzegorza Rogali na pozycji spalonej znajdował się utrudniający obronę bramkarzowi Aleksander Komor. Wcześniej w słupek trafił Sebastian Bergier.
Katowiczanie szybko skorzystali z gry w przewadze. Już 4 minuty po przerwie Grzegorz Rogala z lewej strony boiska zagrał do Sebastiana Bergiera, a te odegrał mu piłkę powrotną piętą między Maksymilianem Rozwandowiczem i Pawłem Szostkiem. Rogala oddał strzał lewą nogą z ostrego kąta i po błędzie Ołeksija Szewczenki GKS podwyższył prowadzenie. W 55. minucie było już 3:0 dla katowiczan. Antoni Kozubal przerzucił piłkę na lewą stronę boiska do Mateusza Marca, który zbiegł do środka pola karnego i strzelił prawą nogą. Piłka odbiła się rykoszetem od Konrada Wrzesińskiego i zmyliła Ołeksija Szewczenkę.
W 62. minucie po podaniu Artema Polarusa Arkadiusz Jędrych w polu karnym sfaulował Dominika Sokoła. Sędzia Łukasz Szczech podyktował rzut karny, ale Zagłębie nawet z 11 metrów nie potrafiło strzelić bramki. Po strzale Michała Janoty futbolówka minęła bramkę Dawida Kudły. Sam Janota został zdjęty z boiska 7 minut później, a chwilę wcześniej na murawie pojawił się w zespole gości Christian Aleman. Ekwadorczyk ustalił wynik spotkania w 74. minucie po składnej akcji gości, w której nasi zawodnicy wykazali się sporą nieporadnością. Adrian Błąd z pierwszej piłki zagrał do Alemana, a ten w polu karnym nawinął Maksymiliana Rozwandowicza i strzałem lewą nogą w krótki róg pokonał Ołeksija Szewczenkę.
Zagłębie stać było tylko na dwa celne strzały. W 85. minucie po uderzeniu Kamila Bilińskiego Dawid Kudła sparował piłkę na słupek, a dwie minuty później były bramkarz Zagłębia złapał piłkę uderzoną z dystansu przez Deana Guezena. To było kolejne przykre popołudnie na ArcelorMittal Park.
zaglebie.eu – Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 0:4 (0:1). Porażka wagi ciężkiej!
W wielkanocny poniedziałek Zagłębie przegrało prestiżową potyczkę z GKS-em Katowice aż 0:4. To wstydliwa porażka wagi ciężkiej, która bardzo boli kibiców sosnowiczan.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.
Felietony Piłka nożna
Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną
Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.
Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.
To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.
Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.
Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…
No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.
Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.
Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.
Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.
Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…
No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.
Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.
Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…
Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.
A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.
I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.
Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.
Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.
Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.
Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.
Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.
Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.
Z niecierpliwością czekamy na Lubin!
-
Piłka nożna 2 tygodnie temuPiast: Dużo strzelamy, jeszcze więcej tracimy bramek
-
Piłka nożna 1 tydzień temuMedia po meczu: Gliwiczanie kompletnie nie pasują zespołowi Góraka
-
Hokej 12 godzin temuWielosekcyjny przegląd mediów: Stadion GKS-u Katowice będzie miał patrona
-
Piłka nożna 1 tydzień temuSkrót meczu z Piastem

Najnowsze komentarze