Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu z Cracovią: Katastrofa to mało powiedziane

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Cracovia 0:3 (0:2).

 

ekstraklasa.org – Snajper, co się zowie

Na początek 9. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy Cracovia rozbiła na wyjeździe GKS Katowice. Ogromny udział w wygranej miał Filip Stojilković.

Szwajcarski napastnik znakomicie zachował się w polu karnym rywali i to głównie jego zasługa, że po odbiciu się piłki od Alana Czerwińskiego wpadła ona do siatki gospodarzy. GKS nie był w stanie zatrzymać Pasów, dlatego jeszcze przed przerwą schodził do szatni, przegrywając 0:2 po bramce Gustava Henrikssona. W drugiej odsłonie znów błysnął Filip Stojilković – snajper krakowskiego klubu piękną podcinką zapewnił swojej drużynie prowadzenie 3:0. Jego 6. gol w tym sezonie sprawił, że wysunął się on na prowadzenie w ligowej klasyfikacji strzelców. Cracovia pierwszy raz w historii naszej ligi pokonała katowiczan na wyjeździe.

 

weszlo.com – Pół godziny słabizny Cracovii, by wygrać… 3:0. Co za drużyna!

Po trzydziestu minutach spotkania GKS mógł się martwić jedynie tym, że mu jeszcze nie wpadło i słowo „jeszcze” było tutaj kluczem – zapowiadało się bowiem, że gospodarze na spokojnie zaraz coś trafią, potem jeszcze podwyższą wynik i będą mieli cenne zwycięstwo. Cracovia była bardzo przeciętna, nie dawała sobie rady z katowiczanami, szczególnie z ich wysokim pressingiem. A potem wygrała 3:0.

Wszyscy wiemy, że GKS ma swoje kłopoty i zapowiada się na dużo trudniejszy sezon niż ten pierwszy po powrocie do Ekstraklasy. Tym bardziej ze zdziwieniem można było oglądać to, co ekipa Góraka zaserwowała przez pierwsze pół godziny starcia z mocną Cracovią – ona ją po prostu cholernie gniotła. Goście nie mogli pierdnąć na swojej połowie bez pozwolenia kogoś w żółtym stroju, pressing był obecny wszędzie, Pasy miały wielkie ciężary, by z niego wychodzić.

Prawda, GKS-owi brakowało skuteczności, choćby Nowakowi, który powinien się pokusić o dwie bramki, a nie miał żadnej, ale wyglądało na to, że to kwestia czasu. Bo jak tu wierzyć w nagłą zmianę Cracovii, która – zdawało się – została w domu, z kolei do Katowic wysłała tylko marnych dublerów.

Ale, cóż, taka jest Cracovia – jej szybki atak należy do najlepszych w lidze i nigdy nie wiesz, co cię sieknie. Musisz być skoncentrowany przez cały mecz na 100%, jeśli tylko na chwilę się rozkojarzysz, będziesz miał problemy.

I tak się stało – z długiej piłki na Stojilkovicia (niebywałe, że akurat na niego!) wyszedł samobój Czerwińskiego, bo napastnik się urwał, nawinął rywalem, a potem wstrzelił piłkę tak, że przeciwnik pokonał się sam. Potem był natomiast rzut rożny i świetna obrona Kudły po uderzeniu Wójcika, ale przy dobitce Henrikssona z najbliższej odległości bramkarz nie miał już żadnych szans.

Siedem minut. Tyle wystarczyło Cracovii, by GKS z meczu na wygraną, miał mecz na „o rany, co się stało”.

W drugiej połowie GKS już tak dobry jak w pierwszych 30 minutach nie był i został jeszcze dodatkowo ukarany przez duet Klich-Stojilković. Ta piłka od byłego reprezentanta Polski… No palce lizać, cały stadion spodziewał się strzału, a pomocnik dał prostopadła piłkę do kolegi, który idealnie sobie przyjął i – jak to on – przerzucił piłkę nad Kudłą.

[…] GKS… Cóż. Często gra źle, a jak już gra dobrze, to swoich momentów nie wykorzystuje. Pozostaje katowiczanom wierzyć, że te pierwsze pół godziny uda się przełożyć na 90 minut z innymi rywalami, którzy już nie będą tak mocni jak Cracovia.

 

dziennizachodni.pl – GKS Katowice przegrał u siebie z Cracovią. Katastrofa to mało powiedziane

Szósta porażka w dziewiątym meczu sezonu, w tym druga u siebie. GKS Katowice potwierdza, że drugi sezon w Ekstraklasie bywa znacznie trudniejszy niż ten w roli beniaminka.

– W poprzednim sezonie mieliśmy jeden punkt mniej, a spotkanie będące odpowiednikiem tego z Cracovią przegraliśmy. Nie ma więc powodów do paniki – stwierdził przed piątkowym spotkaniem z Pasami trener GKS-u Rafał Górak.

Nie zmieniało to faktu, że sytuacja w tabeli, czyli pozycja tuż nad strefą spadkową, dodatkowo zwiększała wagę tego starcia. Szkoleniowiec gospodarzy dokonał w składzie wyjściowym kilku zmian. Miejsce w jedenastce odzyskali Adrian Błąd i Mateusz Kowalczyk, a Adam Zrelak przegrał z chorobą i jego miejsce zajął Ilia Szkurin.

Mecz zaczął się pechowo dla Arkadiusza Jędrycha. Po kilkudziesięciu sekundach kapitan GKS-u poślizgnął się i doznał urazu lewej ręki. Wrócił na murawę z opatrunkiem, co nie miało wpływu na jego, ale jak się okazało, było dla GieKSy niemal wróżbą.

Zaczęło się nie najgorzej. To katowiczanie byli zdecydowanie bliżej zdobycia pierwszego gola niż Cracovia. W 22 minucie doszło do niezwykłej sytuacji – serii czterech następujących tuż po sobie rzutów rożnych. Precyzja strzałów i ostatnich podań piłkarzy Góraka pozostawiała jednak sporo do życzenia, co – jak powszechnie wiadomo – lubi się mścić.

I tak też się stało na Nowej Bukowej. Nieoczekiwanie po trzydziestu minutach mecz się odwrócił. To Cracovia przeprowadziła kilka kolejnych ataków i w przeciwieństwie do GKS-u jeden z nich wykorzystała. Piłkę do siatki skierował Alan Czerwiński niefortunnie pokonując Dawida Kudłę po zagraniu Filipa Stojilkovicia niemal z linii bramkowej. Zanim gospodarze zdążyli się z tym oswoić było już 0:2. Tym razem po rzucie rożnym skiksował wybijający piłkę Sebastian Milewski, strzał Oskara Wójcika obronił Kudła, ale bezkarna dobitka Gustava Henrikssona trafiła do siatki. Cracovia nie zamierzała na tym poprzestać i chociaż więcej bramek nie padło, chociaż było bardzo, bardzo blisko, to do szatni katowiczanie schodzili w minorowych nastrojach..

Gdy z niej wrócili było już tylko gorzej. Krakowianie dominowali bezdyskusyjnie i po dziesięciu minutach podwyższyli wynik za sprawą Stojilkovicia, który podciął piłkę nad bramkarzem po prostopadłym podaniu w pole karne i przy pasywnej asyście Jędrycha. To już nie była zła sytuacja tylko pełnia katastrofy.

Zadowolona Cracovia zwolniła tempo i bez większego stresu przetrwała do końca spotkania bez strat. W Katowicach natomiast, pomimo optymistycznych deklaracji trenera, robi się coraz bardziej nerwowo.

 

gol24.pl – Mateusz Klich rozdawał ciasteczka

Cracovia wygrała z GKS Katowice na Nowej Bukowej 3:0 po dwóch rewelacyjnych podaniach byłego reprezentanta Polski Mateusza Klicha.

[…] Krakowianie dużo lepiej zaczęli sezon. W siedmiu spotkaniach wywalczyli 14 punktów, a zespół trenera Rafała Góraka – w ośmiu meczach zainkasował siedem „oczek”, przy czym wszystkie u siebie.

W piątek po raz pierwszy w wyjściowym składzie gospodarzy znalazł się białoruski napastnik Ilia Szkurin, który dwa tygodnie wcześniej przeniósł się na Górny Śląsk z Legii Warszawa.

Przed pierwszym gwizdkiem sędziego trener Górak odebrał z rąk prezesa klubu Sławomira Witka pamiątkową tablicę, z racji przekroczenia liczby 300 spotkań w roli szkoleniowca GKS. Nie przyniosło mu to szczęścia.

Pierwsze 25 minut spotkania mogło zapowiadać łatwe zwycięstwo gospodarzy, którzy praktycznie nie opuszczali z piłką połowy rywali. Formę Sebastiana Madejskiego sprawdził Bartosz Nowak, próbując zaskoczyć golkipera „Pasów” z bliska, zza pola karnego, z rzutu rożnego. Do tego doszły niecelne uderzenia kolegów. Nie z tego nie wyszło.

Goście przetrwali trudny czas i ruszyli do przodu. W 33. minucie spod końcowej linii zagrał Filip Stojilkovic, piłka odbiła się od obrońcy GKS Alana Czerwińskiego i wturlała do bramki.

Siedem minut później w zamieszaniu po rzucie rożnym na bramkę gospodarzy uderzył z kilku metrów Oskar Wójcik, Dawid Kudła obronił, ale wobec dobitki Gustava Henrikssona był już bezradny.

Druga część mogła się świetnie zacząć dla przyjezdnych, gdyby Martin Minczew wygrał pojedynek sam na sam z Kudłą. Ta interwencja tylko oddaliła w czasie kolejnego gola dla rozpędzonego zespołu trenera Luki Elsnera. W 55. minucie Mateusz Klich wyłożył prostopadle piłkę Stojilkovicowi, który nie dał się zatrzymać w polu karnym i trafił do siatki.

Szkoleniowiec gospodarzy zdecydował się na potrójną zmianę i jego zespół znów „przycisnął”. Jeden z wprowadzonych na boisko graczy Marcel Wędrychowski dwukrotnie strzałami zza linii 16 metrów zmusił do interwencji golkipera rywali. Potem z bliska głową próbował zaskoczyć Madejskiego kolejny z rezerwowych Maciej Rosołek, też bez skutku.

Krakowianie umiejętnie się bronili, a w ostatniej minucie mogli podwyższyć wynik. Bramkarz GKS wyszedł obronną ręką z pojedynku jeden na jeden z Kahvehem Zahirleslamem.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga