Piłka nożna
(In)Statystycznie po sezonie – obrońcy
Wczoraj opisaliśmy statystki bramkarzy GieKSy, dziś więc przyszedł czas na obrońców.
Choć Tymoteusz Puchacz praktycznie całą rundę wiosenną spędził na skrzydle, to w raporcie InStat został przydzielony do lewych obrońców i zajął wśród nich 3 miejsce według InStat Index z wynikiem 234. Lepszy rezultat osiągnęli jedynie Bogusz z ŁKS-u i Gojny z GKS-u Jastrzębie. Puchacz rozegrał 2102 minuty, strzelił 4 goli i 3 razy asystował. Oddał 29 strzałów, z czego 11 było celnych. Dopuścił się 30 przewinień, a 45 razy sam był faulowany. Średnio podawał 33 razy na mecz z 74% skutecznością. Nieco ponad raz na 90 minut próbował kluczowego podania, a 0,47 raza na mecz było ono dokładne. W pole karne zagrywał średnio 4,8 raza i w 42% piłka trafiała do adresata. W pojedynkach w defensywie uzyskał 52% skuteczności, nie może więc dziwić ustawianie go wyżej, niż w linii obrony. Wychodził zwycięsko z 47% pojedynków w ataku. Słabo radził sobie w powietrzu – wygrywał tylko 38% walk o górne piłki. Średnio aż 7 razy na mecz wchodził w drybling i były one udane w 52%, z kolei odbiory, których próbował 2,3 razy na mecz, były udane w 69%. Słabo radził sobie z odczytywaniem i przecinaniem podań rywala – średnio zaliczał tylko 3,1 przechwytów na mecz, a z tego tylko 0,73 na połowie rywala.
Na przyzwoitym, 9 miejscu znalazł się Mateusz Mączyński. Zawodnik, który przez kontuzję stracił niemal całą rundę jesienną, uzyskał InStat Index na poziomie 227 (średnia ligowa dla lewych obrońców 211). Rozegrał 889 minut i nie miał bezpośredniego udziału przy żadnej z bramek dla GieKSy. Oddał 9 strzałów, a 3 były celne. 20 razy sfaulował przeciwnika, a sam był nieprzepisowo zatrzymywany tylko 7 razy. Podawał z zaledwie 70% dokładnością. Minimalnie częściej od Puchacza próbował wykonywać kluczowe podania (1,11 na mecz), były one jednak dużo mniej dokładnie (tylko 0,3), pamiętajmy jednak, że Mączyński w odróżnieniu od Puchacza grał tylko na lewej obronie, a nie wyżej. Posyłał 4,2 piłki w pole karne na mecz, a dokładnie 2 docierały do celu. Wygrał 60% pojedynków zarówno w defensywie, jak i ofensywie. Jeśli chodzi o ofensywę – jest to wynik o 8% lepszy od średniej ligowej, z kolei w defensywie – o 7% gorszy. Także 60% zanotował w dryblingach i pojedynkach główkowych, a w odbiorach wyłamał się o 1% w dobrą stronę, a próbował ich 3,6 razy na 90 minut. 4,8 razy na mecz przechwytywał piłkę, w tym 1,11 raza na połowie rywala.
Przedostatnie miejsce pod względem InStat Index zajął Simon Kupec, a ostatnie Wojciech Słomka, obu jednak już od przerwy zimowej nie ma w Katowicach, więc nie ma sensu im się bliżej przyglądać. Jakub Wawrzyniak z kolei został przypisany do środkowych obrońców.
Wśród prawych obrońców naszym najwyżej sklasyfikowanym zawodnikiem jest Adrian Frańczak, który z Indexem 216 zajął 11 miejsce. Warto dodać, że Frańczak nie zanotował nawet minuty na wiosnę, a po jesieni z takim samym rezultatem zajmował 8 miejsce w lidze. Trzeba także pamiętać, że rozegrał kilka meczów jako jeden ze środkowych obrońców. Przez 1205 minut zanotował 2 asysty i oddał 10 strzałów na bramkę, z czego tylko 1 był celny. Popełnił 29 fauli, będac przy tym 21 razy sam faulowany. Podawał aż 54 razy na mecz (średnia dla prawych obrońców 44) z przyzwoitą, 81% skutecznością. Choć zanotował 2 asysty, to rzadko decydował się na kluczowe podania – wykonywał ich tylko 0,37 na 90 minut, a tylko 0,15 docierało do jego kolegi z zespołu. Lepiej to wygląda pod względem podań w pole karne/ Zagrywał 3,5 piłki w ,,szesnastkę” na mecz z 53% skutecznością. Średnia ligowa wynosi 3,8 i 47% skuteczności. Wygrywał 61% pojedynków w obronie, 67% w ataku, a jego dryblingi były skuteczne aż w 73%. W powietrzu wygrywał z kolei 61%. 3,1 razy na mecz podejmował próbę odbioru piłki i były one udane w 67%. Przecinał 6 podań na 90 minut.
Wojciech Lisowski znalazł się na 14 miejscu, co jest poprawą w stosunku do jesieni o 4 miejsca. Jego InStat Index wzrósł z 203 do 211. Na boisku przebywał przez 2584 minuty – sporo z tego czasu spędizł także na środku obrony. Zdobył w tym czasie 2 gole. Oddał 26 strzałów, a 7 leciało w światło bramki. Tak jak już pisaliśmy w jednym z poprzednich artykułów, był jednocześnie jednym z najczęściej faulujących i faulowanych zawodników. Faulował 56 razy, był faulowany 57 razy. Wykonywał 40 podań na mecz z 78% dokładnością. Kluczowego podania próbował 0,66 razy na mecz, a 0,21 było skutecznych. Słabo radził sobie z dogrywaniem w pole karne – osiągnął tylko 34% skuteczności, co jest drugim najsłabszym wynikiem wśród prawych obrońców. Wygrywał 62% pojedynków w defensywie, a w ofensywie 45%. Wygrał 58% główek, co jest dosyć przeciętnym wynikiem, biorąc od uwagę jego warunki fizyczne. Tylko w 26% jego dryblingi były udane, a odbiory, których próbował aż 4,4 razy na mecz, w 63%. Przechwytywał 5 piłek na 90 minut.
Dwóch najwyżej ocenionych środkowych obrońców z GieKSy to nasze nabytki z zimowego okienka – Arkadiusz Jędrych i Radek Dejmek. Pierwszy z nich zajął 15 miejsce w lidze z InStat Index wynoszącym 230 (ligowa średnia 218). Rozegrał 1229 minut i zanotował jedną asystę. Oddał 11 strzałów, z czego 5 było celnych. Dopuścił się 10 przewinień, a sam był faulowany 6 razy. Z jego 44 podań na mecz 84% było celne. Kluczowych podań próbował nieco powyżej średniej dla środkowych obrońców, rzadziej z kolei posyłał piłkę w pole karne, ale z dosyć przyzwoitą, 40% skutecznością. Wygrywał 69% pojedynków w defensywie (ligowa średnia 70%) i 58% w ataku. Wygrywał 67% pojedynków o górne piłki przy ligowej średniej dla ŚO 62%. Ani razu skutecznie nie przedryblował rywala. Jego odbiory, których próbę podejmował 1,54 raza na 90 minut, były skuteczne w 76% (średnia 67%) i średnio 6 razy na mecz przechwytywał podanie rywala. 8 razy na 90 minut zbierał bezpańską piłkę, co jest jednym z najlepszych rezultatów w lidze.
Tuż za plecami Jędrycha znalazł się Dejmek z indexem gorszym o jeden punkt. Z powodu kontuzji rozegrał tylko 493 minuty. Oddał po jednym strzale celnym i niecelnym. 6 razy sfaulował rywala, a 2 razy to on był faulowany. Podawał 50 razy na 90 minut z 86% dokładnością. Nie wykonał żadnego kluczowego podania i ani razu dokładnie nie podał w pole karne. Wygrał 77% pojedynków w obronie, 61% w ataku i aż 82% w powietrzu, co jest zdecydowanie najlepszym wynikiem w całej lidze – tylko jeden inny środkowy obrońca osiągnął 80%. Dryblował nieco ponad raz na mecz z 67% skutecznością. Ani razu nie pomylił się przy odbiorze piłki, czego także próbował średnio nieco ponad raz na 90 minut – dokładnie 1,10. 4,4 razy na mecz przecinał podanie przeciwnika i 7 razy zgarniał wolną piłkę.
Rafał Remisz zajął 33 miejsce dzięki 219 punktom InStat Index. Na boisku przebywał przez 1784 minuty i zdobył jednego gola. 8 razy strzelał na bramkę rywala i połowa z tych uderzeń była celna. Faulował 19 razy, a był faulowany 7. Wykonywał średnio 39 podań na mecz i 87% trafiało do adresata. Nie udało mu się zanotować ani jednego kluczowego podania, z kolei w pole karne zagrywał nieco rzadziej niż raz na trzy mecze z 50% skutecznością. Wychodził zwycięsko z 65% pojedynków w ofensywie, 64% w defensywie i 63% w powietrzu. Co ciekawe ani razu nie próbował przedryblować rywala. Próbował odebrać piłkę rywalowi rzadziej niż raz na mecz ze skutecznością wynoszącą 72%. 5 razy na 90 minut przejmował podanie przeciwnika i 7 razy odzyskiwał piłkę.
Jakub Wawrzyniak znalazł się 3 pozycje niżej od Remisza z InStat Index mniejszym o punkt. Trzeba tutaj pamiętać, że to kolejny zawodnik, który w przeciągu sezonu występował na kilku różnych pozycjach. Spędził na boisku 1696 minut i strzelił jedną bramkę. Oddał 4 uderzenia, z czego jedno było celne – te, po którym padła bramka. 30 razy nieprzepisowo zatrzymywał rywala, a był faulowany 26 razy. Podawał 49 razy na mecz i uzyskał 85% dokładności. Nieco ponad raz na dwa spotkania posyłał kluczowe podanie, a było ono dokładne 0,37 raza na 90 minut. 1,54 raza na mecz posyłał piłkę w pole karne z 41% skutecznością. W defensywie wygrał 64% pojedynków, 61% w ofensywie i 67% w defensywie. 3 na 4 jego dryblingi były skuteczne. Próbował odbierać piłkę niecałe 2 razy na mecz z 67% skutecznością. 5 razy na 90 minut przecinał podanie rywala, a 7 razy zbierał piłkę.
Naszym najniżej sklasyfikowanym środkowym obrońcą został Mateusz Kamiński, który zajął 53 miejsce na 72 zawodników z InStat Index wynoszącym 209. Rozegrał 950 minut – ostatni raz wystąpił 19 września przeciwko Odrze Opole, resztę sezonu stracił przez kontuzję. Podobnie jak Dejmek oddał po jednym strzale celnym i niecelnym. 8 razy faulował rywala, a 6 razy to rywal faulował jego. Wykonywał średnio 38 podań na 90 minut z dokładnością wynoszącą 81%. Dwukrotnie próbował wykonać kluczowe podanie, a raz mu się to udało. Choć zagrywał piłkę w pole karne 0,66 raza na mecz, to nigdy nie trafiła ona do adresata. Wygrał po 75% pojedynków zarówno w defensywie, jak i ofensywie, a w powietrzu radził sobie jeszcze lepiej – wygrał 77% starć. Raz spróbował przedryblować rywala, ale ta sztuka mu się nie udała. 1,52 raza na mecz podejmował próbę odbioru piłki przeciwnikowi i udawało mu się to w 75%. Średnio 7 razy na mecz przechwytywał podanie rywala, a 9 razy odzyskiwał piłkę. Pod względem statystyk typowo defensywnych wypadł więc bardzo solidnie, gorzej z graniem z piłką przy nodze.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze