Dołącz do nas

Kibice Piłka nożna

[LIST CZYTELNIKA] Kilka słów w obronie Piotra Mandrysza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Łamy portalu GieKSa.pl są dostępne dla każdego kibica GKS Katowice. Oczywiście priorytetem są dla nas osoby, które mogłyby się zaangażować w życie strony na stałe, ale z przyjemnością zamieszczać będziemy też jednorazowe teksty nadsyłane przez Was na naszą skrzynkę mailową. Zastrzegamy sobie możliwość niewielkiej edycji lub odmówienia publikacji, gdy tekst jest napisany źle językowo, godzi w dobre imię GKS Katowice lub jest po prostu niemerytoryczny. Poniżej prezentujemy felieton jednego z kibiców GieKSy – franckawki.

Kilka słów w obronie Piotra Mandrysza

Jeśli ktoś jest przesądny, może wierzyć w złą aurę, pecha lub fatum wiszące nad klubem z Katowic, jednakże wydaje się, że kibice GieKSy – nierozpieszczani w ostatnich latach wynikami swoich zawodników – dotychczas stąpali twardo po ziemi, a nawet słynęli z praktycznego podejścia i pragmatycznej oceny rzeczywistości.

Kiedy Piotr Mandrysz przejmował klub, spotkał się raczej z ciepłym przyjęciem, przeważały pozytywne głosy dotyczące jego osoby. Miał za sobą wszelkie argumenty, żeby osiągnąć sukces, jakiego oczekiwało środowisko klubu. Wprowadzał pierwszy raz do ekstraklasy m.in. Piasta Gliwice czy Termalikę, miał opinię rządzącego tzw. twardą ręką, co wydawało się pożądaną przeciwwagą dla spolegliwego i ugodowego Jerzego Brzęczka oraz postawy piłkarzy, którzy w końcowej fazie poprzedniego sezonu sprawiali wrażenie zupełnie niezainteresowanych awansem. W końcu styl prowadzonych przez niego zespołów był prosty i skuteczny, można by go określić nawet mianem ściśle fizycznego, a więc dokładnie w przeciwieństwie do Brzęczkowej wariacji, dającej się kpiąco scharakteryzować jako „katowicka tiki-taka”, której teoretyczne założenia nie znalazły odpowiednich wykonawców wśród naszych boiskowych wirtuozów.

Nie da się ukryć, że GieKSa pod wodzą Piotra Mandrysza – będąca na dobrej drodze do pobicia niechlubnego rekordu porażek z rzędu – nie spełnia pokładanych w niej nadziei. I nie chodzi nawet o same wyniki, które mogą być oczywiście różne. Chodzi głównie o zaangażowanie, o walkę, pot pozostawiony na boisku. To brakiem przede wszystkim tych czynników rozczarowani są kibice.

Jednak przy ocenie trenera Mandrysza – choć mam wątpliwości czy odpowiednim jest rozliczanie szkoleniowca po zaledwie kilku rozegranych meczach – należy wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności i wydarzenia, których byliśmy świadkami w ostatnich tygodniach. Mimo zapewnień klubu, że drużyna została wzmocniona i cel na kolejny sezon jest jednoznaczny, mimo pompowania po raz kolejny trójkolorowego balonika, który napęczniał już do niebotycznych rozmiarów, sam Mandrysz raczej tonował nastroje, unikając jednoznacznych deklaracji („O awansach się nie mówi, awanse się robi”), mówiąc to o dwuletnim kontrakcie, to o potrzebnych wzmocnieniach zespołu itp.

Okoliczności, w jakich Piotr Mandrysz rozstawał się ze swoim poprzednim pracodawcą, zwolniony de facto przez własnych zawodników, powinny być dla GieKSy przestrogą i już w momencie zapadnięcia decyzji o jego zatrudnieniu należało podjąć odpowiednie działania dla uniknięcia podobnej kompromitacji, tym bardziej biorąc pod uwagę finisz ostatnich rozgrywek i charakter naszych piłkarzy. Nie wiadomo czy takie zabiegi podjęto, wiadomo, że jeśli nawet, to nie przyniosły one skutku. Wśród kibiców natomiast, obok naigrywania się z sytuacji w Zagłębiu, panowało przekonanie, że w GieKSie nie dopuści się do podobnej patologii, a trener w przypadku ewentualnego konfliktu z tzw. piłkarzami będzie miał pełne poparcie trybun. I oto na naszych oczach historia zatacza koło, gracze ewidentnie grają na zwolnienie Piotra Mandrysza, a wśród kibiców przeważają raczej głosy o jego współodpowiedzialności za ostatnie wydarzenia w klubie.

Zawodnicy występujący w koszulkach GieKSy wydają się jednak bardziej subtelni od swoich zagłębiowskich odpowiedników i nie wylewają swoich żali bezpośrednio przed kamerami telewizyjnymi. Choć należy przy tym zauważyć, że w Sosnowcu piłkarze swój cel osiągnęli i zwolnili trenera przed upływem dwóch miesięcy prowadzenia zespołu, jednakże prowodyrzy tamtego skandalu musieli pożegnać się z klubem niedługo po szkoleniowcu, którego „puścili z torbami”. Można więc chyba przyznać, że tzw. rada drużyny przerobiła lekcję przeprowadzoną przez sąsiadów. Tymczasem w mediach huczą kolejne informacje — stawiające w złym świetle tym razem warszawską Legię — według których grupa piłkarzy mistrzów kraju (na czele z reprezentantami kadry narodowej) swoją boiskową postawą (a także skargami kierowanymi do kierownictwa klubu) doprowadziła do usunięcia z funkcji trenera Jacka Magiery. Zagłębie, Legia, GKS – nasz klub znalazł się w fatalnym towarzystwie w niechlubnej kategorii, której nie potrafiłbym nawet nazwać, bo o ile przegrywanie meczów, słabsze serie czy nieadekwatne do zarobków umiejętności mieszczą się w wyobraźni przeciętnego kibica (tym bardziej pierwszoligowego klubu), o tyle cyniczne, wykalkulowane odpuszczanie meczów i zwyczajne oszukiwanie w wywiadach, zapewnieniach, deklaracjach jest chyba przekroczeniem szerokiej granicy GieKSiarskiej fantazji.

Do uszu zwykłych kibiców, niebędących na co dzień blisko klubu, dochodzą jedynie plotki o konflikcie na linii trener-piłkarze, o podziale szatni, o skargach i żalach piłkarzy na metody i styl pracy trenera Mandrysza. O ile oczywistym jest, że nie należy każdej plotce czy insynuacji dawać wiary, to – oprócz banalnego stwierdzenia, że w każdej plotce jest ziarno prawdy – należy zauważyć smutny fakt, że pasują one do obecnej sytuacji w klubie.

GKS przechodzi kolejne trzęsienie ziemi, serię ligowych porażek, rezygnację prezesa Wojciecha Cygana, niepewność co do nazwiska kolejnego prezesa, w końcu frustrację kibiców, potęgowaną jeszcze przez kuriozalne stwierdzenia prezydenta Marcina Krupy, który obecny sezon spisał już na straty. Wydaje się, że w tej zawierusze potrzebna jest odrobina spokoju, której efektem mogłyby być zdecydowane, a przemyślane działania w postaci odsunięcia od drużyny jej liderów, seniorów, rady czy jakkolwiek sami siebie zwą. Nic podobnego jednak na razie nie nastąpiło (pomijając oczywiście nieadekwatny przypadek Garbacika) i tym samym zwykły kibic może odnieść wrażenie, że w mniemaniu zarządzających klubem pierwszoligowy piłkarz jest jakimś niezastąpionym tworem i nie warto wymienić go na zawodnika niedoświadczonego, ale być może ambitniejszego (i co niezaprzeczalne – tańszego). Zresztą określenie zawodników, którym nie starcza umiejętności lub chęci na wymianę trzech podań, zagranie prostopadłej piłki, nie mówiąc o dośrodkowaniach przekraczających wysokość kolan przeciwników, mianem piłkarzy jest nadużyciem i czystym bolesnym eufemizmem.

Zatem wybór staje między doświadczonym trenerem, słynącym z żelaznej dyscypliny, mającym na swoim koncie szereg sukcesów, znającym realia zarówno ekstraklasy, jak i niższych szczebli rozgrywek, a zbieraniną cwaniaków, zorientowanych raczej na czerpanie finansowych korzyści niż na realizację ambitnych celów klubu, o których wiadomo, że nastawieni są zdecydowanie na pozbycie się trenera. Mimo tego nie jest to niestety sytuacja czarno-biała, w której należy dokonać wyboru między ściśle określonymi dobrem lub złem. Odsunięcie winowajców i obarczenie odpowiedzialnością młodych zawodników byłoby eksperymentem ryzykownym, niedającym gwarancji sukcesu nawet z trenerem Mandryszem u steru. Rzeczywistość jest niestety bardziej złożona, ale wątpliwe, by postulowana najprostsza metoda (wyrzucić wszystkich!), mogła faktycznie przynieść oczekiwane rezultaty.

Zwolnienie Piotra Mandrysza byłoby sensowne wyłącznie w przypadku zaangażowania do pracy w klubie szkoleniowca z wyraźnie lepszym warsztatem, doświadczeniem, sukcesami, ale niestety nie wygląda na to, by tacy fachowcy byli w zasięgu pierwszoligowego średniaka przechodzącego rok po roku kolejne rewolucje. Część kibiców chciałaby zapewne zdecydowanych działań, najlepiej efektownych, ale w dalszej perspektywie odsunięcie Piotra Mandrysza może przynieść zdecydowanie więcej negatywnych skutków niż pozytywów, tym bardziej że zawodnicy w oczywisty sposób realizują w Katowicach scenariusz sosnowiecki. Grunt to pragmatyczne spojrzenie na sprawę, zdefiniowanie problemu i podjęcie czynności ku jego zażegnaniu, a także pociągnięcie do odpowiedzialności odpowiednich osób. Nie wydaje się, żeby problem tkwił akurat albo przede wszystkim w Piotrze Mandryszu.

Trudno wyrokować jednoznacznie co robić w obecnej sytuacji, można jednak z doświadczeń ostatniej dekady wysnuć wniosek czego nie robić. Nowy trener przyniósłby ze sobą dokładnie to, co szereg jego poprzedników. Dograłby sezon, bezpiecznie utrzymując GieKSę w I lidze, dopiero w lecie doszłoby do tzw. wietrzenia szatni, nowi gracze potrzebowaliby oczywiście czasu na zgranie, wypracowanie schematów, trener miałby sporo argumentów, którymi tłumaczyłby pierwsze potknięcia aż do ujawnienia się nowych tzw. hamulcowych, eskalacji nastrojów na trybunach etc. Znamy to doskonale, to jakby realizowany z góry harmonogram, a zwolnienie w tym momencie Piotra Mandrysza idealnie się w niego wpisuje.

franckawka

19 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

19 komentarzy

  1. Avatar photo

    Ksawery

    21 września 2017 at 07:40

    Sorry, ale to on sprowadzał ten szrot. Żaden z tych zawodników nie prezentuje poziomu 1 ligowego. To już wystarczy aby mu podziękować.

  2. Avatar photo

    Ksawery

    21 września 2017 at 07:42

    Po drugie: Wyniki katastrofa. Ja niechce czytać zimą o kolejnych wzmocnieniach piłkarzy wyrzuconych z Termaliki.

  3. Avatar photo

    Ksawery

    21 września 2017 at 07:46

    Błąd – błąd, Kędziora – słaby emeryt, Klemenz – II liga, Kuliński – II liga, Mączyński – II liga , Midzierski – wypalony, niepewny , Mokwa – okręgówka , Pleva – okręgówka , Plizga – III liga, Skrzecz – ogrywamy Śląskowi , Słomka – ogrywamy Wiśle , Šulek – przyszedł z kontuzją i dalej sie leczy, dno , Jakub Yunis – III liga

  4. Avatar photo

    KaTe

    21 września 2017 at 12:03

    Niestety, wcale nie mamy pewności kto stał za sprowadzeniem gromady „wybitnych” futbolistów do Gieksy. Dość prawdopodobna jest teoria, że to menadżerowie wciskali Motale bezrobotnych akurat piłkarzy, a Mandrysz to tylko akceptował. Nijak nie mogę uwierzyć, że nalegał na sprowadzenie Yunisa, Sulka czy Słomki. Kto oprócz ich menadżera w ogóle o nich słyszał?

  5. Avatar photo

    Mecza

    21 września 2017 at 12:10

    Bardzo dobry wpis, sam byłem/jestem (?) zwolennikiem Mandrysza i pisałem że może być ciężko i musimy stać po stronie trenera ale zacząłem wątpić. Ten wpis mnie jednak przekonuje a najbardziej zdanie, że ma na rynku fachowca lepszego który pcha się do GKS. Jedynym wolnym jest Kaczmarek ale on pewnie czeka na sygnał z ekstraklapy. Jedynie co mnie zastanawia, jeśli grają przeciwko trenerowi on z takim doświadczeniem (dokładnie takim) nie widzi tego i stawia nadal na tych samych? Ksawery, uważam że na takich grajkach jak Błąd trzeba oprzeć przyszłą kadrę. Nie oceniaj gościa bo kilku meczach gdzie sam na boisku nie ma nic do powiedzenia na razie a z czasem może stać się liderem, ma umiejętności, ambicje i wiek odpowiedni.

  6. Avatar photo

    hans33

    21 września 2017 at 13:34

    Piast Gliwice – historia sprzed kilku lat. Piłkarze chcieli zwolnić Brosza, klub nie awansował, trener pozostał, zwolniono piłkarzy.
    Efekt- w kolejnym sezonie awans.
    Ten kierunek wydaje się być logiczny.

  7. Avatar photo

    roberto

    21 września 2017 at 14:14

    Hans33@ To samo było w Podbeskidziu w jednym sezonie ledwo sie utrzymali w 1 lidze wszyscy chcieli wywiezdz na taczkach uwczesnego trenera Roberta Kasperczyka zarzad zostawil trenera wywalil kilku kluczowych zawodników(patrz starzyzna) i w nastepnym awans!! Zreszta na B1 wtedy z nimi 1-5!!!Wiec moim zdaniem pozegnac zawodnikow typu Goncerz,Kaminski itp jak sa dobrzy znajda sobie zatrudnienie w innych klubach.A my stawiajmy na sprowadzonych młodych Kulinskiego,Słomke,Juraszczyk, Skrzecz itp!! Juz gorzej byc przeciez nie moze!!Wszyscy na B1

  8. Avatar photo

    darek

    21 września 2017 at 17:28

    1

  9. Avatar photo

    Jarek

    21 września 2017 at 19:26

    Dobry feletion Shellu , a nie sorry to nie Shellu , ale i tak dobry;)

  10. Avatar photo

    Alex

    21 września 2017 at 20:25

    Zostawic Mandrysza , wyjebac foszmanczyka kaminskiego goncerza! Gorzej nie bedzie napewno

  11. Avatar photo

    darek

    21 września 2017 at 21:33

    zostawic mandrysza. wszyscy winni tylko nie on. puknij sie w glowe

  12. Avatar photo

    tombotleg

    21 września 2017 at 22:09

    Mandrysz musi zostać, cel jest już tylko jeden utrzymanie, pisałem to przed sezonem że nawet możemy spaść jak piłkarzyki strzelą focha i się dużo nie pomyliłem, wybraliśmy im trenera i to im się bardzo nie spodobało, pewnie że Mandrysz pościągał kilku swoich którzy są w średniej formie ale na tą beznadziejnie słabą ligę powinno było wystarczyć, nie chciał bym być w ich skórze jak przejebiemy z ruchem, a wszystko na to wskazuje, trzeba wyjebać Goncerza i spółkę i budować skład na następny sezon niestety.

  13. Avatar photo

    Rafał

    21 września 2017 at 22:58

    Mandrysz musi odejść, miał tyle czasu, spokoju, warunki by dobrze zbudować, ułożyć i przygotować drużynę i co efekty widać na boisku. Szukać innego trenera który jakoś da rade naprawić to co Motała z Mandryszem rozwalili w tak krótkim czasie.

  14. Avatar photo

    Mecza

    22 września 2017 at 07:06

    @Rafał tyle czasu? W takim czasie nawet w FM nie da się nic zrobić, zejdź na ziemie.

  15. Avatar photo

    WIERNY

    22 września 2017 at 07:33

    zaś cenzura

  16. Avatar photo

    WIERNY

    22 września 2017 at 07:33

    ZRÓBCIE COŚ Z TYM SYSTEMEM

  17. Avatar photo

    WIERNY

    22 września 2017 at 07:33

    KRUPA DRWI Z GIEKSY

  18. Avatar photo

    WIERNY

    22 września 2017 at 07:35

    zorganizujmy protest

  19. Avatar photo

    Andrzej wesola

    22 września 2017 at 09:32

    Ja zastanawiam sie czemu po rundzie tamtego sezonu nie zostawili Jojki tylko na sile wzieli Mandrysza ktory do skladu wziol swoich znajomych pilkarzy? Sternik podal sie do dymisji bo zauwazyl swoj blkad o przyjeciu Mandrysza. Nie widze dobrej gry przy tym trenerze!! Trzeba zmiany juz teraz by koncowka rundy byla spokojniejsza

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga