Dołącz do nas

Piłka nożna

Gańba

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Dostałem wiadomość od jednego z naszych kibiców i postanowiłem ja opublikować. Myślę, że treść tej wiadomość, odzwierciedla nastrój mój, jak i większości z was.

„Piłkarze nie są bohaterami z mojej bajki, są antybohaterami, którym ciężko współczuć, po ostatnich przegranych meczach, niejednokrotnie oddanych bez walki. Jednak wczorajszy czarny dzień (dla wszystkich kibiców GKS KATOWICE), zgasił we mnie cień szacunku, dla piłkarzy reprezentujących nasze ukochane barwy klubowe. Słowa: determinacja, kreatywność, sumienność czy błyskotliwość, to puste frazesy, słowa bez pokrycia, słowa, które pojawiają się w naszych meczach właściwie od święta. Jednak to co miało miejsce wczoraj, w meczu derbowym, było nie do przyjęcia, analizując wszystkie aspekty, czy to w kwestii sportowej, czy mentalnej. Najbardziej przewrotne w negatywnych cechach antybohatera, jest to, że to właśnie  negatywne cechy, pozwalają mu toczyć walkę z przeciwnikiem.  Agresywność, bezwzględność,  brawura  czy chytrość to negatywne cechy, których brakuje/wało w grze naszej drużyny. Zamiast tego mieliśmy tchórzostwo. Brak odwagi aby pokazać dużo młodszym graczom z Chorzowa, że to jeszcze nie ich czas, dając im lekcję pokory od starych wyjadaczy boiskowych.

Ciężko pisać po przegranym meczu derbowym, jednak przyznam szczerze, że łudziłem się jak dziecko, że damy radę i piłkarze wrócą na Bukową w glorii chwały. Życie bywa przewrotne i jest pełne niespodzianek, jednak ilość przykrych sytuacji jakie doświadcza kibic GieKSy, chyba przewyższa jakiekolwiek normy. Jak dla mnie taka sytuacja jest nie do przyjęcia i jeżeli w najbliższym czasie, nie zobaczymy rozsądnych działań ze strony klubu, to będzie jasny sygnał, że jesteśmy skazani na beznadziejność. Tkwimy w tym bagnie zwanym pierwszą ligą dobrych kilka lat, powtarzając co roku te same błędy, z których nawet dziecko jest wstanie wyciągnąć wnioski. Klub wymaga wietrzenia, bo inaczej trzeba będzie stawać na rzęsach aby przyciągnąć sponsorów, Inną kwestią jest ilość osób chętnych pojawić się w dniu meczowym na B1.  Czas pokaże na ile stać osoby decyzyjne w naszym klubie. Trzeba być jednak świadomym, że jutro zaczyna się dzisiaj a czas ucieka nieubłaganie.

Oczywiście są jeszcze szanse awansu, jednak patrząc na ostatni mecz, ciężko uwierzyć w pozytywne zakończenie tego sezonu.”

18 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

18 komentarzy

  1. Avatar photo

    Mecza

    14 maja 2018 at 20:51

    Ten wpis to dopiero dopiero gańba, naiwność, bohaterowie, bajka itp. Jakie kurwa działania, za co, za jaką i czyją kasę? My musimy nabrać pokory bo to nie jest AC Milan lat 90 w wydaniu 1ligowym. Bez patrzenia w tabelę: Legnica, Sosnowiec, Mielec, Chojnice, Częstochowa, Tychy i jesteśmy na 7 miejscu. Z czym finansowo do ludzi? Kibice chcą co 6 miesięcy rewolucji jakbyśmy byli jakimś potentatem. Jesteśmy jednym z wielu i tylko stabilizacja nam może pomóc. Kibice są winni głupim ruchom pod publikę, prezes ma odejść, dyrektor, trenere czy może Krupa zrezygnować?

  2. Avatar photo

    xman

    14 maja 2018 at 21:44

    Nie znam do końca realiów waszej ekipy, ale byłem widziałem. Ruch grał w ch…. Ambitnie i walecznie i to dało im mocny bonus. Gks zdominował 2 połowę ale było to bezproduktywne. Po prostu oni są ciency wg mnie. Pogadanka w szatni w przerwie dała efekt, no ale piłkarsko nie przeskoczysz i tyle w temacie. Z reszta walka o 2 miejsce sięga kilku ekip. Sami zrozumcie poziom. Oni się starali na ile mogli,a co mogli skoro nie umieli. Duzy plus za postawę mentalną niebieskich, duży minus za postawę gieksy. To są derby!!! Piłkarsko liga jest płaska i różnica miedzy drużynami jest niewielka. Niestety wy po latach ruchania obietnicami i posuchą jesteście po prostu sfrustrowani i niestabilni emocjonalnie. Weźcie troche dystansu. Ekstraklapa to nie jest kwestia życia i śmierci. Te sam uj ino szczebel wyżej. Ale tam sie nie wbija tak na pałę! Z czym do ludzi. Musi byc jakas organizacja i chęć rozwoju, a nie cyrk na kółkach. Poza tym oczekujecie od piłkarzy a sami też nie jesteście gotowi. Lata 'reżimu’ zrobiły swoje. Gieksa przestaje byc klubem a staje się stanem umysłu…

  3. Avatar photo

    @mecza

    14 maja 2018 at 21:52

    Ale bredzisz. Albo jesteś kimś podstawionym ze strony piłkarzy/trenerów/zarządu/władz miasta – całego tego układu reżyserującego albo zbyt ufasz w ludzi albo za mało meczów w życiu widziałeś. Co roku klub dostaje miliony dofinansowania z miasta więc spokojnie z zapleczem finansowym. Poza tym choćbyśmy byli najbiedniejsi i najsłabsi z tych klubów, które wymieniłeś, to MY byliśmy na 2 miejscu w tabeli mając przed sobą kilka meczów do końca z największymi patałachami w lidze oraz juniorami Ruchu którzy dostają po 6 bramek od każdego. Nie trzeba było ich wszystkich wygrać, wystarczyłoby chociaż połowę. Tylko ślepy i głupi może myśleć , że te mecze były przegrane piłkarsko. Weźcie się obudźcie co poniektórzy bo dajecie się wydymać 2 rok z rzędu, teraz będziecie się emocjonowali kto po sezonie odejdzie, kto przyjdzie, kto zostanie trenerem a na koniec będzie taki sam teatr jak przez ostatnie 2 lata.

  4. Avatar photo

    1964 żory

    14 maja 2018 at 21:53

    Nie prezes nie trener tylko pseudo-grajkowie mają odejść, za zero ambicji, zero umiejętności, zero sprytu i zaangażowanie w grę.

  5. Avatar photo

    Robson

    14 maja 2018 at 22:43

    Przeca to widać od razu że ten Mecza i xman to jakieś podstawione popierdoleńce. Kurwa zero szacunku wypierdolić i trenera i 80% żałosnych pseudopiłkarzyków ! W sobotę będę będę nawet z dziećmi którym do dziś nie potrafię wytłumaczyć jak zdegradowani trampkarze z ruchu mogli ograć nasze „gwiazdy” z 2 miejsca 🙁

  6. Avatar photo

    Hasiokowi kopacze

    15 maja 2018 at 00:32

    Męczą i xmen to marionety tej kliku, o ile nawet to nie ta sama osoba pisząca z dwóch adresów i nicków 🙂 a może nie, może to jakiś mały niedorobiony Kaziu dorwał się do medium internetowego i coś tam sobie szkrobie mając nadzieję że znajdzie choć jednego idiotę wsród kibiców który mu uwierzy 🙂 .
    Kazio – przekaż swoim milusińskim że bez względu na to jakie rozkazy dostali z góry, albo na jakieś pieniądze się nie umówili to jeśli nie wygrają wszystkich trzech meczów, to albo po Tychach, albo po Łęcznej, albo po jednych i drugiej będzie się działo na Bukowej tyle że dzienniki będą trąbiły o tym w Polsce jeszcze z tydzień czasu…

  7. Avatar photo

    xman

    15 maja 2018 at 01:27

    Nerwica i frustracja. Ględzeniem to się gór nie przeniesie. Tu trzeba mieć jaja i wziąć sprawy w swoje ręce. Ale niestety wieloletnia sterylizacja robi swoje. Coś się powarczy ale uległość wraca. Opowiedz dziecku co to gruszki na wierzbie.

  8. Avatar photo

    Mecza

    15 maja 2018 at 04:37

    Ja wam panowie napiszę jedno. Walka z przeciwnikiem to już nie tylko ustawka w lesie ale przyszłość leży w internecie aby siać propagandę, skłócać, rozwalać szyki przeciwnika. Na tym forum chyba jest wiele troli przeciwnych GKS.

  9. Avatar photo

    Mecza

    15 maja 2018 at 04:38

    Wielu nic nie ma do napisania jak jest dobrze a teraz wyczuwalna piana na ustach i pełne zadowolenie pod przykrywką wzburzenia.

  10. Avatar photo

    Marcin

    15 maja 2018 at 08:42

    Cześć,
    włączę się w rozmowę, choć robię to bardzo rzadko. Klubowi kibicuję od 1989 roku więc trochę meczów już w życiu widziałem (żeby mi nikt tu od „gimbazy” nie wyskoczył). Mecz w Chorzowie też oglądałem i choć jestem jak Wy mocno zdenerwowany (aby nie używać innych mocniejszych słów) uważam, że gdyby piłkarze chcieli celowo przegrać, to zrobiliby to nie w tym meczu (wiedzieli co ich czeka jak ten mecz przegrają). Oni po prostu w pierwszej połowie spanikowali, grali jak gdyby się przestraszyli, a w drugiej, jak już coś chcieli zrobić, to nic im nie wychodziło. Sam grałem i wiem jak to jest, chcesz, a nogi robią całkiem coś innego. Uważam więc, że ta przegrana to nie specjalna zagrywka, a słaba psychika – takie moje spostrzeżenie.
    Dodam, że jestem również kibicem wspomnianego poniżej Milanu (też od końcówki lat 80) i oni mimo wydania ponad 200 milionów też zbłaźnili się z ostatnią drużyną w lidze mimo, że z Benevento nikt wcześniej nie stracił punktów – kto śledzi Serie A, to wie, o czym piszę.

  11. Avatar photo

    Łukasz

    15 maja 2018 at 10:08

    „Krowa co dużo ryczy mało mleka daje” Uczą jeszcze tego w podstawówkach? Drużnie trzeba pomagać a nie tylko wymagać! Panowie, pamiętacie czas (i grę) jak Paszulewicz przychodził? Ilu z Was wierzyło że będziemy naprawdę liczyć się w walce o awans? Paszul powinien dostać gwarancję pracy do końca przyszłego sezonu i solidne wzmocnienia. Wtedy jest spora szansa na awans.
    Wiem, część z Was może by nawet wolała wygraną z ruchem niż awans. Dla mnie nieważne (prawie nieważne;) ) w której lidze gra mój ukochany klub. On ma grać, a ja mu kibicować.

    Pozdro

  12. Avatar photo

    Jorgus

    15 maja 2018 at 11:13

    Jestescie zjeba.i jak cala gieksa i ten paciulewicz

  13. Avatar photo

    Bartolo

    15 maja 2018 at 16:42

    Czytając Wasze komentarze, nasuwają mi się tylko dwa wyjścia z obecnej sytuacji:
    1.Otwarta,fizyczna walka z układem zamkniętym(prezydent,prezes,działacze,trenerzy,piłkarze,karki na trybunach-(dziwki do wynajęcia)…sorry,ale to jedyne w miarę cenzuralne określenie).Nierealne,za mało naprawdę wk…nych ludzi i cały aparat przymusu na głowie..
    2.Koniec z finansowaniem przez samego siebie tej Sodomy i Gomory.Koniec z wizytami na B1,ale nie przez jeden,dwa mecze tylko cały sezon albo i 5 jak trzeba będzie.Sukces gwarantowany,całe to gówno umrze śmiercią naturalną,tylko na to potrzeba czas i wytrwałości.Jeżeli komukolwiek zależy na GieKSie i ma do siebie szacunek to nie wierzę,po prostu nie wierzę,że w najbliższym czasie zakiełkuje myśl o pójściu na mecz.Obecna GieKSa tylko dla frajerów!!

  14. Avatar photo

    kmnds

    15 maja 2018 at 19:33

    Z racji tego, że takie same maniany przeżywaliśmy w Zabrzu powiem tyle

    Bartolo — 15 maja 2018 @ 16:42

    Nie pójście na mecz przez najbliższe x lat nie jest wyjściem. Wiesz dlaczego? Ano dlatego, że miasta / większościowi udziałowcy albo z klubu zrobili sobie pralnię pieniędzy albo wykładają przysłowiową lachę na klub. To czy na blaszoku ktoś się pojawi czy nie dla nich nie zmienia nic. Wycyckają do ostatniego złotka i ogłoszą upadłość. Co do braku awansu jak to prześmiewczo w innych klubach mówią „murowanego kandydata” to analiza jest prosta. Piłkarze wiedzą o tym, że jak awansują to większość z nich straciła by ciepły kur*idołek z którego czerpią pieniądze więc lepiej jest sprzedać mecz u buka, nie awansować i grać kolejny rok w pierwszej lidze niż awansować i stać się bezrobotnym. Co do zarządu patrząc na to jakie wymogi stawia ESA i sam Boniek pisząc na tt ostatnio w sprawie Sandecji bez infrastruktury nie ma co startować do gry w Ekstraklasie a jeśli tak to lepiej zostać gdzie się jest niż grać na pożyczonym stadionie np od nas bo to kolejny koszt i wymóg rozpoczęcia budowy nowego stadionu ale jak mają zacząć budować stadion jak oni klub mają gdzieś? To jest te same błędne koło co było u nas. Paszulewicz nie ma wyjścia tak jak Brosz czyli musi oczyścić szatnię (początek już jest), następnie z młodymi i ambitnymi cudem wywalczyć awans sportowo zmuszając niejako zarząd to rozpoczęcia budowy stadionu. Mam sentyment do stadionu na Bukowej ale niezależnie gdzie była by nowa lokalizacja bez stadionu taki jak mają kury albo Craxa to nie ma co startować bo po sezonie będzie spadek tak jak maja Sączersi..

  15. Avatar photo

    Kibic bardzo

    15 maja 2018 at 20:23

    Zero opraw typu „murowany kandydat”
    Bądź koszulek „ ekstraklasa albo smierć”
    Ultrasi chodzą na te mecze i widzą rok w rok to samo a dalej popełniają te same dziecinne błędy
    Zero nabijania balonu typu awans awans awans rok w rok to samo
    Ileż kurwa można.
    Oni to pierdolą czy jest presja czy nie !
    A my jak dzieci dajemy się nabrać ze oni walczą o awans! Huja!
    Zero opraw zbierać kasę i dac młodzieży na piłkę albo dla dzieci.
    Porażka GKS zszedł na dno po tym meczu.
    Pozdrawiam i widzimy się w sobotę

  16. Avatar photo

    Marian

    15 maja 2018 at 21:08

    Najlepiej sie czyta komentarze kibiców, że oni to robią wszystko dla tego klubu, że oddaliby życie, a kurwa obsrali sie wyjsć do Ruchu na ustawkę w ramach odbicia 44 flag, a przed derbami na dworcu głównym w Katowicach Ruch sobie robi bez żadnej obstawy zbiórkę i drą ryje.

  17. Avatar photo

    Scifo

    16 maja 2018 at 00:30

    Marian, obsrał to się twój śmierdzący Ruch, który nie chciał się ustawić o fany. A na berzie, to ruch pomyka szybciej od zająca.

  18. Avatar photo

    LorenMaf

    17 maja 2018 at 02:29

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Opór przed rozwojem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:

2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.

Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.

Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.

Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.

Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.

Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.

Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.

Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.

Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.

Absolutnie niepojęte jest to, jak my  na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.

I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.

Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.

<ogląda skrót>

<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>

<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>

Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.

Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.

Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.

I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.

Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.

Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.

Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.

Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.

Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.

Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.

Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.

Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.

Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.

Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.

Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…

Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.

I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…

Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.

Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.

Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.

A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.

Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.

Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.

No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.

No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.

I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.

Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.

Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.

Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.

To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.

Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.

Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…

No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.

Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.

Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.

Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.

Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…

No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.

Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.

Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…

Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.

A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.

I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.

Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.

Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.

Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.

Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.

Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.

Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.

Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga