Dołącz do nas

Siatkówka

GKS lepszy w starciu z MKS-em Będzin

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zgodnie z naszymi prognozami, obie drużyny zaczęły spotkanie bez zmian w wyjściowych szóstkach.

W mecz lepiej weszli goście, Witczak nie skończył własnej akcji, a kontrę wykorzystał Waliński, w drugiej akcji znów nie popisał się nasz kapitan i Kozub zablokował ponowny atak Kapelusa, wreszcie Jordanow posłał asa i było 0:3. Dopiero Pietraszko atakiem ze środka dał pierwsze oczko dla nas, potem sędziowie odgwizdali gościom błąd czterech odbić, co natychmiast rywale zachallegowali i arbitrzy po obejrzeniu wideo zmienili decyzję, nakazując powtórkę akcji. W niej Pietraszko zaserwował asa, by następny serwis posłać w aut (2:4). Witczak zablokował atak Walińskiego, po czym zaserwował w siatkę (3:5). Po autowym ataku Walińskiego znów goście wywołali challenge, ale tym razem obyło się bez zmian, a przyjmujący MKS-u uderzył potem skutecznie po skosie (4:6). Pokazał się Quiroga atakiem po bloku w aut, na co odpowiedział znów Waliński atakiem z drugiej linii (5:7). Tym samym odpowiedział Kapelus, a nasz rozgrywający zaserwował w aut (6:8). Wciąż nie gramy tak jakbyśmy chcieli i po bloku Ratajczaka na Kapelusie (9:12) trener Piotr Gruszka bierze czas. Po przerwie Kohut pewnie ze środka, następnie sędziowie odgwizdali podwójne odbicie gościom (11:12), by po autowym ataku Quirogi wywołać challenge, po którym arbitrzy widzieli atak po bloku i po zmianie decyzji był remis po 12. Po autowym ataku Araujo wychodzimy pierwszy raz na prowadzenie (13:12), a wszystko to za sprawą ostrej zagrywki Kapelusa. Po przerwie na żądanie dla gości była bardzo długa wymiana, zakończona blokiem Komendy na Araujo i dopiero potem Ukrainiec zepsuł serw trafiając w siatkę (14:13). Quiroga znów przy dłuższej akcji uderzył skutecznie po rękach gości, ale potem Kohut zaserwował w aut (15:14). Następnie znów sędziowie dali o sobie znać, odgwizdując Komendzie błąd przełożenia ręki na stronę rywali, a wywołany challenge nic nie zmienił. Mały zastój GieKSy to uderzenie Quirogi w aut, blok Grzechnika na Argentyńczyku oraz as serwisowy Ratajczaka (15:18) i drugi czas dla trenera Gruszki. Mało kto z obecnych na hali kibiców spodziewał się, że od tego momentu do końce tego seta, będzinianie zdobędą tylko jeden punkt po własnej akcji! Niemoc GKS-u przełamał w końcu atak Witczaka, potem była kontra w wykonaniu Kapelusa, blok Pietraszki na Araujo i już był remis po 18. Po zbiciu z przechodzącej piłki przez Pawła, goście biorą czas, a po nim Komenda zaserwował w aut (19:19). Następnie świetnie zaatakował ze środka Pietraszko, Quiroga posłał asa, a Witczak zaliczył dwa z rzędu bloki punktowe na Jordanowie i Farynie, co dało rezultat 23:19! Tę serię punktową zawdzięczamy ostrym serwisom Quirogi. Potem była długa wymiana zakończona dotknięciem siatki przez gości i raczej niespodziewanie szybko mieliśmy piłki setowe (24:19). Pierwszą wybronił atak Peszki przez potrójny nasz blok, przy drugiej Witczak zaatakował w aut (24:21) i zrobiło się troszkę nerwowo. Na szczęście Peszko zagrywając trafił piłką w taśmę, a ta spadła na aut i wygrywamy seta 25:21.

 

Drugą partię rozpoczął autowy atak Araujo, wyrównał Jordanow atakiem ze skrzydła, a Grzechnik wykorzystał kontrę ze środka (1:2). Pewny atak Witczaka po skosie, Quirogi na kontrze z drugiej linii i as Argentyńczyka, wyprowadził nas na prowadzenie 4:2. Waliński uderzył skutecznie z drugiej linii na czystej siatce, Araujo zaserwował w siatkę i to samo zrobił Pietraszko (5:4). Dłuższa wymiana zakończyła się dobrym atakiem Jordanowa, potem Bułgar wykończył kontrę, następną, sprytną kiwką zdobył punkt Waliński, by jeszcze jedną zakończył atak ponownie Waliński (5:8). Czas dla trenera Gruszki, bo mieliśmy ogromne problemy ze skończeniem własnych akcji. Po przerwie Butryn zablokował atak Araujo i po nim nastąpiło spięcie między siatkarzami przy siatce, gdy mocno zdenerwowany był Brazylijczyk, który kompletnie nie radził sobie w ataku. Kolejną dłuższą wymianę wygrywają goście za sprawą bloku Walińskiego na Butrynie, a po niej była efektowna kiwka Komendy z drugiej piłki (8:11). Dwa asy z rzędu naszego rozgrywającego pozwoliły odrobić straty (11:12), a goście ratują się wzięciem czasu. Będzinianie dotykają siatki w następnej akcji i mamy remis, ale Waliński atakiem z drugiej linii oraz zbicie Grzechnika z przechodzącej piłki, dały MKS-owi ponowne prowadzenie (12:14). Wreszcie Quiroga uderzył mocno po prostej, a Araujo przez nasz blok, potem Butryn mocno w boisko i było 14:15. Remis się pojawił na tablicy po asie Butryna gdy piłka przeszła po taśmie (16:16). Wreszcie po autowym ataku Walińskiego wychodzimy na prowadzenie 18:17. Po przerwie na żądanie dla gości, Waliński znów zapunktował, a Quiroga trafił piłką w aut (18:19). Wyrównał Butryn mocnym atakiem po rękach, po czym znów gości ratuje Waliński (19:20). Kolejny remis dał atak Kapelusa z drugiej linii, a po nim Komenda zaserwował w aut (20:21). Mocny atak ze środka Pietraszki, a potem as Quirogi wyprowadziły nas na prowadzenie 22:21, by później Argentyńczyk zaserwował w aut i znów był remis. Butryn uderzył mocno po skosie, a dłuższą wymianę zakończył atak z drugiej linii Walińskiego (23:23). Po pewnym ataku ze środka Kohuta była piłka setowa dla GKS-u, a przy zagrywce Butryna nastąpiło nieporozumienie w szeregach gości, błąd w rozegraniu i piłka ugrzęzła w siatce (25:23), więc mamy już jeden punkt meczowy!

 

W trzeci set znów lepiej weszli będzinianie, za sprawą kontry Ratajczaka po dłuższej akcji, kolejnej kontrze, tym razem w wykonaniu Faryny i asie Walińskiego, gdy piłki nie podbił Quiroga (0:3). Argentyńczyk natychmiast się zrehabilitował atakiem po skosie, by chwilę potem zaserwować w siatkę i następnie wykorzystać kontrę atakiem z drugiej linii (2:4). Karol Butryn nie wykorzystał kontry uderzając po prostej w aut, później Kapelus trafia mocno ze skrzydła, Butryn skończył kontrę zbiciem po rękach i wyrównał wynik kończąc dłuższą wymianę, by na koniec zaserwować w aut (5:6). Remis dał znów Kohut atakiem ze środka, Grzechnik odpowiedział tym samym i potem zaserwował w siatkę (7:7). Dotknięcie siatki przez Pietraszkę, następnie błąd w ataku Faryny i blok Pawła na tym samym siatkarzu oraz as Komendy dały nam prowadzenie 10:8. Po przerwie na żądanie dla gości, Waliński zablokował atak Pietraszki, a kontrę MKS-u wykorzystał Jordanow i znów był remis. Seria błędów z obu stron, czyli po dłuższej wymianie autowy atak Jordanowa, dotknięcie siatki przez Pietraszkę, autowa zagrywka Ratajczaka i błąd w ataku Faryny dały nam prowadzenie 13:11. Blok Komendy na Araujo oraz pewny atak ze środka Kohuta utrzymały naszą przewagę (16:13). Zepsuta zagrywka Kapelusa i atak Butryna w siatkę (16:15) zmusiły trenera Gruszkę do wzięcia czasu. Po nim kolejny pewny atak Kohuta, tym samym odpowiada Ratajczak, a Seif zablokował Quirogę, który dostał za wysoką piłkę na skrzydle (17:17). Po autowej zagrywce Araujo, Jordanow wyrównał stan seta (18:18). Potem nastąpiło ogromne zamieszanie na parkiecie i przerwa w grze. Sędziowie kompletnie się pogubili, po akcji w której pokazali błąd gości polegający na przeszkadzaniu w rozegraniu Komendzie na siatce. Po challenge’u dla gości arbitrzy nakazali powtórzenie punktu, co wywołało ogromne protesty w naszym obozie i po kolejnym obejrzeniu powtórki na wideo, sędziowie znów! zmienili swą decyzję i o dziwo przyznali punkt gościom uznając błąd… w rozegraniu Komendy! Ta absurdalna decyzja tak zezłościła naszego trenera, że arbitrzy ukarali go żółtą kartką za protesty. I całe to zamieszanie skończyło się wynikiem na tablicy 18:19! Po tej nerwowej długiej przerwie w grze, Butryn wyrównał mocnym atakiem po skosie, a Jordanow przebił się przez nasz blok (19:20). Pietraszko skutecznie ze środka, a dłuższą wymianę skończył atak Walińskiego z drugiej linii po bloku (20:21). Kohut mocno ze środka po rękach rywali, potem znów dotykamy siatki (21:22), challenge dla GKS-u, ale tym razem bez zamieszania i zmian. Tym razem nerwowo po stronie gości i sędziowie odgwizdują im podwójne odbicie, a po nim Grzechnik skutecznie ze środka (22:23). Mocny atak po prostej Butryna i znów remis, a potem Araujo zaatakował w aut i mamy piłkę meczową (24:23) oraz ogromne emocje, na hali nikt już nie siedzi! Po czasie na żądanie dla gości i zmianach w składzie, Kalembka zaserwował w aut, po czym Butryn mocno uderzył po rękach rywali (25:24) i była druga piłka meczowa. W kolejnej akcji Waliński posyła piłkę w aut i… jeszcze challenge dla będzinian, chwila oczekiwania i niepewności… JEST w końcu decyzja, punkt dla GieKSy i wreszcie wygrywamy z MKS-em w PlusLidze.

 

18 października (środa) – hala „Szopienice” – Widzów 450

GKS Katowice – MKS Będzin 3:0 (25:21, 25:23, 26:24)

GKS: Komenda (7), Witczak (5), Pietraszko (9), Kohut (6), Kapelus (5), Quiroga (11), Mariański (libero) oraz Butryn (10), Kalembka, Stelmach. Trener: Piotr Gruszka. MVP: Bartosz Mariański.
Będzin: Kozub (1), Araujo (2), Ratajczak (6), Grzechnik (6), Waliński (16), Jordanow (10), Potera (libero) oraz Seif (1), Faryna (1), Przybyła, Peszko (1). Trener: Stelio De Rocco.

 

Przebieg meczu:
I: 3:5, 8:10, 15:13, 20:19, 25:21.
II: 5:3, 7:10, 13:15, 19:20, 25:23.
III: 2:5, 10:8, 15:12, 19:20, 26:24.

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga