Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Krężołek: Postawimy sobie poprzeczkę wysoko
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.
Piłkarze GieKSy rozpoczęli rozgrywki w sezonie 2022/23 Fortuna I ligi zwycięskim pojedynkiem (2:0) z ŁKS-em Łódź. Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. Do drużyny dołączył Daniel Krasucki. Piłkarki w ramach przygotowań do nowego sezonu rozegrały mecz sparingowy z Mistrzyniami Polski TME SMS-em Łódź w którym padł remis 0:0. Rozgrywki pań w sezonie 2022/23 rozpoczną się 13 sierpnia, piłkarki rozpoczną rozgrywki wyjazdowym meczem z AZS-em UJ Kraków.
W drużynie siatkarzy przedłużono kontrakty z Jakub Lewandowskim oraz Dawidem Ogórek. Poznaliśmy również plan przygotowań drużyny do nowego sezonu. Do zespołu Mistrzów Polski w hokeju dołączyli Hampus Olsson oraz Niko Mikkola.
PIŁKA NOŻNA
ukssmslodz.pl – Remis TME SMS w Katowicach
Piłkarki nożne TME SMS rozegrały drugi tego lata mecz sparingowy. Tym razem łodzianki w wyjazdowym spotkaniu rozegranym w Katowicach zremisowały 0:0 z innym przedstawicielem ekstraligi, miejscowym GKS
Spotkanie z mistrzem Polski było debiutem dla nowych zawodniczek śląskiej drużyny – Patrycji Kozarzewskiej oraz Nicole Zając. Mecz rozegrano na stadionie przy ul. Bukowej i był to pierwszy sparing okresu przygotowawczego katowiczanek.
sportdziennik.com – Jakub Arak: Kiedyś będzie można fajnie mnie przedstawić
Rozmowa z Jakubem Arakiem, napastnikiem GKS-u Katowice, 2-krotnym wicemistrzem Polski i 3-krotnym zdobywcą Pucharu Polski.
[…] Już kilkukrotnie pojawiał się pan w dżinglach zapowiadających magazyn ligowy popularnego portalu „Weszło!”. Potrafi się pan śmiać sam z siebie?
Jakub ARAK: – Dystans do siebie mam, ale akurat o tym nie wiedziałem.
Aż tak jest pan odcięty od mediów?
Jakub ARAK: – Odkąd urodziła mi się córka, ograniczyłem je do minimum i akurat tam nie wchodzę. Będę musiał odsłuchać, ale domyślam się, że pojawiam się tam w formie szyderstw, bo nie jestem ich ulubieńcem. Powtórzę, że mam do siebie dystans. Rozumiem krytykę, „szyderę”, ale nie szczucie na ludzi. Moim zdaniem czasem przesadzają. Ja nie mam jednak do nikogo pretensji. Sam, będąc w wieku gimnazjalnym, czytałem „Weszło” i często się śmiałem, nie mając pojęcia jak to wszystko wygląda od środka. Dlatego dziś, jako piłkarz koncentruję się na tym, na co mam wpływ i nie zakłóca to mojej uwagi. Wiem, że jest to część piłki nożnej, z którą trzeba sobie umieć poradzić.
GieKSa zaawizowała, że z dwoma wicemistrzostwami, trzema Pucharami i Superpucharem Polski jest pan najbardziej utytułowanym zawodnikiem w kadrze.
Jakub ARAK: – Śmieję się, że w telewizji czasem kogoś przedstawiają: zdobywca Pucharu i Superpucharu… Jeśli gdzieś mnie kiedyś zaproszą, to też będzie można fajnie przedstawić (śmiech). Nie przywiązuję do tego wielkiej wagi. Już skupiam się na tym, co w Katowicach. Cieszę się, że tu trafiłem. To klub fajnie prowadzony. Co było – już za mną. Czas na kolejne wyzwanie.
Gdyby się pan uparł, po odejściu z Rakowa zostałby pan w ekstraklasie? Odejść z wicemistrza Polski do 1. ligi – to jednak nie jest codzienność.
Jakub ARAK: – Były jakieś telefony, zapytania, sygnały zainteresowania, ale nie chciałem czekać, być w niepewności. Może coś by się znalazło, może nie. Przekonał mnie projekt GKS-u. Bardzo spodobało mi się profesjonalne podejście dyrektora Góralczyka. Zadzwonił do mnie już w końcówce poprzedniego sezonu, przedstawił całą wizję.
Pierwsza reakcja? Pomyślał pan: „to tylko 1. liga”?
Jakub ARAK: – Nie, nie. Nic z tych rzeczy. Brałem to pod uwagę. Wiadomo, jak jest w piłce – trzeba rozważyć każdą ofertę. Jasne, że moim priorytetem było zostać w ekstraklasie, ale po rozmowie z dyrektorem Góralczykiem uznałem, że GKS może być naprawdę ciekawym miejscem. Potem odebrałem telefon od trenera Góraka, który przedstawił swoją wizję budowania drużyny. Dałem sobie czas na zastanowienie, ale gdy w połowie czerwca wszystkie zespoły wznawiały treningi, uznałem, że muszę szybko podjąć decyzję i zacząć przygotowywać się do sezonu. Poszło sprawnie, szybko dogadaliśmy się i jestem tutaj.
Miał pan jakieś wspomnienia z Bukowej?
Jakub ARAK: – Takie, że zawsze fajnie się tu grało – dzięki temu, że jest „Blaszok”. Mecze, które tu rozegrałem, cieszyły się dużym zainteresowaniem kibiców. W 2015 roku przyjechaliśmy tu z Zagłębiem Sosnowiec. Akurat siedziałem na ławce, ale atmosfera zrobiła na mnie duże wrażenie. Później zawitałem tu jeszcze ze Stalą Mielec. GKS zaczął wtedy rundę od kilku zwycięstw, rozpalił nadzieje, przyszło sporo ludzi. Stal wygrała po fajnym meczu.
Grał pan w Sosnowcu, Chorzowie, Częstochowie, teraz przyszła pora na Katowice. Używa pan jeszcze w województwie śląskim nawigacji?
Jakub ARAK: – Nie. Skoro jestem już w czwartym klubie tego regionu, to już go znam. Bardzo dobrze mi się tu żyje, szczególnie w Katowicach. Wiadomo – Częstochowa znajduje się ciut dalej, nie jest tak rozbudowana i rozwinięta, ale prócz infrastruktury, klub stoi tam za to na naprawdę najwyższym poziomie organizacyjnym. To top3 w Polsce. Być może nie mieszkało się tam tak przyjemnie, jak gdzieś indziej, ale klub robił wszystko, by nadrabiać to z nawiązką. A ja wszędzie sobie poradzę.
Ma pan tu swoje ulubione miejsce?
Jakub ARAK: – Park Śląski! Chodzimy z żoną, córką. To nasze miejsce, gdzie lubimy sobie pospacerować, mamy blisko. Żona jest z tego powodu bardzo szczęśliwa.
W GieKSie kibice spodziewają się po zawodniku sprowadzonym z ekstraklasy gry w pierwszym składzie. To dwa różne zawody, w porównaniu z rolą zadaniowca, jaką wchodząc z ławki pełnił pan w Rakowie czy Lechii?
Jakub ARAK: – Nie uważam, by coś się w moim podejściu zmieniało. Sam tak kiedyś patrzyłem: że liczą się tylko bramki, bycie liderem, ciągnięcie drużyny. Ale przez lata grania w piłkę nauczyłem się, że musisz być kompleksowy. Im bardziej kompleksowy jesteś – tym potrzebniejszy dla drużyny. Być może nie wszyscy to widzą, ale uważam, że każdy zawodnik musi wiedzieć, jak zachować się w obronie niskiej, wysokiej, gdy drużyna buduje akcję od tyłu w fazie otwarcia, fazie rozwinięcia, fazie finalizacji. Jak się ma zachować każdy zawodnik, gdy jest odbiór piłki na własnej połowie albo gdy jest odbiór wysoko. Jak zachować się przy stracie – wysoko i nisko. W każdym z tych elementów staram się dawać z siebie tyle, ile mogę, ile wiem, ile potrafię, a ocenia to trener.
Wchodząc w 80 minucie jest jazda na maksa, a wchodząc w 1 minucie – trochę więcej kalkulacji?
Jakub ARAK: – Nie zgadzam się. Jasne, że gdy zawodnik wchodzi na ostatnie minuty, oczekuje się od niego, by zwiększył intensywność, ale przecież nią dziś w piłce trzeba utrzymywać cały czas. Trzeba robić swoje – niezależnie od tego, ile minut dostaniesz. To decyzja trenera, zawodnicy muszą się dostosować i robić swoje zamiast analizować.
Podpisał pan z GieKSą kontrakt 2+1, dający perspektywę tego, że coś można tu po sobie pozostawić.
Jakub ARAK: – Zgadza się. Na takim mi zależało, by były minimum dwa lata z ewentualną opcją przedłużenia. GKS właśnie taką ofertę mi przedstawił. Wierzę, że klub będzie się rozwijał. W ostatnich latach ma opinię coraz mądrzej zarządzanego, prędzej czy później powinien iść w górę.
[…] Czyli wnioskuję, że śledził pan 1. ligę, w której trochę pana nie było. Od wypożyczenia z Lechii do Mielca minęły 4 lata.
Jakub ARAK: – Kiedyś śledziłem bardziej, to się zmieniło, kiedy urodziła mi się córka. Dziś już ma 2 lata. Wcześniej nazywałem siebie pasjonatem, uwielbiałem rozmawiać o piłce, oglądać mecze. Teraz oczywiście też się staram – nie tylko z racji tego, że to moja praca. W wielu klubach mam przyjaciół, bliskich znajomych, którym kibicuję. Siłą rzeczy to polskie podwórko jest mi bliskie.
W Katowicach spotkał pan kumpli z dawnych czasów?
Jakub ARAK: – Akurat niewielu. Z Marcinem Stromeckim przez rok byliśmy w Legii, przyszedł wtedy z Młodej Ekstraklasy Korony Kielce, ale szybko odszedł do Siedlec. Znałem się też z Arkiem Jędrychem, bo na tej samej uczelni w Pruszkowie studiowaliśmy wychowanie fizyczne.
Kiedyś miał pan plan zdobycia licencji trenerskiej, najpierw UEFA B. Wyszło?
Jakub ARAK: – Akurat te plany trochę zmienił covid, bo byłem już zapisany na kurs, gdy zaczęła się pandemia. Dziś skłaniam się ku temu, by poczekać, aż bliżej mi będzie końca grania w piłkę. Wtedy spróbowałbym dostać się na kurs A+B w Szkole Trenerów w Białej Podlaskiej. Grając na profesjonalnym poziomie wydaje się to trudne do zrealizowania. Tam są zjazdy w niedziele i poniedziałki, więc albo odpuszczałbym zjazd, albo nie trenował w klubie, a na to nie mogę sobie pozwolić. Jeśli coś trzeba robić, to na 100%. Ale inwestuję w siebie, „podpinam się’ w internecie na różne kursokonferencje trenerskie, no i staram się rozwijać językowo. W naszej lidze gra coraz więcej obcokrajowców, a to dobra okazja, by się podszkolić. Szczególnie w Rakowie było ich sporo, w Lechii też.
I jak panu idzie ten językowy rozwój?
Jakub ARAK: – Angielski i hiszpański mam opanowany w stopniu na tyle komunikatywnym, że bez problemu się dogadam. A wiadomo, jaki jest hiszpański – dzięki niemu porozumiem się też z Portugalczykami, bo te języki są podobne. To mój cel, by znać ich więcej, choćby niemiecki, w którym jeszcze mam zbyt mało podstaw.
[…] Zapytam jeszcze o pańskiego młodszego brata, Filipa – rocznik 2003 – który jako środkowy obrońca awansował z Polonią Warszawa do drugiej ligi. Ma papiery, by osiągnąć więcej od pana?
Jakub ARAK: – Kibicuję mu bardzo mocno. Wierzę, że ma potencjał, by zaszedł wysoko. Ciężka praca przed nim, ale cieszę się, że trafił na świetnego trenera (Rafała Smalca – dop. red.) oraz fajny projekt w klubie, który będzie się rozwijał i prędzej czy później wyląduje w wyższych ligach. Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się spotkać razem na boisku.
Grał pan u Waldemara Fornalika w Ruchu, u Piotra Stokowca w Lechii, u Marka Papszuna w Rakowie. Teraz trafił pan pod skrzydła Rafała Góraka, przed którym czwarty sezon w GieKSie. Z perspektywy zawodnika jak istotne jest to, by trafić do miejsca, w którym trenerzy mają mocną pozycję?
Jakub ARAK: – Gdy rozmawiam z klubami, jest to dla mnie bardzo ważne. Stabilizacja, wizja – to był jeden z argumentów, by przyjść do GKS-u. Choć w pierwszym sezonie w 2. lidze nie było awansu – wytrzymano ciśnienie i drugim był. W trzecim było nerwowo, niejeden klub pewnie miałby problem wytrzymać ciśnienie, w ludziach byłaby panika i podejmowanie gwałtownych decyzji. Podoba mi się, że w Katowicach było inaczej. Cały czas potrafiono realnie ocenić sytuację. Piłka to emocje, ale trzeba też umieć racjonalnie myśleć. To też przekonało mnie do Katowic. Widzę, że podejmuje się tu racjonalne decyzje i w danej chwili, nawet trudnej, racjonalnie ocenia potencjał.
Z przyczyn zdrowotnych nie zagrał pan tego lata w sparingach z Zagłębiem Sosnowiec i GKS-em Tychy. Kibice mają się obawiać, że coś panu jest?
Jakub ARAK: – To były drobne urazy. Myślę, że na pierwszy mecz ligowy już będę zdrowy.
Pierwszego gola dla GieKSy strzelił pan z rzutu wolnego w Bańskiej Bystrzycy. Nietypowo.
Jakub ARAK: – W sparingach jest pod tym względem większa dowolność niż w lidze. Akurat zawodników wyznaczonych do wolnych nie było wtedy na boisku. Uznałem, że z tej pozycji mogę uderzyć tam, gdzie stoi bramkarz, bo było całkiem blisko i wpadło. Zwykle w lidze ciężko się do wolnych dopchać. Przecież kiedy ma się obok siebie Iviego Lopeza, to aż głupio byłoby zabierać mu piłkę. Zresztą, i tak jej nie da (śmiech).
Czekali na to 15 lat
Tego dawno nie było. GieKSa w sobotę wygrała w Łodzi 2:0, co oznacza, że zgarnęła pełną pulę na inaugurację sezonu pierwszy raz od 7 lat. W 2015 roku pokonała Wigry Suwałki 2:0.
Potem ulegała kolejno… Wigrom, Pogoni Siedlce, Podbeskidziu, Zniczowi Pruszków i Hutnikowi Kraków, a przed rokiem zaczęła od domowego remisu 2:2 z Resovią. Ogółem, odkąd wróciła na zaplecze ekstraklasy (w 2007 roku, z 2-letnią przerwą na grę w II lidze w sezonach 2019/20 i 2020/21), tylko 3-krotnie wygrywała w 1. kolejce: w 2015 (z Wigrami), 2014 (z Widzewem) i 2007 roku. Właśnie wtedy, 15 lat temu, po raz ostatni zdarzyło jej się zacząć sezon od wyjazdowej wiktorii. Również… z ŁKS-em, tyle że tym z Łomży. Wywiozła stamtąd 3 punkty po golach Huberta Jaromina i Krzysztofa Kaliciaka (2:1). Co ciekawe, kilka dni później przy Bukowej uległa Zniczowi Pruszków, dla którego jedną z bramek zdobył sam… Robert Lewandowski, a meczu tego nie dograł, bo w 90 minucie został ukarany drugą żółtą kartką!
Warto przy okazji zauważyć, że GKS odniósł zwycięstwo na inaugurację sezonu pierwszy raz pod wodzą Rafała Góraka, a zaczynał z zespołem jesień 2011 (0:1 z Niecieczą), 2012 (1:2 z… ŁKS-em Łódź), 2013 (0:1 w Świnoujściu), 2019 (1:3 ze Zniczem), 2020 (2:3 z Hutnikiem) i 2021 (2:2 z Resovią). Teraz ta zła seria została przełamana.
– Inauguracje zawsze są bardzo trudnymi meczami z pewną dozą niewiadomych – powiedział szkoleniowiec.
– Byliśmy w Łodzi dobrze zorganizowani i na tym mi bardzo zależało: byśmy jeszcze poprawili to, co widzieliśmy w ostatnich spotkaniach poprzedniego sezonu. Ja to na boisku widziałem i tego drużynie gratuluję. Wygraliśmy z bardzo mocnym zespołem – mam przekonanie, że ŁKS będzie punktował – na pięknym stadionie. Jestem niezmiernie szczęśliwy. W poprzednim sezonie na trzy kolejki przed końcem zapewniliśmy sobie utrzymanie, o co bardzo mocno walczyliśmy przez cały rok. To była trudna droga, budowaliśmy zespół. Często mówiłem, że „uczymy się tej ligi” i byłem za to wyśmiewany, ktoś potrafił z tego szydzić. Ale trzeba być pokornym, chcieć pracować i coś umieć wypracować – dodał Górak.
Wczoraj drużyna miała wolne, dziś rozpocznie przygotowania do niedzielnej konfrontacji z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza, która również zaczęła sezon od zwycięstwa (2:1 z Odrą Opole). Dzisiaj też powinno okazać się, co ze zdrowiem Marko Roginicia, który w I połowie meczu w Łodzi zdążył zaliczyć asystę, strzelić gola i… doznać urazu pleców, wskutek którego w przerwie zmienił go Jakub Arak.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice ma zawodnika z RB Lipsk. Na razie nie zagra, bo jest kontuzjowany. Jego dziadek był mistrzem Polski w Polonii Bytom
W środę 13.07.2022 r. GKS Katowice ogłosił kolejny transfer przed nowym sezonem Fortuna 1. Ligi. Zawodnikiem GieKSy został Daniel Krasucki, który ostatnio reprezentował RB Lipsk. Nowy pomocnik nie może jednak grać, bo jest kontuzjowany.
Daniel Krasucki podpisał z GKS-em Katowice kontrakt obowiązujący do 30 czerwca 2024 z opcją przedłużenia o rok. Urodził się w Niemczech, przy czym posiada polskie obywatelstwo. Jego dziadek Jerzy Krasucki zdobył dwa mistrzostwa Polski z Polonią Bytom (1958, 1959). Daniel swoją przygodę z piłką nożną rozpoczął w klubie Lichtenrader BC 25 e.V., ale to w FC Victorii 1889 Berlin zaprezentował swój duży potencjał i w 2016 roku przeszedł do RB Lipsk. Tam reprezentował kolejne roczniki zespołów młodzieżowych. Latem 2021 roku dołączył do pierwszej drużyny z Lipska i wystąpił w kilku meczach sparingowych.
Ciekawostką jest fakt, iż Daniel w sezonie 2021/22 został zgłoszony do rozgrywek Ligi Mistrzów. Z powodu kontuzji w poprzednim sezonie nie udało mu się zadebiutować w seniorskim zespole RB Lipsk. Warto wspomnieć, że pomocnik ma na swoim koncie występy w młodzieżowych reprezentacjach Polski oraz kadrze Niemiec do lat 15.
– Pozyskaliśmy młodego, perspektywicznego zawodnika, szkolonego w RB Lipsk z myślą o najbliższym sezonie, ale również w perspektywie kolejnych lat, bowiem zawodnik w świetle obowiązujących przepisów posiada jeszcze przez co najmniej dwa sezony status młodzieżowca, a do tego duży potencjał rozwojowy. Zawodnik trafia do naszego klubu z dolegliwością, która w ostatnich miesiącach uniemożliwiała mu grę w klubie. Wykonaliśmy natomiast szczegółowe badania medyczne oraz motoryczne, które w oparciu o wiedzę specjalistyczną dają pozytywne rokowania, stąd zdecydowaliśmy się na podpisanie kontraktu. Mamy świadomość, że powrót zawodnika do pełnej dyspozycji zdrowotnej wymaga czasu, natomiast zarówno Klub, jak i sam zawodnik dostrzegają szanse i korzyści płynące z tej współpracy – mówi Robert Góralczyk, dyrektor sportowy GKS-u Katowice.
Latem ubiegłego roku pojechałem z pierwszą drużyną RB Lipsk na obóz przygotowawczy, w trakcie którego zagrałem kilka meczów sparingowych. Następnie wróciłem do zespołu U1-9 i prezentowałem się dobrze, bo udało się strzelić kilka bramek. Niestety w listopadzie doznałem kontuzji, która uniemożliwiła mi występy. W Lipsku nie ma drugiego zespołu, więc zaraz po roczniku U19 walczysz o miejsce w seniorach pierwszego zespołu. Mój kontrakt się skończył, więc szukałem dla siebie nowego Klubu. Było zainteresowanie nawet wśród zespołów polskiej Ekstraklasy, ale wtedy zadzwonił GKS i od razu poczułem, że w Katowicach bardzo im na mnie zależy. GieKSa zgłosiła gotowość, by pomóc mi wrócić do pełni zdrowia. Chcą mnie postawić na nogi, żebym wyszedł na boisko i pokazał na co mnie stać. Wierzę, że to dla mnie odpowiedni krok. Mogę się tutaj rozwinąć. Zdaje sobie jednak sprawę, że o minuty na boisku muszę powalczyć i nie dostanę ich w prezencie, bo jest tutaj naprawdę dobry zespół – mówi w wywiadzie na stronie GKS-u.
– Skupiam się na indywidualnych treningach. Liczę na to, że wszystko pójdzie po mojej myśli i wkrótce będę mógł wrócić na boisko. Bardzo mi na tym zależy i jestem gotowy do wszelkich poświęceń, by jak najszybciej odzyskać zdrowie i pomóc drużynie – powiedział nowy zawodnik katowiczan.
SIATKÓWKA
siatka.org – Poznaliśmy plan przygotowań siatkarzy GKS-u Katowice
Znamy ramowy plan przygotowań siatkarzy GKS-u Katowice do nowego sezonu PlusLigi. Siatkarze GieKSy rozpoczną cykl przygotowań do nadchodzącej edycji PlusLigi 1 sierpnia. Pierwsze dwa dni zostaną poświęcone na testy siły i mocy na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach oraz badania lekarskie, ponadto tradycyjnie przejdą przejdą badania sprawnościowe i testy w ramach diagnostyki funkcjonalnej przygotowane przez sztab trenerski.
Zajęcia w hali połączone z treningami na siłowni rozpoczną się 3 sierpnia. Podobnie jak w minionym roku, od poniedziałku do czwartku drużyna trenera Grzegorza Słabego będzie trenować dwa razy dziennie, w piątki będzie się odbywał jeden trening. Weekendy będą wolne z wyjątkiem dni, w których rozgrywane będą sparingi. W dniach 11-14 sierpnia drużyna weźmie udział w plażowym turnieju PreZero Grand Prix, który po raz kolejny zostanie rozegrany w Krakowie.
Znamy już rozkład wrześniowych gier sparingowych, jakie rozegra GKS Katowice przed startem kolejnego sezonu PlusLigi. Siatkarze GKS-u pojadą do Bielska-Białej na turniej z ligowymi rywalami, następnie rozegrają dwumecz z Aluronem CMC Wartą Zawiercie, by potem rozegrać dwa towarzyskie spotkania we własnej hali. Okres gier kontrolnych zakończymy udziałem w drugiej edycji Turnieju o Puchar Złotego Kiwona w Kobylance koło Gorlic. Przypomnijmy, że GieKSa rozpocznie zmagania w PlusLidze 1 października wyjazdowym spotkanie z Jastrzębskim Węglem, natomiast pierwszy domowy mecz sezonu, w którym zmierzymy się z Projektem Warszawa, został zaplanowany wstępnie na 5 października.
Ramowy plan sparingów siatkarzy GKS-u Katowice przed sezonem 2022/2023 PlusLigi:
2-3 września: turniej w Bielsku-Białej (BBTS Bielsko-Biała, Aluron CMC Warta Zawiercie, LUK Lublin)
9-10 września: dwumecz z Aluronem CMC Wartą Zawiercie (pierwszy mecz w Katowicach, drugi w Zawierciu)
16-17 września: turniej z udziałem Jastrzębskiego Węgla, Cuprum Lubin i BBTS-u Bielsko-Biała (mecze GKS-u w hali OS Szopienice)
22-23 września: Turniej o Puchar Złotego Kiwona w Kobylance (Volley Club Barkom Lwów, Cerrad Enea Czarni Radom, VK Spartak UJS Komarno)
Jakub Lewandowski i Dawid Ogórek na dłużej w GKS-ie
Środkowy Jakub Lewandowski i libero Dawid Ogórek podpisali nowe, roczne umowy z GKS-em Katowice.
Jakub Lewandowski dołączył do składu GieKSy w 2021 roku, przenosząc się z pierwszoligowego KKS-u Mickiewicza Kluczbork. W swoim pierwszym sezonie w PlusLidze Lewandowski wystąpił w 14 spotkaniach ligowych, w których zdobył łącznie 43 punkty, w tym 5 zagrywką i 8 blokiem. Z kolei Dawid Ogórek rozegra swój czwarty sezon w barwach katowickiego klubu; w minionym sezonie libero pojawił się na parkiecie w 11 meczach PlusLigi, odpowiadając przede wszystkim za obronę.
Co ciekawe, „Ogór” ma na swoim koncie także 4 punkty zdobyte w domowym spotkaniu z Indykpolem AZS Olsztyn, w którym ze względu na sytuację kadrową drużyny wystąpił na pozycji przyjmującego.
– Od początku okienka transferowego postawiliśmy na stabilizację składu, który przecież tak dobrze zaprezentował się w sezonie 2021/2022, osiągając historyczny wynik. Przedłużenie umów z Jakubem i Dawidem jest kolejnym ruchem w tę stronę. Cieszymy się, że zostają z nami, bo obaj są bardzo ważnymi ogniwami tej grupy – powiedział dyrektor siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice Jakub Bochenek.
Tym samym skompletowana kadra GKS-u Katowice na sezon 2022/2023 PlusLigi liczy 13 zawodników, przy czym klub nie wyklucza dalszych decyzji transferowych. Zespół rozpocznie oficjalne przygotowania do sezonu 1 sierpnia. Kolejna edycja rozgrywek PlusLigi rozpocznie się 1 października wyjazdowym meczem z Jastrzębskim Węglem, natomiast 5 października GKS Katowice podejmie w ramach meczu 2. kolejki Projekt Warszawa.
Skład GKS-u Katowice na sezon 2022/2023 PlusLigi:
Rozgrywający: Micah Ma’a (USA), Jakub Nowosielski
Atakujący: Jakub Jarosz, Damian Domagała
Środkowi: Piotr Hain, Marcin Kania, Jakub Lewandowski
Przyjmujący: Tomas Rousseaux (Belgia), Gonzalo Quiroga (Argentyna), Jakub Szymański, Wiktor Mielczarek
Libero: Bartosz Mariański, Dawid Ogórek
HOKEJ
hokej.net – Krężołek: Postawimy sobie poprzeczkę wysoko
GKS Katowice, który w minionym sezonie Polskiej Hokej Ligi sięgnął po złoto, w przyszłym również chce powalczyć o jak najwyższe cele, także i te zagraniczne. – Będziemy starali się grać jeszcze lepiej niż w poprzednim sezonie, żeby udowodnić, że nasz tytuł mistrzowski nie był dziełem przypadku – zaznaczył Patryk Krężołek, skrzydłowy GieKSy.
Katowiczanie – jak co roku – do sezonu przygotowują się indywidualnie. W poniedziałek 1 sierpnia zespół mistrzów Polski rozpocznie wspólne przygotowania do sezonu 2022/2023 treningami na lodowisku Jantor oraz badaniami wydolnościowymi.
– Nie było za dużo wolnego, bo od maja zaczęliśmy już treningi indywidualne. Przygotowuję się według planu nadesłanego przez klub, ponadto współpracuję także z własnymi trenerami, tak że praca do nowego sezonu idzie dwutorowo i przebiega zgodnie z założeniami – wyjaśnił wychowanek KTH Krynica, który do przygotowań wpisał też grę w hokeja na rolkach.
– Przede wszystkim te rolki to zabawa i tak to traktuję, ale jest to także forma utrzymania kontaktu z dyscypliną w miesiącach letnich, a także dalsza praca nad hokejowym warsztatem. Czasami podczas okresu przygotowań czysto motorycznych brakuje rywalizacji i gry. Taka odmiana hokeja pozwala jednocześnie na odskocznię od codziennej pracy i na utrzymanie kontaktu z zagraniami typowymi dla hokeja na lodzie – dodał.
23-latek w minionym sezonie rozegrał 57 spotkań w barwach GieKSy, zdobywając w nich 32 punkty. Złożyło się na nie 12 goli i 20 asyst. Skrzydłowy GKS-u miał w tym sezonie więcej obowiązków defensywnych.
– Nie grałem często w przewagach, skupiałem się na defensywie i to na pewno zaprocentuje w przyszłości. To była dla mnie cenna lekcja, bo jestem zawodnikiem usposobionym dość ofensywnie i czułem, że mam braki w grze obronnej, a w hokeju ważne są nie tylko punkty, ale i wywiązywanie się ze swoich zadań na lodzie – przyznał napastnik katowiczan.
Nie da się ukryć, że w poprzednim sezonie trzon drużyny z Katowic stanowili polscy zawodnicy, w odróżnieniu do innych polskich ekip. Postrachem całej ligi był atak Bartosz Fraszko -Grzegorz Pasiut – Patryk Wronka, z którym każda obrona miała problemy.
– Cieszy to, że mamy w składzie wielu świetnych graczy z Polski i pokazaliśmy, że nie tylko obcokrajowcy mogą stanowić o sile naszej ligi i całego hokeja w Polsce. Pokazaliśmy, że czołowi polscy gracze mogą zrobić różnicę w ważnych spotkaniach i stanąć na wysokości zadania. To motywuje do jeszcze większej pracy, by przekonać jak najwięcej osób, że warto stawiać na polskich graczy w klubach naszej ligi – stwierdził 23-latek.
Nie od dziś wiadomo, że zdobycie tytułu mistrzowskiego jest nieco łatwiejsze niż jego obronienie. Przekonali się o tym ostatnio hokeiści JKH GKS-u Jastrzębie.
– Postawimy sobie poprzeczkę wysoko i będziemy starali się grać jeszcze lepiej niż w poprzednim sezonie, żeby udowodnić, że nasz tytuł mistrzowski nie był dziełem przypadku, a ciężkiej pracy. Trzon zespołu z poprzedniego sezonu, który zostaje w klubie, może grać jeszcze lepiej i potwierdzić to zwycięstwami – zaznaczył były reprezentant Polski.
– Będziemy się starali dać kibicom GKS-u jak najwięcej radości naszą grą. Zapowiada się wymagający sezon, ale będziemy walczyć o absolutnie każdy kawałek lodu i wierzę, że staniemy na wysokości zadania zarówno w lidze, jak i w rozgrywkach międzynarodowych. Ze swojej strony liczę na punkty, na dobrą grę w obronie i pomaganie drużynie w sięganiu po kolejne sukcesy – zakończył.
Młodzi zostają. Prokurat i Lebek z nowymi umowami
Jakub Prokurat i David Lebek pozostaną w drużynie GKS-u Katowice. Obaj zawodnicy złożyli podpisy pod nowymi, rocznymi kontraktami.
Niespełna 21-letni Prokurat w poprzednim sezonie wystąpił w 47 spotkaniach ligowych. Zgromadził w nich 5 punktów za 2 gole i 3 asysty.
Lebek jest dwa lata młodszy i w minionym sezonie pojawił się na lodzie w 14 meczach. Wato dodać, że jest wnukiem legendy GKS-u Maksymiliana Lebka.
– Jakub i David to młodzi i utalentowani zawodnicy, którzy dołożyli swoją cegiełkę do sukcesu w poprzednim sezonie i ciężko zapracowali na to, by pozostać z nami na kolejne rozgrywki. Ciężka praca na treningach to także klucz do tego, by czynili dalsze postępy i z czasem zaczęli odgrywać coraz większą rolę w zespole. W przypadku Davida nastąpi ważna zmiana, bo przymierzamy go do gry na pozycji obrońcy – podkreśla Roch Bogłowski, dyrektor sekcji hokeja na lodzie.
Olsson nowym zawodnikiem GieKSy. Ma potężne warunki fizyczne
Szwed Hampus Olsson został nowym zawodnikiem GKS-u Katowice. 27-letni skrzydłowy podpisał dziś roczny kontrakt.
Olsson (197 cm, 106 kg) jest wychowankiem Rögle BK, który będzie rywalem GieKSy w tegorocznej edycji Hokejowej Ligi Mistrzów.
Dobrze zbudowany skrzydłowy zdecydowaną większość swojej kariery spędził w swojej ojczyźnie, gdzie występował na bezpośrednich zapleczach SHL.
Na taflach HockeyAllsvenskan rozegrał w sumie 88 spotkań (7 goli, 6 asyst), a w HockeyEttan dane było mu wystąpić w 240 meczach, w których strzelił 56 bramek i zanotował 85 kluczowych zagrań.
W poprzednim sezonie szwedzki napastnik grał dla HC Vita Hästen, czyli 11. drużyny drugiej ligi szwedzkiej. W 50 konfrontacjach zaksięgował 11 punktów (5 G + 6 A). Jego statystyki uzupełnił bilans -12 w klasyfikacji plus/minus oraz 35 minut na ławce kar.
– To zawodnik obdarzony bardzo dobrymi warunkami fizycznymi, co z powodzeniem wykorzystuje w grze ofensywnej i defensywnej. Dzięki temu powinien dać nam sporo jakości po obu stronach tafli. Tak silny i waleczny hokeista z pewnością będzie też pożyteczny w formacjach specjalnych – mówi Roch Bogłowski, dyrektor sportowy GKS-u Katowice.
To trzecie wzmocnienie mistrzów Polski przed sezonem 2022/2023. Wcześniej do ekipy dołączyli Japończyk Shigeki Hitosato oraz Szwed Christian Blomqvist.
Mikkola nowym zawodnikiem GieKSy. To ofensywnie usposobiony obrońca
Fin Niko Mikkola został nowym zawodnikiem GKS-u Katowice. 25-letni defensor podpisał dziś roczny kontrakt.
Mikkola (178 cm, 76 kg) urodził się w Oulu i jest wychowankiem miejscowego Kärpäta. W tej drużynie występował we wszystkich grupach młodzieżowych, ale nie dane było mu zagrać w jego barwach w fińskiej Liidze.
Większość swojej seniorskiej kariery spędził na jej zapleczu. Na taflach Mestis rozegrał w sumie 164 spotkań, w których zgromadził 89 punktów za 22 bramki i 67 asyst. Na ławce kar spędził 24 minuty, a w klasyfikacji plus/minus wypadł na -35.
Grał też Hockey Ettan, czyli na trzecim poziomie rozgrywkowym w Szwecji. W ekipie Visby/Roma jego dorobek zatrzymał się na 17 meczach, 7 golach i 7 kluczowych zagraniach.
– To obrońca z prawym uchwytem kija o ofensywnych inklinacjach. Jako jego walor określiłbym umiejętność rozpoczynania akcji i podłączania się do nich. Jak na defensora jest stosunkowo skuteczny i notuje sporo punktów. Co ważne, ma dopiero 25 lat, więc wiąż rozwija swoje umiejętności – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GKS-u Katowice.
W poprzednim sezonie fiński defensor, który ma na swoim koncie grę w ataku, występował w drużynie Kiekko-Vantaa. Zajęła ona 10. miejsce po sezonie zasadniczym Mestis i odpadła w kwalifikacjach do fazy play-off. W 50 konfrontacjach zaksięgował 31 punktów (9 G + 22 A). Jego statystyki uzupełnił bilans -18 w klasyfikacji plus/minus oraz 12 minut na ławce kar. Okazał się najlepiej punktującym zawodnikiem tej ekipy. Warto dodać, że przez pewien czas jego klubowym kolegą był Miro-Pekka Saarelainen, który sezon kończył właśnie w ekipie GKS-u Katowice.
Niko Mikkola jest czwartym wzmocnieniem mistrzów Polski przed sezonem 2022/2023. Wcześniej do ekipy dołączyli Japończyk Shigeki Hitosato oraz dwaj Szwedzi Hampus Olsson i Christian Blomqvist.
„Profesor” Pasiut zostaje w Katowicach. Na trzy lata
Grzegorz Pasiut pozostanie kapitanem GKS-u Katowice. Kontrakt 35-letniego środkowego będzie obowiązywał do końca sezonu 2024/2025.
Wychowanek KTH Krynica występuje w ekipie GieKSy nieprzerwanie od 2018 roku. Szybko stał się ulubieńcem katowickiej publiczności, która nadała mu przydomek „Profesor”. W drużynie z alei Korfantego rozegrał w sumie 186 meczów, w których strzelił 79 goli i zanotował 132 asysty.
W poprzednim sezonie zaprezentował się ze znakomitej strony, a wielu ekspertów określiło go mianem najlepszego napastnika Polskiej Hokej Ligi. Imponował spokojem, dobrą wizją gry i świetną produktywnością. Każdy rywal, który zostawił mu nieco miejsca przed własnym polem bramkowym, musiał liczyć się z ryzykiem utraty gola.
W fazie zasadniczej „Pasionek” rozegrał 33 spotkania, w których zapisał na swoje konto 50 punktów za 21 bramek oraz 29 asyst. Trzeba też zaznaczyć, że z powodu urazu kolana opuścił siedem meczów.
Szybko odbudował formę, a w fazie play-off zaprezentował się z genialnej strony. Okazał się najlepszym snajperem i najlepiej punktującym zawodnikiem nie tylko GieKSy, ale i całej ligi. Na jego koncie pojawiło się 10 goli i 7 kluczowych zagrań. 17 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej zdobył też Victor Rollin Carlsson z Re-Plast Unii.
– Grzegorz jest związany z GKS-em już od kilku lat i zawsze w tym okresie prezentował wysoką formę sportową. Co ważne, jego doskonałe statystyki indywidualne w poprzednim sezonie przełożyły się także na wielki sukces całej drużyny – ocenił Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GKS-u Katowice.
– Jego dotychczasowy kontrakt był ważny jeszcze na najbliższy sezon, ale postanowiliśmy docenić jego wkład w osiągnięcia GieKSy. Właśnie dlatego podjęliśmy decyzję o tym, by związać się z nim na jeszcze dłużej. Znając profesjonalizm Grzegorza i jego podejście do sportu, wiem, że stać go na to, by jeszcze długo utrzymywać wysoką dyspozycję. Cieszę się, że osiągnęliśmy porozumienie i możemy mieć pewność, że kapitan naszej drużyny jeszcze przez trzy lata będzie filarem GieKSy – dodał.
Felietony Piłka nożna
Opór przed rozwojem
Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:
2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.
Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.
Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.
Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.
Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.
Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.
Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.
Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.
Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.
Absolutnie niepojęte jest to, jak my na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.
I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.
Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.
<ogląda skrót>
<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>
<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>
Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.
Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.
Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.
I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.
Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.
Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.
Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.
Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.
Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.
Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.
Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.
Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.
Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.
Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.
Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…
Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.
I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…
Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.
Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.
Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.
A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.
Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.
Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.
No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.
No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.
I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.
Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.
Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.
Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion
Budżet Obywatelski – głosujemy!
Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”.
Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek.
Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.
W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów).
Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic.
Piłka nożna
Dopiero był na Nowej Bukowej
Sobotni mecz pomiędzy Zagłębiem Lubin i GKS Katowice poprowadzi pan Tomasz Kwiatkowski z Warszawy. Na liniach pomagać mu będą Marek Arys i Marcin Lisowski. Sędzią technicznym będzie Dorian Skwara, a na VAR-ze zasiądą Damian Kos i Dawid Golis.
Urodzony w 1978 roku Tomasz Kwiatkowski swoją sędziowską karierę rozpoczął w sezonie 2007/08 w ówczesnej trzeciej lidze i na tym właśnie poziomie prowadził mecze przez trzy sezony. Na zapleczu ekstraklasy zadebiutował w sezonie 2010/11, a na najwyższym poziomie rozgrywkowym pierwszy raz sędziował w sezonie 2013/14 i od tamtej pory jest etatowym ekstraklasowym arbitrem. Jego największym sukcesem jest sędziowanie w finale Pucharu Polski w 2024 roku, kiedy to Wisła Kraków pokonała na Stadionie Narodowym Pogoń Szczecin po dogrywce 2:1.
Arbiter był sędzią VAR podczas niedawnych Mistrzostw Świata w USA, Kanadzie i Meksyku. Jako główny arbiter VAR pracował przy meczach Argentyna – Algieria, Egipt – Iran, Hiszpania – Austria i Francja – Hiszpania. Jako AVAR lub VAR Support był obecny przy spotkaniach: Holandia – Japonia, Szwajcaria – Bośnia i Hercegowina, Ekwador – Curacao, Norwegia – Senegal, Szkocja – Brazylia, Chorwacja – Ghana, Francja – Szwecja i Kanada – Maroko.
W obecnym sezonie Tomasz Kwiatkowski poprowadził na razie trzy mecze, w których pokazał 7 żółtych kartek, żadnej czerwonej i podyktował jeden rzut karny – dla GKS Katowice w starciu z Wisłą Płock, bo to właśnie było jedno z tych trzech spotkań prowadzonych przez arbitra.
W przeszłości sędzia prowadził wiele spotkań GieKSy i… od pewnego czasu tendencja w wynikach meczów prowadzonych przez arbitra jest na korzyść GKS. Przede wszystkim Kwiatkowski był rozjemcą na otwarciu Nowej Bukowej, kiedy to GieKSa w spektakularnych okolicznościach pokonała Górnika Zabrze 2:1. Ostatnio w niemniej dramatycznym meczu GKS wygrał z Radomiakiem 3:2, a w pamięci zapadła nam decyzja VAR, po której arbiter anulował trzeciego gola dla gości. To nie pierwsza sytuacja, w której decyzja o „niebycie” uratowała nam skórę. W przedostatniej kolejce sezonu 2023/24 i derbach Trójmiasta w doliczonym czasie gry sędzia został wezwany przed monitor, by obejrzeć sytuację z potencjalnym rzutem karnym dla Arki. Jakkolwiek większość decyzji po VAR jest zmienianych, tak tutaj arbiter podtrzymał werdykt o nieprzyznaniu jedenastki, a to dało szansę GieKSie walki o awans w ostatniej kolejce.
Ostatnim meczem, który sędziował GieKSie było wspomniane starcie z Wisłą Płock w sierpniu, które GKS wygrał 5:0. Ostatni raz Zagłębiu Lubin sędzia ten prowadził mecz w maju, gdy gospodarze zremisowali z Cracovią 0:0.
Mecze GieKSy prowadzone przez Tomasza Kwiatkowskiego:
Sezon 2011/12
Pogoń Szczecin – GKS Katowice 1:0 (3 żółte kartki)
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 0:0 (1 żółta kartka)
Sezon 2012/13
GKS Katowice – Kolejarz Stróże 2:0 (3 żółte kartki, 1 czerwona kartka, 1 rzut karny wykorzystany przez Przemysława Pitrego)
Sezon 2013/14
GKS Katowice – Miedź Legnica 1:0 (6 żółtych kartek, 1 rzut karny wykorzystany przez Sławomira Dudę)
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 1:0 (2 żółte kartki)
Sezon 2016/17
GKS Katowice – Miedź Legnica 0:2 (1 żółta kartka)
Sezon 2022/23
GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 3:1 (4 żółte kartki, 1 rzut karny wykorzystany przez gości)
Sezon 2023/24
GKS Katowice – Górnik Zabrze 0:4 (4 żółte kartki) – Puchar Polski
Sezon 2024/25
Piast Gliwice – GKS Katowice 2:2 (2 żółte kartki)
GKS Katowice – Piast Gliwice 0:0 (2 żółte kartki)
GKS Katowice – Górnik Zabrze 2:1 (2 żółte kartki)
Sezon 2025/26
GKS Katowice – Radomiak Radom 3:2 (9 żółtych kartek)
Motor Lublin – GKS Katowice 2:5 (5 żółtych kartek, 1 czerwona kartka dla gospodarzy)
Raków Częstochowa – GKS Katowice 1:0 (2 żółte kartki)
Sezon 2026/27
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2 żółte kartki, rzut karny dla GKS)
Bilans: 15 meczów, 7 zwycięstw, 3 remisy, 5 porażek. Bramki: 23-17.


Najnowsze komentarze