Siatkówka
Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po wygranej w Bielsku
Siatkarze GKS-u zainkasowali kolejne trzy punkty w tym sezonie i coraz lepiej czują się w roli faworyta. A co pisano w mediach po wygranej nad BBTS-em?
katowickisport.pl – Od zwycięstwa do zwycięstwa – Tak maszerują siatkarze GKS Katowice
W meczach, gdy zespół z czołówki tabeli mierzy się z jednym z najsłabszych, niektórzy z góry zakładają zwycięstwo faworytów. Nie inaczej było w potyczce BBTS Bielsko-Biała z GKS-em Katowice. Wszystko wydawało się takie proste, a rzeczywistość była zgoła inna. Faworyzowani katowiczanie natrafili na opór ambitnie grających gospodarzy. To piąte zwycięstwo GKS-u z rzędu i katowiczanie umocnili się w czołówce tabeli. Początkowo obie drużyny nie mogły się wstrzelić zagrywką i trwała uporczywa walka niemal o każdy punkt. Dwupunktowa przewaga jednych bądź drugich, to było wszystko na co było ich stać. Przy stanie 23:23 Emanuel Kohut popisał się udaną zagrywką, by po chwili ją zepsuć. Gospodarze jednak nie wytrzymali nerwowo. Katowiczanie śmiało zaatakowali po bloku i piłka wylądowała poza boiskiem. W kolejnym ataku bielszczanie posłali piłkę w aut i było po pierwszej partii. W kolejnej odsłonie przez długi czas nic nie wskazywało na emocje. Goście spokojnie, na luzie atakowali i dość szybko zbudowali sobie bezpieczną przewagę. Katowiczanie prowadzili już 22:16 i wszystko zmierzało do szczęśliwego końca. Jednak bielszczanie wcale nie zamierzali rezygnować. Siatkarze GKS-u prowadzili już 24:19 i… gospodarze zdobyli 5 pkt. z rzędu doprowadzając do remisu po 24:24. Katowiczanie dopiero za 6. piłką setową, bo bielszczanie po ataku posłali piłkę w aut. 10-minutowe przerwy jednych dekoncentrują, innych zaś mobilizują. I tak też było w tym meczu. Gospodarze nie tylko skutecznie w ataku, ale również w obronie. To sprawiło, że zdobyli wysoką przewagę (18:11), ale po czasie katowiczanie poderwali się do ataku. Straty nieco zniwelowali, ale nie byli w stanie ich odrobić. Emocji również nie zabrakło i znów rozgorzał bój o każdy punkt. Jednak dwie decydujące piłki należały do katowiczan i odetchnęli z ulgą, bo zespół BBTS-u nie należy do ich ulubionych. (…)
siatka.org/pl – PL: Trzy punkty GKS-u Katowice w Bielsku-Białej
(…) W drugim secie goście szybko wypracowali sobie trzypunktowe prowadzenie szczególnie za sprawą Karola Butryna, który do skończonych ataków dołożył jeszcze asa serwisowego. Kiedy pojedynczy blok Gonzalo Quirogi zatrzymał Jakuba Buckiego, trener miejscowych zaprosił swoich zawodników do siebie (6:10). Gra siatkarzy BBTS-u szczególnie w ataku się załamała i mieli oni problemy z kończeniem swoich akcji. Przejezdni potrafili to wykorzystać i w połowie seta mieli już siedmiopunktowe prowadzenie (8:15). Kiedy wydawało się, że losy seta są rozstrzygnięte, na zagrywce pojawił się Wiaczesław Tarasow. To głównie za sprawą jego trudnego serwisu oraz skutecznego z lewego skrzydła Piotra Łukasika gospodarze doprowadzili do remisu (24:24). Ostatecznie po wykorzystaniu kontrataku na lewym skrzydle zwycięscy w tej partii podobnie jak w pierwszej okazali się siatkarze GKS-u (28:30). (…)
polsatsport.pl – 07 zgłoś się! Siatkarze BBTS-u wykręcili numer porucznika Borewicza
W sobotę siatkarze BBTS zmierzyli się we własnej hali z GKS Katowice. Wraz z podopiecznymi Piotra Gruszki do Bielska-Białej wjechał na sygnale porucznik Borewicz. Obecny sezon PlusLigi bogaty jest w niespodzianki. Już nie raz oglądaliśmy zaskakujące rozstrzygnięcia, porażki murowanych faworytów z ekipami teoretycznie słabszymi – i to nawet na własnym parkiecie. Po ośmiu kolejkach (niektóre drużyny mają jeszcze zaległe mecze), czyli mniej więcej 1/4 sezonu zasadniczego trudno jeszcze prognozować układ tabeli na koniec rozgrywek. W dwóch jednak przypadkach możemy mówić o prawdopodobieństwie graniczącym z pewnością: ZAKSA Kędzierzyn-Koźle wyrosła na murowanego pretendenta do miejsca w półfinale, a znajdujący się na drugim biegunie tabeli siatkarze BBTS Bielsko-Biała są na dzień dzisiejszy głównym kandydatem do spadku z PlusLigi. (…) Kolejne porażki sprawiły, że drużyna z Bielska-Białej stała się w tym sezonie dostarczycielem punktów. – Ten mecz musieliśmy wygrać. Strata punktu czy punktów w takim spotkaniu jak w Bielsku-Białej mogły być bardzo kosztowne na koniec sezonu. Cieszymy się więc z trzech punktów – powiedział po starciu z BBTS środkowy Cuprum Piotr Hain. Po meczu 8. kolejki Piotr Gruszka – szkoleniowiec katowickiego GKS, który w BBTS zaczynał swą trenerską karierę – przyznał otwarcie, że patrząc na dotychczasowy przebieg sezonu, „głupio” było stracić choćby punkt na tym terenie. (…)
sportowefakty.wp.pl – BBTS Bielsko-Biała – GKS Katowice: sporo emocji pod Dębowcem. Kolejne trzy punkty katowiczan
(…) Na początku meczu nie widać jednak było różnicy, która w aktualnych rozgrywkach dzieli obydwie drużyny. Na boisku w hali pod Dębowcem rozgorzała wyrównana walka punkt za punkt i każdy liczył na potknięcie przeciwników. Jako pierwszy pomylił się BBTS Bielsko-Biała pozwalając tym samym katowiczanom na odskoczenie na dwupunktową przewagę (14:16). Jak się okazało, było to tylko chwilowe prowadzenie przyjezdnych, którzy w kolejnych akcjach oddali inicjatywę ekipie z Podbeskidzia. Bielszczanie nie zdołali jednak wykorzystać swojej przewagi w decydujących momentach. W końcówce więcej zimnej krwi zachował zespół prowadzony przez Piotra Gruszkę i zwyciężył po autowym ataku Mariusza Gacy (24:26). (…)
czassiatkowki.pl – PlusLiga: Zwycięska passa katowiczan trwa
W ósmej kolejce PlusLigi GKS Katowice zmierzył się na wyjeździe z BBTS-em Bielsko-Biała, wygrywając 3:1. Jest to już piąta wygrana z rzędu katowiczan. Pomimo falującego poziomu gry, mecz był pełen emocji oraz nieoczekiwanych zwrotów akcji. Najlepiej na boisku zaprezentował się Gonzalo Quiroga, który zdobył dla swojej drużyny aż 15 punktów. (…) Kolejna partia od początku kontrolowana była przez katowiczan, którzy już na samym początku wypracowali sobie trzypunktową przewagę (5:2). Gospodarze nie mogli poradzić sobie z blokiem rywali (3:7) i pomimo kilku błędów w polu zagrywki zespołu z Katowic (10:10), to wydawało się, że to oni kontrolują przebieg gry (14:11), ale poziom gry co chwilę falował, gdy tylko zespół przyjezdnych odskakiwał na kilka punktów (17:14), rywale od razu odrabiali punkty doprowadzając do remisu (17:17). Dopiero w końcówce można było zobaczyć stabilną, efektywną siatkówkę w wykonaniu GKS-u (22:19). Dzięki pewnym atakom i ofiarnym obronom Emanuela Kohuta w decydujących punktach, GKS był górą w tym secie (25:23), ostatecznie wygrywając spotkanie za trzy punkty. (…)
bbtsbielsko.pl – BBTS – GKS 1:3
(…) Sztab szkoleniowy bielszczan desygnował na parkiet prawie identyczną szóstkę, która kończyła ostatnim mecz z Onico Warszawa. Na boisku obserwowaliśmy Jakuba Buckiego i Jarosława Macionczyka, od pierwszego gwizdka grał również Piotr Łukasik. Oba zespoły starały się uzyskać większy dystans do rywali. W końcówce seta bliżej wygranej byli gospodarze, który prowadzili 21-19. Później jednak w jednym ustawieniu BBTS stracił trzy punkty. Choć miejscowi doprowadzili jeszcze do remisu po 23 to ostatnie słowo należało do gości, którzy wykorzystali błąd w ataku naszego kapitana. Drugą partię lepiej rozpoczęli goście, którzy szybko uzyskali sporą przewagę. Na boisku pojawił się Oleg Krikun, który swoimi serwisami dał kopa kolegom z drużyny. To jednak było za mało – katowiczanie prowadzili już 24:19, wtedy w polu serwisowym zameldował się Wiaczesław Tarasow. Rosjanin nie zwalniał ręki a dobra gra w obronie Kajetana Marka i skuteczne ataki BBTS sprawiły, że na tablicy wyników pojawił się remis. W dalszej części gry ostoją bielskiego ataku był Piotr Łukasik, jednak finalnie więcej zimnej krwi zachowali podopieczni Piotra Gruszki, którzy objęli prowadzenie w meczu 2:0. W trzecim secie od początku warunki gry dyktowali bielszczanie, choć GKS nie odpuszczał to atak po bloku z lewego skrzydła dał bielszczanom zwycięskiego seta. Czwarta część to z kolei świetna gra GKS, który szybko zbudował kilka punktów przewagi, nasi zawodnicy nie składali jednak broni i dzielnie gonili rywali. Katowiczanie nie popełniali jednak błędów i choć BBTS obronił piłkę meczową to w kolejnej akcji Wiaczesław Tarasow zepsuł zagrywkę i trzy punkty pojechały do Katowic. (…)
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze