Piłka nożna
Kolejorz górą na dobrych torach
Lech Poznań wykorzystał nasz najsłabszy okres w meczach, jakim jest końcówka każdej połowy i mimo dobrych momentów nie udało się GieKSie urwać choćby punktu.
GieKSa z przytupem rozpoczęła to spotkanie, gdy Bartosz Nowak skierował trudną piłkę w światło bramki. W 2. minucie Lech próbował stworzyć przewagę na lewym skrzydle, wtedy Mateusz Kowalczyk popisał się wślizgiem i dał gospodarzom kolejne sekundy posiadania piłki. Po pięciu minutach udało się to przekuć w akcję, gdy Marković z Wasielewskim przedarli się przez tercję środkową, podanie tego ostatniego za plecy obrońców było jednak zbyt mocne. Sztuka ta udała mu się w 11. minucie, jednak tym razem Marković przecenił zdolności motoryczne Szkurina przy zgraniu głową. Kolejne dwie minuty należały do przyjezdnych, choć nie byli w stanie przejść Arkadiusza Jędrycha. W 17. minucie Arkadiusz Jędrych zastosował znany z polskich boisk manewr „laga”, dzięki której po walce Wasielewskiego na skrzydle okazje mieli Kowalczyk i Szkurin – Mrozek był górą. W 32. minucie niefortunna próba przejęcia przez Bartosza Nowaka mogła się zemścić, lecz Marcin Wasielewski zdołał powstrzymać akcję na drugim słupku. Trzy minuty później Lukas Klemenz powstrzymał pędzącego Fiabemę tuż pod naszą bramką, obaj zawodnicy przypłacili to groźnym zderzeniem pod bandą reklamową. W 38. minucie Bartosz Nowak dla kontrastu zanotował przechwyt doskonały na połowie rywala, za to późniejsze podanie zupełnie odebrało pozytywy z tej akcji. Szybko zrehabilitował się wykonaniem rzutu wolnego z połowy boiska, gdy Mrozek zaliczył przelot na całkiem sporą odległość przy piąstkowaniu. 45. minuta, jak to już mamy w zwyczaju, przyniosła straconą bramkę – nikt nie pomógł Kowalczykowi w powstrzymaniu Filipa Jagiełły, który wyłożył Fiabemie piłkę jak na tacy. Kolejną dobrą okazję mógł mieć Bengtsson, ale w kontrataku przeszkodził mu niezawodny Wasyl. Lech wyraźnie przejął inicjatywę, w kolejnych minutach nasza linia defensywna miała sporo pracy, a cały zespół był zamknięty w tercji obronnej. Dobrą okazję w 11. minucie doliczonego czasu miał Milić po rzucie rożnym, ale jego zgranie piętką na szczęście rozczytał Arkadiusz Jędrych.
Druga połowa zaczęła się przechwytem Wasyla i akcją na obieg z Markoviciem, zakończoną zbyt mocnym odegraniem. W 52. minucie strzały po stałym fragmencie Bartosza Nowaka oddali obaj nasi wahadłowi: Wasielewski został wyblokowany, a Galan… trafił nieopodal chorągiewki. Trzy minuty później Marković posłał finezyjne zagranie w poprzek boiska za linią obrońców, defensywa Lecha musiała ratować się wybiciem na rzut rożny, po którym zbyt lekko główkował Szkurin. W 58. minucie poprzeczkę Bartosza Mrozka obił Borja Galan – GieKSa znów lepiej prezentowała się w pierwszym kwadransie połowy, choć ponownie była bez dogodniejszych sytuacji. W 63. minucie Bosch dobrze rozprowadził akcję do wybiegającego skrzydłem Czerwińskiego, ten jednak wybrał wysoką centrę na Bartosza Nowaka i nasz rozgrywający nie był już w stanie nic z tej sytuacji wykrzesać, a dodatkowo wspierający go Szkurin był na pozycji spalonej. Tuż po wejściu plasowany strzał zaprezentował Marcel Wędrychowski, gdyby nie wyblok Mrozek miałby naprawdę trudne zadanie. W 73. minucie skrupulatnie budowany atak zapoczątkowany skokiem pressingowym Rosołka zaprzepaścił fatalnym podaniem Alan Czerwiński, trybuny skwitowały to zagranie jękiem zawodu. Minutę później niepilnowany na długim słupku uderzał Bengtsson, Rafał Strączek mógł jednak z ulgą odetchnąć po jego kiksie. Odpowiedział Galan mierzonym strzałem, który po drodze odbił jeszcze Mateusz Skrzypczak i przysporzył sporo kłopotów swojemu golkiperowi. W 78. minucie Lukas Klemenz otrzymał miękkie dośrodkowanie od Nowaka z rzutu rożnego, główkował znacząco nad poprzeczką. Kolejne 60 sekund to był prawdziwy rollercoaster: błąd Milewskiego, wślizg Klemenza w polu karnym i niemal zagranie ręką, efektowny rajd Nowaka i dwukrotnie wielka szansa Galana po wrzutce Wędrychowskiego. Po drodze jeszcze ujrzeliśmy próbę przewrotki w wykonaniu Macieja Rosołka, a ataki GieKSy trwały w najlepsze jeszcze przez kilka minut. Odpowiedzieć chciał Ismaheel po wykorzystaniu złego ustawienia Klemenza, ten jednak naprawił swój błąd, odbijając piłkę wprost w Rafała Strączka. W 89. minucie Sebastian Milewski zdołał wygrać pojedynek biegowy z Yannickiem Agnero, który wychodziłby na sytuację 1 na 1. W doliczonym czasie gry znów byliśmy świadkami rozszczelnienia defensywy, tym razem jednak udało się zamurować bramkę i dwukrotnie wyjść ze, zdawało się, beznadziejnych sytuacji.
Trójkolorowi mieli swoje okazje i grali futbol znacznie bliższy swojemu, jednak nadal prześladuje ich klątwa końcowych minut. Widać pozytywy, jednak do utrzymania potrzeba punktów.
GKS Katowice – Lech Poznań 0:1 (0:1)
Bramki: Fiabema (45).
GKS Katowice: Strączek – Wasielewski, Czerwiński (90. Błąd), Jędrych, Klemenz, Galan (90. Rogala) – Marković (67. Wędrychowski), Kowalczyk (60. Milewski), Bosch, Nowak – Szkurin (67. Rosołek).
Lech Poznań: Mrozek – Gumny (66. Pereira), Skrzypczak, Milić, Moutinho (67. Gurgul) – Jagiełło (67. Agnero), Kozubal, Ouma, Bengtsson (84. Lisman) – Ishak, Fiabema (67. Ismaheel).
Żółte kartki: Galan – Kozubal, Moutinho, Ishak.
Sędzia: Karol Arys (Szczecin).
Widzów: 12971.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


tomek
5 października 2025 at 19:40
szykuje się popisowy spadek. Wywalić tego filozofa Góraka i zatrudnić trenera a zimą konkretne wzmocnienia
Pawlo
5 października 2025 at 19:59
Brawo trener
Brawo prezes
Brawo zarząd za … spierd… zeszłorocznego sezonu
Ale czego oczekiwać po stołkach