Piłka nożna Prasówka
Media o meczu z Górnikiem: Wielki GKS Katowice, wielki Szkurin!
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice 2-3 (0-1).
weszlo.com – Zabójczy Szkurin pogrążył fatalnie finiszującego Górnika
Z piekła do nieba i z powrotem. Taką drogę przeszedł Górnik Zabrze w meczu z GKS-em Katowice. Długo odrabiał straty, potem błyskawicznie wyszedł z 0:1 na 2:1, by na koniec we frajerski sposób stracić jakiekolwiek punkty. Trudno jednak zdobyć coś przeciwko tak zgranej ekipie jak GieKSa, jeśli masz w składzie dwóch niedomagających zawodników.
Erik Prekop i Eric Dietz chyba są piłkarskimi braćmi. Z obu jest niewiele pożytku, choć w zupełnie innym kontekście.
Z Prekopem na szpicy trudno budować większość akcji, bo ten ma problem ze wszystkim. Nie umie się zgrać z kolegami przy wyjściu na pozycję, a będąc tyłem do bramki albo nie przetrzyma piłki, albo nawet w prostej sytuacji niechlujnie odegra, co znacznie komplikuje ciąg dalszy. Dziś słowacki napastnik z trzynastu pojedynków wygrał zaledwie dwa. W powietrzu przegrał osiem z dziewięciu starć ze stoperami GKS-u. Od najniższej noty ratuje go tylko to, że Jędrych w ferworze walki po strzale Antiste w poprzeczkę postanowił powalić go na ziemię na rzut karny.
Tym razem Jarosław Przybył nie zawahał się przy użyciu gwizdka. Pod koniec pierwszej połowy ta para także się pojedynkowała, Prekop zabrał się z piłką i wyszedł przed kapitana gości, potem natomiast łatwo upadł. Jędrych przekraczał przepisy, pociągnął za koszulkę, ale to było za mało, żeby powstrzymać biegnącego Słowaka, który postanowił się przewrócić. Sędziowie puścili grę. Gdyby tego nie zrobili, musieliby nawet rozważać czerwoną kartkę.
Górnik po wyrównaniu z rzutu karnego Urbańskiego po chwili już prowadził. Tym razem Josema uderzył z powietrza i wpadło mu przy słupku. Hiszpański stoper posłał kilka znakomitych otwierających podań do przodu, zdobył bramkę i miał prawo oczekiwać, że coś to da. Niestety dla niego, Michal Gasparik chciał zabezpieczać wynik Maximilianem Dietzem.
Amerykanin od razu po przyjściu z Greuther Fuerth wskoczył do składu w obliczu kontuzji Jarosława Kubickiego i kompletnie nie przekonywał – delikatnie mówiąc. To miał być jednak przede wszystkim stoper, a nie defensywny pomocnik. No to dziś się skompromitował, „broniąc” we własnym polu karnym. Ilja Szkurin dwa razy go ośmieszył. Najpierw uciekł mu tak, że ten nawet nie miał szans powalczyć z nim w powietrzu i pięknym strzałem głową przerzucił piłkę nad Schulze (ciasteczko-asysta w wykonaniu Bartosza Nowaka). A na koniec Dietz niby był przyklejony do Szkurina, ale nawet nie wyskoczył z nim do główki.
Białorusin długimi fragmentami głównie biegał bez piłki, ale jak przychodziło co do czego, spisywał się kapitalnie. Do hat-tricka dołożyłby asystę przy petardzie Erika Jirki, tyle że finalnie wyszło, że nieco wcześniej znajdował się na centymetrowym spalonym.
Górnik zaczął z animuszem, za to prawie całkowicie przygasł, gdy nadział się na klasyczną kontrę Katowiczan. Nowak za plecy, rozpędzony Marković (spóźniony Bernardo, Josema nie zdążył zaasekurować), strzał i dobijający Szkurin. Z kolei GKS bardzo źle wszedł w drugą połowę i gdy zaczął przegrywać, mogło się wydawać, że już się nie odbije. Gospodarze byli bliscy podwyższenia (poprzeczka Kubickiego, szarża Chłania). Rafał Górak przeprowadził jednak lepsze zmiany i to przesądziło sprawę podczas dwunastu doliczonych minut.
Janis Antiste pokazał się z obu stron. Szeroko pojętą piłkarskość widać u niego w każdym kontakcie, z nim łatwiej budowało się akcje, miał duży udział w tym, że doszło do rzutu karnego na 1:1. Jednocześnie w obronie udzielał się tak niedbale, że gdy asystujący w decydującym momencie Czerwiński go nawinął, to miał jeszcze czas, żeby ułożyć sobie preferowaną prawą nogę do dośrodkowania. Przy nawracającym i doskakującym rywalu musiałby wrzucać z lewej.
Górnik po trzech ligowych zwycięstwach doznał pierwszej porażki. Nie ma powodów do rozpaczy, ale Gasparik na pewno wyciągnie kilka mocnych wniosków. GKS po nieudanych wizytach w Krakowie i Lublinie wreszcie wróci do domu w dobrych humorach, dzięki czemu nie traci kontaktu z czołówką tabeli.
dziennikzachodni.pl – Górnik Zabrze przegrał z GKS Katowice po pasjonującym widowisku 2:3 i hat-tricku Ilii Szkurina! Pięć gorących wniosków po Śląskim Klasyku
Dwa gole w ciągu kilkudziesięciu sekund dawały Górnikowi Zabrze pozycję lidera Ekstraklasy. GKS jednak nie zamierzał się poddawać i w Śląskim Klasyku w doliczonym czasie gry strzelił dwa gole i zgarnął trzy punkty!
Górnik Zabrze z serią trzech w tym sezonie, a pięciu z rzędu zwycięstw, chociaż nieco obolały po dotkliwej porażce w Monaco. Z drugiej strony podbudowany rozgromieniem Motoru Lublin GKS Katowice, który na wyjeździe nie wygrał od 8 marca. Śląski Klasyk, będący dla gospodarzy szansą na objęcie prowadzenia w tabeli PKO Ekstraklasy oraz strzelenia goli numer 2999 i 3000 zapowiadał się znakomicie, co potwierdzał komplet kibiców na trybunach.
Faworytami wydawali się piłkarze Michala Gasparika i oni też próbowali narzucić swoje warunki gry. GKS ma jednak Bartosza Nowaka. Najlepszy piłkarz poprzedniego sezonu w 11 minucie kapitalnie podał do Emana Markovicia, którego strzał klatką piersiową odbił Philipp Schulze, a Ilia Szkurin bezlitośnie dobił piłkę do siatki.
Górnik próbował odpowiedzieć natychmiast. Gabriel Kobylak świetnie spisał się jednak przy uderzeniu Maksyma Chłania. Zabrzanie grali, a Katowiczanie czekali na okazję do kontry. Jeszcze przed przerwą pechowo zakończył swój udział w Klasyku kontuzjowany Borja Galan. Tuż przed przerwą do siatki nad głową Schulze trafił efektownie Erik Jarka, ale VAR zweryfikował akcję na niekorzyść gości.
Po przerwie wicemistrzowie Polski coraz intensywniej szukali swoich szans na strzelenie goli, ale ekipa Rafała Góraka konsekwentnie i spokojnie broniła prowadzenia. W najlepszym dla Górnika momencie jego kibice odpalili race, które wstrzymały spotkanie. Po wznowieniu gol jednak padł – po faulu Arkadiusza Jędrycha rzut karny wykorzystał Kacper Urbański. GKS ledwo wznowił grę, a już przegrywał! Tym razem Josema popisał się kopnięciem do siatki piłki, której goście nie potrafili na dobre wybić ze swojego przedpola!
GKS nie zamierzał jednak oddawać pola. W pierwszej z doliczonych dwunastu minut doprowadził do remisu. Znów główną rolę odegrał Bartosz Nowak. Idealna centra spadła dokładnie tam, gdzie czekał Szkurin, który po raz drugi pokonał niemieckiego bramkarza Górnika. Na tym goście też nie zamierzali przestawać. W 110 minucie asysta Alana Czerwińskiego dała Szkurinowi (znów strzał głową) hat-tricka, a Katowicom trzy punkty i trzecie miejsce w tabeli!
Pięć wniosków po meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice
1. Bartosz Nowak wygrał z Kacprem Urbańskim. Na ten pojedynek w środku boiska ostrzyli sobie zęby nie tylko kibice. Jako pierwszy punkt po swojej stronie zapisał pomocnik gości otwierając kolegom drogę do objęcia prowadzenia. Kacper Urbański odpowiedział jednak golem z rzutu karnego i kilkoma szybkimi akcjami, które napędzały wicemistrzów Polski. Ostatnie słowo należało do Nowaka – jego kolejna idealna centra dała GieKSie remis i drogę do zwycięstwa.
2. Wojna charakterów. Zgodnie z oczekiwaniami na boisku trwała wojna śląskich charakterów. GKS imponował konsekwencją, Górnik odpowiadał wiarą i energią. To, w jaki sposób wyszedł na prowadzenie idąc błyskawicznie za ciosem, było imponujące. Katowiczanie jednak nie klęknęli i „odwrócili” mecz, który zapisze się w śląskiej historii futbolu.
3. Koniec koszmarnej serii GKS-u. To wprost nie do wiary – Katowiczanie nie odnieśli wyjazdowego zwycięstwa od 8 marca! Ta bezradność była niemal niewytłumaczalna, biorąc pod uwagę przebieg niektórych meczów. Także w Zabrzu drogo zapłacili za kilkadziesiąt sekund słabości, ale tym razem potrafili się podnieść i wreszcie zatrzymać fatalną serię.
4. Górnik zatrzymany. To mógł być czwarty kolejny ligowy mecz w obecnym sezonie, który padł łupem zespołu Michala Gasparika. Taką serię poprzednio miała drużyna prowadzona przez Marcina Brosza w sezonie po powrocie do Ekstraklasy. Ilia Szkurin w doliczonym czasie zatrzymał jednak licznik Zabrzan, strącając ich też z wirtualnej pozycji liderów Ekstraklasy i jednocześnie pozwalając GieKSie na wtargnięcie na podium.
5. GKS ma napastnika. A Górnik? Ilia Szkurin dokonał sztuki niebywałej notując hat-trick w Śląskim Klasyku. Białorusin zrobił różnicę – GKS ma napastnika, którego Górnikowi od dawna brakuje. Erik Prekop zaliczył kolejny słaby występ, a wprowadzenie za niego Maximiliana Dietza było wyrazem desperacji Michala Gasparika, który na tej pozycji ma potężną wyrwę.
goal.pl – Górnik przeżył szok w Śląskim Klasyku. Potem rozpętało się szaleństwo
Górnik Zabrze i GKS Katowice stworzyły szalone widowisko w szóstej kolejce PKO BP Ekstraklasy. Gospodarze byli blisko wygranej, ale finalnie to goście sięgnęli po pełną pulę.
[…] Na pierwszego gola nie trzeba było długo czekać. Już w 11. minucie bramkę zdobył Ilja Szkurin. Białorusin wykorzystał niefortunną interwencję Philippe’a Schulze’a po strzale Emana Markovicia. Piłka spadła wprost pod nogi napastnika GieKSy, a ten nie miał najmniejszych problemów z umieszczeniem jej w siatce.
GieKSa prowadzi z Górnikiem! Bartosz Nowak fenomenalnym podaniem rozpoczął kontratak, który ostatecznie wykończył Ilya Shkurin!
Po stracie gola rywalizacja wyraźnie się uspokoiła. Sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. Tymczasem tuż przed końcem pierwszej połowy piłkę do siatki skierował Erik Jirka, który popisał się piekielnie mocnym uderzeniem. Bramkarz gospodarzy, mimo że znajdował się blisko słupka, nie był w stanie zatrzymać tego strzału. Na szczęście dla Górnika po weryfikacji VAR sędzia nie uznał jednak gola, dopatrując się spalonego w tej akcji. Wynik do przerwy już się zatem nie zmienił.
Po zmianie stron gospodarze przejęli inicjatywę. Ekipa z Katowic przez długi czas nie miała pomysłu na to, jak uwolnić się spod presji rywali. W pewnym momencie spotkanie zostało przerwane z powodu oprawy przygotowanej przez kibiców Górnika. Po wznowieniu gry Zabrzanie byli jednak jeszcze bardziej napędzeni i coraz mocniej naciskali na defensywę gości.
Kwadrans przed końcem spotkania Kacper Urbański doprowadził do wyrównania, pewnie wykorzystując rzut karny. Jedenastka została podyktowana po faulu jednego z zawodników GieKSy. Zaledwie chwilę później gospodarze zadali kolejny cios. Josem w 77. minucie zamknął akcję po krótko rozegranym rzucie rożnym i Górnik wyszedł na prowadzenie 2:1. Wszystko zmieniło się zatem o 180 stopni w zaledwie kilka minut.
Ostatnie słowa w meczu należało natomiast do Szkurina. Napastnik gości skompletował hat-tricka w doliczonym czasie gry i trzy punkty zainkasowała ekipa z Katowic. Zakończyła się tym samym fatalna seria GieKSy bez wygranej na wyjazdach.
sportowefakty.wp.pl – Emocje do doliczonego czasu. Dwa zwroty akcji w derbach Górnika z GKS-em
Prowadził GKS, miał przewagę Górnik Zabrze, a rozstrzygnięcie zapadło w doliczonym czasie. Dwa gole bohatera meczu Ilji Szkiruna zdecydowały o zwycięstwie 3:2 Katowiczan.
W meczu byłych już pucharowiczów i jednocześnie regionalnych rywali zmierzyli się Górnik Zabrze z GKS-em Katowice. Stawką były punkty do tabeli PKO Ekstraklasy, których oba zespoły potrzebują w dalekiej drodze do kolejnych eliminacji europejskich pucharów.
Od 11. minuty na prowadzeniu 1:0 byli Katowiczanie, a trafieniem cieszył się Ilja Szkurin. Mocnym i pewnym strzałem wykonał on dobitkę po tym jak bramkarz Górnika poradził sobie w sytuacji sam na sam z Emanem Markovicem.
GKS, niby schowany po zdobyciu prowadzenia, ale wyczekał na jeszcze jeden moment do ataku w pierwszej połowie. Jarosław Przybył doliczył dwie minuty, a w nich Erik Jirka skierował piłkę do bramki. Nie było gola, jego anulowanie nastąpiło po długim przeglądaniu powtórek na VAR-ze.
Po około godzinie meczu była kolejna przerwa, ale tym razem nie na sprawy sędziowskie czy pozbieranie się po urazie, a z powodu zadymienia stadionu. Czas pracował na korzyść Katowiczan, którzy przybliżali się do zwycięstwa. Tylko jednak do czasu.
Górnik nie zwątpił w poprawienie wyniku i postawił na swoim w 75. minucie. Kacper Urbański strzelił na 1:1 z rzutu karnego. Piłkarz, powoływany do reprezentacji Polski, trafił w okienko. Jedenastka została przyznana gospodarzom w dużym zamieszaniu za faul Arkadiusza Jędrycha.
Górnik strzelił na 2:1, zanim przeciwnicy pozbierali się po poprzednim golu. Tym razem za pokonanie Gabriela Kobylaka odpowiadał obrońca Josema. Hiszpan był w polu karnym, a dośrodkowanie po krótkim rozegraniu rzutu rożnego trafiło do niego po kilkakrotnej przebitce.
Tym razem było aż 12 doliczonych minut i także w nich padały bramki. GKS doprowadził do remisu 2:2 strzałem najskuteczniejszego na boisku Ilji Szkurina. Napastnik dostał podanie od króla asyst Bartosza Nowaka i przymierzył głową w narożnik bramki po oderwaniu się od obrońców Górnika. Działo się, kibice byli na huśtawce emocji.
Koniec emocji? Absolutnie nie! GKS pozostał na połowie przeciwnika, atakował do końca i to on strzelił gola na 3:2 zdecydowanie ponad dwie godziny po rozpoczęciu meczu. Ilja Szkurin został absolutnym bohaterem Śląskiego Klasyka. Skompletował hat-tricka na miarę komplet punktów.
sport.interia.pl – Szalone derby w Ekstraklasie. Sześć goli, jeden skasowany. Koniec złotej passy
Górnik Zabrze przegrał 2:3 z GKS-em Katowice w niebywale emocjonujących derbach Górnego Śląska. Absolutnym bohaterem spotkania okazał się napastnik gości Ilja Szkurin, autor trzech bramek. Dwie z nich zdobył już w doliczonym czasie gry, spektakularnie odwracając losy spotkania. Od dzisiaj w Ekstraklasie nie ma już drużyny z kompletem punktów na koncie.
Aż do dzisiaj Górnik pozostawał jedyną drużyną Ekstraklasy z kompletem punktów na koncie. W sporej mierze wynikało to zapewne z faktu, że do tej pory rozegrał jedynie trzy spotkania. Derbowa konfrontacja z „Gieksą” miała prolongować dobrą passę Zabrzan – wierzyli w to mocno stali bywalcy obiektu przy Roosevelta.
W przypadku kolejnej wygranej gospodarze zrównaliby się punktami z liderującą Legią Warszawa. Goście mieli inny cel – odskoczyć od strefy spadkowej i po raz pierwszy nie wrócić z wyjazdu z niczym.
Katowiczanie potrzebowali niespełna kwadransa, by otworzyć wynik spotkania. Do kapitalnego podania z głębi pola wyszedł idealnie Eman Marković, ale nie zdołał skutecznie sfinalizować natarcia. Po jego uderzeniu Philipp Schulze odbił piłkę, ale wobec dobitki Ilji Szkurina był już bezradny.
Po stracie gola Zabrzanie uzyskali zdecydowaną przewagę. Zdominowali przebieg spotkania, ale w żaden sposób nie potrafili tego przełożyć na bramkę wyrównującą. Ekipa z Katowic broniła się efektywnie i czysto – w tej części gry arbiter nie sięgnął po kartkę.
W końcówce pierwszej połowy trener Rafał Górak musiał przeprowadzić w zespole przyjezdnych zmianę. Kontuzjowanego Borję Galana zastąpił Mateusz Wdowiak. Do gwizdka na przerwę pozostawało pięć minut.
Właśnie wtedy futbolówka znalazła się w bramce Górnika po raz drugi. Po analizie VAR gol Erika Jirki nie został jednak uznany. Arbiter dopatrzył się ofsajdu.
Wydawało się, że losy spotkania odwróciły się na dobre, gdy do końcowego gwizdka pozostawał kwadrans. Drużyna Michala Gasparika zdobyła wtedy dwie bramki w kilkadziesiąt sekund. Zaczęło się od rzutu karnego podyktowanego za faul Arkadiusza Jędrycha. Do piłki podszedł Kacper Urbański i okazał się niezawodnym egzekutorem.
Chwilę później po krótko rozegranym rzucie rożnym w polu karnym GKS-u mocno się zakotłowało. Najlepiej odnalazł się w tym zamieszaniu Josema. Uderzył przytomnie z bliska i było już 2:1!
Z powodu incydentów pirotechnicznych, które wymusiły przerwanie gry w drugiej połowie, sędzia doliczył aż 12 minut. Już w pierwszej Szkurin trafił do siatki po raz drugi tego dnia i mieliśmy remis. Asystą w tej akcji popisał się niezawodny Bartosz Nowak.
Podział punktów? Nie tym razem. W samej końcówce Szkurin jeszcze raz przymierzył idealnie głową i ostatecznie zrobiło się 2:3! Górnik nie wygrał w lidze po raz pierwszy w tym sezonie. Tym sposobem w Ekstraklasie nie ma już drużyny ze stuprocentowym dorobkiem punktowym.
gol24.pl – Wielki GKS Katowice, wielki Szkurin! Górnik pokonany w Śląskim Klasyku
Śląski Klasyk stał na kosmicznym poziomie i trzymał w napięciu do samego końca. Padło aż pięć bramek! Ostatecznie Górnik Zabrze przegrał pierwszy raz w nowym sezonie PKO Ekstraklasy, chociaż potrafił w 77 sekund odwrócić wynik. Trzy punkty z Roosevelta w epickim stylu zabrał GKS Katowice, zwyciężając 3:2. Wszystkie trzy bramki zdobył Ilja Szkurin.
74:37 i 75:54 – telebim wskazywał właśnie te minuty, gdy Górnik odwrócił wynik. Zespół Michala Gasparika zaliczył piorunujący fragment drugiej odsłony. Najpierw do remisu z rzutu karnego doprowadził Kacper Urbański, a zaraz potem prowadzenie dał Josema, strzelając z okolicy szesnastki.
Obie strony miały swoje argumenty. GieKSa objęła pierwszy raz prowadzenie jeszcze przed przerwą, gdy okazji nie przepuścił Ilja Szkurin. Białorusin niesamowicie urósł ostatnio u trenera Rafała Góraka, o czym Górnik najboleśniej przekonał się w doliczonym czasie. Ale o tym za chwilę.
Gra trwała grubo ponad 100 minut, ponieważ ultrasi zadymili stadion. Erikowi Janży, kapitanowi Górnika, poświęcili wspaniałą sektorówkę. – Symbol lojalności – napisali o Słoweńcu, któremu stuknęło właśnie siedem nieprzerwanych lat w klubie.
Ten mecz miał wspaniałą dramaturgię. Gdy wydawało się, że GieKSa jest na kolanach i nie podniesie się po 77 sekundach Górnika, wtedy znów dał o sobie znać Szkurin. Po jego uderzeniach głową Katowiczanie odwrócili mecz!
To pierwsza porażka Górnika u siebie poprzedzona trzema zwycięstwami w tym sezonie. GieKSa wygrała pierwszy raz na wyjeździe. Też ma dziewięć punktów i właśnie – przynajmniej na chwilę – wskoczył na podium.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Najnowsze komentarze