Piłka nożna Podcasty
[PODCAST] 143 minuty z trenerem Jackiem Paszulewiczem – Trójkolorowy szpil #1
Podcast „Trójkolorowa połowa” już na stałe wszedł do ramówki naszej strony. Tym razem nagraliśmy audycję innego rodzaju – w studio mieliśmy gościa, a całość z założenia miała trwać około 90 minut, stąd nazwa „Trójkolorowy szpil”. Spotkaliśmy się z trenerem Jackiem Paszulewiczem i porozmawialiśmy o minionym sezonie, transferach do i z klubu, rozczarowaniach, szacunku, kibicach, młodzieży oraz o wielu, wielu innych tematach. Całość zajęła nam prawie… 2,5 godziny, a więc jest to taki szpil z dogrywką i karnymi 😉
Błażej, Shellu i kosa, wraz z trenerem Jackiem Paszulewiczem, poruszyli praktycznie wszystkie nurtujące kibiców tematy. Nie zabrakło trudnych pytań, których nie zadałaby żadna inna redakcja. Jesteśmy jednak stroną prowadzoną przez kibiców i przede wszystkim dla kibiców, więc musimy rozmawiać o wszystkim. Szkoleniowiec GieKSy był bardzo chętny do rozmowy, nie uciekał od trudnych pytań, poświęcił nam bardzo dużo czasu i jeszcze raz mu za to dziękujemy. Mamy nadzieję, że i Wam się spodoba. Tradycyjnie prosimy o komentarze oraz pomoc w promocji podcastu – przydadzą się wszystkie udostępnienia, lajki i oceny w aplikacjach, w których nas słuchacie. Odcinek można pobrać na swoje urządzenie klikając tutaj.
Nie martwcie się o podcast „Trójkolorowa połowa”. Będzie nagrywany dalej, przyszły odcinek planujemy w następnym tygodniu. Format „Trójkolorowy szpil” będzie przez nas wykorzystywany rzadziej, ale na pewno chcielibyśmy od czasu do czasu spotkać się z ludźmi z klubu, by móc porozmawiać o GieKSie. Do usłyszenia!
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

mzg
5 czerwca 2018 at 23:35
kozak akcja! zabieram się za odsłuch
Joozak
6 czerwca 2018 at 01:22
Ostatnie wpisy rzeczywiście jakby obecni tu byli za kimś innym – słuszne spostrzeżenie. Mam nadzieję, że ten wywiad zmieni to podejście, bo niemiło się ostatnio wręcz czyta. Trener brzmi bardzo rozsądnie, oceni go czas i wyniki, a my swoje: … i na dobre i na złe!!!
Krzysztof
6 czerwca 2018 at 08:55
Z tą młodzieżą jednego nie chce wpuścić żeby się nie zablokował w razie popełnienia błędu,a innych wpuścił i nie martwił się że się zablokują.No i brak odpowiedzi na temat Wnuka był z nimi w Turcji,jest w kadrze ale nie gra?
Kr8iS
6 czerwca 2018 at 19:22
Dzieki chlopaki ze robicie takie rzeczy bo z konferencji itd. nic konkretnego nie wynika. Teraz albo trener mowi szczerze (jakos wierze mu od Turcji) albo dobrze umie gadac ale watpie w to bo nie mogl byc przygotowany na tyle pytan. Musimy miec wszyscy nadzieje ze bedzie dobrze a przyszlym sezonie walczymy o awans! Wiem ze jest tak co roku ale kiedys musi sie udac. To nie jest klub z milionami euro na koncie wiec latwo nigdy nie bedzie…
Fosa64
6 czerwca 2018 at 21:26
Od której minuty jest o mnie, bo nie chce mi się szukać? Pozdro
GKS79
6 czerwca 2018 at 22:38
Wszystko pięknie, ale jak do słów o zawodnikach powyżej 32 roku życia ma się transfer 37 latka – Pawełka. Bramkarz nie jest , jak wino. W szczególności słaby bramkarz, którym jest Pawełek.
Ktoś kiedyś powiedział, że Pawełki są tylko dobre wafelki:) Niestety to prawda.
fanatyk
6 czerwca 2018 at 23:12
Paszulewicz – kłamca!
Mecza
7 czerwca 2018 at 12:35
Trenerze jak Pan pięknie mówi, można słuchać i słuchać. Podejście 0/1 może Pana zgubić, potrzebny jest również odcień szarości. Wspomniany był Nawałka, przecież on bez koloru szarego rozwaliłby kadrę bo libacji alkoholowej a nie podszedł 0/1. Świat który Pan postrzega jest zbyt idealny, może w Niemczech ale nie u nas, inna mentalność.
Mecza
7 czerwca 2018 at 17:58
@Joozak, już to kilka tygodni temu zauważyłem, trole konkurencji ruszają po każdej porażce a nigdy po zwycięstwie ich nie czytałem. Przypadek? Jak ktoś kto podobno kibicuje GKS z taką niecierpliwością czeka na kolejną porażkę aby móc nam dowalić.
Mecza
7 czerwca 2018 at 18:06
@Krzysztof, mało uważnie słuchałeś. Tu nie chodzi o to aby trener „kozaczył” wystawiając młodego ale specyfika bramki jest inna niż zawodnika z pomocy, napadu (obrona już gorzej) O wiele większa odpowiedzialność. Można byłoby chłopaka spalić gdyby puścił klopsa a w tym wieku to już mógłby rzucić rękawicą. Co do Wnuka wyjaśnił, że były kontuzje w zespole Napierały i nie mógł pociągnąć niektórych wyżej.
Mecza
7 czerwca 2018 at 18:13
Byłem przeciwny Pawełkowi z racji wieku ale… od kogo ten wywoływany Frankowski ma się uczyć bramkarskiego fachu? Ktoś powie są trenerzy, tak ale musi być też starszy kolega a nie tylko trener. Z kolegą pogadasz o wszystkim a z trenerem już nie. Nowaka nie ma, Abramowicz jest za mało doświadczony i bez sukcesów aby był wzorem. Pawełek 3 razy mistrzostwo, Franek korzystaj.
Mecza
7 czerwca 2018 at 18:31
Wczoraj słuchałem, dzisiaj z pamięci. Jeszcze jedno zdanie które mi się przypomniało, dla tych roszczeniowych kibiców a o czym kilka razy pisałem. Finansowo w 1 lidze byliśmy na miejscach 3-5, teraz może być jeszcze gorzej a w dodatku u nas są zgliszcza i nie ma zalążka drużyny gdzie inni są poukładani kadrowo. Czego wy wymagacie? To nie jest Real Madryt 1ligi, jesteśmy jednym z wielu, 1/3 ligi. Strata 1 pkt po jesieni do miejsca premiowanego awanse będzie cudem.
Krzysztof
7 czerwca 2018 at 19:17
Mecza- Z tego co się dowiedziałem Wnuk jest uniwersalnym piłkarzem w juniorach grywa na pomocy.A przecież też można chłopaka spalić gdy trenuje i dobrze się prezentuje, a się go nie wystawia!
Mecza
7 czerwca 2018 at 20:22
Pisząc spalić miałem na myśli bramkarza. Jeśli chodzi o Wnuka zrozumiałem że były kontuzje u Napierały i ktoś musiał grać.
Mecza
8 czerwca 2018 at 07:18
Co do wymówek piłkarzy po przegranym meczu ze Stalą, Paszulewicz się śmieje z tego a to była anomalia aby piłkarzom założyć kaftany ograniczające ruchy. Pierwszy raz z tym grali i musiało im to przeszkadzać. Argument że pół świata w tym gra jest nietrafiony.
rochol
9 czerwca 2018 at 12:14
Kiedys ogladalem pilkarska 3 na tvp3 gociem był trener Paszulewicz.Co zwrocilo moja uwagę to to ze traner Paszulewicz mowil o sobie w salych superlatywach i bardzo lubil się gloryfikować.Zaczal od swojego pobytu z swinoujsciu i pracy w tamtejszej flocie mowil ze mieli dobye sezon i omal nie awansowali do ekstraklasy zapomnial wtedy powiedzieć ze był tam wtedy tylko 2 trenerem a pierwszym był Dominik Nowak który awansowal teraz z miedzią .Pozniej mowil o swoim pobycie w grudziadzu i treningu tamtej olimpi.tu już byl 1 trenerem i rok temu mieli rzeczywiście bobry sezon.na acoe co powiedzieć o tym kiedy olimpia spadla do 3 ligi?i jeszcze jedno do tych co tu pisza ze gieksa ma maly budzet ciężko będzie awansować.Ludzie przecież teraz mogl awansować nawet chrobry albo wigry z mniejszym budzetem