Felietony Piłka nożna
[FELIETON KIBICA] „Paszulewicz OUT!”?
Po nieudanym początku bieżącego sezonu rozpoczęła się gorąca dyskusja na temat tego, czy trener Paszulewicz powinien odejść. Po raz kolejny odbywa się sąd nad trenerem tak, jak kiedyś choćby nad Górakiem, Moskalem, Skowronkiem, Brzęczkiem i innymi. Zapewne jednak dziś wielu z nas, którzy ich (łącznie ze mną) krytykowali, zastanawia się, czy nie byli wówczas zbyt radykalni w swoich ocenach. No i w takim razie, co z tym Paszulewiczem?
GieKSa już ponad 11 lat występuje na zapleczu ekstraklasy. W tym czasie naszą drużynę prowadziło 14 szkoleniowców (nie licząc tymczasowych), więc jak łatwo policzyć, średni czas pracy trenera w GieKSie to nieco ponad 9 miesięcy. Najdłużej pracowali w niej Jerzy Brzęczek 20 miesięcy oraz Rafał Górak ponad dwa lata. I co ciekawe, to zbudowane przez nich drużyny zajmowały najlepsze pozycje wyjściowe po rundzie jesiennej do ataku na ekstraklasę. Oczywiście to prowadzona już nie przez Góraka, a przez Kazimierza Moskala ekipa znalazła się w czubie tabeli jesienią 2013 roku, ale przecież zbudował ją jego poprzednik. Niestety w obydwu przypadkach dorobek ten został z różnych powodów roztrwoniony w rundach wiosennych, ale nie można zaprzeczyć, że w 2013 i jesienią 2016 roku dysponowaliśmy prawdopodobnie potencjalnie najsilniejszymi drużynami na przestrzeni tych minionych 11 lat w I lidze i że zostały one zbudowane w procesie żmudnej, wielomiesięcznej selekcji, przez trenerów, którym dano na to czas. Można więc zadać sobie pytanie, czy w przypadku innych trenerów nie dawaliśmy im za mało czasu na wykazanie się, że mieliśmy w stosunku do nich nierealne oczekiwania, aby zrobili awans NATYCHMIAST po zatrudnieniu w Katowicach, a jak nie to WON!? Kuriozum moim zdaniem było na przykład wyrzucenie po zaledwie pół roku pracy trenera Mandrysza i to w sytuacji gdy, pomimo kilku bardzo bolesnych potknięć, wydawało się, że zaczyna naszą drużyną jakoś układać. Cóż, nowy dyrektor klubu miał inną wizję budowy drużyny, a i kibice zniecierpliwieni brakiem NATYCHMIASTOWYCH wyników, w większości z radością pożegnali trenera Mandrysza. Czy słusznie? My w Katowicach ciągle, tęsknimy do trenera Nawałki, który trafił nam się jak „szóstka” w totka, a możliwe, że wtedy jemu GieKSa też! Pewnie niewielu z nas jednak pamięta, jakie były początki pracy w naszym klubie pana Adama. Pierwsze zwycięstwo odniósł dopiero w czwartym meczu, po trzech wcześniejszych porażkach, a rundę jesienną zakończył z bilansem: 1 zwycięstwo, 1 remis, sześć porażek (w tym jedna walkowerem). A więc kto wie, czy gdyby klub było na to stać, nie pożegnano by i jego? Na szczęście tak się nie stało i po kilku odważnych zmianach w kadrze, a przede wszystkim po dobrze przepracowanej zimie, staliśmy się rycerzami wiosny, ratując naszą egzystencję.
No ale zostawmy już historię. Pół roku temu klub postawił na Jacka Paszulewicza i początkowo, gdy drużyna błyskawicznie odrabiała dystans dzielący nas od czołówki, wydawało się, że to była decyzja na miarę tej, gdy zatrudniano u nas trenera Nawałkę. Skończyło się niestety jak zwykle, ale można się zastanowić, czy to była wina trenera, czy może raczej tego, że nie znalazł on właściwych wykonawców wśród zawodników, których zastał na Bukowej? Może więc to raczej szefostwu klubu zabrakło minionej zimy tej odwagi, którą miał w sobie m.in. prezes Furtok, gdy w grudniu 2008 roku pożegnaliśmy „gwiazdorów” niespełniających pokładanych w nich nadziei?
Obecnie szkoleniowiec GieKSy ma już ten komfort, że mógł sobie ułożyć drużynę według własnego uznania. Niestety z drugiej strony, w związku z krótką, letnią przerwą nie miał tyle czasu na przygotowanie drużyny, ile miał go zimą. W efekcie część pracy trzeba wykonywać podczas toczących się rozgrywek ligowych. I tu nawet nie chodzi o zgrywanie drużyny, o wypracowanie jakichś schematów, ale wręcz o coś podstawowego, co powinno zostać przeprowadzone już dawno, czyli o zwykłą selekcję zawodników z kadry, która ciągle się zmienia. I moim zdaniem jest to poważny błąd, bo lepiej mieć na boisku zgrany, dobrze rozumiejący się zespół, niż zlepek piłkarzy, nawet o potencjalnie znacznie wyższych umiejętnościach. Sobotnie derby były tego najlepszym przykładem! Najgorsze jest to, że my nie uczymy się na błędach. Dalibor Volas też dołączył do drużyny bardzo późno, po czym całymi tygodniami dochodził do optymalnej formy, a dzisiaj już go u nas nie ma. No ale czy takie, strategiczne błędy polegające na tym, że bardzo późno kontraktujemy zawodników, obciążają trenera? Myślę, że szkoleniowiec chciałby mieć jak najwcześniej do dyspozycji KOMPLETNĄ drużynę, więc odpowiedzialność za taką politykę transferową spada raczej na ludzi, którzy ją prowadzą.
Inna sprawa, że tych nowo pozyskanych piłkarzy też można było bardziej umiejętnie wprowadzać do gry, nie rzucać od razu na głęboką wodę, tak jak to trener uczynił z Woźniakiem, Wawrzyniakiem, Anonem czy wcześniej z Kupcem, bo odpowiedniej jakości i tak nie dali, a tylko zniechęcili do siebie kibiców. Takie decyzje szkoleniowca skłaniają część z nas do twierdzenia, że nie ma on odpowiedniego warsztatu, wystarczającego doświadczenia, aby pracować w klubie z takimi aspiracjami jak GieKSa. Być może, bo to przecież młody człowiek, dopiero na dorobku, ale za to mający bardzo ciekawy pomysł na drużynę, na jej styl. Skoro więc postawiliśmy na kogoś takiego, to trzeba poczekać, aby zobaczyć co z tego będzie, zanim zawyrokujemy, że ten „eksperyment” nie udał się. Tym bardziej, że właśnie dobrał sobie odpowiednich według niego wykonawców do realizacji swojej wizji. Przecież tym wszystkim szkoleniowcom, o których dziś się mówi w kontekście GieKSy, też ktoś kiedyś dał szansę, gdy byli takimi właśnie trenerami na dorobku i oni też popełniali błędy, tak samo, jak dziś Jacek Paszulewicz, zanim wypłynęli. A dodatkowo trzeba zauważyć, że podjął się on wyjątkowo trudnego zadania. Przecież chyba wszyscy mieli świadomość, że drużyna po ubiegłym sezonie wymaga ogromnych zmian! To znaczy wymagała już ich znacznie wcześniej, ale dopiero teraz znalazł się ktoś odważny, aby je przeprowadzić. No tylko, że wielu z tych, którzy domagali się tych zmian, jest teraz nagle zaskoczonych, że prezentujemy się się gorzej, na tle innych ekip, w których do aż takiej rewolucji nie doszło. Niestety drużyna po tylu zmianach (KTÓRE CIĄGLE JESZCZE SIĘ DOKONUJĄ) musi się dopiero stworzyć, a czasu na to nie miał zbyt dużo. Chcieliśmy (słusznie) tej rewolucji w szatni, to ją dostaliśmy, ale nie można jednocześnie mieć ciastko i zjeść ciastko.
Dlatego uważam, że póki co powinniśmy skończyć gadanie o awansie, zostawić to frustrujące liczenie strat punktów do rywali, bo może to nie ma już sensu (???) i dać spokojnie pracować trenerowi z piłkarzami, co najmniej do końca rundy jesiennej, a może nawet do końca sezonu. Bo co da zmiana szkoleniowca poza tym, że kilku z nas będzie miało lepsze samopoczucie? Czy nowy trener, który dostanie drużynę przygotowaną i ułożona pod poprzednika, spowoduje, że ona zacznie z miejsca seryjnie punktować? Nie, to już prędzej ten obecny może do tego doprowadzić, a jak nie to sezon prawdopodobnie może być już stracony. Może więc zróbmy coś odwrotnego, od tego, co robiliśmy, gnijąc w tej p….. I lidze 11 lat i dajmy trenerowi zaufanie, pomimo że wyniki do tego nie zachęcają? Skoro bez efektu próbowaliśmy już wszystkiego innego, to może to jest właśnie to, czego potrzeba naszej GieKSie?
Irishman
Felietony kibiców to nowa seria, którą wprowadziliśmy na stronę GieKSa.pl. Nasz portal tworzą oczywiście sami trójkolorowi fani, ale gdy stają się członkami redakcji, to może umyka im zwykły głos trybun. Dlatego w tym sezonie wyszliśmy z taką inicjatywą i każdy z Was może zmieścić tutaj tekst – wystarczy wysłać do nas maila na gieksainfo[at]gmail.com. Teksty najlepiej przesyłać do nas w Wordzie w formacie .doc lub .docx. Zastrzegamy sobie prawo poprawiania, skracania lub niepublikowania, ale… jeszcze nam się to nie zdarzyło. Robimy jedynie delikatną korektę. Felietony docelowo chcemy publikować w każdą środę, w którą nie gra GieKSa.pl. Optymalnie byłoby, abyście swoje teksty nadsyłali do nas do poniedziałku wieczora. Jeśli ich treść jest ponadczasowa, to może to być dowolnie wybrany dzień.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Irishman
29 sierpnia 2018 at 09:30
Dzięki za zamieszczenie felietonu.
Poza piłkarzami sprowadzanymi za Paszulewicza, można by dodać także przykłady zaciągu Mandrysza czy nawet sprowadzenie Lebedyńskiego za Brzeczka, na potwierdzenie faktu, że późne kontraktowania piłkarzy, nawet bardzo dobrych rzadko podnosi jakość drużyny. Ewentualnie w długiej perspektywie ale na pewno nie od razu!
Mecza
29 sierpnia 2018 at 10:08
Sprowadzanie zawodników w ogóle powinno się odbywać zgodnie ze strategią klubu a nie w myśl schematu, że trener ściąga „swoich znajomych” To przed zatrudnieniem szkoleniowca powinno być od razu zasygnalizowane mu, albo się godzi albo dziękujemy. Wydaje mi się, że to ostatnie okienko wpisuje się w jakąś przemyślaną strategię, mam tu na myśli transfery młodych,głodnych z niższych lig.
Mecza
29 sierpnia 2018 at 10:57
Co do trenera, tak jak pisałem wcześniej. Jeśli strata po rundzie jesiennej do 2 miejsca nie będzie wynosiła więcej niż 5pkt będę zadowolony. Jeśli przegrają kolejne 3 mecze (w sumie 5 z rzędu) to podobnie jak Shellu myślę, że zapali się czerwona lampka i trzeba będzie podjąć decyzje a na pewno Bartnik musi trafnie ocenić co się dzieje, my jesteśmy za daleko.
Irishman
29 sierpnia 2018 at 12:41
@Mecza, no właśnie ja nie wiem jak to jest z tą strategia klubu? Do pewnego momentu to było w miarę przemyślane i dobrze rokowało na przyszłość. I nagle sprawdzamy Anona, który zdaje się, że ma spore braki w przygotowaniu fizycznym, to samo Wawrzyniak, który sam o tym mówi… Ani to nie jest spójne z odmłodzeniem drużyny, ani tym bardziej z tym co mówił w czerwcu trener, że skoro przerwa jest krótka, to on chce piłkarzy gotowych na już do gry.
Jeszcze tylko brakuje tego Artura never-ending-story Siemaszko, który leczy kontuzje.
Tak więc wyglądało to na początku fajnie, a teraz zaczyna trochę przypominać to co się działo za Mandrysza rok temu.
Ale ja tez nie chcę zrzędzić, że to wszystko jest złe i bez sensu, bo ci nowo pozyskani piłkarze pewnie będą Z CZASEM wzmocnieniem drużyny. Tak samo jak ci sprowadzeni rok temu przez Mandrysza też pod koniec rundy już lepiej wyglądali. Ale właśnie trzeba im dać czas, a nie nerwowo wrzucać do składu, czy biadolić, że mamy TAKIE NAZWISKA, a nie ma wyników.
A co do weryfikacji trenera, to pełna zgoda. Koniec rundy, chyba, że wydarzyłaby się po drodze jakaś katastrofa.8u58
Mecza
29 sierpnia 2018 at 13:24
Faktycznie mi też Anon i Wawrzyniak nie pasują do koncepcji. Sprowadzając z dalekiej Hiszpanii gościa to on powinien wchodzić, grać i się wyróżniać a nie brać kogoś i go prowadzić jak 20latka z 4ligii polskiej. Prędzej kontrakt mu się skończy niż zaskoczy z takim podejściem. To jest taki Vabank wydaje się. Ja byłem też za tym aby pół rundy spokojnie pograł Kupec. Jak sobie nie radzi na początku to dać do pomocy kogoś kto go będzie wspierał z tej strony.
PanGoroli
29 sierpnia 2018 at 13:47
I tu zataczamy koło – ten skład, to może być petarda! To jest wymarzony 'materiał’ dla gościa, który jest wygą w trenerskim fachu. Pewnych rzeczy nie nauczą żadne podręczniki, żadne szkolenia, kursy. Nawałka u nas wystrzelił, a pmiętacie u kogo stażował? Ja też chcę wierzyć, ze mamy świetnego trenera. Ale ja w tej chwili nie widzę niczego, co by przemiawiało za tym, ze Paszulewicz takim jest. Chętnie się dowiem o takich, bo nie należe do takich, dla których im gorzej, tym lepiej. Jednak w tej chwili znane są mi jedynie fakty, które muszą niepokoić.
I przytaczacie przykłady Brzęczka, Mandrysza. Ale umówmy się – w tej chwili Paszulewicz, to nie ta sama liga trenerska. Myślę, że on mógłby być rewelacyjnym drugim trenerem. Zbierać doświadczenie pracując z drugą drużyną, albo podformacjami. Odbudowywać ich fizycznie i mentalnie. Sądzę, ze do taskiej roli w tej chwili nadaje się idealnie. Bo czy rzeczywiście mamy czas do końca sezonu? A co, jak nie czołówka, ale cała liga nam ucieknie? I ewentualny nowy trener rozpocznie pracę z nożem na gardle?
Mecza
29 sierpnia 2018 at 14:00
Nawałka ok, ale on najpierw musiał pokory się nauczyć bo był zbyt profesjonalny i restrykcyjny do piłkarzy (widzicie podobieństwo?)On spuścił Zagłębie Lubin do drugiej ligi. Podobne podejście zbyt idealistyczne miał Hajto, karierę skończył trenerską już. Nawałka przy Leo nauczył się, że oprócz warsztatu trzeba być człowiekiem, motywatorem. @PanGoroli, jakoś nie wierzę w trening mentalny naszego trenera. Czy on kiedyś kogoś pochwalił? powiedział dobre słowo? Może się kryje z tym i to też jest metoda ale wyrzucając Midzierskiego ze składu gdy mógł zagrać z klubem którego jest wychowankiem i chciał się pokazać przed rodziną, znajomymi – to jest słabe, w żaden sposób nie motywujące. Nie chodziło aby kogoś wrzucać dlatego że rodzina patrzy, Midzierski po prostu zasłużył aby grać w tym meczu.
Mecza
29 sierpnia 2018 at 14:08
Jeszcze słowo o Nawałce. On nie toleruje alkoholu w sporcie. Kiedyś podobno bardzo się wkurzył jak w szatni GKS znalazł puszkę po piwie. Libację alkoholową w reprezentacji odpuścił i nie zrobił z tego awantury publicznej, to jest dowód na jego metamorfozę,dojrzałość trenerską. Nie może być wszystko czarne albo białe, odcień szarości jest wskazany.
PanGoroli
29 sierpnia 2018 at 14:28
Wiesz, akurat z Midzierskim, to jest wiele niejasności. Jego zachowanie podczas wielu meczów, wobec których są podejrzenia, ze były ustawiane, w wielu spośród tych meczów to on był jednym z głównych 'architektów’ porażek. Samobóje, szokująco niezdarne interwencje, itp. Podczas akcji sprzątania szamba z szatni był on dla mnie osobiście 100% pewniakiem, że będzie w wylatującej grupie. Można snuć domysły, dlaczego jednak się utrzymał. Może w jakiś sposób się zakulisowo częściowo zrehabilitował, będąc pomocny w czyszczeniu szatni? To tylko spekulacja. Nie chciałbym nikogo skrzywdzić podejrzeniami. Faktem jest, że szokujące jest, że jednak ktoś z taką 'przeszłością’ jest nadal kapitanem. Rozumiem, ze dostaje szanse na boisku, by szorowaniem dupą po murawie 'odkupić grzechy’, jeśli ma jakieś na sumieniu. Dlatego to akurat mogę zrozumieć, że zabrakło zaufania, by go na ostatni mecz wpuścić
Irishman
29 sierpnia 2018 at 22:04
@Pan Goroli, ja nie zamierzam „umierać” za Paszulewicza. On też mnie czasem wkurza i nie wiem co może osiągnąć. Chodzi mi tylko o to, żeby wreszcie skończyć z tą idiotyczną, trenerska karuzelą, która do tej pory nic dobrego nam nie przyniosła.
Piszesz., że Paszulewicz Cię nie przekonuje. A czy przekonywał Cię Nawałka, gdy kończył tą pierwszą swoją (niepełną) rundę u nas z bilansem sześć porażek, jeden remis, jedno zwycięstwo? To co prawda nie jest pierwsza runda Paszulewicza u nas ale moim zdaniem po tylu zmianach to właściwie jakby zaczynał.
Oczywiście gdyby wyniki były dramatyczne złe to trzeba będzie interweniować ale póki co do tego jest daleko.
PanGoroli
29 sierpnia 2018 at 22:36
Z tego co pamiętam, to Nawałka przyszedł do nas podczas kolejnego, dużego kryzysu. Nikt od niego nie oczekiwał natychmiastowych wyników, raczej, by zminializować straty na jesień, przepracować zimę i powalczyć na wiosne. Druzyna przed jego przyjściem byla w fatalnym stanie i nikt nie oczekiwał, że coś się nagle zmieni. Później Nawałka spełnil oczekwiania tak, że już można powiedzieć, że chyba bedzie jedną z gieksiarskich legend. porownajmy ze stanem obecnym. Paszulewicz przychodzi w przerwie sezonowej. Praktycznie nie ma nad kim pracować, jest anarchia i totalny burdel. Więc można powiedzieć, że licznik mu 'bije’ od drugiej przerwy, tego lata. I widzę sporą różnicę – Nawałka z miejsca swoimi dzialaniami i decyzjami zyskał spory autorytet zarówno u kibiców, jak i, co ważne!, u piłkarzy. Nie zapomnę, jak po meczu z jastrzymbiokami mlodzi wyskoczyli 'obskakać’ ich boisko po naszej wygranej, Nawałka wkroczył do akcji i jeden gest ręki wystarczył, by ogarnąć sytuację… Tak więc, bez sensu porównywać cyferki, statystyki. To nie FM.
Mecza
30 sierpnia 2018 at 08:10
@PanGoroli „Paszulewicz przychodzi w przerwie sezonowej. Praktycznie nie ma nad kim pracować, jest anarchia i totalny burdel” Tutaj się z Tobą nie zgodzę. Mandrysz zostawił poukładaną drużynę która zaczęła punktować. Jak przychodził to był totalny burdel i po TYLKO 4 miesiącach poukładał drużynę, że ta skończyła rundę z nadzieję na dobrą wiosnę. Co było później każdy widział. Paszul przyszedł mimo wszystko do poukładanej drużyny z czołówki, wyniki na początku z tą drużyną miał dobre a czym dłużej pracował równia pochyła, do dzisiaj. Mimo wszystko mam nadzieję że Paszul dogra do końca rundy, bo to by oznaczało że zaczęliśmy punktować.
Robson
31 sierpnia 2018 at 01:16
Co Wy za bradnie wypisujecie Paszulewicz musi odejść !
To największa pokraka jaka nas trenowała ! BYłem przeciwny zwalniania Brzęczka również trudno choć dużo łatwiej było mi pożegnać Mandrysza ale dla tego pajaca co nas teraz trenuje nie mam odrobiny litości za jego debilne i przez nikogo nie zrozumiałe decyzje od samego początku!
potf
31 sierpnia 2018 at 12:28
Zgadzam się z tym felietonem w 100%. Czasu, potrzeba czasu. I drużynie i trenerowi. Nawet kosztem tego sezonu.