Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Echa meczu w Łęcznej w mediach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Nie udał się debiut Kazimierzowi Moskalowi na ławce trenerskiej GieKSy. Katowiczanie przegrali w Łęcznej z tamtejszym Górnikiem 0-3 grając od 36 minuty w dziesiątkę po czerwonej kartce Łukasza Budziłka.
Po sześciu kolejkach GKS Katowice ma zaledwie 7 punktów i jeśli GKS Bełchatów wygra swój dzisiejszy mecz z Miedzią Legnica, to strata do lidera będzie wynosiła już 9 punktów.

gkskatowice.eu: Nieudany debiut Moskala

Na domiar złego goście grali od 36. minuty w dziesiątkę. Czerwoną kartkę otrzymał Łukasz Budziłek, który wyszedł jeden na jeden z Sebastianem Szałachowskim i zdaniem sędziego faulował poza polem karnym pomocnika gospodarzy. W końcówce ekipa z Łęcznej przycisnęła, ale to katowiczanie mieli więcej okazji. Niestety, Tomasz Wróbel zmarnował wyśmienitą sytuację sam na sam, a kilka strzałów Przemysława Pitrego (w tym w poprzeczkę) było minimalnie niecelnych. – Nie tak sobie wyobrażałem mój debiut w GKS-ie. Trudno cokolwiek powiedzieć po tak przegranym spotkaniu. Mam wątpliwości co do słuszności czerwonej kartki, ale musiałbym zobaczyć to na powtórce. Górnik wygrał zasłużenie. Ta porażka boli, ale mamy przełożony następny mecz i popracujemy solidnie przez te dwa tygodnie – stwierdził zawiedziony Kazimierz Moskal.

slask.sport.pl: Klęska Kazimierza Moskala w debiucie. GieKSa rozbita przez Górnika Łęczna

Utrata gola nie podłamała katowiczan. W kolejnych minutach to oni przejęli inicjatywę na boisku. Bliski wyrównania był Przemysław Pitry, ale po jego uderzeniu piłka trafiła w poprzeczkę.
(…)
Grający w osłabieniu goście nie byli w stanie zdziałać zbyt wiele w Łęcznej. Choć Górnik też nie prezentował się zbyt ciekawie, to spokojnie bronił prowadzenia. W końcówce gospodarze przyspieszyli i upokorzyli GieKSę. Najpierw drugiego gola strzelił Zwoliński, a po chwili trzeciego – pięknym uderzeniem z rzutu wolnego – zdobył Tomasz Nowak.

katowice.naszemiasto.pl: Górnik Łęczna – GKS Katowice 3:0

Fatalny debiut na ławce trenerskiej zanotował Kazimierz Moskal. GKS Katowice doznał kolejnej dotkliwej porażki na wyjeździe – tym razem w Łęcznej – 0:3. Katowiczanie znów przez większość spotkania grali w osłabieniu.
(…)
Do tej pory GKS Katowice w sześciu spotkaniach zdobył zaledwie siedem punktów. Fatalnie wygląda statystyka spotkań wyjazdowych. Katowiczanie z czterech meczy rozegranych na wyjeździe przegrali trzy, jeden remisując. Zdobyli jedną bramkę, a stracili aż 10.

sportowefakty.pl: Gospodarze maszerują w górę tabeli – relacja z meczu Górnik Łęczna – GKS Katowice

Gdy katowicki zespół rozwinął skrzydła i kwestią czasu wydawało się wyrównanie, nieoczekiwanie błąd popełnił Łukasz Budziłek. 22-letni bramkarz przed polem karnym nieprzepisowo zatrzymał Sebastiana Szałachowskiego i arbiter ukarał go czerwoną kartką. Na murawie pojawił się Rafał Dobroliński, dla którego był to debiut w GKS a zarazem w I lidze.
(…)
Zielono-czarni zadbali o to, by końcówka nie przyniosła niepotrzebnej nerwowości. W 77. minucie Nikolajs Kozacuks kapitalnym podaniem obsłużył Zwolińskiego, a ten mocnym strzałem przy słupku podwyższył wynik. Nie minęło 120 sekund a przepiękny strzał z rzutu wolnego oddał Tomasz Nowak, czym rozstrzygnął losy meczu.
W ostatnich minutach GKS był już pogodzony z porażką i atakował bez przekonania. Z kolei łęczyński zespół dążył do kolejnych bramek, ale rezultat już nie uległ zmianie.

1-liga.przegladsportowy.pl: Świetny Zwoliński, kolejne zwycięstwo Górnika

Gieksa musiała gonić wynik w dziesięciu, gdyż Zwoliński wcześniej strzelił bramkę w trzecim kolejnym spotkaniu (później dorzucił jeszcze jedno trafienie i ma ma już na swoim koncie cztery gole w tym sezonie). Asystę przy drugiej bramce zaliczył Nikolajs Kozačuks, który wyrasta na dżokera w talii Jurija Szatałowa. Po raz drugi po wejściu z ławki zanotował asystę. Wynik spotkania ustalił Tomasz Nowak skutecznie egzekwując rzut wolny. Pół asysty można zaliczyć Zwolińskiemu, bo to po faulu na nim łęcznianie mieli stały fragment gry.

kurierlubelski.pl: Górnik Łęczna pokonał GKS Katowice 3:0

Piłkarze Górnika Łęczna co im się dawno nie zdarzyło wygrali trzecie kolejne spotkanie. W sobotę, podopieczni Jurija Szatałowa pokonali przed własną publicznością GKS Katowice 3:0 (1:0) i są coraz wyżej w pierwszoligowej tabeli. Dwa gole dla gospodarzy strzelił Łukasz Zwoliński, a jedno trafienie dołożył Tomasz Nowak.

dziennikwschodni.pl: Górnik Łęczna – GKS Katowice 3:0

Kiedy obie drużyny grały jeszcze 11 na 11 to katowiczanie stworzyli sobie dwie świetne okazje. Najpierw Przemysław Pitry przymierzył w poprzeczkę. Później Sergiusz Prusak wygrał pojedynek z Tomaszem Wróblem.

slask.sport.pl: Kazimierz Moskal inaczej wyobrażał sobie debiut w GKS-ie Katowice

Moskal, który niedawno zastąpił Rafała Góraka, zadebiutował w wyjazdowym spotkaniu z Górnikiem Łęczna. GieKSa przegrała aż trzema bramkami.

– Nie tak sobie wyobrażałem mój debiut w GKS-ie. Trudno cokolwiek powiedzieć, jeśli przegrywa się 0:3. Mam wątpliwości co do słuszności czerwonej kartki [wyrzucony z boiska został bramkarz Łukasz Budziłek], ale musiałbym zobaczyć to na powtórce. Nie chcę w tym momencie oceniać tej sytuacji. Górnik wygrał zasłużenie. Ta porażka boli, ale mamy przełożony następny mecz i przez dwa tygodnie popracujemy solidnie – obiecał Moskal

gornik.leczna.pl: Wygrywamy z GieKSą 3:0. Dwa gole Łukasza Zwolińskiego

Przed pierwszym gwizdkiem sobotniego meczu kibice i piłkarze uczcili minutą ciszy 74. rocznicę wybuchu II Wojny Światowej. Później sędzia Marcin Szrek dał sygnał do rozpoczęcia meczu.
(…)
Nasi piłkarze przewagę jednego zawodnika mogli wykorzystać tuż po zmianie stron. Szałachowski wyłożył Zwolińskiemu piłkę do „pustej bramki”, ale młody napastnik nie trafił w futbolówkę. Dobrą okazję zmarnował także w 65 min Bartłomiej Niedziela. Skrzydłowy w sytuacji sam na sam nie oddał strzału. Siedem minut później idealną szansę miał jeszcze Maciej Szmatiuk, ale trafił w nogi bramkarza.

Przełamanie nastąpiło w 77 min. Nikolajs Kozacuks zagrał do Zwolińskiego, a ten zdobył drugiego gola w meczu. Trzy minuty później wynik na 3:0 ustalił Tomasz Nowak. Pomocnik kapitalnie uderzył z rzutu wolnego, bramkarz był bez szans.

lublin.sport.pl: Górnik gromi! Gładko pokonał u siebie Ślązaków

Mecz w Łęcznej rozpoczął się przy nietypowej oprawie – na trybunach zawisła ogromna biało-czerwona flaga z napisem „Cześć i chwała bohaterom”, a spotkanie rozpoczęło się od takiego samego okrzyku ze strony kibiców. Wszystko to miało związek z niedzielną 74. rocznicą wybuchu II wojny światowej.
(…)
Po stracie bramki podopieczni debiutującego w roli szkoleniowca katowiczan Kazimierza Moskala ruszyli do odrabiania strat. W 19. minucie szczęścia nie miał Przemysław Pitry – po jego strzale z dystansu piłka uderzyła w poprzeczkę, odbiła się od linii bramkowej i wyszła w pole. Trzy minuty później w sytuacji sam na sam z Sergiuszem Prusakiem znalazł się Tomasz Wróbel, ale doświadczony bramkarz z Łęcznej był górą w tym pojedynku.
W 35. minucie doszło do zdarzenia, które ustawiło sytuację na boisku na niekorzyść gości. Atakującego bramkę GKS Sebastiana Szałachowskiego bezpardonowo na ziemię powalił Budziłek, za co otrzymał czerwoną kartkę.
(…)
Gospodarze mogli wygrać jeszcze wyżej, ale brakowało im celności. Tak było między innymi w 90. minucie, gdy wychodzący na sam na sam Bartłomiej Niedziela uderzał niecelnie zza pola karnego. Górnik pokonał rywali z Katowic 3:0, notując tym samym trzeci triumf z rzędu i dołączając do czołówki ligowej tabeli.

slask.sport.pl: Zbigniew Boniek porównał GKS Katowice do Chelsea. Podobieństw nie znalazł

Piłkarze GieKSy zostali rozbici przez Górnika aż trzema bramkami. Wpływ na wynik z pewnością miała czerwona kartka, którą jeszcze w pierwszej połowie został ukarany katowicki bramkarz Łukasz Budziłek.

„Chłopaki z GKS Katowice grają w dziesięciu. Tak samo jak wczoraj Ci od Mou!! Widać lekką różnicę” – skomentował na Twitterze Zbigniew Boniek.

Prezes PZPN miał oczywiście na myśli piątkowy mecz o Superpuchar Europy, w którym grająca w osłabieniu Chelsea przegrała dopiero po rzutach karnych z Bayernem Monachium.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Misiek BRW

    1 września 2013 at 21:55

    Boniek nienawidzi GieKSy, ryży ch.. ma kompleksy co do nas od wielu lat!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.

Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.

To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.

Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.

Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…

No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.

Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.

Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.

Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.

Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…

No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.

Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.

Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…

Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.

A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.

I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.

Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.

Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.

Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.

Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.

Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.

Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.

Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga