Piłka nożna Prasówka
Media o meczu z Górnikiem: Wielki GKS Katowice, wielki Szkurin!
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice 2-3 (0-1).
weszlo.com – Zabójczy Szkurin pogrążył fatalnie finiszującego Górnika
Z piekła do nieba i z powrotem. Taką drogę przeszedł Górnik Zabrze w meczu z GKS-em Katowice. Długo odrabiał straty, potem błyskawicznie wyszedł z 0:1 na 2:1, by na koniec we frajerski sposób stracić jakiekolwiek punkty. Trudno jednak zdobyć coś przeciwko tak zgranej ekipie jak GieKSa, jeśli masz w składzie dwóch niedomagających zawodników.
Erik Prekop i Eric Dietz chyba są piłkarskimi braćmi. Z obu jest niewiele pożytku, choć w zupełnie innym kontekście.
Z Prekopem na szpicy trudno budować większość akcji, bo ten ma problem ze wszystkim. Nie umie się zgrać z kolegami przy wyjściu na pozycję, a będąc tyłem do bramki albo nie przetrzyma piłki, albo nawet w prostej sytuacji niechlujnie odegra, co znacznie komplikuje ciąg dalszy. Dziś słowacki napastnik z trzynastu pojedynków wygrał zaledwie dwa. W powietrzu przegrał osiem z dziewięciu starć ze stoperami GKS-u. Od najniższej noty ratuje go tylko to, że Jędrych w ferworze walki po strzale Antiste w poprzeczkę postanowił powalić go na ziemię na rzut karny.
Tym razem Jarosław Przybył nie zawahał się przy użyciu gwizdka. Pod koniec pierwszej połowy ta para także się pojedynkowała, Prekop zabrał się z piłką i wyszedł przed kapitana gości, potem natomiast łatwo upadł. Jędrych przekraczał przepisy, pociągnął za koszulkę, ale to było za mało, żeby powstrzymać biegnącego Słowaka, który postanowił się przewrócić. Sędziowie puścili grę. Gdyby tego nie zrobili, musieliby nawet rozważać czerwoną kartkę.
Górnik po wyrównaniu z rzutu karnego Urbańskiego po chwili już prowadził. Tym razem Josema uderzył z powietrza i wpadło mu przy słupku. Hiszpański stoper posłał kilka znakomitych otwierających podań do przodu, zdobył bramkę i miał prawo oczekiwać, że coś to da. Niestety dla niego, Michal Gasparik chciał zabezpieczać wynik Maximilianem Dietzem.
Amerykanin od razu po przyjściu z Greuther Fuerth wskoczył do składu w obliczu kontuzji Jarosława Kubickiego i kompletnie nie przekonywał – delikatnie mówiąc. To miał być jednak przede wszystkim stoper, a nie defensywny pomocnik. No to dziś się skompromitował, „broniąc” we własnym polu karnym. Ilja Szkurin dwa razy go ośmieszył. Najpierw uciekł mu tak, że ten nawet nie miał szans powalczyć z nim w powietrzu i pięknym strzałem głową przerzucił piłkę nad Schulze (ciasteczko-asysta w wykonaniu Bartosza Nowaka). A na koniec Dietz niby był przyklejony do Szkurina, ale nawet nie wyskoczył z nim do główki.
Białorusin długimi fragmentami głównie biegał bez piłki, ale jak przychodziło co do czego, spisywał się kapitalnie. Do hat-tricka dołożyłby asystę przy petardzie Erika Jirki, tyle że finalnie wyszło, że nieco wcześniej znajdował się na centymetrowym spalonym.
Górnik zaczął z animuszem, za to prawie całkowicie przygasł, gdy nadział się na klasyczną kontrę Katowiczan. Nowak za plecy, rozpędzony Marković (spóźniony Bernardo, Josema nie zdążył zaasekurować), strzał i dobijający Szkurin. Z kolei GKS bardzo źle wszedł w drugą połowę i gdy zaczął przegrywać, mogło się wydawać, że już się nie odbije. Gospodarze byli bliscy podwyższenia (poprzeczka Kubickiego, szarża Chłania). Rafał Górak przeprowadził jednak lepsze zmiany i to przesądziło sprawę podczas dwunastu doliczonych minut.
Janis Antiste pokazał się z obu stron. Szeroko pojętą piłkarskość widać u niego w każdym kontakcie, z nim łatwiej budowało się akcje, miał duży udział w tym, że doszło do rzutu karnego na 1:1. Jednocześnie w obronie udzielał się tak niedbale, że gdy asystujący w decydującym momencie Czerwiński go nawinął, to miał jeszcze czas, żeby ułożyć sobie preferowaną prawą nogę do dośrodkowania. Przy nawracającym i doskakującym rywalu musiałby wrzucać z lewej.
Górnik po trzech ligowych zwycięstwach doznał pierwszej porażki. Nie ma powodów do rozpaczy, ale Gasparik na pewno wyciągnie kilka mocnych wniosków. GKS po nieudanych wizytach w Krakowie i Lublinie wreszcie wróci do domu w dobrych humorach, dzięki czemu nie traci kontaktu z czołówką tabeli.
dziennikzachodni.pl – Górnik Zabrze przegrał z GKS Katowice po pasjonującym widowisku 2:3 i hat-tricku Ilii Szkurina! Pięć gorących wniosków po Śląskim Klasyku
Dwa gole w ciągu kilkudziesięciu sekund dawały Górnikowi Zabrze pozycję lidera Ekstraklasy. GKS jednak nie zamierzał się poddawać i w Śląskim Klasyku w doliczonym czasie gry strzelił dwa gole i zgarnął trzy punkty!
Górnik Zabrze z serią trzech w tym sezonie, a pięciu z rzędu zwycięstw, chociaż nieco obolały po dotkliwej porażce w Monaco. Z drugiej strony podbudowany rozgromieniem Motoru Lublin GKS Katowice, który na wyjeździe nie wygrał od 8 marca. Śląski Klasyk, będący dla gospodarzy szansą na objęcie prowadzenia w tabeli PKO Ekstraklasy oraz strzelenia goli numer 2999 i 3000 zapowiadał się znakomicie, co potwierdzał komplet kibiców na trybunach.
Faworytami wydawali się piłkarze Michala Gasparika i oni też próbowali narzucić swoje warunki gry. GKS ma jednak Bartosza Nowaka. Najlepszy piłkarz poprzedniego sezonu w 11 minucie kapitalnie podał do Emana Markovicia, którego strzał klatką piersiową odbił Philipp Schulze, a Ilia Szkurin bezlitośnie dobił piłkę do siatki.
Górnik próbował odpowiedzieć natychmiast. Gabriel Kobylak świetnie spisał się jednak przy uderzeniu Maksyma Chłania. Zabrzanie grali, a Katowiczanie czekali na okazję do kontry. Jeszcze przed przerwą pechowo zakończył swój udział w Klasyku kontuzjowany Borja Galan. Tuż przed przerwą do siatki nad głową Schulze trafił efektownie Erik Jarka, ale VAR zweryfikował akcję na niekorzyść gości.
Po przerwie wicemistrzowie Polski coraz intensywniej szukali swoich szans na strzelenie goli, ale ekipa Rafała Góraka konsekwentnie i spokojnie broniła prowadzenia. W najlepszym dla Górnika momencie jego kibice odpalili race, które wstrzymały spotkanie. Po wznowieniu gol jednak padł – po faulu Arkadiusza Jędrycha rzut karny wykorzystał Kacper Urbański. GKS ledwo wznowił grę, a już przegrywał! Tym razem Josema popisał się kopnięciem do siatki piłki, której goście nie potrafili na dobre wybić ze swojego przedpola!
GKS nie zamierzał jednak oddawać pola. W pierwszej z doliczonych dwunastu minut doprowadził do remisu. Znów główną rolę odegrał Bartosz Nowak. Idealna centra spadła dokładnie tam, gdzie czekał Szkurin, który po raz drugi pokonał niemieckiego bramkarza Górnika. Na tym goście też nie zamierzali przestawać. W 110 minucie asysta Alana Czerwińskiego dała Szkurinowi (znów strzał głową) hat-tricka, a Katowicom trzy punkty i trzecie miejsce w tabeli!
Pięć wniosków po meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice
1. Bartosz Nowak wygrał z Kacprem Urbańskim. Na ten pojedynek w środku boiska ostrzyli sobie zęby nie tylko kibice. Jako pierwszy punkt po swojej stronie zapisał pomocnik gości otwierając kolegom drogę do objęcia prowadzenia. Kacper Urbański odpowiedział jednak golem z rzutu karnego i kilkoma szybkimi akcjami, które napędzały wicemistrzów Polski. Ostatnie słowo należało do Nowaka – jego kolejna idealna centra dała GieKSie remis i drogę do zwycięstwa.
2. Wojna charakterów. Zgodnie z oczekiwaniami na boisku trwała wojna śląskich charakterów. GKS imponował konsekwencją, Górnik odpowiadał wiarą i energią. To, w jaki sposób wyszedł na prowadzenie idąc błyskawicznie za ciosem, było imponujące. Katowiczanie jednak nie klęknęli i „odwrócili” mecz, który zapisze się w śląskiej historii futbolu.
3. Koniec koszmarnej serii GKS-u. To wprost nie do wiary – Katowiczanie nie odnieśli wyjazdowego zwycięstwa od 8 marca! Ta bezradność była niemal niewytłumaczalna, biorąc pod uwagę przebieg niektórych meczów. Także w Zabrzu drogo zapłacili za kilkadziesiąt sekund słabości, ale tym razem potrafili się podnieść i wreszcie zatrzymać fatalną serię.
4. Górnik zatrzymany. To mógł być czwarty kolejny ligowy mecz w obecnym sezonie, który padł łupem zespołu Michala Gasparika. Taką serię poprzednio miała drużyna prowadzona przez Marcina Brosza w sezonie po powrocie do Ekstraklasy. Ilia Szkurin w doliczonym czasie zatrzymał jednak licznik Zabrzan, strącając ich też z wirtualnej pozycji liderów Ekstraklasy i jednocześnie pozwalając GieKSie na wtargnięcie na podium.
5. GKS ma napastnika. A Górnik? Ilia Szkurin dokonał sztuki niebywałej notując hat-trick w Śląskim Klasyku. Białorusin zrobił różnicę – GKS ma napastnika, którego Górnikowi od dawna brakuje. Erik Prekop zaliczył kolejny słaby występ, a wprowadzenie za niego Maximiliana Dietza było wyrazem desperacji Michala Gasparika, który na tej pozycji ma potężną wyrwę.
goal.pl – Górnik przeżył szok w Śląskim Klasyku. Potem rozpętało się szaleństwo
Górnik Zabrze i GKS Katowice stworzyły szalone widowisko w szóstej kolejce PKO BP Ekstraklasy. Gospodarze byli blisko wygranej, ale finalnie to goście sięgnęli po pełną pulę.
[…] Na pierwszego gola nie trzeba było długo czekać. Już w 11. minucie bramkę zdobył Ilja Szkurin. Białorusin wykorzystał niefortunną interwencję Philippe’a Schulze’a po strzale Emana Markovicia. Piłka spadła wprost pod nogi napastnika GieKSy, a ten nie miał najmniejszych problemów z umieszczeniem jej w siatce.
GieKSa prowadzi z Górnikiem! Bartosz Nowak fenomenalnym podaniem rozpoczął kontratak, który ostatecznie wykończył Ilya Shkurin!
Po stracie gola rywalizacja wyraźnie się uspokoiła. Sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. Tymczasem tuż przed końcem pierwszej połowy piłkę do siatki skierował Erik Jirka, który popisał się piekielnie mocnym uderzeniem. Bramkarz gospodarzy, mimo że znajdował się blisko słupka, nie był w stanie zatrzymać tego strzału. Na szczęście dla Górnika po weryfikacji VAR sędzia nie uznał jednak gola, dopatrując się spalonego w tej akcji. Wynik do przerwy już się zatem nie zmienił.
Po zmianie stron gospodarze przejęli inicjatywę. Ekipa z Katowic przez długi czas nie miała pomysłu na to, jak uwolnić się spod presji rywali. W pewnym momencie spotkanie zostało przerwane z powodu oprawy przygotowanej przez kibiców Górnika. Po wznowieniu gry Zabrzanie byli jednak jeszcze bardziej napędzeni i coraz mocniej naciskali na defensywę gości.
Kwadrans przed końcem spotkania Kacper Urbański doprowadził do wyrównania, pewnie wykorzystując rzut karny. Jedenastka została podyktowana po faulu jednego z zawodników GieKSy. Zaledwie chwilę później gospodarze zadali kolejny cios. Josem w 77. minucie zamknął akcję po krótko rozegranym rzucie rożnym i Górnik wyszedł na prowadzenie 2:1. Wszystko zmieniło się zatem o 180 stopni w zaledwie kilka minut.
Ostatnie słowa w meczu należało natomiast do Szkurina. Napastnik gości skompletował hat-tricka w doliczonym czasie gry i trzy punkty zainkasowała ekipa z Katowic. Zakończyła się tym samym fatalna seria GieKSy bez wygranej na wyjazdach.
sportowefakty.wp.pl – Emocje do doliczonego czasu. Dwa zwroty akcji w derbach Górnika z GKS-em
Prowadził GKS, miał przewagę Górnik Zabrze, a rozstrzygnięcie zapadło w doliczonym czasie. Dwa gole bohatera meczu Ilji Szkiruna zdecydowały o zwycięstwie 3:2 Katowiczan.
W meczu byłych już pucharowiczów i jednocześnie regionalnych rywali zmierzyli się Górnik Zabrze z GKS-em Katowice. Stawką były punkty do tabeli PKO Ekstraklasy, których oba zespoły potrzebują w dalekiej drodze do kolejnych eliminacji europejskich pucharów.
Od 11. minuty na prowadzeniu 1:0 byli Katowiczanie, a trafieniem cieszył się Ilja Szkurin. Mocnym i pewnym strzałem wykonał on dobitkę po tym jak bramkarz Górnika poradził sobie w sytuacji sam na sam z Emanem Markovicem.
GKS, niby schowany po zdobyciu prowadzenia, ale wyczekał na jeszcze jeden moment do ataku w pierwszej połowie. Jarosław Przybył doliczył dwie minuty, a w nich Erik Jirka skierował piłkę do bramki. Nie było gola, jego anulowanie nastąpiło po długim przeglądaniu powtórek na VAR-ze.
Po około godzinie meczu była kolejna przerwa, ale tym razem nie na sprawy sędziowskie czy pozbieranie się po urazie, a z powodu zadymienia stadionu. Czas pracował na korzyść Katowiczan, którzy przybliżali się do zwycięstwa. Tylko jednak do czasu.
Górnik nie zwątpił w poprawienie wyniku i postawił na swoim w 75. minucie. Kacper Urbański strzelił na 1:1 z rzutu karnego. Piłkarz, powoływany do reprezentacji Polski, trafił w okienko. Jedenastka została przyznana gospodarzom w dużym zamieszaniu za faul Arkadiusza Jędrycha.
Górnik strzelił na 2:1, zanim przeciwnicy pozbierali się po poprzednim golu. Tym razem za pokonanie Gabriela Kobylaka odpowiadał obrońca Josema. Hiszpan był w polu karnym, a dośrodkowanie po krótkim rozegraniu rzutu rożnego trafiło do niego po kilkakrotnej przebitce.
Tym razem było aż 12 doliczonych minut i także w nich padały bramki. GKS doprowadził do remisu 2:2 strzałem najskuteczniejszego na boisku Ilji Szkurina. Napastnik dostał podanie od króla asyst Bartosza Nowaka i przymierzył głową w narożnik bramki po oderwaniu się od obrońców Górnika. Działo się, kibice byli na huśtawce emocji.
Koniec emocji? Absolutnie nie! GKS pozostał na połowie przeciwnika, atakował do końca i to on strzelił gola na 3:2 zdecydowanie ponad dwie godziny po rozpoczęciu meczu. Ilja Szkurin został absolutnym bohaterem Śląskiego Klasyka. Skompletował hat-tricka na miarę komplet punktów.
sport.interia.pl – Szalone derby w Ekstraklasie. Sześć goli, jeden skasowany. Koniec złotej passy
Górnik Zabrze przegrał 2:3 z GKS-em Katowice w niebywale emocjonujących derbach Górnego Śląska. Absolutnym bohaterem spotkania okazał się napastnik gości Ilja Szkurin, autor trzech bramek. Dwie z nich zdobył już w doliczonym czasie gry, spektakularnie odwracając losy spotkania. Od dzisiaj w Ekstraklasie nie ma już drużyny z kompletem punktów na koncie.
Aż do dzisiaj Górnik pozostawał jedyną drużyną Ekstraklasy z kompletem punktów na koncie. W sporej mierze wynikało to zapewne z faktu, że do tej pory rozegrał jedynie trzy spotkania. Derbowa konfrontacja z „Gieksą” miała prolongować dobrą passę Zabrzan – wierzyli w to mocno stali bywalcy obiektu przy Roosevelta.
W przypadku kolejnej wygranej gospodarze zrównaliby się punktami z liderującą Legią Warszawa. Goście mieli inny cel – odskoczyć od strefy spadkowej i po raz pierwszy nie wrócić z wyjazdu z niczym.
Katowiczanie potrzebowali niespełna kwadransa, by otworzyć wynik spotkania. Do kapitalnego podania z głębi pola wyszedł idealnie Eman Marković, ale nie zdołał skutecznie sfinalizować natarcia. Po jego uderzeniu Philipp Schulze odbił piłkę, ale wobec dobitki Ilji Szkurina był już bezradny.
Po stracie gola Zabrzanie uzyskali zdecydowaną przewagę. Zdominowali przebieg spotkania, ale w żaden sposób nie potrafili tego przełożyć na bramkę wyrównującą. Ekipa z Katowic broniła się efektywnie i czysto – w tej części gry arbiter nie sięgnął po kartkę.
W końcówce pierwszej połowy trener Rafał Górak musiał przeprowadzić w zespole przyjezdnych zmianę. Kontuzjowanego Borję Galana zastąpił Mateusz Wdowiak. Do gwizdka na przerwę pozostawało pięć minut.
Właśnie wtedy futbolówka znalazła się w bramce Górnika po raz drugi. Po analizie VAR gol Erika Jirki nie został jednak uznany. Arbiter dopatrzył się ofsajdu.
Wydawało się, że losy spotkania odwróciły się na dobre, gdy do końcowego gwizdka pozostawał kwadrans. Drużyna Michala Gasparika zdobyła wtedy dwie bramki w kilkadziesiąt sekund. Zaczęło się od rzutu karnego podyktowanego za faul Arkadiusza Jędrycha. Do piłki podszedł Kacper Urbański i okazał się niezawodnym egzekutorem.
Chwilę później po krótko rozegranym rzucie rożnym w polu karnym GKS-u mocno się zakotłowało. Najlepiej odnalazł się w tym zamieszaniu Josema. Uderzył przytomnie z bliska i było już 2:1!
Z powodu incydentów pirotechnicznych, które wymusiły przerwanie gry w drugiej połowie, sędzia doliczył aż 12 minut. Już w pierwszej Szkurin trafił do siatki po raz drugi tego dnia i mieliśmy remis. Asystą w tej akcji popisał się niezawodny Bartosz Nowak.
Podział punktów? Nie tym razem. W samej końcówce Szkurin jeszcze raz przymierzył idealnie głową i ostatecznie zrobiło się 2:3! Górnik nie wygrał w lidze po raz pierwszy w tym sezonie. Tym sposobem w Ekstraklasie nie ma już drużyny ze stuprocentowym dorobkiem punktowym.
gol24.pl – Wielki GKS Katowice, wielki Szkurin! Górnik pokonany w Śląskim Klasyku
Śląski Klasyk stał na kosmicznym poziomie i trzymał w napięciu do samego końca. Padło aż pięć bramek! Ostatecznie Górnik Zabrze przegrał pierwszy raz w nowym sezonie PKO Ekstraklasy, chociaż potrafił w 77 sekund odwrócić wynik. Trzy punkty z Roosevelta w epickim stylu zabrał GKS Katowice, zwyciężając 3:2. Wszystkie trzy bramki zdobył Ilja Szkurin.
74:37 i 75:54 – telebim wskazywał właśnie te minuty, gdy Górnik odwrócił wynik. Zespół Michala Gasparika zaliczył piorunujący fragment drugiej odsłony. Najpierw do remisu z rzutu karnego doprowadził Kacper Urbański, a zaraz potem prowadzenie dał Josema, strzelając z okolicy szesnastki.
Obie strony miały swoje argumenty. GieKSa objęła pierwszy raz prowadzenie jeszcze przed przerwą, gdy okazji nie przepuścił Ilja Szkurin. Białorusin niesamowicie urósł ostatnio u trenera Rafała Góraka, o czym Górnik najboleśniej przekonał się w doliczonym czasie. Ale o tym za chwilę.
Gra trwała grubo ponad 100 minut, ponieważ ultrasi zadymili stadion. Erikowi Janży, kapitanowi Górnika, poświęcili wspaniałą sektorówkę. – Symbol lojalności – napisali o Słoweńcu, któremu stuknęło właśnie siedem nieprzerwanych lat w klubie.
Ten mecz miał wspaniałą dramaturgię. Gdy wydawało się, że GieKSa jest na kolanach i nie podniesie się po 77 sekundach Górnika, wtedy znów dał o sobie znać Szkurin. Po jego uderzeniach głową Katowiczanie odwrócili mecz!
To pierwsza porażka Górnika u siebie poprzedzona trzema zwycięstwami w tym sezonie. GieKSa wygrała pierwszy raz na wyjeździe. Też ma dziewięć punktów i właśnie – przynajmniej na chwilę – wskoczył na podium.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze