Felietony Piłka nożna
Trenerski żywot
Życie trenera piłki nożnej nie jest usłane różami. Presja tak samo go dotyka jak piłkarzy, a być może nawet bardziej. Dlatego nie każdy może zostać dobrym szkoleniowcem, bo do tego trzeba mieć nie tylko odpowiedni warsztat, ale przede wszystkim twardy charakter. Nie jest łatwo dyrygować i odpowiadać za kilkunastu dorosłych przecież ludzi, z których każdy ma swoje problemy, charaktery i ambicje. Wielu już było znakomitych niegdyś graczy, którzy w roli szkoleniowców polegli z kretesem. Trudno jednak postawić jednoznaczną diagnozę, czy lepszy jest trener były piłkarz, czy może ktoś, kto w piłkę czynnie nie grał wcale lub słabo. Myślę, że gdybyśmy zaczęli dogłębną analizę tego zagadnienia, wyszedłby nam status quo. Czy istnieje przepis, recepta na bycie dobrym trenerem? Myślę, że nie. Trener albo ma to „coś” i radzi sobie w tym trudnym zawodzie, albo dostaje kilka szans i wypada z karuzeli na zawsze. Jeśli ma dużo samozaparcia i wiary w siebie, zaczyna wszystko od nowa z niższego pułapu. Nie trudno o przykłady trenerów, którzy święcili mniejsze lub większe sukcesy choćby w ekstraklasie, a dziś odbudowują się po klęsce, w 2. lidze (Wieczorek, Motyka, Kasperczyk). Bo trener jest odpowiedzialny za wszystko!
Odpowiedzialność. To jest właśnie słowo klucz w pracy szkoleniowca. Bo czy odpowiedzialność za wyniki zespołu rozkłada się równo między piłkarzy i trenerów? Nie. Jak często słyszymy o zwolnieniu zawodnika ze względu na niezadowalające poczynania na boisku? Rzadko lub wcale. Szkoleniowców natomiast zmienia się jak rękawiczki, często kilku w trakcie jednego sezonu. Piłkarz podpisuje kontrakt na 2, 3 lata i gra, a że słabo? Trudno. Posadzi się delikwenta na 3. mecze na ławce ewentualnie przesunie na tydzień do rezerw i tyle. Trener podpisuje kontrakt na 6. lat, a za miesiąc go nie ma, bo przegrał 3. mecze z rzędu. Wtedy nikt nie zawraca sobie głowy tym, że wart 3. miliony złotych napastnik pan X, nie strzelił gola od 38. spotkań, a do tego nie wykorzystał karnego i trzech sytuacji sam na sam z bramkarzem. Wina jest po stronie szkoleniowca, bo źle delikwenta przygotował. Trener ma ciężki żywot, bo zawsze jest na niego, mimo że po boisku biegają przepłaceni milionerzy w krótkich spodenkach. Zdarza, się rzecz jasna, że gołym okiem widać, że coach to debil, ale mimo wszystko liczba niesprawiedliwych zwolnień czy pretensji do trenerów jest większa. Słyszy się też o takich wydarzeniach, jak zwalnianie trenera przez piłkarzy, poprzez dajmy na to podkładanie się rywalom. Jeśli to prawda, a z całą pewnością w kilkunastu przypadkach tak, to kara dla takich graczy powinna być okrutnie bolesna. Ale nie jest. W ogóle jej nie ma. Moja diagnoza – sprawiedliwość nie dotyczy szkoleniowców oni o tym sformułowaniu powinni zapomnieć.
Drugim zagadnieniem, które chciałbym poruszyć w temacie trenerów piłkarskich jest tak zwana praca długoterminowa. Oczywiście wszyscy znają przypadki Sir Alexa czy Guya Roux, którzy w swoich zespołach przepracowali setki lat. To są jednak wyjątkowe sytuacje. Nie tylko w Polsce powszechnie stosowane jest częste zmienianie sterników. Pytanie czy to ma sens? Oczywiście, jeżeli ktoś pracuje w klubie 2,3 lata, a potem zostaje zwolniony lub sam odchodzi, bo np. dostał lepszą ofertę, to jest rzecz normalna i zrozumiała. Jeśli natomiast w klubie trener zmienia się, co rundę, albo 2 razy w rundzie to jest to idiotyzm. Ten, który przychodzi go zastąpić w 98% przypadkach, nie jest w niczym lepszy, ale jest nowy i wszyscy się cieszą, bo zaczynają z czystą kartoteką. Niestety efekt nowej miotły często nie działa wcale lub jest lekiem o bardzo krótkim terminie działania. Polscy prezesi powinni wreszcie zrozumieć, że nie mają w kim wybierać, jeśli chodzi o szkoleniowców i po prostu dać popracować dłużej tym, którym powierzyli zespół wierząc w jego warsztat. Nie ma czegoś takiego jak polska myśl szkoleniowa. To bzdura. Jaki Polski trener gdzieś się wybił czegoś dokonał w ostatnich 20 latach? Sukcesy w raczkującym na przełomie XX i XXI wieku futbolu cypryjskim się nie liczą. Dziś, kiedy liga cypryjska (o zgrozo!!) bije naszą T-mobilną ekstraklasę na głowę, nikt tam się nie dopomina o „polską myśl szkoleniową”. To taka sama bzdura jak „polska szkoła bramkarzy”.
Dziś w Polsce efekty przynosi spokojna praca długofalowa. Przykłady widać gołym okiem. Co się działo z Ruchem, jak był tam Fornalik? Wszyscy widzieliśmy. Co się dzieje, kiedy odszedł? 3. miejsce od końca w lidze i 9. goli wbitych w sparingu przez mocarzy z Żiliny. Nawałka w Górniku, to kolejny przykład wart uwagi. Spokojne budowanie zespołu w oparciu o ciężką pracę i młodych głodnych sukcesu piłkarzy. Efekt to walka o europejskie puchary, 3 reprezentantów kraju, piłkarz na turniej mistrzostw czarnego lądu oraz milionowy transfer Milika do Bayeru. Gdzie są niestabilni Wiślacy czy bogate Zagłębie Lubin? Gdzieś tam w dole tabeli.
Jeżeli wyciągniemy z tego odpowiednie wnioski dla siebie, to już wkrótce należy się spodziewać stabilnej i coraz silniejszej GieKSy trenera Góraka. Może gdyby nie letnie zawirowania, dziś GKS byłby dużo wyżej w tabeli? Trudno powiedzieć. Wiosną będziemy trenera rozliczać trochę ostrzej niż dotychczas, ponieważ teraz ma spokój w czasie przygotowań do rundy. Szkoleniowiec sam powtarza, że w nim oraz jego zawodnikach widać wreszcie wielką motywację i optymizm, że to co robią ma sens, bo w końcu mają czyste umysły i mogą się skupić tylko na tym co do nich należy. Oczekiwania w takim razie muszą wzrosnąć, bo przecież „tu jest GieKSa tu jest presja”. Liczymy więc, że zbliżająca się runda jest pierwszym etapem budowania drużyny zdolnej walczyć o coś więcej niż tylko utrzymanie. Po rundzie przyjdzie natomiast rozliczyć trenera Góraka i tu już wymówek nie będzie. Jeżeli teraz są dobre warunki do przygotowań, to ewentualna krytyka w razie niepowodzenia będzie uzasadniona i sprawiedliwa. Bo pamiętajmy, że oprócz prezesa i piłkarzy jest jeszcze jedno gremium przyznające sobie prawo do zwolnienia szkoleniowca. Jesteśmy to my! Kibice.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

magnatwafel
20 stycznia 2013 at 18:14
Chciałbym by trenerowi (wcale nie musi to być Górak)dano 5 lat czasu wiem że to duzo ale dlaczego w polsce po góra 2 latach nie powodzeń zwalnia sie trenera.Naszemu trenerowi życze mimo wszystko powodzenia i oby te”moje” 5 lat wytrzymał i kto wie zagrał w extraklasie o cos wiecej niż…własnie niz byc albo nie być to cały czas jest stres czy mnie zwolnią dzis czy jutro czy za miesiąc.Taka chora sytuacja wcale nie pomaga.Awansu trenerze i czegoś wiecej czegos co zapewni panu miejsce w sercach kibiców dzialaczy i zawodników!
Mati
20 stycznia 2013 at 22:36
cytat z tekstu „wszyscy znamy Fergusona ale czy przepracował setki lat” bardzo ciekawe nie błaźni się tymi artykułami bo piszesz pierdoły
Marq
21 stycznia 2013 at 00:49
Panie trenerze do boju wierzymy w Ciebie! Wypełnijcie w końcu ten stadion przy Bukowej!!
mózG
21 stycznia 2013 at 04:02
„Oczywiście wszyscy znają przypadki Sir Alexa czy Guya Roux, którzy w swoich zespołach przepracowali setki lat”
setki lat to jednak zdecydowanie za długo 😉
Poruszyłeś ciekawy teamat.
[+]
kibic
22 stycznia 2013 at 12:01
„Mati — 20 stycznia 2013 @ 22:36
cytat z tekstu “wszyscy znamy Fergusona ale czy przepracował setki lat” bardzo ciekawe nie błaźni się tymi artykułami bo piszesz pierdoły”
brakło chłopu cudzysłowia a jedziesz po nim – nie zakumałeś że to przenośnia ???
Tom
23 stycznia 2013 at 04:56
Zgadzam się z wszystkim co napisał Bhoy. Poza ostatnim zdaniem. Prawda, zweryfikujemy pacę Góraka, ale pół roku w spokoju (co jak autor sam zauważył) to zbyt mało na budowę drużyny… (dojdą nowi, młodzi zawodnicy). Być może trzeba poczekać dłużej… Oby nie!