Piłka nożna
ALARM! Spadek zagląda nam w oczy!
Patrząc z perspektywy niecałej doby na wczorajszy mecz z Wigrami, muszę użyć kilku słów kluczy. Po pierwsze – szok. Po drugie – bezradność.
Nie wiem szczerze mówiąc, jak mogło do tego dojść, a jednocześnie wiem. Wiem, bo przecież kibicuję GieKSie już wiele lat i wiele, wiele razy, gdy wydawało się, że to już, że to ten moment, w którym nadchodzi sukces, że to ten czas, kiedy w końcu zbudowała się dojrzała drużyna… ZAWSZE kończyło się to kolejnym ciosem w twarz na otrzeźwienie. Naprawdę, w kilku ostatnich latach – zawsze! Tak więc, to co wydarzyło się wczoraj nie powinno mnie w najmniejszym stopniu szokować, ani dziwić. A jednak… tym razem miało być inaczej.
Przeżyłem szok. Bo naprawdę jeszcze wczoraj rano miałem w sobie sporo optymizmu, wyniki sparingów jak na nasz klub były bardzo dobre, masa strzelonych bramek i niewiele straconych. Nowi, którzy przyszli, spisywali się porządnie w obronie, strzelali też bramki, a ci uśpieni – również się rozstrzelali. Do tego Suwałki – teren dla nas bardzo dobry i targana wiecznymi problemami ekipa Wigier. Wiadomo – liga jest jaka jest i to nie było tak, że zwycięstwo jest pewne, osiągniemy je z palcem w nosie i pojedziemy dalej. Liczyłem się z tym, że możemy stracić punkty, możemy zremisować lub przegrać. Ale…
Nie o wynik tu się rozchodzi. Chodzi o postawę zespołu w tym pojedynku. W meczu o sześć punktów, który powoduje, że albo możemy złapać kontakt z przeciwnikiem, albo uciec może on nam tak, że dogonienie będzie go bardzo trudne. I w takim meczu wychodzi jedenastka GieKSy (a potem rezerwowi) i rozgrywa tak żenujący mecz, jeden z najgorszych w ostatnich latach. Poza pierwszym kwadransem, kiedy wydawało się, że coś sensownego może się zdarzyć (stuprocentowa sytuacja Błąda), potem z każdą minutą było coraz gorzej, coraz gorzej, aż do zadawania sobie pytania „co oni do diabła robili przez 3 miesiące?” i jeszcze jednego „co oni robili przez całą swoją karierę?”.
Szczęściem kibiców, którzy nie byli w Suwałkach jest to, że nie musieli tego paździerza oglądać. Druga połowa to był pokaz dla wszystkich adeptów światowego futbolu, jak nie należy grać w piłkę. Dziesiątki strat, nawet w najprostszych sytuacjach. Najprostsze podanie na kilka metrów do krytego (albo i nie) partnera stanowiło sufit możliwości. Nie można im odmówić chęci – bo te mieli. Ale po raz kolejny – w temacie umiejętności – okazało się, że trafia do nas resztka towaru z rynku transferowego, taka, której już nikt za bardzo nie chce. I mimo, że w sparingach ta drużyna (stara i nowa) potrafiła osiągać świetne wyniki, to w ligowej weryfikacji z kompletnym przeciętniakiem, pokazała, że mogą to być za wysokie progi.
Nie będę tutaj – po jednym meczu – skreślał tej ekipy z walki o utrzymanie, ale poziom mojej wiary w powodzenie tej misji znacząco spadł. Tak, pisałem w felietonie przedmeczowym, że ewentualną porażkę trzeba przyjąć na spokojnie i się nie gorączkować. Problem w tym, że styl tej porażki, to jest prawdziwa klęska i nad tym niestety do porządku dziennego przejść się nie da. Z taką grą, jak w Suwałkach, nie wygramy ani jednego meczu. Będzie problem z osiągnięciem remisów. Tak, żenująca postawa rodem z najgorszych meczów ostatnich lat, była dla mnie szokiem. Takim, który przeżywam regularnie… od lat.
Dlaczego odczuwam bezradność? Bo obawiam się, mając wspomniane doświadczenie, że ten pierwszy mecz to zapowiedź tego, co będzie nas w tej rundzie czekać. Absolutnie nie mam odczucia, że to był jakiś tam „wypadek przy pracy”. Bo wypadek przy pracy może spowodować kiepski wynik, ale nie to, że praktycznie wszyscy zawodnicy zapominają, jak się prosto kopie piłkę, jak się sensownie ustawia na boisku i jaki jest cel tego, że wyszli na ten trawnik.
Odczuwam bezradność, bo mimo, że wszczynałem alarm milion razy – za Brzęczka czy za Paszulewicza – to w klubie na mnie pomstowali, na konferencjach i w wywiadach pieprzyli trzy po trzy, a ostatecznie OCZYWIŚCIE okazywało się, że ten mój alarm był uzasadniony. To ja byłem problemem dla piłkarzy, bo pisałem prawdę. W mocnych słowach. A prawda oczy kole…
Problem w tym, że podobne obserwacje od lat mają kibicie i również dają temu wyraz. Jedynie w gabinetach standardowo klapki na oczach i udawanie, że wszystko jest ładnie pięknie i działanie na zasadzie tych wszystkich dyrdymałów wygłaszanych przez piłkarzy i trenerów „musimy przeanalizować wszystkie błędy i w następnym meczu powalczymy o trzy punkty”.
Mam właśnie teraz zgryz, bo trener Dudek – tak jak pisałem ostatnio – wydawało mi się, że się ogarnął. Jednak wypowiedź na konferencji była powrotem do lania wody, a kuriozalny wywiad Tymoteusza Puchacza dla GieKSaTV pokazał jedynie tyle, że wszyscy dziennikarze zajmujący się GieKSą powinni zrezygnować z wywiadów z piłkarzami, bo otwierając usta tylko wkurzają i tak już wkurzonych kibiców.
No i właśnie, czy trener Dudek zna przyczynę tego, co się wydarzyło wczoraj? Czy w ogóle widzi rozdźwięk pomiędzy sparingami, a ligą? Czy czuje, że ta liga naprawdę będzie krótka (wbrew dyrdymałom innego trenera – Ariela Jakubowskiego, że jednak będzie długa) i wymyka się spod kontroli? Na te pytania odpowiedzi nie znamy.
Chcę tylko wierzyć, że trener Dudek po wczorajszym meczu odczuł naprawdę wielki niepokój, że widmo spadku zamiast się oddalić, przybliżyło się. To właśnie Dariusz Dudek MUSI wiedzieć i MUSI to przekazać w żołnierskich słowach piłkarzom. Bo ten spadek naprawdę teraz i jeszcze w obliczu spotkania z Rakowem – zaczyna nam coraz poważniej zagrażać i to co wydawało się abstrakcją – teraz może okazać się rzeczywistością.
Mam obawę, że tak jak w przypadku „walki” o awans Brzęczka i Paszulewicza, tak i teraz nic się z tym nie zrobi, tylko dalej się będzie słodko pieprzyć, że jest jeszcze sporo meczów, że znamy swoje błędy, znamy swoją wartość itd. Potem zacznie się matematyka, jak za Brzęczka i na koniec palnięcie od niechcenia „widocznie w tym sezonie nie byliśmy gotowi na awans” czy „biorę to na klatę”. Szkoda tylko, że – jak zawsze – wszystko odbywa się kosztem kibiców.
Nie mam teraz żadnych pomysłów, by zmienić trenera czy piłkarzy. Chcę wierzyć, że moja wiara w Dudka ma podstawy i jeszcze w to wierzę. Ale już jest to zaufanie dużo bardziej ograniczone – po tym gongu z dnia wczorajszego, kiedy zobaczyłem, że od jesieni NIC się nie zmieniło.
Naprawdę, trudno mi ogarnąć, jak można było w tak ważnym meczu odstawić taką żenadę…
Natomiast pisałem przy okazji Brzęczka, że czas wziąć się do roboty, czas pokazać jaja na boisku. Przy Paszulewiczu tych złudzeń się pozbyłem szybko, bo rozgrywka wyglądała tak, jakby nie odbyła się na boisku. Teraz mam nadzieję, że w klubie wszczęto alarm. I ten alarm jest głośny i najbardziej czerwony, jak tylko się da.
Jeśli tego alarmu nie ma i porażka w takim stylu została potraktowana jako zwykła część trudnego pierwszoligowego sezonu – to spadniemy. Z wielkim hukiem i zgrzytaniem zębów. Kibiców, bo czy komukolwiek innemu na tym klubie zależy?
OGARNIJCIE SIĘ! SPARINGI SIĘ SKOŃCZYŁY, A W LIDZE POWTÓRZYLIŚCIE NAJGORSZE, CO POKAZYWALIŚCIE JESIENIĄ!
DO ROBOTY!
Felietony Piłka nożna
Niezłomność i perełki
Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.
Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.
Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.
Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.
Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.
Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.
Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.
Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.
Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.
Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.
Trenerze Urban. Ty wiesz co.
Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.
Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.
Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.
Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.
Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.
W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.
W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.
No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.
W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.
Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

wiesiek
4 marca 2019 at 15:18
Od dziś podobno wzieli sie do roboty. Jestem spokojny.
Mecza
4 marca 2019 at 15:46
„co oni do diabła robili przez 3 miesiące?” Jak to co? Ciężko pracowali jak żaden inny zespół w lidze. Czekam na oceny, meczu nie widziałem ale zakładam że taki Wawrzyniak zagrał słabo. Ta liga jest mega słaba, piłkarze mega słabi a jedyni którzy się w tej lidze liczą to kluby i piłkarze na dorobku. Ci co już się nagrali w ekstraklasie nie będą wzmocnieniem. Nie ma co generalizować ale większość tak. Przerabiamy to od lat. Tak jak w ekstraklasie nie ma skautingu bo lepiej brać szrot z zagranicy bo jest kasa tak w GKS łatwiej wziąć szrot z ekstraklasy bo jest kasa ale aby znaleźć wartościowych, nieznanych zawodników to już się nikt nie potrafi.
Roh
4 marca 2019 at 17:05
Ludzie tu nie kopacze sa winni tylko dzialacze. Kiedy wreszcie to zrozumiecie. Ktos nen szrot sciagnol
Luki
4 marca 2019 at 18:15
W co wy wierzycie??? Ten sezon pokazuje że w klubie jeśli chodzi o piłkę nożną w męskim wydaniu trzeba zrobić twardy reset ale to mega twardy reset.
Działaczy na czele z Bartnikiem wywalić i wziąć ludzi którzy na tym się znają i wreszcie postawić jak tutaj „Mecza” mówi na młodych graczy z akademii i z niżych lig a ten cały szrot z Rzoncą Wawrzyniakiem Jędrychem i tym podobnym trzeba wywalić bo im po prostu się nie chce grać i to widać z każdym meczem. Bo po co mają grać skoro kasa z miasta leci, wycieczki do Turcji mają, a w zamian trochę sobie potruchtają. Dlatego tak jak kiedyś mówiłem tak dalej podnoszę że w tym klubie aby coś zaczęło się dobrego dziać to musi być prywatny inwestor który ich wszystkich za ryj złapie i będzie wymagał a jak nie będą chcieli to do widzenia bo nikt o zdrowych zmysłach kaj kasę włoży nie będzie trzymał darmozjadów.
Tomek
4 marca 2019 at 18:23
ale Kosa przecież mówił że GKS nie spadnie !kosa kłamałeś ???!
Robson
4 marca 2019 at 19:10
Ja zwykle Shellu świetny artykuł piszesz to co my starzy kibice mamy w głowach. Mam nadzieję że nasi piłkarze to przeczytają wezmą sobie do serca i pokarzą to na boisku w sobotę !
KaTe
4 marca 2019 at 19:27
Dudek ma teraz minę jak Patryk Jaki po wyborach w Warszawie.
I jakoś nie potrafię uwierzyć, że potrafi to wszystko ogarnąć. I kupę (dobre słowo!) piłkarzy zamienić w zespół.
Jak można było kapitanem zrobić Wawrzyniaka, zanim rozegrał w Gieksie 10 meczy???
No i jak teraz posadzić kapitana na ławie?
A w sobotę, za kartki nie zagrają Tabiś i Woźniak… Czyżby comeback naszego „ulubieńca” Lisowskiego?
Oberschlesien
4 marca 2019 at 19:43
jak by to pedziol Kwicol….kuniec pitolenia panowie o kopaczach z gowna bata nie ukrecimy….teraz najwazniejszy mecz w hokeju z bardzo niewygodnymi pucybutami od smierdzieli…pelna mobilizacja ,satelita voll pod hala kibice i doping na calego ,zeby cala Koszuta slyszala i szyba drzaly!!! NASI HOKEISCI TO NASZ POWOD DO DUMY A NIE TE NEDZNE …..pilkarzyki Do boju Giekso do boju marsz….wszyscy na hokej
Władi
4 marca 2019 at 21:46
Niestety, to kara za zagranie przeciwko Górniczej Solidarności… Spuszczenie Łęcznej musiało się tak skończyć. Teraz poleci i GKS. Żal patrzeć na to co oni grają…
Dziadek
4 marca 2019 at 21:55
Niestety ten spadek jest realny. A jeżeli nie spadniemy, to tylko dlatego że inni odwalą coś jeszcze gorszego niż my, choć to sobie ciężko wyobrazić. No ale czego chcecie skoro pierwsze skrzypce grają w drużynie ci, których nikt gdzie indziej nie chciał. Wawrzyniak jest cieniem siebie sprzed lat, a nowe „gwiazdy” czyli Rzonca i Dejmek przez ostatnie pół roku prawie nie grali. A już zupełnym strzałem w stopę było zwolnienie Paszulewicza i zatrudnienie tego błazna. Gdy kiedyś widziałem na youtube jak motywuje do walki Zagłębie, to myślałem że odpłynę ze śmiechu, zresztą nawet tam mówią, że ich awans to nie zasługa Dudka a dobrej paki pilkarzy. Gość ma znajomości w UM i sobie wychodził tę robotę (to wiem na 100%), szkoda, bo więcej niż Paszulewicz nie zrobił (a nie daliśmy Paszulewiczowi dokończyć jego projektu), efektu miotły nie było (bo Dudek miotłą nie jest) i żadnej koncepcji u niego nie widać.
Rob
5 marca 2019 at 12:35
Zwolnienie Paszulewicz było Wielbłądem.
Pamiętacie mecz z Wigrami z poprzedniej rundy???
Będzie ciężko się utrzymać
Eda67
5 marca 2019 at 13:43
No Panowie jeżeli już tęsknicie za Paszulewiczem to jest naprawdę źle. O ile mi wiadomo to ciągle aktualny jest kontakt z p.Mandryszem. Wystarczy powiedzieć Sorry i Wróć! Tylko czy z takim materiałem ludzkim jest na świecie trener który by sobie poradził? Tu by nawet Guardiola ostatnie kudły stracił.
kris
5 marca 2019 at 13:52
Moim skromnym zdaniem to ktos powinien w koncu stworzyc im jakis system premiowy. Nie chodzi mi tutaj o 2000zl wiecej od wygranego meczu. Za 4 mecze w miesiacu =12pkt najwyzsza premia, miedzy 12 a 6 mniejsza, ponizej 6pkt – NAJNIŻSZA KRAJOWA!!! Najlepiej to powinni bez kasy chodzic ale to niestety nielegalne. Dla nich to jest normalna robota a nie robiac nic zarabiaja kokosy i tym samym okradaja miasto z kasy a kibicow z marzen, nerwow i nie wiem czego jeszcze bo brak mi slow juz na ta kopanine.
Robson
5 marca 2019 at 14:17
Dziadek co Ty pierdolisz ?!
Zwolnienie Paszulewicz było jak najbardziej zasadne szkoda że tak późno !
To był najgorszy trener w historii GieKSy !
Dudek jeszcze ma szansę się wykazać i ja w niego wierzę! Nie wierzę już niestety w połowę grajków i póki czas i okienko transferowe otwarte coś trzeba zmienić choć jednego dobrego napastnika kupić by Marchewka miał się od kogo uczyć bo to nasza przyszłość a Śpiączka i Woźniak nic już dobrego nie pokażą w naszym Kochanym Klubie.
Dexter
5 marca 2019 at 16:27
Do Robson
Okienko transferowe się zamknęło w dniu 1 marca. Teraz ino możemy sprowadzać zawodników bez kontraktu.
Robson
6 marca 2019 at 16:58
zgadza się Dexter zapomniałem bo kiedyś zaczynaliśmy dużo wcześniej i pamiętałem że okienko było jeszcze do końca miesiąca.
Stary
7 marca 2019 at 15:25
Guia Gourouli podczas wywiadu z T. Pikulem o chęci pomocy GKS w obecnej sytuacji:
„Zaproponowałem kilku, moim zdaniem, ciekawych piłkarzy. Rozmawiałem o nich z prezesem, trenerem i dyrektorem sportowym i mówiłem żeby ich sprawdzili. Nie byli specjalnie zainteresowani, choć powiedziałem, że w momencie podpisania ewentualnych kontraktów ja nie chcę żadnej prowizji, co ich zdziwiło.”
Komentarz chyba zbędny, „lepiej już było”…