Felietony Piłka nożna
Asekuranctwo nie popłaca
Przed meczem wszem i wobec ogłaszałem, że gorzej niż w zeszłym sezonie na stadionie Górnika być nie może. Teraz mogę powiedzieć, że w życiu pewne są tylko trzy rzeczy: śmierć, podatki i to, że wszelkie przewidywania w piłce można o kant dupy roztrzaść. W najgorszych snach nie spodziewałem się, że moje słowa się nie ziszczą. Bo o ile rok temu przyjeżdżaliśmy na Roosevelta w roli beniaminka, Górnik nas napoczął szybko, no i faktycznie byliśmy dość bezradni, to mogę powiedzieć, że wtedy byliśmy… tylko bezradni. Trudno.
Wczoraj natomiast to nie była tylko bezradność, to była jakaś antyteza piłki nożnej. Wolałem tamte 0:3. Może mam zakrzywione spojrzenie. Bo wtedy też wyszliśmy jacyś przestraszeni, też niewiele mieliśmy do powiedzenia na boisku. Ale jakoś było łatwiej. A wczoraj? Nie było nic. A najgorsze jest to, że z każdą minutą ta degrengolada się pogłębiała – piłkarska i mentalna. Do tego stopnia, że – choć nigdy tak nie mam – myśli mi zaczęły gdzieś odpływać, chciałem już robić coś innego, bo po prostu nasz zespół wyglądał tak, jakby nie był już zainteresowany udziałem w tym meczu. Totalne poddanie się, biała flaga. Dla zmyłki w końcówce podeszli pod bramkę przeciwnika, Kuusk i Gruszkowski otarli poprzeczkę i „spojek” od zewnętrznej strony. To jednak tylko zaciemnia obraz.
Od początku można było odnieść wrażenie, że GKS jest jakiś niemrawy, znów przestraszony ogromnej, jak na polskie warunki, publiczności. Choć nie było jeszcze takiej tragedii od razu. Nawet raz prawie wyszliśmy sam na sam, ale Adrian Błąd fatalnie przyjmował piłkę. Gdzieś tam, coś próbował Galan, mieliśmy jakieś auty. Zagrożenia jednak nie było żadnego, a raczej skupialiśmy się na rozgrywaniu piłki od tyłu. Górnik najwidoczniej to zauważył, bo zaczął wietrzyć szansę na swoje okazje bramkowe. W defensywie też to nie wyglądało jakoś tragicznie, choć ta niska obrona niepokoiła. Za bardzo zapraszaliśmy zabrzan i środek ciężkości tego meczu niebezpiecznie przesuwał się pod nasze pole karne. Nie na zasadzie szturmu gospodarzy i zamknięcia naszej drużyny w szesnastce. Tylko tego, że jak będziemy sobie tak pykać, ryzyko, że coś się wydarzy wzrastało.
No i wydarzyło się. Trener mówi, że pierwsza bramka to strata w środku boiska – no tak, Galan zagrywa według mnie niezbyt bezpieczne podanie do Kowalczyka, mocne, takie z ryzykiem straty i rywal przejmuje piłkę. Nadal jednak nie mogę zrozumieć tego krycia na radar w naszym polu karnym. Naprawdę nie trzeba iść na raz, ale (głosem Tomasza Hajty) „podejdź pod tego przeciwnika, wsadź nogę, wygarnij”. Galan tylko patrzył na Ousmane Sowa, a ten z uśmiechem na twarzy miał całą przestrzeń w środku (!) pola karnego, żeby wycofać futbolówkę na szesnastkę. Zawodnicy będący w jej obrębie, jak Kowalczyk i Łukasiak, też mieli jakiś opóźniony zapłon, bo zamiast od razu lecieć do szesnastego metra, obracali się jakby mieli nogi z ołowiu. I znów dostaliśmy gonga w końcówce połowy i jest to już bardzo irytujące, że nie możemy dotrwać do przerwy z zerem po stronie strat.
No ale dobra. Trudno. Znów trzeba odrabiać, ale była nadzieja, że w drugiej połowie – nie mogąc już grać tak defensywnie – GKS ruszy do przodu. Płonne były to oczekiwania. Na dodatek straciliśmy kuriozalną bramkę. Nie – nie mam na myśli tej trzeciej. Mówię o drugim golu. Nie rozumiem, po prostu nie rozumiem, co zrobili nasi obrońcy. Powtórzę – to jest kuriozum, że mamy dokładnie na linii pola bramkowego i to praktycznie w świetle bramki trzech piłkarzy, a jednocześnie jedyny przeciwnik – również na linii „piątki” – ma tak dużo miejsca i jest kompletnie niepilnowany. Absurdalna sytuacja. Liseth dostał dośrodkowanie i strzelił na luzaku bramkę głową.
Wyglądało to bardzo źle. Samobójczy gol Kuuska był tylko symbolicznym podsumowaniem tego żenującego spotkania, choć i tutaj padliśmy ofiarą tego naszego czasem przesadnego rozgrywania od tyłu. Zresztą w tym meczu to rozgrywanie i tak bywało bez sensu, bo poklepaliśmy jakiś czas tylko po to, by posłać lagę do przodu. To już lepiej od razu tę „lagę na Adamika” posłać bez tego bawienia się, grożącego stratą.
Strasznie dużo miejsca Górnik miał na skrzydłach – i to nie tylko dlatego, że szalał Janża i spółka. Piłkarzy GieKSy po prostu tam nieraz nie było. Nie wiem, gdzie byli. Zniknęli. Jak byłem mały i mama robiła mi omleta, to czasem ten omlet tak rósł, że wychodził z patelni. Żartowaliśmy wtedy z mamą, że „omlet idzie do sklepu”. Jakoś tak mi się ten omlet przypomniał, gdy po raz kolejny nie widziałem naszych obrońców przy Słoweńcu.
Swoją drogą taką bramkę jak Marten Kuusk strzelił niejaki Damian Garbacik z 10 lat temu. Ciekawe czy to pamiętacie – to był mecz z Wigrami Suwałki na Bukowej. Statystyka nieciekawa, bo takie gole są absolutną rzadkością i większość drużyn na świecie NIGDY takiej nie straciła. A my w ciągu dekady dwa razy. To tak jak dwa razy nam strzelił gola bramkarz, podczas gdy wiele drużyn nie miała takiej sytuacji. Ale to jest GieKSa.
W drugiej połowie nie istnieliśmy. Naprawdę żal było patrzeć, jak mentalnie męczą się nasi piłkarze, a Górnik z wiatrem w żaglach bawi się grą. Nawet wprowadzony, debiutujący Jesse Bosch chyba do końca nie wiedział co się dzieje. W każdym razie dostosował się do reszty. A Aleksander Buksa był bezradny totalnie i tak jak Maciej Rosołek na Legii, tak i tutaj nie przypomniał się kibicom swojej byłej drużyny. Choć oddajmy, że tutaj naprawdę miał ciężko. I Adam Zrelak był w tym meczu kompletnie bezradny.
Dlaczego nie mogliśmy zagrać tak jak na Legii? Odważnie, z pazurem, z zębem? Czyżby trauma z zeszłego roku z Górnikiem była tak duża, że trenerzy zdecydowali się na tak asekuracyjną taktykę? Trener Górak twierdzi, że mieli swój sposób na ten mecz i na to, żeby okazje sobie stwarzać. No ale jeśli to nie błąd trenerski, to znaczy, że zawodnicy totalnie dali ciała, bo nie było – poza tymi pierwszymi minutami – widać tego, że są jakoś zainteresowani atakiem. Naprawdę nie przystoi tak się prezentować w ekstraklasie.
Zapytałem trenera o to „asekuranctwo”. Szkoleniowiec mówi, że rzeczywiście z boku to długie rozgrywanie akcji mogło sprawiać takie wrażenie, ale celem było jak najlepsze przygotowanie akcji do przeniesienia piłki w pobliże pola karnego rywala. Tylko jeśli faktycznie zawodnicy tak muszą „dopieszczać” akcje, żeby zagrać – jak rozumiem – super precyzyjną i celną piłkę, to znów zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem nie są oni za bardzo przestraszeni, że popełnią błąd. Rozumiem intencję trenera, ale zadaję sobie pytanie – ile takich akcji można w meczu z silnym rywalem rozegrać. Dwie? Trzy? A jeśli tak, to czy można liczyć, że z tego od razu będzie bramka? Trener mówi, że właśnie taką akcją był moment, gdy Adrian Błąd na początku meczu dostał piłkę i gdyby lepiej się zabrał to by z 40 metrów leciał sam na sam. Przyznam, że nie potrafię sobie tego absolutnie wyobrazić. Przecież Adrian z Arką miał kilometr przewagi nad przeciwnikiem w analogicznej sytuacji, a i tak dał się dogonić. Z całym szacunkiem, ale lata już nie te i jak mam sobie przypomnieć jakiegoś jego gola w podobnej sytuacji, to mam jeden typ – gol dla Zagłębia Lubin w wygranym 5:0 meczu przy Bukowej. Tylko że to też było z 10 lat temu…
Nie istniał dziś Bartosz Nowak, którego tak przecież wychwalałem po Arce. Kacper Łukasiak znów popełniał fatalne błędy i był przestraszony. Adrian – delikatnie mówiąc – ostatnio nie jest w szczytach formy. Borja Galan też jest kompletnie nieefektywny. Jego próby na skrzydłach, a to co robili przeciwnicy, to niebo, a ziemia. A cała obrona była dziś do tarcia chrzanu.
Spytałem też trenera o te nieszczęsne mecze wyjazdowe. Wiosną był z tym problem, teraz jest mega problem. Jak na razie w trzech delegacjach straciliśmy dziewięć bramek, a strzeliliśmy tylko jedną. Wyniki 0:3, 1:3 i 0:3 są fatalne i jeśli nie zmienimy czegoś na wyjazdach to będziemy dostawać bęcki non stop. Nadal zadziwia mnie w piłce tak duża dysproporcja pomiędzy meczami na wyjeździe i u siebie, jednak w porównaniu z tym, co było kiedyś – nie jest ona już tak wielka. W naszym przypadku natomiast nadal tak to wygląda.
Rozumiem, że trzeba czasem obrać inną taktykę. Jednak dlaczego nie mogliśmy choć trochę zagrać tak jak z Arką – mówię o intensywności, pressingu, który przecież dał nam kapitalne zwycięstwo, tego już nie jestem w stanie pojąć. Wydawało się, że idziemy w górę od meczu z Legią, a tu nastąpił gong i najgorszy mecz w sezonie, a kto wie, czy nie od awansu do ekstraklasy. Mówię „choć trochę”, nie chodzi mi o wymianę ciosów. Ale żeby przynajmniej było przyzwoicie.
Okej, ponarzekaliśmy. Teraz słowo w stronę niektórych kibiców. Uważam, że głupotą jest znów mówienie, że jesteśmy murowanym kandydatem do spadku. Głupotą dlatego, bo już wiele razy w zeszłym, a nawet już w obecnym sezonie, GKS grał słabe mecze i wydawało się, że jesteśmy w kryzysie lub zagnieździmy się w dole tabeli, a jednak za każdym razem się wygrzebywaliśmy. Nawet właśnie po meczach z Widzewem i Legią, gdy wydawało się, że będzie bardzo ciężko, przyszedł kapitalny mecz z Arką. Rok temu po Górniku była kapitalna Pogoń i Puszcza. Nie ma więc co skakać ze skrajności w skrajność, bo tydzień temu już była euforia, czego to w lidze możemy nie zwojować. A teraz znów lamenty o „pewnym spadku”.
Niemniej sytuacja GieKSy ciągle jest niedobra. Znów znaleźliśmy się w strefie spadkowej i naprawdę trzeba pilnować swojego miejsca w tabeli. Najlepiej by było oczywiście wyskoczyć gdzieś pięć punktów nad kreskę, ale na razie to byłby scenariusz idealny i jest bardzo odległy. Teraz musimy pracować nad tym, by po prostu nad kreską się znaleźć, względnie na granicy. Najgorsze co mogłoby być, to zadomowić się w strefie spadkowej na wiele kolejek.
Czeka nas ultraważny mecz z Radomiakiem, by na przerwę reprezentacyjną „schodzić” ze względnym spokojem. Ale do tego niezbędne będzie zwycięstwo. Radomiak jak najbardziej jest w naszym zasięgu – po początkowym rozpędzie piłkarze z Radomia lekko spuchli i nie ma co przed nimi panikować, choć na pewno jest to lepsza drużyna niż w poprzednim sezonie. Trzeba się solidnie przygotować do meczu i wyjść mentalnie tak jak na Arkę – wtedy naprawdę może być dobrze.
Jak rok temu w Zabrzu ekstraklasa dała nam po dupie, tak dała i teraz, choć teraz bardziej na własne życzenie. Nie ma co jednak płakać. Stało się. Teraz trzeba wstać, otrzepać się z kurzu i ruszać dalej. Wiele jest jeszcze w tej lidze do ugrania. Tylko nie róbmy już w portki przed żadną drużyną, bo swoje atuty mamy i można je z większą odwagą wykorzystywać. Czasem się dostanie po łbie, ale przynajmniej nie będzie niesmaku. A zwiększymy swoje szanse na pozytywny rezultat. Wszystko z głową, ale odważniej.
I słówko do Martena Kuuska. Choć tak jak napisałem rzadko, ale to się zdarza w piłce. Nie przejmuj się, tylko przekuj to na coraz lepszą grę. Trzymamy kciuki!
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Afera
24 sierpnia 2025 at 09:30
Naprawdę słaby szpil, napiszę w podpunktach moje spostrzeżenia kibica który ogląda wszystkie mecze GieKSy przed telewizorem z racji stałego pobytu za granicą Polski.1)A.Błąd będzie bardziej przydatny drużynie od 70 min niech wejdzie na te 20 min plus doliczony czas i niech zasuwa,za Adriana od początku M.Wędrychowski.2)K.Gruszkowski sory ale wypożyczenie 80%piłek nie dochodzi do adresata a większość jest przeczytana przez przeciwników.3)B.Galan chłop się stara ok ale to jest poziom zmiennika z ławki,a dla B.Galana dla podniesienia poziomu i konkurencji potrzeba transferu dobrego wachadłowego.4)A.Jędrych,A.Czerwiński,M.Kowalczyk,A.Zrelak,B.Nowak M.Wasielewski,Klemenz ok.5)D.Kudła po tylu gongach jakie chłop dostał dałbym mu odpocząć psychicznie w następnym meczu,nich pokarze swój warsztat Strączek.6)K.Łukasiak za elektryczny za mało piłek otwierających za dużo strat,tu bym chciał zobaczyć od początku J.Boscha.7)M.Kuusk,nie wygląda to najgorzej ale brakuje tu takiego cwaniactwa przepchnięcia przeciwnika agresywnej gry,dałbym się pokazać A.Paluszkowi.8)R.Górak wyjdzie z tego obronną ręką jestem o to spokojny tylko więcej odwagi.Cała GieKSa razem💪💪💪
Afera
24 sierpnia 2025 at 09:34
Naprawdę słaby szpil, napiszę w podpunktach moje spostrzeżenia kibica który ogląda wszystkie mecze GieKSy przed telewizorem z racji stałego pobytu za granicą Polski.1)A.Błąd będzie bardziej przydatny drużynie od 70 min niech wejdzie na te 20 min plus doliczony czas i niech zasuwa,za Adriana od początku M.Wędrychowski.2)K.Gruszkowski sory ale wypożyczenie 80%piłek nie dochodzi do adresata a większość jest przeczytana przez przeciwników.3)B.Galan chłop się stara ok ale to jest poziom zmiennika z ławki,a dla B.Galana dla podniesienia poziomu i konkurencji potrzeba transferu dobrego wachadłowego.4)A.Jędrych,A.Czerwiński,M.Kowalczyk,A.Zrelak,B.Nowak M.Wasielewski,Klemenz ok.5)D.Kudła po tylu gongach jakie chłop dostał dałbym mu odpocząć psychicznie w następnym meczu,nich pokarze swój warsztat Strączek.6)K.Łukasiak za elektryczny za mało piłek otwierających za dużo strat,tu bym chciał zobaczyć od początku J.Boscha.7)M.Kuusk,nie wygląda to najgorzej ale brakuje tu takiego cwaniactwa przepchnięcia przeciwnika agresywnej gry,dałbym się pokazać A.Paluszkowi.8)R.Górak wyjdzie z tego obronną ręką jestem o to spokojny tylko więcej odwagi
Afera
24 sierpnia 2025 at 09:37
Naprawdę słaby szpil, napiszę w podpunktach moje spostrzeżenia kibica który ogląda wszystkie mecze GieKSy przed telewizorem z racji stałego pobytu za granicą Polski.1)A.Błąd będzie bardziej przydatny drużynie od 70 min niech wejdzie na te 20 min plus doliczony czas i niech zasuwa,za Adriana od początku M.Wędrychowski.2)K.Gruszkowski sory ale wypożyczenie 80%piłek nie dochodzi do adresata a większość jest przeczytana przez przeciwników.3)B.Galan chłop się stara ok ale to jest poziom zmiennika z ławki,a dla B.Galana dla podniesienia poziomu i konkurencji potrzeba transferu dobrego wachadłowego.4)A.Jędrych,A.Czerwiński,M.Kowalczyk,A.Zrelak,B.Nowak M.Wasielewski,Klemenz ok.5)D.Kudła po tylu gongach jakie chłop dostał dałbym mu odpocząć psychicznie w następnym meczu,nich pokarze swój warsztat Strączek.6)K.Łukasiak za elektryczny za mało piłek otwierających za dużo strat,tu bym chciał zobaczyć od początku J.Boscha.7)M.Kuusk,nie wygląda to najgorzej ale brakuje tu takiego cwaniactwa przepchnięcia przeciwnika agresywnej gry,dałbym się pokazać A.Paluszkowi.8)R.Górak wyjdzie z tego obronną ręką jestem o to spokojny tylko więcej odwagi.Cała GieKSa razem💪💪
Afera
24 sierpnia 2025 at 09:39
Naprawdę słaby szpil, napiszę w podpunktach moje spostrzeżenia kibica który ogląda wszystkie mecze GieKSy przed telewizorem z racji stałego pobytu za granicą Polski.1)A.Błąd będzie bardziej przydatny drużynie od 70 min niech wejdzie na te 20 min plus doliczony czas i niech zasuwa,za Adriana od początku M.Wędrychowski.2)K.Gruszkowski sory ale wypożyczenie 80%piłek nie dochodzi do adresata a większość jest przeczytana przez przeciwników.3)B.Galan chłop się stara ok ale to jest poziom zmiennika z ławki,a dla B.Galana dla podniesienia poziomu i konkurencji potrzeba transferu dobrego wachadłowego.4)A.Jędrych,A.Czerwiński,M.Kowalczyk,A.Zrelak,B.Nowak M.Wasielewski,Klemenz ok.5)D.Kudła po tylu gongach jakie chłop dostał dałbym mu odpocząć psychicznie w następnym meczu,nich pokarze swój warsztat Strączek.6)K.Łukasiak za elektryczny za mało piłek otwierających za dużo strat,tu bym chciał zobaczyć od początku J.Boscha.
Afera
24 sierpnia 2025 at 10:02
Słaby szpil, napiszę w podpunktach moje spostrzeżenia kibica który ogląda wszystkie mecze GieKSy przed telewizorem.1)A.Błąd będzie bardziej przydatny drużynie od 70 min niech wejdzie na te 20 min i niech zasuwa,za Adriana od początku M.Wędrychowski.2)K.Gruszkowski sory ale wypożyczenie 80%piłek nie dochodzi do adresata a większość jest przeczytana przez przeciwników.3)B.Galan chłop się stara ok ale to jest poziom zmiennika z ławki,a dla B.Galana dla podniesienia poziomu i konkurencji potrzeba transferu dobrego wachadłowego.4)A.Jędrych,A.Czerwiński,M.Kowalczyk,A.Zrelak,B.Nowak M.Wasielewski,Klemenz ok.5)D.Kudła po tylu gongach jakie chłop dostał dałbym mu odpocząć psychicznie w następnym meczu,nich pokarze swój warsztat Strączek.6)K.Łukasiak za elektryczny za mało piłek otwierających za dużo strat,tu bym chciał zobaczyć od początku J.Boscha.7)M.Kuusk,nie wygląda to najgorzej ale brakuje tu takiego cwaniactwa przepchnięcia przeciwnika agresywnej gry,dałbym się pokazać A.Paluszkowi.8)R.Górak wyjdzie z tego obronną ręką jestem o to spokojny tylko więcej odwagi.
Irishman
24 sierpnia 2025 at 20:33
Świetne podsumowanie.
Nigdy więcej takiej GieKSy! NIGDY!!!