Piłka nożna
Podsumowanie formacji cz.2 – obrońcy
W tym artykule zajmiemy się linią obronną GKS Katowice w rundzie jesiennej sezonu 2012/2013. W tej formacji trener Rafał Górak raczej nie żonglował znacząco piłkarzami, ale kilka kluczowych zmian w trakcie rundy dokonywał – albo bardziej precyzyjnie – szukał optymalnego rozwiązania. Jak w każdym zespole zdarzały się kontuzje i kartki, dlatego też czasem na jeden mecz na daną pozycję wskakiwał ktoś inny. Prześledźmy jak wyglądała formacja defensywna na prawej i lewej obronie oraz na jej środku (autorem statystyk jest Koles1989).
Wyjściowe ustawienia linii obrony wyglądały w poszczególnych meczach następująco:
ŁKS: Farkas, Kamiński, Napierała, Sobotka
Warta: Farkas, Beliancin, Napierała, Kaciczak
Cracovia: Farkas, Beliancin, Napierała, Sobotka
Łęczna: Farkas, Kamiński, Napierała, Sobotka
Kolejarz: Farkas, Kamiński, Napierała, Sobotka
Zawisza: Farkas, Kamiński, Napierała, Sobotka
Nieciecza: Farkas, Kamiński, Napierała, Sobotka
Flota: Czerwiński, Kamiński, Napierała, Kaciczak
Polonia: Czerwiński, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Sandecja: Czerwiński, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Tychy: Czerwiński, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Miedź: Czerwiński, Kaciczak, Napierała, Sobotka
Okocimski: Czerwiński, Kamiński, Napierała, Sobotka
Arka: Farkas, Kamiński, Cholerzyński, Chwalibogowski
Olimpia: Farkas, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Stomil: Farkas, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Dolcan: Farkas, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Prawa obrona:
Po odejściu Tomasza Rzepki (a także jeszcze w trakcie jego pobytu w GKSw poprzednim sezonie) Rafał Górak próbował na tej pozycji kilku zawodników m.in. Kamila Cholerzyńskiego. Kłopoty kadrowe (zakaz transferowy) powodowały jednak, że obsada prawej flanki nastręczała sporo trudności szkoleniowcowi. Kamila widział bowiem bardziej w pomocy, a zawodnik grający w sparingach – Alan Czerwiński – nie mógł jeszcze występować w pierwszoligowym GKS. Przed sezonem był w Katowicach także na treningach Grzegorz Fonfara, który przez wiele sezonów właśnie grał w tej strefie boiska, ale jego też nie można było zakontraktować, a jak pokazała cała runda jesienna – piłkarz w ogóle nie był brany po uwagę w linii defensywnej. Z braku laku szkoleniowiec musiał na prawej obronie więc wystawić Michala Farkasa. Słowak w całym poprzednim sezonie (kiedy grał) nie zaprezentował się dobrze katowickiej publiczności i można było mieć uzasadnione obawy, że tą stroną przeciwnicy ligowi będą przeprowadzać skuteczne ataki. Wiele nie było w tym pomyłki. Już pierwsza kolejka zakończyła się dla naszego stranieri pechowo. Zdobył pierwszą bramkę w tym sezonie przy Bukowej – problem był jednak taki, że była to bramka samobójcza – dla ŁKS Łódź. W ogóle pierwsze mecze były raczej koszmarem tego zawodnika. Popełniał masę błędów w kryciu, przegrywał pojedynki jeden na jeden, dawał się wyprzedzać rywalom i mając tendencje do ruszania do przodu – nie wracał się na czas do akcji defensywnej. Tak wyglądały praktycznie w całości pierwsze cztery kolejki, a jedynym jasnym momentem była asysta przy golu Przemysława Pitrego w meczu z ŁKS. Coś drgnęło na plus w meczu z Kolejarzem w piątej kolejce. Zawodnik przestał popełniać rażące błędy – co prawda nie było fajerwerków, ale już nie musieliśmy tak drżeć, co się za chwilę wydarzy na naszej prawej stronie. Zawodnik próbował też gry ofensywnej z prawym pomocnikiem. Jednak gdy uchwycił dobrą formę, przyplątała się kontuzja i przez kilka kolejek Słowak pauzował.
Na jego miejsce wskoczył Alan Czerwiński, który wcześniej wchodził w dwóch meczach z ławki rezerwowych, ale na pomoc. Pierwszy raz młodzieżowiec pojawił się w wyjściowej jedenastce w Świnoujściu. To był kiepski „debiut” – młodzian nie pomógł zespołowi i miał współudział przy utracie dwóch bramek. Także i kolejne spotkanie – derbowe z Polonią Bytom było bardzo słabe. Natomiast w Nowym Sączu dostosował się do reszty kolegów i rozegrał bardzo dobry mecz. To był jednak jedyny występ na plus w obronie młodego zawodnika. Ponadto notował albo średnie występy, albo słabe – jak choćby z Okocimskim, kiedy przy jednej z bramek krył rywala i nagle w niezrozumiałych okolicznościach od niego odbiegł, a ten strzelił bramkę. Po tym meczu trener zdecydował się na przesunięcie Alana do pomocy i tam spisywał się już dużo lepiej, bo jest to zawodnik z inklinacjami ofensywnymi. O jego poczynaniach w pomocy napiszemy w osobnym artykule.
Gdy Czerwiński grał w obronie Michal Farkas albo nie pojawiał się na boisku, albo wchodził z ławki, ale zastępując któregoś z pomocników. Na cztery kolejki przed końcem wrócił na obronę w wyjazdowym meczu z Arką i trzeba powiedzieć, że był to najlepszy okres Słowaka w GieKSie w ogóle. Właśnie w Gdyni stopował akcje rywali i rozpoczynał nasze akcje ofensywne. Podobnie w dwóch ostatnich meczach na Bukowej oraz w Ząbkach był jednym z najpewniejszych punktów zespołu. Oprócz dobrych interwencji w obronie udzielał się mocno w ofensywie, nie bał się uderzać z dystansu, a w Gdyni był też blisko zaliczenia asysty, gdyby Marcin Pietroń z bardzo dobrej pozycji strzelił gola. Naprawdę zawodnik ugruntował swoją pozycję na prawej obronie i jeśli wiosną będzie się tak spisywał jak ostatnio, można będzie być bardzo zadowolonym, a i na pewno pojawią się aktywa z przodu w postaci bramki czy asysty.
Stoperzy:
Tutaj praktycznie przez całą rundę dominował duet Adrian Napierała – Mateusz Kamiński. Pozycja zwłaszcza Kamińskiego wydawała się wymuszona, gdyż okazało się, że z powodu zawieszenia nie będzie mógł w całej rundzie grać Jacek Kowalczyk, a Jan Beliancin szybko odniósł poważną – jak się okazało – kontuzję. Liczba straconych bramek (25 w 17 meczach) niespecjalnie przemawiała za środkowymi obrońcami, choć przecież oczywiście liczy się gra defensywna całego zespołu. Zasadniczo do wspomnianego duetu nie można się było bardzo przyczepić, ale liczba goli – jakby nie było – wpływa na ich ogólną ocenę. W pewnym momencie wydawało się, że możemy mieć naprawdę rewelacyjną dwójkę – to był mecz z Kolejarzem Stróże, kiedy obaj spisali się świetnie, wyłączyli z gry snajpera Macieja Kowalczyka, dobrze się ustawiali i asekurowali. Podobnie byłoby w Bydgoszczy, gdyby nie taki szczegół jak dwie stracone bramki – Kamiński co prawda zagrał bardzo dobrze, ale Adrian przy drugim golu nie przypilnował linii spalonego (za późno wyszedł do przodu) i podobny błąd przydarzył mu się w końcówce rundy ze Stomilem. Wahania formy obu zawodników były bardzo widoczne – Kamiński po wspomnianych bardzo dobrym meczu w Bydgoszczy potrafił 10 dni później w Świnoujściu zaprezentować się tragicznie. Podobnie Napierała, który zaliczał dobre występy, w innych meczach najzwyczajniej się gubił. Drugim meczem, w którym moglibyśmy w samych superlatywach wypowiadać się o obu piłkarzach jednocześnie to spotkanie z GKS Tychy. Podobnie jak z Kolejarzem – spisali się świetnie. Ogólnie rzecz ujmując Kamiński w przekroju rundy spisywał się odrobinę lepiej niż Napierała – nie dawał się aż tak zwodzić się rywalowi, tak jak czasem się naszemu kapitanowi zdarzało. Na chwilę obecną ta dwójka jest podstawową w naszym zespole, ale rywalizacja zacznie się na dobre gdy do gry wrócą Beliancin i Kowalczyk. Jeśli chodzi o aktywa z przodu to Kamiński strzelił gola z Okocimskim i nie wykorzystał rzutu karnego z ŁKS. Kilka razy w końcówce rundy zapędził się do przodu – i to wcale nie tylko przy rzutach rożnych. Napierała natomiast strzelił dwie bramki – z Wartą Poznań i Flotą Świnoujście. Kilka razy w końcówce, przy niekorzystnym wyniku, był próbowany manewr z Napierałą w ofensywie. Efekt był żaden, po wszystkie długie piłki Adrian zgrywał na aferę w kierunku pola karnego, gdzie najczęściej nie było nikogo. Raz dobrze zgrał piłkę klatką piersiową do partnera i było z tego zagrożenie. Ponadto coś, co kiedyś tam wyszło w meczu ze Stalą Stalowa Wola nie jest i nigdy nie będzie regułą.
Incydentalnie na tej newralgicznej pozycji występowali Damian Kaciczak i Kamil Cholerzyński. Kaciczak grał w spotkaniu z Miedzią Legnica i był wyraźnie zagubiony. Cholerzyński natomiast nieźle spisał się w Gdyni, choć miał swój udział przy straconej bramce. Zdarzało się też, że zastępował któregoś ze stoperów w trakcie meczu np. w ostatniej kolejce jesieni z Dolcanem, kiedy w wyniku urazu boisko musiał opuścić Napierała.
Lewa obrona:
Pozycja, która była zdecydowanie największym bólem głowy trenera, jak i kibiców. Dość powiedzieć, że wedle słów szkoleniowca Bartłomiej Chwalibogowski, który grał tam w kilku ostatnich kolejkach, był trzecim zawodnikiem na tę pozycję. Sezon rozpoczęliśmy z Bartoszem Sobotką. Ten zawodnik to chyba największy zawód rundy. Piłkarz, który tak dobrze się zapowiadał rok temu, systematycznie obniżał loty aż popadł w piłkarską przeciętność. Pamiętamy wszyscy nie tylko jego dobrą grę w destrukcji, ale także znakomite dośrodkowania – czy to z akcji, czy stałych fragmentów gry, które to wrzutki nieraz zamieniały się w groźne strzały. W rundzie jesiennej mieliśmy cień zawodnika. W zasadzie nawet ciężko go winić za jakieś koszmarne błędy, bo takowych nie miał – bywały natomiast błędy w ustawieniu, brakowało jakichś interwencji, z jego strony były przeprowadzane ataki rywali. Kompletnie bez ikry – zaliczył kilka poprawnych występów, ale ogólnie było słabo. Zauważył to trener Górak i po meczu z Niecieczą odstawił zawodnika od pierwszej jedenastki, a w pewnym momencie nawet zesłał do rezerw. Na stałe piłkarz już do wyjściowej jedenastki nie wrócił, ale dostał swoją szansę – w spotkaniach z Miedzią i Okocimskim (w obu był zdejmowany w trakcie meczu). Trener szukał mu także pozycji w pomocy, gdzie kilka razy przez pewien okres meczu mógł się zaprezentować. Ostatni raz mieliśmy okazję zawodnika widzieć w końcówce meczu ze Stomilem i trzeba powiedzieć, że w tym spotkaniu pokazał się z dobrej strony.
Piłkarzem, który od środka rundy grał na lewej obronie był niespodziewanie Bartłomiej Chwalibogowski. Wiele osób uważa – i słusznie – że jest to zawodnik ofensywny i dużo bardziej przydałby się z przodu. Przez większą część występów na tej pozycji był mocno zagubiony w defensywie, nie wiedział, jak się ustawić, jak pokryć przeciwnika, dawał się wymanewrować rywalom. W destrukcji nie odnotował wielkich sukcesów. Kulała też gra w ofensywie – nie był tak efektywny, jak czasem nas do tego przyzwyczaił. Dużo lepiej spisuje się na pomocy, choć w tej rundzie akurat i tam nie było z jego strony fajerwerków. Po jego błędach – choćby w samej końcówce rundy – ze Stomilem i Dolcanem padały gole dla przeciwników. Bartłomiej jest zawodnikiem szybkim, potrafi być może najlepiej w naszej drużynie wygrać na szybkości pojedynek 1 na 1 i te atuty co prawda można wykorzystywać będąc bocznym obrońcą, ale Bartek ma tendencje do niewracania się na swoją pozycję po szybszym ataku. Ogólnie słabiutka runda zawodnika.
Na lewej obronie grał też Damian Kaciczak, ale do niego trener nie ma zaufania, bo dał mu dwa razy szansę i po jednym meczu znów wracał na ławkę. Damian nie bierze odpowiedzialności za wydarzenia boiskowe najczęściej kryjąc… na radar. Tak właśnie pilnował Tomasza Magdziarza z Warty i nie zrobił nic, aby uniemożliwić strzał z dystansu rywalowi. W meczu z Flotą jak na tak mocnego oponenta spisał się nieźle, ale GKS stracił trzy bramki i niezłe wrażenie nie wystarczyło, aby trener wystawił go w kolejnym meczu.
Podsumowanie:
Można powiedzieć, że w końcówce rundy wykrystalizowała się linia obrony, choć wymaga ona wzmocnień zwłaszcza na lewej stronie. Tam trójka Sobotka-Kaciczak-Chwalibogowski nie zapewniała w rundzie jesiennej bezpieczeństwa i była dobrym korytarzem, którym przeciwnicy mogli szarżować w nasze pole karne. Na prawej stronie po bardzo słabym początku swoje miejsce znalazł Michal Farkas i wygląda na to, że wraca na prostą. Jeśli utrzyma formę z końcówki rundy to jest pewniakiem do podstawowej jedenastki. Na środku obrony obecny duet Napierała-Kamiński będzie musiał walczyć o miejsce w składzie gdy wrócą Jan Beliancin czy Jacek Kowalczyk. Nasi stoperzy grają poprawnie, ale nie gwarantują mniejszej ilości straconych bramek, a o to chyba chodzi wszystkim, którym GieKSa leży na sercu. Dlatego można spodziewać się na środku roszad, ale przydałyby się jakieś znaczące wzmocnienia na tę pozycję.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

silva
6 grudnia 2012 at 19:36
Pelna mobilizacja na jastrzebie !!