Piłka nożna Prasówka
Echa meczu w mediach z Okocimskim
Wynik sobotniego spotkania katowickiego GKS’u z Okocimskim Brzesko nie przeszedł bez echa w mediach. Trudno by było inaczej gdy drużyna mająca aspiracje na awans do ekstraklasy, niepokonana w tym sezonie przy ul. Bukowej, przegrywa z czerwoną latarnią ligi.
Tak opisywano to spotkanie.
slask.sport.pl: Zdruzgotany trener GKS-u Katowice: Padła twierdza Bukowa
Katowiczanie przegrali na Bukowej z Okocimskim Brzesko. To dla nich druga wiosenna porażka. – Nie zasłużyliśmy nawet na remis, i to mając rzut karny. Nie graliśmy dobrze. Padła twierdza Bukowa. Ciężko zrozumieć, dlaczego tak się stało. Chyba lepiej grać z presją awansu niż z presją walki o utrzymanie? W naszych poczynaniach widać było dużą nerwowość, a nie mamy przecież zawodników, którzy dopiero zaczynają swoje kariery. Jestem zdruzgotany… Nie dziwię się reakcjom kibiców. Nie potrafiliśmy stworzyć sytuacji i do tego byliśmy fatalnie ustawieni. Każda strata groziła kontrą.
slask.sport.pl: Wszystko sprzysięgło się przeciwko GKS-owi Katowice. Sensacyjny wynik na Bukowej
Przygotowaniami do meczu wstrząsnęła informacja o zamknięciu przez wojewodę „blaszoka”, czyli trybuny, na której zasiadają najzagorzalsi fani GieKSy. Na brak dopingu piłkarze z Katowic nie mogli jednak narzekać, bo kibice przesiedli się na trybunę główną, wypełniając ją zresztą do ostatniego miejsca.
(…)
Mądrze broniący się goście paraliżowali ich ofensywne poczynania. Na dodatek w końcówce spotkania wyprowadzili zabójczą kontrę, którą zamienili na gola. Bramkę strzałem z bliska zdobył rezerwowy Michał Nawrot.
Choć GKS miał jeszcze czas, by doprowadzić do wyrównania, to zdecydowanie przekroczyło to jego możliwości. W efekcie katowiczanie przegrali drugi mecz na wiosnę, a ich szanse na awans do ekstraklasy – choć jeszcze nie zostały przekreślone – nie wyglądają najlepiej.
krakow.sport.pl: 20. kolejka I ligi: wygrywają outsiderzy
Większą niespodziankę sprawił ten drugi zespół, który na wyjeździe pokonał jednego z faworytów do awansu – GKS Katowice.
Na Śląsku Okocimski wygrał 1:0 po trafieniu Michała Nawrota w 79. min. – Skoncentrowaliśmy się na odbiorze w strefie środkowej i uruchomieniu boków – skomentował plan na mecz swojej drużyny Piotr Stach, trener brzeszczan.
Zwycięstwo nie dało Okocimskiemu opuszczenia strefy spadkowej, ale do bezpiecznej strefy zespół z Brzeska traci już tylko dwa punkty.
slask.sport.pl: Piłkarzom GieKSy zabrakło słów po wstydliwej porażce
– Przy rzucie karnym bramkarz poszedł w ciemno, a ja tego nie zauważyłem. Powinienem wcześniej zmienić róg, w który uderzam. Graliśmy zbyt nerwowo. Nie wiem, co powiedzieć o naszej grze. Po prostu brak mi słów – martwił się Duda.
Zawodnicy GKS-u po meczu szybko zbiegali do szatni.
– W ostatnim meczu – choć przegranym – prezentowaliśmy się nieźle. Teraz pokazaliśmy, jak nie grać w piłkę. Nie wiem, z czego to wynika. Reakcjom kibiców się nie dziwię, bo taki klub jak GKS powinien być w ekstraklasie – dodawał obrońca Rafał Pietrzak.
gkskatowice.eu: Bez BLLASZOKA i BEZ punktów
Sensacja przy Bukowej stała się faktem. Katowiccy piłkarze po słabym spotkaniu przegrali pierwszy mecz przed własną publicznością w lidze z ostatnim w tabeli Okocimskim Brzesko 0:1.
(…)
Trener Moskal próbował zmienić cokolwiek na boisku, ale zmiany personalne nie przyniosły efektu. Na dodatek gospodarzy pogrążył po niespodziewanej kontrze wprowadzony Michał Nawrot, który w 79. minucie z najbliższej odległości pokonał technicznym strzałem bezradnego Rafała Dobrolińskiego z najbliższej odległości i sensacja przy Bukowej stała się faktem. – Są dwie porażki na rozpoczęcie rundy wiosennej i musimy je przyjąć. Mecz meczowi nierówny, wiedzieliśmy, że Okocimski się cofnie. Mieliśmy swoje sytuacje, ale ich nie wykorzystaliśmy. Będziemy musieli przeanalizować to spotkanie i wyciągnąć wnioski – stwierdził kapitan GKS-u Adrian Napierała.
Przegrana sprawiła, że GKS spadł na 4. miejsce w tabeli, gdyż wyprzedziła go Arka.
sportowefakty.pl: Kapitan GKS-u Katowice po porażce z Can-Pack Okocimskim: Musimy to przyjąć na klaty
Po końcowym gwizdku w meczu z outsiderem zawodnicy GieKSy podziękowali brawami za doping kibicom, a następnie w pośpiechu udali się do szatni. Wielu z nich miało opuszczone głowy i nie chciało wytłumaczyć się ze słabego występu w rozmowie z dziennikarzami.
Dlaczego? – Tego nie wiem. Trzeba byłoby zapytać tych, którzy uciekali – mówi Adrian Napierała, kapitan katowickiej drużyny. – Rundę rozpoczęliśmy bardzo słabo. Zamiast punktów mamy na koncie dwie porażki. Musimy to przyjąć na klaty i szukać zdobyczy w kolejnych meczach – dodaje doświadczony defensor drużyny z Bukowej.
sportowefakty.pl: Obrońca GieKSy po porażce z Can-Pack Okocimskim: Straciliśmy punkty i zaufanie kibiców
Po końcowym gwizdku sędziego piłkarze GKS-u byli załamani. – Straciliśmy w tym meczu trzy punkty, ale przede wszystkim zaufanie kibiców. To jest normalne, że GKS – jako klub z tradycjami – powinien grać w ekstraklasie. Kibice mają prawo tego od nas wymagać. My tymczasem pokazaliśmy jak nie powinno się grać w piłkę – przyznaje Rafał Pietrzak, obrońca katowickiej drużyny.
ekstraklasa.net: Trenerzy po meczu GKS Katowice – Okocimski Brzesko
– Nie zasłużyliśmy dzisiaj nawet na remis, nawet mając rzut karny graliśmy źle. Padła twierdza Bukowa i to bardzo boleśnie, reprezentując taki futbol ciężko znaleźć odpowiedź dlaczego tak dzisiaj graliśmy. – ocenił trener katowiczan, Kazimierz Moskal.
ekstraklasa.net: Kompromitacja GieKSy. Ostatni w tabeli Okocimski zasłużenie wygrał przy Bukowej
Czerwona latarnia 1. ligi wykorzystała fatalną dyspozycję GKS-u Katowice i zasłużenie zwyciężyła przy Bukowej. Gospodarzom nie pomógł nawet podyktowany w pierwszej połowie rzut karny.
sportowefakty.pl: Twierdza zdobyta przez outsidera – relacja z meczu GKS Katowice – Can-Pack Okocimski Brzesko
Tego było zdecydowanie za wiele dla kibiców GieKSy, którzy bodajże po raz pierwszy za kadencji Moskala dali wyraz swojej dezaprobaty dla postawy zespołu. Ci – wobec zamkniętego decyzją Wicewojewody Śląskiego „Blaszoka” – dopingowali swój zespół z sektora „5” trybuny głównej.
I to jednak nie zdopingowało zawodników z Katowic do lepszej postawy i na dwanaście minut przed końcowym gwizdkiem sędziego za minimalizm gospodarze zostali skarceni. Po szybkiej kontrze Okocimskiego w sytuacji sam na sam z Dobrolińskim znalazł się wprowadzony na boisko kilka minut wcześniej Michał Nawrot i strzałem przy słupku przypieczętował sensacyjne zwycięstwo outisdera przy Bukowej.
Dla GieKSy to pierwsza od dwunastu spotkań porażka na własnym stadionie, zaś Okocimski wygrał na terenie rywala po passie sześciu meczów bez zwycięstwa.
sportowefakty.pl: Bohater Piwoszy o decydującym trafieniu w meczu z GieKSą: Wystarczyło dołożyć nogę
Na listę strzelców Nawrot mógł wpisać się chwilę przed bramką, ale przyjmując piłkę w polu karnym GKS-u zamiast oddać strzał stracił futbolówkę na rzecz obrońców. – Szkoda, bo mogło być z tej akcji więcej pożytku. Trochę się zakręciłem i nic z tego nie wyszło. To już jest jednak historia i nie ma do czego wracać – przekonuje zawodnik Piwoszy.
Gra Can-Pack Okocimskiego z kontry mogła w tym meczu się podobać. Okazji po szybko wyprowadzanych akcjach brzeszczanom bowiem nie brakowało. – Takie były nasze założenia na ten mecz. Trudno, żebyśmy grając w Katowicach poszli z GieKSą na wymianę ciosów. Mieliśmy mnóstwo okazji, żeby wcześniej zdobyć bramkę, ale cieszę się, że ta jedna wpadła i to wystarczyło do tego, żeby zgarnąć trzy punkty – triumfuje szczęśliwy strzelec.
sportslaski.pl: GKS Katowice – Okocimski 0-1. Strzeleckie treningi nie pomogły…
Rozczarowanie
GKS w drugim meczu z rzędu nie potrafił zdobyć bramki. Katowiczanie nie potrafili wykorzystać nawet tak świetnej okazji jak rzut karny. W samej końcówce spotkania w dobrej sytuacji znalazł się Michał Zieliński, jednak nie zdołał trafić w bramkę z kilku metrów.
Co ciekawego:
– Tuż przed rzutem karnym, prowadzenie mogli objąć goście. Fatalnie spisała się defensywa katowiczan – obrońcy GKS-u dopuścili, by Kacper Tatara znalazł się sam na sam z Rafałem Dobrolińskim, jednak – mimo dwóch prób – nie pokonał bramkarza.
– Z kolei chwilę po „11” dla gospodarzy, GieKSę od utraty gola uratował Adrian Napierała, który zatrzymał piłkę uderzoną głową przez Jakuba Grzegorzewskiego.
– Decyzją Urzędu Wojewódzkiego, kibice GKS-u nie mogli zasiąść na „Blaszoku”. Podobna sytuacja ma mieć miejsce jeszcze na spotkaniu z GKS-em Bełchatów.
– W porównaniu do meczu z Sandecją Nowy Sącz, trener Kazimierz Moskal w wyjściowym składzie zrobił tylko jedną zmianę – za Janusza Gancarczyka pojawił się Krzysztof Wołkowicz.
– GKS spadł w tabeli na czwarte miejsce. Katowiczan wyprzedziła Arka Gdynia.
sportowetempo.pl: Okocimski zdobył twierdzę przy Bukowej
Can-Pack Okocimski Brzesko pokonał w sobotę na wyjeździe GKS Katowice 1-0 w meczu 20. kolejki I ligi piłkarskiej. Gospodarze doznali przy Bukowej pierwszej porażki w tym sezonie!
(…)
Podopieczni trenera Piotra Stacha zdobyli twierdzę przy ulicy Bukowej i wywieźli stamtąd trzy bardzo ważne punkty. Wygrana w Katowicach pozwoliła brzeszczanom przeskoczyć Energetyk ROW Rybnik w tabeli I ligi, zmniejszając stratę do miejsca gwarantującego utrzymanie do 2 punktów.
W 30. minucie w polu karnym faulowany był Pitry. Strzał Dudy z 11 m w znakomitym stylu obronił bramkarz Okocimskiego Kuchta.
Goście zdobyli zwycięskiego gola w 78. minucie, jego autorem był Nawrot, który chwilę wcześniej wszedł na boisko. Katowiczanie dążyli do wyrównania, ale Okocimski nie dał sobie wydrzeć zwycięstwa.
okocimski.com: Twierdza przy Bukowej zdobyta!! Trzy punkty jadą do Brzeska!!
W 74 minucie spotkania trener Piwoszy Piotr Stach dokonał zmiany na placu gry. Boisko opuścił Kacper Tatara a w jego miejsce pojawił się Michał Nawrot. Zmiana ta była „strzałem w 10”, gdyż cztery minuty później właśnie Michał Nawrot zdobył zwycięską bramkę dla Can-Pack Okocimskiego Brzesko.
Po zdobyciu bramki Piwosze cofneli się na swoją połowę i bronili jednobramkowej przewagi, którą utrzymali do końca meczu mimo starań piłkarzy GKS-u na wyrównanie. Najlepszą okazję do tego miał w 87 minucie spotkania Zieliński, który znalazł się kilka metrów od bramki Mateusza Kuchty. Piłka spadła mu wprost na nogę, ale napastnik gospodarzy nie potrafił celnie uderzyć na bramkę OKS-u.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze