Dołącz do nas

Felietony

Felieton: Piłkarze – trenerzy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W drużynie piłkarskiej najważniejsi są piłkarze, ich jakość, talent i zapał do pracy w klubie. Jednak ktoś musi nimi dowodzić, szkolić ich, pomagać, strofować i chwalić, motywować. Trener, to właśnie osoba przeznaczona do tych zadań, biorąca na siebie presję i odpowiedzialność za wyniki. Szkoleniowiec musi posiadać odpowiednie predyspozycje, które w tym zawodzie pomogą mu przetrwać. Taki człowiek musi cieszyć się przede wszystkim wśród zawodników odpowiednią estymą. Dziś trener to po prostu wyuczony zawód, ludzie kształcą się latami, aby zostać sławnym „coachem”. Piłkarskich bossów dzielimy oczywiście na tych, którzy nigdy w piłkę nie grali, bo szybko się zorientowali, że Bozia talentu poskąpiła oraz na tych, którzy kiedyś byli czynnymi przez lata graczami, a teraz postanowili stanąć po drugiej stronie lustra. Mimo wszystko więcej jest raczej tych drugich, choć te trendy pomalutku się zmieniają. Niestety ławka trenerska szybko obnaża wszelkie braki, podobnie jak boisko weryfikuje, kto się nadaje do ekstraklasy, a kto do okręgówki. Wielu znakomitych niegdyś zawodników udowodniło sobie i innym, że absolutnie nie nadają się na szkoleniowców. Często jednak bardzo trudno im to zaakceptować i przyznać przed sobą, że zajęcie się trenerką to był kiepski pomysł. O tych właśnie spełnionych i niespełnionych trenerach – piłkarzach, będzie dzisiejszy felieton.

Takim pierwszym z brzegu przykładem, faceta, który szybko pojął, że żadnym piłkarzem to on nie będzie jest Jose Mourinho. Pokopał trochę w podrzędnych portugalskich klubikach, lecz szybko zrezygnował z gry w piłkę i wyjechał do Anglii, aby zgłębiać tajemnice zawodu szkoleniowca. Co potem osiągnął i wciąż osiąga, jako trener wszyscy wiemy. Natomiast jego najbliższy niegdyś współpracownik, a potem zastępca na stanowisku w FC Porto Andre Villas – Boas, nawet nie zaczynał zabawy z piłką przy nodze, tylko od początku postawił na karierę szkoleniowca. Villas- Boas z Porto w jednym sezonie zdobył absolutnie wszystko na krajowym podwórku i dorzucił jeszcze Ligę Europejską. Dopiero w Chelsea podwinęła mu się noga i musiał odejść w niesławie. W Polsce takim perspektywicznym trenerem, który piłkarzem był żadnym jest 28 letni zaledwie Artur Skowronek, boss Ruchu Radzionków.

Przejdźmy jednak teraz do znanych i wspaniałych zawodników, którzy swoich sił postanowili spróbować, jako szkoleniowcy. Najpierw poznęcajmy się nad tymi, którym ewidentnie nie wyszło.

Diego Maradona to postać, której nikomu przedstawiać nie trzeba. Wielki, a być może największy piłkarz w historii futbolu? Tymczasem, jako trener totalna katastrofa i nie wypał. Zaczynał od pracy w ojczyźnie z Deportivo Corrientes i Racing Club, jednak zajął w lidze z tymi ekipami słabiutkie miejsce w dolnej części tabeli. Następnie bardzo niespodziewanie został selekcjonerem reprezentacji Argentyny, z którą nie bez przeszkód awansował na Mundial w 2010 roku. Na mistrzostwach Argentyna dotarła do ćwierć finału, gdzie została upokorzona przez Niemców (0:4). Diego został zwolniony. Obecnie Maradona jest trenerem Al.-Wasi Dubaj w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Lothar Matthaus wybitny obrońca reprezentacji Niemiec oraz takich klubów jak Borussia Monchengladbach, Bayern Monachium i Inter Mediolan. W kadrze naszych zachodnich sąsiadów wystąpił w 150 spotkaniach, strzelił 23 bramki, a grał w reprezentacji od 1980 do 2000 roku! Jako trener dno, dna i kupa mułu. Prowadził Rapid Wiedeń, Partizan Belgrad, kadrę Węgier, Atletico Paranaense, Red Bull Salzburg, Maccabi Netanja i kadrę Bułgarii. Dziwny to człowiek i trener. Odniósł poważny sukces zdobywając z Partizanem Belgrad mistrzostwo kraju w dobrym stylu, lecz niespodziewanie podał się do dymisji. Potem podał do sądu działaczy klubu, których oskarżył o niewypłacenie obiecanych premii. Również skonfliktowany wyjeżdżał z Węgier, a z Brazylii po prostu uciekł, a jako powód podał tęsknotę za rodziną. Marzy o pracy w Bundeslidze, jednak nikt nigdy w ojczyźnie nie zaproponował mu pracy.

Ronald Koeman gwiazda FC Groningem, Ajaxu, PSV, Barcelony i Feyenoordu oraz reprezentacji Holandii. Jako piłkarz zdobył praktycznie wszystko, jako trener dobrze może wspominać jedynie pierwszą „robotę” w Vitesse Arnhem, z którym zakwalifikował się do europejskich pucharów. Potem był zwalniany lub rezygnował ze względu na słabe wyniki w takich klubach jak Ajax, Benfica, Valencia, Alkmaar. Obecnie jest szkoleniowcem Feyenoordu.

Oczywiście takich przykładów znalazłoby się więcej, jak Jose Mari Bakero, Ruud Gullit, ale teraz poszukajmy na własnym podwórku.

Na pierwszy ogień oczywiście Zbigniew Boniek. Każdy wie, jakie sukcesy „Zibi” osiągał z Widzewem, Romą i Juventusem oraz reprezentacją Polski. Ten znakomity piłkarz postanowił sprawdzić się w zawodzie szkoleniowca i to był jego błąd. Kariera Bońka – szkoleniowca to kompromitacji do potęgi. Boniek trenował Lecce i Bari, które spuścił do Serie B. Następnie był trenerem występującego w Serie C1 Sambenedettese, lecz zwolniono go w trakcie sezonu. Boniek był też selekcjonerem reprezentacji Polski, jednak po serii fatalnych wyników podał się do dymisji, jako powód podając problem rodzinne.

Andrzej Lesiak piłkarzem wybitnym nie był, natomiast bardzo dobrym ma pewno. Jako zawodnik zdobył Puchar Polski z naszym GKS-em potem z powodzeniem grał w Austrii i Niemczech, ale jako coach dał plamę. Objął Zagłębie Lubin, z którego wyleciał z hukiem po zaledwie dwóch miesiącach, ponieważ notował same porażki. Nie do końca powiodło się również w tym zawodzie takim gwiazdom jak Jacek Zieliński, Dariusz Dziekanowski czy Władysław Żmuda.

Przejdźmy do tych, którym się udało być świetnym piłkarzem i znakomitym trenerem.

Johan Cruijff to człowiek instytucja, żywa legenda futbolu. Święcił triumfy, jako zawodnik, a potem, jako szkoleniowiec. Już, jako trener z Ajaxem zdobywał europejskie i krajowe puchary, a z Barceloną praktycznie wszystko. Do Barcy wprowadził na wzór Ajaxu ofensywny styl gry, oraz sprowadził doskonałych zawodników, którzy stali się gwiazdami futbolu ( Stoiczkow, Laudrup, Bakero, Begristian, Hagi, Romario, Ferer, Nadal, Gaurdiola itd.)

Josep Guardiola kolejna ikona Barcy, świetny, jako zawodnik i jeszcze lepszy, jako trener. Jego sukcesów nikomu nie trzeba przybliżać, gdyż wszyscy mamy je na świeżo w pamięci.

Frank Rijkaard kolejna postać związana z Barceloną. Wiele sukcesów w karierze piłkarskiej i równie dużo, jako trener. W nowym zawodzie od razu został rzucony na głęboką wodę, bo zaczynał od posady selekcjonera reprezentacji Holandii i udało mu się doprowadzić Holendrów do pół finału mistrzostw Świata! Następnie pracował w Sparcie Rotterdam, z która spadł z ligi. Kluczowe w jego karierze szkoleniowej było przejście do pogrążonej w kryzysie Barcelony, zdobył z Barcą mistrzostwo kraju oraz Ligę Mistrzów. To Rijkaard wykreował takich graczy jak Ronaldinho, Valdes i Deco. Obecnie Holender jest selekcjonerem reprezentacji Arabii Saudyjskiej.

Kenny Dalglish wspaniały szkocki piłkarz, który święcił sukcesy, jako zawodnik z Celtickiem i Liverpoolem. Dalglish zaczynał, jako grający trener w ekipie The Reds i od razu zdobył tytuł mistrzowski. W sumie pod jego wodzą Liverpool zdobył trzy mistrzostwa kraju. Potem Szkot objął drugoligowy Blacburn Rovers i natychmiast awansował z zespołem do ekstraklasy zdobywając w pierwszym sezonie 4. miejsce, a był to powrót do elity, pierwszy od 1966 roku. Dalglish ściągnął za rekordowe wtedy kwoty napastników Alana Shearera i Chrisa Suttona i w kolejnym sezonie Blacburn było mistrzem Anglii! Następnie był dyrektorem sportowym, a potem tymczasowym trenerem Celticu, z którym zdążył zdobyć Puchar Ligi. Jego powrót po latach do zawodu mogliśmy obserwować w minionym sezonie, kiedy z Liverpoolem zdobył Puchar Ligi oraz doprowadził go do finału Pucharu Anglii. Został jednak zwolniony za tragiczna postawę The Reds w lidze.

Henry Kasperczak bardzo dobry piłkarz Stali Zabrze, Stali Mielec i FC Metz. Przede wszystkim osiągał sukcesy, jako reprezentant Polski. Karierę trenerska rozpoczął w Metz i od razu zdobył Puchar Francji. Pracował w tym klubie 5 lat, a następnie objął Strasbourg. We Francji pracował wiele lat, później jeszcze w Racing Club, Montpellier i Lille. Następnie był selekcjonerem reprezentacji Wybrzeża Kości Słoniowej, z która zdobył 3. miejsce na Pucharze Narodów Afryki. Później objął kadrę Tunezji, z którą uczestniczył w igrzyskach olimpijskich w Atlancie oraz w mistrzostwach świata 1998. Dwa lata wcześniej zdobył 2. miejsce na Pucharze Narodów Afryki.  Następnie miał krótki epizod w Bastii, z której trafił do Al Wasi Club, a stamtąd do reprezentacji Maroka. Potem był Shenyng Sealion i kadra Mali, z którą był 4 w PNA. Po latach emigracji Kasperczak powrócił do ojczyzny i objął stery w Wiśle Kraków, z która zdobył 3 tytuły mistrza Polski, zdobył 2 krajowe puchary oraz awansował z klubem do 1/8 Pucharu UEFA. Potem były już tylko klęski w Senegalu oraz ukochanym Górniku Zabrze, którego Henry spuścił z ligi i zrujnował finansowo. Następnie nieudany powrót do Wisły oraz grecki AO Kavala.

Piotr Nowak kojarzony ze świetnych występów w TSV Monachium czy Chicago Fire. Jako szkoleniowiec zdobył mistrzostwo MLS w swoim debiutanckim sezonie z DC United. Nowak prowadził również kadrę U-23 U.S.A oraz był asystentem selekcjonera w dorosłej reprezentacji. Obecnie jest wiceprezesem Philadelphia Union.

Postarałem się przytoczyć tylko kilka przykładów piłkarzy-trenerów, którym się udało lub nie. Oczywiście wielu pominąłem, ale to temat rzeka. Jak zostać dobrym szkoleniowcem? Trudne pytanie, na pewno zależy to od wielu czynników również od szczęścia. Zapraszam do dyskusji jaki Waszym zdaniem jest przepis na doskonałego szkoleniowca, no i kogo Wam brakuje w tym felietonie?

 

 

 

 

4 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

4 komentarze

  1. Avatar photo

    bigslaw

    23 maja 2012 at 22:58

    dobry artykuł ja myślę ze w naszym klubie to my mam kupę darmozjadów pierwsze pan furtok był wielki piłkarz ale jako działacz? nie nadaje się drugi pan piekarczyk wielki trener zasługi dla gieksy nie do ocenienia ale jako detektor skanadl pan numer trzy jojko wielki pilarz bramkarz ale trener żaden wiec pytam po co klub ich czyma tu trzeba odpowiednich ludzi a nie byłych graczy trenerow itp.

  2. Avatar photo

    mitchx

    24 maja 2012 at 14:29

    Beckenbauer?

  3. Avatar photo

    hanysek1964

    24 maja 2012 at 23:37

    TAK TO JUZ HISTORIA CZASEM DOBRY PILKARZ NIE BEDZIE DOBRYM TRENEREM .PANOWIE MACIE KASE TO PRACUJCIE DLA KLUBU SPOLECZNIE

  4. Avatar photo

    mózG

    28 maja 2012 at 02:48

    Felieton interesujący. A kogo brakuje 🙂 Może trenerów którzy byli w GieKSie na przestrzeni ostatnich 10(?) lat.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga