Felietony
Coś dla masochistów…
Nadszedł czas podsumowań. Czas trudny dla nas, bo sezon zakończył się klęską. Z niekłamanym niesmakiem, ale i poczuciem obowiązku mamy dla Was kilka artykułów na koniec rozgrywek sezonu 2016/17. Jak zawsze – zaczynamy do sprintu przez rundę, częściowo z naszymi cytatami z pomeczowych artykułów. Tylko dla Czytelników o mocnych nerwach.
Dla dodania pikanterii dodajemy wypowiedzi pomeczowe trenera i piłkarzy.
Z nieba do piekła
To był najprzyjemniejszy moment w tym roku. W pierwszym meczu, na wyjeździe z liderem, GKS po dwudziestu kilku minutach prowadził 2:0. Potem zaczęła się obrona Częstochowy i szczęśliwie udało się zakończyć mecz remisem. Wtedy pisaliśmy, że „takimi meczami robi się awans”. Jak się okazało, było to preludium to tego, że gdy jest zbyt dobrze, to nasi zawodnicy muszą coś spieprzyć.
– Gratuluję obu drużynom stworzenia takiego widowiska, widać było, że obie drużyny walczą, aby zwyciężyć – mówił trener Brzęczek.
– Nie możemy się załamywać, zostało 14 meczów i gramy dalej – powiedział Dawid Abramowicz.
Pierwsza okazja na wejście na fotel lidera została spieprzona.
Ofensywny impotent strzela nam dwa gole
Niebywałe było to, że Stomil przez ponad godzinę nie potrafił zbliżyć się do naszego pola karnego. GKS dominował i prowadził. I w końcu po tej godzinie rywale zrobili jedną akcję i strzelili gola. Łapaliśmy się za głowy. Udało się jednak znów wyjść na prowadzenie i już niemożliwe było to, żeby drugi raz się tak sfrajerzyć. A to zrobił zespół. W końcówce to Stomil powinien wygrać, bo miał lepsze sytuację. Nasz rozum nie był w stanie pojąć, jak można było nie wygrać, wygranego meczu.
– Dziękuję chłopakom jednak za zaangażowanie. Nie jesteśmy zadowoleni z punktu, ale patrząc przez pryzmat tego, jak ten mecz wyglądał to myślę, że można być zadowolonym – zaczął już odlatywać Brzęczek. Temat gratulacji za sfajdane mecze pojawi się jeszcze wielokrotnie.
– Być może wkradła się większa nonszalancja w naszej grze. Szczególnie przy stanie 2:2 – podsumował Kamil Jóźwiak.
Druga okazja na wejście na fotel lidera została spieprzona.
Frajerstwo stulecia
Do teraz nie można zrozumieć, jak GKS nie wygrał w Sosnowcu. Piłkarze Zagłębia grali taką żenadę, jakiej nie powstydziliby się nasi piłkarze. Kibice wyzywali ich od kurew i żeby zeszli z boiska. W stronę schodzących do szatni leciały takie wiązanki, jakich nigdy nie było na Bukowej. Trzeba było z uśmiechem na twarzy dobić rywala. Tymczasem nasze patałachy już dwie minuty po przerwie straciły bramkę i tak ich to załamało, że nie mogli zrobić kompletnie nic. W drugiej połowie już nie istnieli. Wydawało się, że bardziej sfrajerzyć niż ze Stomilem się nie da. Piłkarze GKS pokazali, że nigdy nie należy mówić nigdy.
„ Możemy kilkoma meczami (a pamiętajmy też o niedawnych porażkach w Bytowie i Suwałkach) zaprzepaścić cały sezon i wszelkie szanse.
Mimo, że jesteśmy już na końcu tego pomeczowego felietonu nasuwa się ciągle to samo pytanie, co na początku i zaraz po meczu… Jak do diabła można było drugi raz z rzędu nie wygrać meczu, który jest wygrany? Jak można było to tak spieprzyć?… Weźcie się do cholery ogarnijcie!” – pisaliśmy w pomeczowym felietonie.
– Nie twierdzę, że to problem mentalny. Są czasem takie sytuacje, że na tym etapie po tych trzech spotkaniach zbyt łatwo tracimy bramki. Na jesień w taki sposób nie traciliśmy. Teraz przeciwnik stwarza jedną sytuację i jest ona wykorzystana (…) Patrząc z perspektywy może będzie dla nas łatwiej, jeśli będziemy gonić tę czołówkę – złotą myślą błysnął trener.
Trzecia okazja na wejście na fotel lidera została spieprzona.
Asystent Kamiński
Mecz z Podbeskidziem był średni, ale można było pokusić się o wygraną. Niestety nie da się tego zrobić, jeśli przy stanie 0:0 popisuje się głupią asystą wprost pod nogi przeciwnika, co uczynił Kamiński. Kolejny mecz z rzędu przegrany i po czterech kolejkach mieliśmy na wiosnę tylko dwa punkty.
Oddajemy głos trenerowi Brzęczkowi:
Gratuluję i dziękuję chłopakom za walkę i zaangażowanie. To był kolejny mecz, w którym przeciwnik ma przypadkową sytuację p ostałym fragmencie i zdobywa bramkę. My stwarzamy te sytuacje, uderzamy w słupki, poprzeczki i to szczęście nam nie sprzyja. Myślę, że pozytywne jest to, że marzec się kończy. Mam nadzieję, że od kwietnia to szczęście się do nas uśmiechnie, bo zawodnicy zasługują na to, poprzez pryzmat tego, jak grają.
– Ja jestem zdania, że dobrze gramy tylko brakuje nam szczęścia w sytuacjach – dodał Kamiński.
– Oczywiste jest to, że wolelibyśmy zamienić piękne granie na sytuacje i strzelenie gola na 1:0 – skonstatował Foszmańczyk.
Trener i piłkarze byli już w innym świecie, w alternatywnej rzeczywistości.
Czwarta okazja na wejście na fotel lidera została spieprzona.
Pogrom w Pruszkowie
GKS odkuł się w starciu z przyszłym spadkowiczem. Po raz pierwszy od 30 spotkań strzelił trzy gole w meczu. Zwycięstwo byłoby minimalne, ale wprowadzony Prokić na koniec dwa razy trafił do siatki rywali.
-Gratuluję chłopakom zwycięstwa, bo zdawaliśmy sobie sprawę, że przyjeżdżaliśmy na bardzo trudny teren, do drużyny, która pokonała Zagłębie Sosnowiec i która zremisowała u siebie 3:3 z Chojniczanką, czyli z drużynami, które są głównymi kandydatami do awansu – podsumował trener.
Powtórka w Puławach
Znów z przyszłym spadkowiczem i znów wygrana trzeba bramkami. Co prawda Wisła grała na stojąco, ale GKS umiał to wykorzystać. Cieszyliśmy się, że w końcu zaczynamy wygrywać i to wysoko, to miał być przełom.
– Mam nadzieję, że to jest dla nas początek dłuższej serii, w której nie będziemy tracić bramek – nadzieją żył szkoleniowiec.
– Teraz chcemy zrobić serię wygranych, ale ona sama nie przyjdzie. Musimy się namęczyć by takie mecze wygrywać – dodał Grzegorz Goncerz.
Żenada w Wielki Czwartek
Miedź targana wewnętrznymi problemami i mająca wkurzonych kibiców przyjechała do Katowic i przez dłuższy czas grała na remis. My mogliśmy strzelić gola, ale Mandrysz skaleczył dwustuprocentową sytuację. W końcu rywale stwierdzili, że w takim razie to oni sobie wygrają w Katowicach. I strzelili szybkie dwie bramki i do widzenia.
Nie wytrzymaliśmy w pomeczowym felietonie:
„Nie da się przechodzić już obok tego obojętnie. GieKSa na boisku znów, po raz już chyba tysięczny, sfrajerzyła się kompletnie, totalnie i nie pozostawiając wątpliwości. Złość i frustracja. Człowiek latami poświęca się temu klubowi, cały czas na nowo rozgrzewają się nadzieję na lepsze jutro i gdy już, już wydaje się, że może być naprawdę dobrze – notorycznie dostajemy w pysk od piłkarzy. Ileż to już było tych meczów, które mają być przełomowe? Ileż to już razy mówiliśmy, że coś może być mentalnym impulsem? Ile razy w tej rundzie mogliśmy wskoczyć na pozycję lidera?… Co do ostatniego pytania, odpowiedź brzmi – pięć. Pięć pieprzonych razy mieliśmy okazję wskoczyć na lidera. Wystarczyło tylko wygrać mecz. Jeden mecz. Jeden z pięciu. Po tym meczu mieliśmy mieć osiem punktów przewagi nad Miedzią i wyłączyć ją z rywalizacji z nami”.
– Po raz pierwszy jestem bardzo wściekły na to, co zrobiliśmy, tym bardziej, że w dwóch poprzednich meczach wypracowaliśmy sobie niezłą sytuację, a dzisiaj to wszystko zaprzepaściliśmy. Jeśli nie będziemy wygrywać na naszym stadionie, to trudno myśleć o awansie – mówił trener.
– Wszyscy w klubie chcemy awansu i mam prośbę do wszystkich by w tym momencie cała GieKSa była razem bo wsparcie w takich momentach jest temu klubowi potrzebne. My będziemy walczyć do końca, dziś jesteśmy strasznie wkurwieni po tym meczu w którym Miedź nie grała wielkiej piłki a strzeliła nam dwie bramki – bredził Bartłomiej Kalinkowski.
Jedyny wartościowy mecz
Przegrywali 0:2 i grali w dziesiątkę w Mielcu. Po doprowadzeniu do remisu znów stracili gola, ale znów wyrównali. Nie liczymy tutaj wygranych ze zdegradowanymi słabeuszami czy również słabymi Tychami jako wartościowe rezultaty, bo takie mecze wygrywać to jest obowiązek. Natomiast remis w takich okolicznościach z dobrze dysponowaną stalą dawał nam wiele nadziei.
– Pokazaliśmy charakter, gdy przegrywaliśmy 0:2 a potem 2:3 i strzeliliśmy wyrównującą bramkę. Myślę, że dziś drużyna zdała egzamin, patrząc na warunki tego spotkania ten punkt jest dla nas cenny i mam nadzieję, że dzięki temu niektórzy w swoich głowach przestawią sobie jeszcze bardziej pewne sprawy – mówił trener. O jakich „pewnych sprawach”? Tego nie wiemy.
– Na inne zespoły nie patrzymy – dodał Tomasz Foszmańczyk.
Wysoko z Tychami
GKS Tychy wcale nie był na straconej pozycji i miał kilka bardzo dobrych sytuacji, ale ratował nas Nowak. W końcu katowiczanie zaczęli strzelać bramki i udało się to im trzy razy. Pierwsza z dwóch planowych wygranych stała się faktem.
– Na początku wiosny przeciwnik miał jedną sytuacją i wykorzystywał. Dla nas najważniejsze, że nie straciliśmy bramki i zdobyliśmy trzy punkty – znów wracał do „pecha” trener.
– Nie trzeba nas specjalnie motywować, teraz pozostałe spotkania będą dla nas jak derby. Musimy grać o 3 punkty by w czerwcu cieszyć się z wiadomo czego – dodawał Kamiński.
Dreszczowiec w Siedlcach
Po dramatycznym spotkaniu (ale dobrym) GKS wygrał w Siedlcach 1:0. Sytuacji było całe mnóstwo, ale do końca musieliśmy drżeć o wynik. Rywale mieli jedną bardzo dobrą akcję, ale jej nie wykorzystali.
– W następny piątek czeka nas mecz z liderem, w 7-8 dni rozegramy 3 spotkania i po nich będzie wiele wyjaśnień – mówił trener.
Te trzy nadchodzące mecze to miały być Sandecja, Górnik i Kluczbork…
Olbrzymi zawód w meczu dekady
To miał być mecz dziesięciolecia, mecz z liderem, na zbliżenie się do niego na jeden punkt. Mecz, który miał nas bardzo znacznie zbliżyć do ekstraklasy. I na tyle podbudować morale po dwóch wygranych, że siłą rozpędu do tej ekstraklasy wjedziemy. Tymczasem GKS zagrał bez ambicji, bez walki, jedno z najsłabszych spotkań w sezonie. Zagrali tak, jakby nie chcieli wygrać. W efekcie przegrali.
– Jako całość nie podjęliśmy agresywnej gry, zbyt dużo razy po odbiorze piłki rozgrywaliśmy niedokładnie i na dzisiejszego przeciwnika to było za mało. W dzisiejszym spotkaniu cała drużyna zagrała fatalnie z wyjątkiem ostatnich 12-14 minut – mówił trener.
„Paradoks i tragikomizm tej sytuacji to fakt, że nadal mamy szanse. Naprawdę grając tak tragicznie, cudem jest, że mamy zero punktów straty do strefy awansu. Bogu powinniśmy dziękować, bo tylko dzięki równie żenującej postawie Zagłębia Sosnowiec jesteśmy w tym miejscu. Inni jednak nie próżnują i Sandecja już jest jedną nogą w ekstraklasie, a cała grupa pościgowa zaraz do nas doskoczy” – pisaliśmy w pomeczowym felietonie.
Utrata sprawstwa
Wygrywając w Zabrzu mielibyśmy jeszcze prawie wszystko w swoich nogach. Nawet mimo beznadziejnej porażki z Sandecją. GKS zagrał niby bardziej ambitnie, ale nie potrafił sobie stworzyć wielu sytuacji. W efekcie słabo grający Górnik wygrał to spotkanie. Piłkarze GKS zawalili dwa mega ważne mecze na finiszu rozgrywek. I przez to uzależnili się już bardzo mocno od wyników innych drużyn.
– Dziękuję moim chłopakom, jestem dumny z tego, co dziś zaprezentowali, jaki poziom gry – ta wypowiedź po meczu trenera to już był wyraz zidiocenia. GKS przegrywa awans, a ten pieprzy o dumie z chłopaków. Trudno się dziwić, że z tym trenerem przegraliśmy.
– Dziś z pełną świadomością mogę powiedzieć, że byliśmy drużyną lepszą. Zadecydował jeden stały fragment gry. W drugiej połowie to była pełna nasza dominacja – kolejną idiotyczną wypowiedzią popisał się Kamiński.
„Po katastrofach z wiosny, wspomnianych porażkach u siebie, przyszły dwa zwycięstwa – z Tychami i Siedlcami. Mimo wielu strat punktowych, tydzień temu z kawałkiem wyrobiliśmy sobie naprawdę może nie autostradę, ale drogę szybkiego ruchu do ekstraklasy. Każdy mówił, że nadchodzą dwa kluczowe mecze, które będą prawdopodobnie decydować o naszym losie. I nie potrafiliśmy zdobyć ani bramki, ani punktu. Oba te mecze zostały zawalone tak samo, jak wszystkie poprzednie istotne spotkania tej rundzie. Łudziliśmy się, że schemat będzie inny, ale znów na darmo. Było dokładnie tak samo” – brzmiał nasz komentarz.
Pogrzeb
Do Katowic przyjechał MKS Kluczbork. Ostatnia, już zdegradowana do drugiej ligi drużyna. Najsłabsza. Dostarczyciel punktów. Ekipa, która nie wygrała na wyjeździe jednego meczu. GKS musiał wygrać i liczyć na dwa potknięcia Zagłębia w trzech ostatnich kolejkach oraz jedno Chojniczanki (oba te zdarzenia miały miejsce). GKS prowadził 2:0 i wydawało się, że spokojnie wygra. Ale przyszedł jeden gol Kluczborka i zaraz drugi. Katowiczanie przestali grać w piłkę, zaczęli kaleczyć jak tylko się da. I w 94. minucie dali sobie wbić gola z połowy boiska. Absolutna klęska i pogrzebane nadzieję.
– Prowadziliśmy 2:0 i przegraliśmy 2:3, tak więc jednak nie zasłużyliśmy na to, by awansować w tym sezonie – powiedział Brzęczek i uciekł z konferencji nie pozwalając zadać sobie pytań.
Piłkarze dostali zakaz wypowiadania się do mediów.
GKS w kompromiutującym stylu przegrał walkę o ekstraklasę w tym sezonie, a mecz z Kluczborkiem i ostatnia bramka były tego symbolami.
Bezczelność w Grudziądzu
Jakby tego było mało, tydzień po tym zaprzepaszczeniu szans, GKS nagle ozdrowiał i wygrał pewnie w Grudziądzu. Po meczu zespół zaśmiał się w twarz kibiców i odtańczył żenujący taniec radości na środku boiska. To już była kropla przepełniająca czarę goryczy w ocenie tych partaczy.
„Chcieliśmy po części zmazać plamę, którą daliśmy w tej rundzie”
„Ważne, że drużyna wygrała i będziemy wracać w dobrych nastrojach”
„Cieszyliśmy się z tego, że jesteśmy drużyną, fajną ekipą”
” To że jakieś tam niepowodzenia były, to się na nas bardzo odbiło” – to były wypowiedzi Foszmańczyka dla telewizji klubowej.
Kompromitacja na koniec
Na Bukowej w wakacyjnej i sparingowej atmosferze odbył się mecz z walczącą o utrzymanie Bytovią. Nawet tego spotkania GKS nie umiał wygrać. Zawodnicy skompromitowali się na sam koniec po raz kolejny, udowadniając, że nie są godni noszenia tych barw.
I to by było na tyle. Przepraszamy za ten tekst wszystkich, którzy dotrwali do końca. To był jednak nasz obowiązek.
Pisząc to i wracając nie tylko pamięcią, ale także spoglądając w nasze artykuły, odczuwamy na nowo olbrzymią frustrację. I z każdym dniem utwierdzamy się w przekonaniu, że ten awans został oddany specjalnie.
Nie było to warte naszych nerwów…
Felietony Piłka nożna Piłka nożna kobiet
Runda pełna absurdów #2
Nie będziemy ukrywać, że wraz z redaktorem Flifenem po naszym jesiennym artykule liczyliśmy na nieco spokojniejszą wiosnę i w efekcie krótszy wpis, pozwalający na wakacyjny odpoczynek. Nasze przewidywania okazały się jednak równie skuteczne jak Mileta Rajović… Zapraszamy zatem do obszernej lektury naszej selekcji najzabawniejszych absurdów z wiosny sezonu 2025/26!
Boże miej tę ligę w opiece
Lechia wcale nie spadła (PZPN ich nienawidzi, zobacz jak) – Niektóre kluby do ostatniej kolejki biją się o utrzymanie, co bardziej temperamentne jeszcze kilka dni po zakończeniu sezonu próbują odwoływać się od jakiejś niezrozumiałej decyzji sędziowskiej. Lechia Gdańsk poszła o krok dalej, w oświadczeniu jasno dając do zrozumienia, że utrzymała się w lidze i odebranie jej punktów było wręcz nielegalne. Kto wie – być może jeszcze o tym wątku usłyszymy na starcie sezonu, gdy Lechia będzie domagała się przywrócenia do Ekstraklasy?

Lechia jest bezczelna – Szanowny spadkowicz uraczył swoich fanów prozaicznym wytłumaczeniem kolejnych odejść z klubu – to przez ten krwiożerczy PZPN! Cały sezon Lechia była o włos od utrzymania i sami pracownicy klubu mówili, że nie przejmują się tą karą. Po spadku nagle wszystko się odmieniło, powrócił zakaz transferowy, a zza kulis znów zaczęły wychodzić informacje o pustce w kasie. Trudno wyobrazić sobie rozprawę, gdzie dorośli ludzie będą próbowali pozwać ligę za to, że spłaciła za nich ich własne długi i przymykała oko na dantejskie sceny za kulisami. Z drugiej strony, Paolo Urfer jest prawnikiem i nawet sam Pan Bóg pewnie nie wie, czy Lechia jednak nie zagra w tegorocznej Lidze Mistrzów.
Oświadczenia nad oświadczeniami – Był kiedyś pewien europoseł o imieniu Janusz, który każde wystąpienie kończył słowami “a poza tym sądzę, że…”. Lechia Gdańsk publikuje komunikaty niemal żywcem wyjęte z jego wypowiedzi: “Odszedł ten i ten, z powodu tego i tego, dziękujemy. A poza tym PZPN poniesie odpowiedzialność za bestialskie zrujnowanie naszego klubu i powinien zostać zniszczony, nie dziękujemy”.
Źródło: Strona Główna Klubu i Akademii – Lechia Gdańsk
Przerwanie meczu po odpaleniu 10 rac przez Legię na Arenie Katowice – Pan Damian Sylwestrzak na chwilę wstrzymał grę za sprawą dymu ogarniającego murawę na stadionie, w trosce o zdrowie zawodników i poziom widowiska. Nie udało się niestety ustalić, jaki stadion został zadymiony, bowiem piłkarze nie potrafili doszukać się rzekomej chmury uniemożliwiającej działanie naszego niezawodnego systemu wideoweryfikacji. Jak się okazało, obawy arbitra były jednak słuszne – VAR nie mógł zauważyć Kacpra Tobiasza rzucającego się z uściskami na Szkurina podczas akcji ofensywnej.
Rzut za trzy punkty Kowalczyka z Termalicą – Są różne style piłkarskie: misterne Catenaccio, morderczy Gegenpressing czy też sławetna Tiki-taka. Mateusz Kowalczyk postanowił wprowadzić jednak element innej dyscypliny, po wrzucie z autu zapisując sobie niemalże bezpośrednią bramkę, jedynie z przyczyn legislacyjnych uznanych za samobójczą. Miny dziennikarzy i kibiców zasiadających na trybunach, którzy zobaczyli ten ewenement na skalę światową – bezcenne. Europa nie jest gotowa na nasze sztuki piłkarskie!
Kolejny trener Widzewa, ale tym razem to już naprawdę ostatni! – Każdy z nas w swoim życiu kupił nieco zbyt dużą paczkę chrupek “bo będzie na dwa dni”. Włączamy mecz, a kilka chrupnięć później okazuje się, że paczka już jest pusta. Nieco podobnie miał pan Dobrzycki z kupnem trenerów, bowiem od 2025 roku w Widzewie pracowało już 5 wyszukanych szkoleniowców na lata, każdy z coraz to lepszą argumentacją i CV. Ostatecznie skończyło się na panicznym zatrudnieniu żelaznego Ako Vukovicia, który przyszedł, wywalił ego “gwiazd” tej ligi na bruk i kazał wypierniczać wszystkie piłki w kosmos. Od jednego chrupnięcia na weselu Widzew niemal spadł z ligi, a to byłoby całkiem spore osiągnięcie jak na miliardera.

Bergier kopiący rożne jako najlepszy strzelec Widzewa – Inni trenerzy go nienawidzą, zobacz jak! Poprzednik Vukovicia miał dość niecodzienny plan na Widzew Łódź, wszak wysyłanie walczaka i najlepszego strzelca do kopania rzutów rożnych przy okienku transferowym za miliony monet brzmi jak żart primaaprilisowy. Sęk w tym, że szanowny Pan Czapeczka nawet nie zdołał do tegoż kwietniowego dnia dotrwać, a taki absurdalny pomysł mógł mu tylko w tym pomóc.
Gesty Sebastiana “zwykłego chłopaka” Bergiera do kibiców Korony – W zaledwie kilka sekund skutecznie odświeżył niechęć kibiców do swojej osoby. Gdyby ten gest był jeszcze spontaniczny i szybko się opanował, mógłby to wytłumaczyć jakąś prowokacją, co i tak było już głupie i obelżywe. Wszystko odbyło się już jednak w dość spokojnych jak na wyjazd warunkach po meczu. Zawodnik uskutecznił *machanie ręką na wysokości bioder jednoznacznym gestem* kilka razy, dla pewności szyderczo się uśmiechnął i splunął na murawę. Ech… WIDEO
Najdroższy rozdawacz kwiatów w historii – Cała liga przeżyła szok po pierwszych transferach Widzewa Łódź, a szczególnie po wydaniu ponad 5 milionów euro na Osmana Bukariego, skrzydłowego prosto z MLS. Okazało się, że Osman w warunkach polskiej ligi odnajduje się co najwyżej przeciętnie, a kiedy w Łodzi pojawił się Vuko, to Ghańczyk został wysłany na trybuny. Klub znalazł mu nowe zajęcie zgodnie z kwalifikacjami – na dzień kobiet został zatrudniony do rozdawania paniom kwiatów przed stadionem.
Kapaudi zatrzymany przez prezydenta, a Bukari przez wizę – Obrońca Widzewa regularnie jest zawodnikiem szerokiego składu Demokratycznej Republiki Konga, nie powinno więc nikogo dziwić, że w marcu pojechał on do swojej ojczyzny pomóc jej w awansie na Mistrzostwa Świata. Misja została zakończona sukcesem, a DRK awansowała na mundial po raz pierwszy od ponad 50 lat! Sukces okazał się tak wielki, że aż prezydent zwołał spotkanie z piłkarzami na tydzień po historycznym meczu. Problem w tym, że według reguł FIFA reprezentacje muszą “oddać” zawodników klubom w przeciągu dwóch dni, a tutaj minął ponad tydzień. W tym samym czasie Bukari walczył w polskim konsulacie w Nigerii o uzyskanie pozwolenia na pracę.
Dawid Szwarga kapituluje – Trener Dawid Szwarga znany jest z nowinek technologicznych i ma łatkę analityka, choć czasem mówi się o jego brakach w budowaniu szatni. W jego ostatnim starciu jako trener Arki Gdynia z Koroną Kielce kamery wychwyciły, jak rzucił soczyste “Pie***lę to” i ostentacyjnie usiadł na ławce. Oficjalnym powodem rozstania był rozjazd wizji budowy klubu, co wcale nie wyklucza prawdziwości dwóch mocnych słów trenera.

Arka Gdynia (i nie tylko) bojkotuje groundkeeperów – Raczej nikt nie wyobraża sobie meczów NBA rozgrywanych na betonie, jazdy na łyżwach po bruku, czy gry w piłkę na kartoflisku. Ten aspekt został zakwestionowany przez parę ekip, które wpadły na to samo pytanie: “Jak kiepska może być murawa?”. I w ten sposób Arka Gdynia rozegrała parę kolejek na kretowisku, murawa Poznania w Pucharze Polski wyglądała, jakby nikt jej przez miesiąc nie podlewał, a w Radomiu z tego powodu nawet odszedł trener. Niby tylko zwykła trawa, a tyle z nią kłopotów.
Krzykliwa reklama Legii z Oyakatą – W ciągu istnienia każdego klubu zdarzają się takie momenty, że wszystkim sympatykom aż chce się krzyczeć ze złości. Takie emocje mogły towarzyszyć kibicom Legii, gdy na horyzoncie realnie pojawiło się widmo spadku, chociaż jeszcze przed chwilą zespół brał udział w europejskich pucharach. Ewidentnie tym kierowali się marketingowcy klubu ze stolicy, kiedy w ramach reklamy pewnej zupki instant kazali aktorowi z całej siły krzyknąć pośrodku niczego i… zacząć przygotowywać tę właśnie zupkę. Tych, których ta reklama ominęła, zapraszamy do seansu, bo tego nie można przegapić. WIDEO
Bezlitosny Excel sprzedał Kapaudiego – Dwóch wytrwale zarabiających klubowych dyrektorów sportowych zadało sobie pytanie – po co mieć jakiegokolwiek obrońcę? Marek Papszun zdołał jeszcze złapać zawodnika za rękę przy podpisywaniu kontraktu z Cremonese i przywrócić go do drużyny, by usłyszeć że…i tak muszą go sprzedać, bo nie ma pieniędzy. Zawodnik przeszedł do Widzewa, Legia i tak miała czerwony Excel, a obronę zapełniał pomocnik Rafał Augustyniak z mędrcem Arturem Jędrzejczykiem. Rotacje, zmiany, rezerwy? Wychodzi na to, że to chyba jakieś pojęcia motoryzacyjne.
Wyprzedaż w Legii – Jakby tego było mało, na koniec sezonu budżet stołecznego klubu zaczął pękać w szwach. Nie było to jednak z powodu przepełnienia, a z powodu nerwowego szukania ostatnich monet przez kolejnych dyrektorów. Błyszczący na początku sezonu Nsame ponoć bardzo chciał zostać i zejść z pensji, aprobował to nawet sam Marek Papszun – nic z tego nie wyszło, zawodnik odszedł za darmo do Pogoni Szczecin. Z klubu odeszło (stan na 4 lipca) aż 14 zawodników, a sensowne pieniądze otrzymano jedynie za Barcię i Leszczyńskiego. Z Urbańskim nawet (proszę usiąść) rozwiązano umowę, choć jego przyjście było owiane sporym sukcesem. Żeby było zabawniej, po tej fali i wcześniejszych zmianach w szkółce młodzi zawodnicy podobno zaczęli wypytywać o możliwość zmiany klubu. Gratulujemy Legii konsekwencji – od mistrza do klasy średniej, w końcu cel osiągnięty!
Odwołana kartka Rafała Augustyniaka – Wszystko rozeszłoby się po kościach, gdyby sędzia pokazał po taktycznym faulu żółty kartonik i zaznaczył, że następny taki faul poskutkuje wylotem z boiska. Piotr Lasyk zapewne taki miał zresztą zamiar, jednak po konsultacjach z VAR-em zmieniono to na czerwoną kartkę. Marek Papszun wyszedł na konferencję, niejako wymanifestował jej anulowanie i… PZPN anulował kartonik, nie przyznając w zamian nawet prawidłowej żółtej kartki. Skoro tak sztywno trzymamy się przepisów, jest jedna drużyna, która z powodu zaległości finansowych powinna już dawno znajdować się na niższych szczeblach rozgrywkowych – ich też czeka anulowanie sezonu?

Rajović strzela w swoją drugą nogę przed pustą bramką – Tu nawet nie ma o czym pisać, to trzeba zobaczyć. Jak to mawia młodzież: przednia zabawa, że hoho! WIDEO
PZPN przenoszący Superpuchar przed ostatnią kolejką – Polski Związek Piłki Nożnej (lub czegoś w tym rodzaju) bardzo chciał oddać Wrocławiowi to, co udało się koncertowo zepsuć w poprzednim sezonie zakończonym spektakularnym spadkiem. Dodatkowo miała to być chyba też kara za niewpuszczenie kibiców Wisły Kraków. Oprócz reprezentacji miał się tam pojawić… Wróć, w żadnym momencie nie miał się tam pojawić Superpuchar Polski. Niektórym “baronom” taki pomysł przyszedł do głowy, ale społeczności Górnika i Lecha Poznań bardzo szybko dały znać, że nie będą brać udziału w takiej degrengoladzie i albo jadą do Poznania, albo na wakacje. Nie ma to jak bohaterskie tworzenie problemów, by potem po cichu się z nich wycofywać.
Bitwa pod Gołębnikiem – Derby w polskiej piłce rzadko kiedy odbywają się w neutralnej atmosferze, ale wszystko ma swoje granice. Te zostały przekroczone, kiedy po meczu Radomiaka Radom z Koroną Kielce kibic gospodarzy wtargnął na stadion i ruszył na Tamara Svetlina, którego chronić musiał Konrad Cebula. W międzyczasie butelka rzucona przez innego kibica Radomiaka znalazła dyrektora marketingu Korony, który z całą zakrwawioną głową musiał opuścić boisko. Skończyło się na symbolicznej karze i braku konsekwencji, bo już kilka kolejek później radomscy kibice chwalili się na Twitterze wnoszonymi małpkami.
Kiko Ramires i herb Radomiaka – Ja wiem, co wielu z Was sobie pomyśli: przecież jeszcze niedawno Radomiak nie miał swojego herbu! Tamta sprawa została jednak rozwiązana, o czym prawdopodobnie nie usłyszał pewien były trener Radomiaka. Kiko Ramires, bo o nim mowa, wrzucił na swojego Twittera (nowomowa: X) piękną grafikę z pożegnalną wiadomością skierowaną do kibiców z Radomia. Większość osób skupiła się jednak nie na samej treści, której nic zarzucić nie można, a na stworku w lewym górnym rogu oraz w tle posta. Po chwili Kiko zrozumiał swój błąd i wrzucił poprawioną wersję – a przynajmniej tak to sam ochrzcił, bo nie wyglądało to dużo lepiej. Losowe artefakty, wrzucona cyrylica… Sami rzućcie okiem na te dzieła wprost z profili społecznościowych szkoleniowca.
Źródło: Twitter Kiko Ramiresa
Gonçalo Feio, przygód część kolejna – Mecz 24. kolejki Ekstraklasy pomiędzy Radomiakiem Radom a GieKSą nie jest czymś, co postronny kibic będzie wspominał z wypiekami na twarzy. Zresztą, prawdopodobnie już poza sprzymierzeńcami obu ekip nikt już o jego przebiegu nie pamięta. Kolorytu temu dniu nadał za to znany z tego, że nadaje kolorytu wielu dniom, Goncalo Feio. Znany z rzucania biurowymi przedmiotami ówczesny trener Radomiaka tym razem wdał się w polemikę na temat stanu murawy z miejscowym radnym. W pewnym momencie politykowi siadły nerwy i przyłożył Portugalczykowi, na co ten zareagował rzuceniem papierów. Tak zakończyła się kolejna przygoda Feio w Polsce, ponownie rzuceniem – kuwetą w Motorze, ofertą Legii i teraz papierami.
Minimalistyczny Motor Lublin – Przez ostatnie pocovidowe lata w Ekstraklasie tendencja w rozwoju ligi oraz w ilości wydawanych w niej pieniędzy była raczej wzrostowa. Czasem jednak zdarzają się jednostki, które muszą się przeciwstawić wszystkim trendom, tym razem tę rolę przejął Zbigniew Jakubas. Po sezonie przez Lublin przeszło tornado, zabierające ze sobą aż 12 piłkarzy pierwszego składu. Całe szczęście, że Bright Ede nie uległ pokusie milionowej oferty z Chelsea, inaczej Motor musiałby radzić sobie także bez niego. Po drodze z klubu wywiało też Mateusza Stolarskiego, a powstały w ten sposób wakat został od razu zajęty przez Mariusza Misiurę. Były trener Wisły Płock jest bardzo ceniony przez pana Jakubasa, co objawiało się już wcześniej, gdy prezes dyskutował z nim o grze Motoru… kiedy trenerem był jeszcze Stolarski.
Kibole Lecha, kible Widzewa – To nie jest przypadek, że prawie za każdym razem to są toalety. Tym razem obsługa sanitariów przerosła kibiców Lecha Poznań, którzy pozostawili po sobie widok jak na załączonym obrazku. Szkody pozostawione przez fanatyków łódzki klub wycenił na kilkaset tysięcy złotych, a fani z Poznania zadeklarowali się, że uregulują wszystkie koszta. Dobre chociaż to, lecz może warto zainwestować w edukację od podstaw i rozdawanie przed wyjazdami skróconych instrukcji obsługi toalet. Panowie kibole – porcelana da się lubić!

Thomasberg mówiący, że jego piłkarze bali się wygrać z Termalicą – Nie regulujcie odbiorników, to najprawdziwsze słowa trenera Pogoni Szczecin! Po lutowym remisie z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza szkoleniowiec rzucił nowe światło na kwestię formy Pogoni – jego piłkarze po prostu żyli w strachu przed zdobyciem trzech punktów. “Pojawiła się obawa przed zwycięstwem, to nie powinno się wydarzyć” – to brzmi bardziej jak cytat z twórczości Walaszka, niż słowa poważnego trenera na konferencji prasowej po remisie z ostatnią drużyną ligi.
Juwara na wagarach w Berlinie – Miasto, w którym na każdej ulicy leży 60 Euro, może wydawać się wszystkim atrakcyjnym miejscem. Czasem jednak przed pojechaniem tam powinno się sprawdzić, czy na następny dzień nie gra się spotkania w Ekstraklasie. O tej części zapomniał Musa Juwara, który służbowym autem oznaczonym jego nazwiskiem (!) przejechał się do stolicy kraju Autobahn. W efekcie skrzydłowy został odsunięty od składu pierwszej drużyny Pogoni. To znaczy, oficjalnie został przesunięty z powodu drobnego urazu, lecz od tego czasu (czyli połowy lutego) reprezentant Gambii ani razu nie wszedł na boiska Ekstraklasy. Plotki głoszą, że klub już w tym okienku spróbuje pozwolić zawodnikowi iść swoją ścieżką.
O takim Alexie H., co chciał wpłacić na zbiórkę – Pomysły Pana Prezesa są zasadniczo po prostu skrajne: tu zwyzywa kogoś od sodomity służącego siłom ciemności, tu osobiście przyjdzie pogratulować kibicom rywali zwycięstwa. Pod koniec kwietnia postanowił, powiedzmy… Dołączyć? W każdym razie coś w tym stylu, do zbiórki Patryka Łatwoganga na Fundację Cancer Fighters. Skąd nasze zawahanie w doborze słowa? Prezes podrzucił do internetu cennik, za każdy kolejny wygrany mecz Pogoni dorzucając coraz więcej do puli. To jest, obiecując dorzucenie, bowiem już w ostatnich minutach pierwszego starcia zakończyła się szalona passa zwycięstw w liczbie 0, powodując lawinę szydery na social mediach.

PROSZĘ ODDAĆ NASZA DZIAŁKA! – Zarząd pod właścicielstwem Roberta Platka, składający się z Murata Colaka i Davida Amdurera sprezentował dość specyficzną konferencję prasową. Mocno podkreślono totalny brak profesjonalizmu byłej prezes Filipiak przy nagłym rozstaniu z Cracovią, bardzo ładnie prosząc (i to w języku polskim!) o zwrot srebra rodowego, jakim jest działka Cracovii. Została ona sprzedana za ułamek ceny firmie Pani Filipiak, a zarządzający podkreślali gotowość nie tylko do walki prawnej, ale też do odkupienia gruntów dla klubu. Z plusów, przynajmniej za działkę nie zapłaciła Ekstraklasa – doceniamy!
6 zespołów mających w 29. kolejce po 37 punktów (ta liga nie jest poważna) – W innych ligach jedni kibice emocjonują się walką o puchary i mistrza, drudzy każdego dnia wstają z przerażeniem spoglądając w tabelę niższej ligi. W Polsce postanowiono opatentować coś zupełnie nowego, nielimitowane emocje dla każdego. Czy Twój klub spadnie, awansuje, a może zbankrutuje? Wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie, a sytuację w tabeli śledzili ze śmiechem nawet zagraniczni użytkownicy Twittera. Walka o spadek – legendarne motto wszystkich klubów Ekstraklasy.
Nosił Podolski razy kilka – Słyszysz: boiskowy bandytyzm, myślisz: Podolski. W tej rundzie ponownie nowy właściciel Górnika Zabrze stracił kontakt z bazą – tym razem uderzył z pięści Ameyawa w brzuch. Kiedy z kolei to Braut Brunes bez ceregieli zameldował się na jego kostce, był pierwszym, który uspokajał swoją drużynę i w wywiadzie po meczu rzucił: „Czasami są emocje, tak to jest. Ja to rozumiem„. Trzymanie się własnych zasad Lukasa jest godne uznania, lecz chyba nie na tym powinien polegać futbol, by trofea zdobywać kosztem zdrowia innych.
Sebastian Madejski nie zostanie skoczkiem wzwyż – Początek kwietniowego spotkania, niby nic groźnego. Katastrofalnie nieudane dośrodkowanie (a może i nawet strzał?) już ma przekuć się w kontrę, gdy wtem… Kamil Kosowski wykrzykuje: “Dał się zrobić jak junior!”. Piłka z 17. metra na wprost bramkarza powędrowała w jego rękawice, Madejski jednak był nieco zaskoczony i wypiąstkował pionowo do góry. Samo to nie skończyłoby się feralnym golem, gdyby później nie zatoczył się przy ocenie toru lotu piłki i nie wskoczył wprost w plecy napastnika, który bezproblemowo skierował piłkę głową do siatki. WIDEO

Nieuznana bramka po samosfaulowaniu się – Zremisowany mecz 31. kolejki z Piastem przez Koronę Kielce nie pozwolił drużynie oddalić się od miejsc premiowanych spadkiem, choć w końcówce aż huczało od kontrowersji. Arbitrzy odgwizdali faul jednej nogi obrońcy na drugiej, nie czekając na finał akcji i ewentualny udział VAR-u, a szkoleniowiec Korony otrzymał za prostesty czerwony kartonik: WIDEO
Trenerowi Zielińskiemu biją piłkarza, ale klub mówi, że nie – Szkoleniowiec Korony stwierdził po tym spotkaniu na konferencji prasowej, że jeden z jego piłkarzy został pobity przez kibiców. Nie zgodził się z tym stwierdzeniem… sam klub, wydając oświadczenie, aby nie wierzyć takim informacjom latającym po mediach. Zapomnieli jednak dopisać, że źródłem tego newsa jest ich własny trener. Koniec końców okazało się, że racja była po stronie klubu – nietykalność cielesna żadnego z piłkarzy nie została naruszona, a interpretacja sytuacji przez Jacka Zielińskiego była efektem kilku niefortunnych zdarzeń.
#SzacunekDlaArbitra – Proponujemy #litościdlakibiców. Wymyślanie takiej akcji po absurdalnie tragicznym roku sędziowania i tuż przed feralną 21. kolejką… Brzmiało to po prostu jak szukanie tanich wymówek i niedostrzeganie prawdziwego problemu obecnego sędziowania Ekstraklasy. Można by było w końcu wytłumaczyć przepis o zagraniu ręką (chyba że naprawdę losuje go żółw na wozie VAR), upublicznić komunikację sędziowską, poprawić szkolenie nowych sędziów – albo poprosić, żeby fani siedzieli cicho na czterech literach, bo co ich to obchodzi, a może i nawet przeprosili.
Sędziowskie koło fortuny w 21. kolejce – Cały świat został opanowany przez nowoczesne technologie usprawniające sędziowanie… Cały? Nie, jest jedna osada dzielnie stawiająca opór! Pan Adam Lyczmański doszukał się po tej kolejce aż 6 znaczących błędów sędziowskich, całkiem niezły wynik. Sędziowie na cały weekend zupełnie zapomnieli, jak i za co dyktuje się rzuty karne, co poskutkowało wypaczeniem wyników kilku spotkań. To wszystko chwilę po akcji opisanej powyżej…
Spalony z rzutu rożnego w 22. kolejce – Przepisy Gry jasno stanowią, jak profesjonalni sędziowie powinni prowadzić profesjonalne mecze profesjonalnej ligi profesjonalnej piłki nożnej. Ciągle okazuje się jednak, że równie dobrze sędziować mógłby legendarny Franciszek Smuda „na czuja”, bowiem przepisy są dość luźno – o ile w ogóle – rozumiane i stosowane. Jeden z takich śmiesznych podpunktów w tej księdze tłumaczy pozycję spalonego i jest tam napisane czarno na białym – nie można podyktować spalonego po zagraniu stojącej piłki spod chorągiewki. Chwila… Nie można? To patrz teraz! W meczu Piasta Gliwice arbitrowi udało się spłatać takiego psikusa, normalnie wszyscy śmiali się i dokazywali.
Honorable mentions
Zagłębie “XD” Sosnowiec – Pewnie wielu z czytelników pamięta czasy, gdy to Zagłębie występowało w Ekstraklasie, a jeszcze nie tak dawno zapowiedziało wielki projekt i budowę klubu na miarę Europy. Po 13. kolejce zespół był o włos od czołówki i wygrał cztery mecze z rzędu. Jak się okazało, były to niemal ostatnie zwycięstwa w tym sezonie, przez następnych 18 odbytych spotkań udało się Sosnowiczanom zwyciężyć aż zawrotny raz i z hukiem się spie… Spiesznie spaść z ligi. Szykawka, Sobczak (z kontraktem na czołówkę 1. Ligi, został odsunięty od składu po czterech miesiącach), Janiszewski, Rakels; nazwiska przecież okazałe jak na szczebel rozgrywkowy, a nie dały rady mocarnemu Sokołowi Kleczew i skompromitowały się 1:7 z Olimpią Grudziądz. Serdecznie gratulujemy wyniku sportowego, a ciekawskich kibiców zapraszamy na derby ze Spartą Katowice!
Trenerzy legendarnego spadkowicza – A propos „iścia” na dno, sportowa próba reakcji na katastrofalną formę nadeszła aż trzykrotnie. Marek Gołębiewski nie zanotował wyśnionych rezultatów, Wojciech Łobodziński (na chwilę) poprawił sytuację punktową, w marcu przyszedł na 2,5 roku (tak naprawdę to ledwie trzy tygodnie, szybko poszło) Grzegorz Bąk, a spadek przypieczętował Tomasz Łuczywek. Tomasz Łuczywek jest już 25. szkoleniowcem (nie licząc duetów) w ostatniej dekadzie, co daje nowego szkoleniowca co 4 miesiące. Czas wprowadzić jakiś limit szkoleniowców w jednym sezonie, inaczej Zagłębiu niedługo zabraknie nowych nazwisk.
TEN spalony Dżesiki Jaszek z Czarnymi Sosnowiec – Gdyby ktoś kiedyś próbował Wam wmówić, że VAR nie jest potrzebny, prosimy o pokazanie mu tej stopklatki. Sędzia oczywiście ma prawo do pomyłki, jednak przy tak świetnej widoczności i ustawieniu odgwizdanie pozycji spalonej jest równoznaczne, co typowanie Cracovii do wygrania ligi po dwóch tygodniach rozgrywek. Czy obie te rzeczy się zdarzyły w tym sezonie? Zgadza się, i za to kochamy naszą polską piłkę!

Źródło: TVP Sport
Dwie twarze Sandecji Nowy Sącz według Rafała Wolsztyńskiego: Rafał Wolsztyński był bezkonkurencyjnie najlepszym strzelcem Sandecji, mimo to klub zdecydował się podobnież wymusić na nim odejście przed końcem umowy i nie wypłacał mu pensji, co upublicznił sam zainteresowany. Finalnie okazało się, że zawodnik otrzymał część pieniędzy i… postępowanie dyscyplinarne do kompletu. Zakończyło się na niesmaku wśród kibiców, przeprosinach Wolsztyńskiego “za możliwe wprowadzenie w błąd” i odejściu zawodnika. A po czyjej stronie ostatecznie leżała wina? Dobre pytanie.
Sprzedaż kobiecego WKS-u, ale tak w sumie to nie – W marcu punkt kulminacyjny osiągnęły pogłoski o przeniesieniu struktur WKS-u do innego zespołu żeńskiego futbolu. Sfrustrowane piłkarki wystosowały oświadczenie już po spotkaniu, na którym i tak zabrakło osób decyzyjnych: “Usłyszałyśmy, że decyzja o sprzedaży została już podjęta. (…) W tym przypadku zostałyśmy potraktowane skrajnie przedmiotowo.” A na czym się zakończyło? Rzecz jasna na oświadczeniu, tym razem Jacka Sutryka: “Nigdy nie było niczyim zamiarem ani intencją instytucjonalne osłabianie lub likwidacja sekcji żeńskiej Śląska (…) Moi współpracownicy nie zrealizowali postawionych przed nimi zadań.” No i fajnie, tylko szkoda, że szczerze poinformować można było dopiero po upublicznieniu całej sprawy – inaczej jeszcze ktoś mógłby posądzać kogoś o uczciwość, czy nawet przyzwoitość.
Liga Legia plus ekstra po meczu Lech – Legia – 4:0, totalna anihilacja i praktycznie już przyklepany tytuł mistrzowski. Kibice z Poznania z niecierpliwością pewnie czekali na analizę i pochwały w studio po spotkaniu, jednak skończyło się na kolejnym odcinku pt. Studio Łazienkowska. Cóż, może kiedyś Legia była na ustach większości Polski, ale pora na pogodzenie się z faktem, że w naszej lidze są też inne zespoły. Serio!
Termalica Bruk-Bet “pogromca Pomorzan” Nieciecza – Parostatkiem w piękny rejs, statkiem na słoniu – w piękny rejs… Drużyny z Trójmiasta bardzo zasmuciły się na wieść o spadku Termalici, nie dopuszczając do gry słoników o nic w ostatnich kolejkach. Dogadały się na wynik 2:3 w dwóch ostatnich potyczkach i jako gest dobrej woli przekazały im po trzy punkty, jednak bezczelna Termalica odwdzięczyła się jedynie ograbieniem ich z szans na utrzymanie, kto to widział! W efekcie cała trójka spadła z ligi, a to właśnie ta Termalica grająca już o przysłowiową pietruszkę schodziła ze sceny z najszerszym uśmiechem.
Nagroda dla wytrwałych
Jeśli udało Wam się dotrzeć aż tutaj, doceniamy wytrwałość i zapraszamy do kącika ornitologicznego – Pan Alex Haditaghi znalazł nowego dyrektora VAR! TWITTER
Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.
Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!
Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):
Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej
PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej
Posłuchaj archiwalne podcasty:
Jesteśmy dostępni także na Spotify:.


Pepik78
12 czerwca 2017 at 14:37
Shellu z calym szacunkiem dla ciebie po co ty to piszesz?? Po jaki ch…j przypominasz nam ten koszmar, sezon o ktorym chcemy zapomniec. Pilkarze nas oszukali a oni smieja nam sie w twarz i wklejaja glupkowate fotki z wakacji. Mam nadzieje ze staff z hotelu w Grecji robi ich tak samo w ch..ja jak oni zrobili nas w ostatnim sezonie. Shellu daruj sobie podsumowania, blagam cie i nie wspominaj koszmaru!!! Jedz na wakacje odpocznij bo Tobie szczegolnie sie naleza!
Irishman
12 czerwca 2017 at 17:21
Jasne, że każdy chciałby zapomnieć o tym koszmarze… ale nie da się.
Trener Brzeczek okazał się delikatnie mówiąc baaardzo przeciętnym szkoleniowcem. Na pewno był jednak jednym z tych najbardziej „złotoustych”, którzy pracowali na Bukowej. A te gadki o tym, że teraz będzie już lepiej bo… skończył się marzec będziemy pewnie jeszcze wnukom powtarzać.
Piłkarze są jacy są – wszędzie tacy sami. Różnicę może zrobić właśnie trener. Mam nadzieję, że prezes Cygan zdążył się już tego nauczyć? Może powiesiłby sobie w swoim gabinecie parafrazę słynnego hasła, coś w rodzaju – „TRENER, GŁUPCZE!!!”
kosa
12 czerwca 2017 at 18:32
@Pepik78
Shellu jest już na wakacjach, a te podsumowania zaplanował i napisał przed nimi 😉
Pepik78
12 czerwca 2017 at 19:07
@Kosa sluchaj to skoro jest na urlopie i byc moze napisal wiecej artykulow o naszych pseudograjkach i ostatnim sezonie, to prosze nie publikuj tego. Na co nam koszmary??? Ps kosa jestes obronca shella z urzedu? Ps2 w nowym sezonie tez nic nie osiagniemy niewazne kto bedzie trenerem. Ryba psuje sie od glowy.
Gregi
12 czerwca 2017 at 20:13
Shellu – za sam tytuł posta powinieneś dostać Pulitzera :))
tombotleg
12 czerwca 2017 at 22:40
Faktycznie jak to się czyta to serce pęka po raz enty, kurwa nikt nas tak nie upokorzył w GieKSie od lat, oby w najbliższych dniach nastąpiło jakieś pierdolnięcie, wietrzenie szatni zaczynając od Goncerza i reszty tej świty, my im tego sezonu nie wybaczymy, musi przyjść trener z jajami i niestety budujemy od zera, niema innej opcji, chuj, inaczej dalej będzie piłkarskie bagno, głupio mi że jebałem Brzęczka a wychodzi że on jeden wyczuł po Kluczborku co tu jest grane..
kosa
13 czerwca 2017 at 20:29
@Pepik78 a gdzie ja go bronię? A publikowane będą wszystkie.