Kibice
Kibice GieKSy na wyjeździe w Częstochowie przypomnieli o Powstaniach Śląskich
Trudno mecz w Częstochowie nazwać wyjazdem. Był to bardziej wypad. Z racji bliskości Katowic, ciekawego pod względem kibicowskim rywala i małej ilości miejsc w sektorze gości – wiadomo było, że bilety nie będą dostępne w ogólnej sprzedaży.
Raków w tym sezonie może do sektora gości przyjąć jednie 200 osób. Szkoda, bo wszyscy pamiętamy, że dokładnie w tym samym sektorze było nas kilka lat temu ponad 500. Warto dodać, że śląska policja robiła wszystko, byśmy się tam w ogóle nie pojawili… Wszystkie bilety trafiły do obecnych w Tarnobrzegu na meczu Pucharu Polski. Dzięki działaniom kibiców Rakowa udało się wywalczyć dodatkowe 40 wejściówek (jeszcze raz dzięki!).
W podróż do Częstochowy wyruszyliśmy około 14:30 w cztery autokary i kilkanaście aut. Pod stadionem pojawiło się nas dokładnie 300 (w tym 5 kibiców Górnika Zabrze) z czego na obiekt weszło wspomniane 240, a reszta (60 osób) została pod sektorem. Wszyscy ubrani byliśmy w zółte koszulki i prowadziliśmy ciągły i dobry doping. Mieliśmy ze sobą flagę VIP oraz transparent z Pozdrowieniami dla Nieobecnych GieKSiarzy. Pojawił się także transparent z przypomnieniem dat Powstań Śląskich.
Miejscowi w młynie pojawili się w dobrej liczbie. Te spotkanie było określane u nich hitem jesieni 2017. Zaprezentowali oprawę z pirotechniką i machajkami. Nie byli u nas zbyt słyszalni, ale pewnie oni nie słyszeli też nas – taka specyfika tego stadionu. Wywiesili także antyimigrancki transparent oraz pozdrowili swojego prezydenta, przez którego ich stadion jest w tak opłakanym stanie, że telewizja Polsat nie może realizować z niego transmisji. W trakcie drugiej połowy doszło do krótkiej wymiany uprzejmości między nami.
Po meczu świętowaliśmy wygraną wspólnie z piłkarzami. Były śpiewy, zbijanie piątek – mamy nadzieję, że takie obrazki już na stałe zagoszczą wśród nas. Teraz czekają nas dwa ważne spotkania – środowe z Chojniczanką (znowu bez gości) oraz niedzielne z Odrą Opole (tu spodziewany jest komplet przyjezdnych). My na najbliższy wyjazd pojedziemy dopiero pod koniec września do Bytowa. Polecamy już się zapisywać, bo miejsc ubywa. A to dla wielu jedyna szansa na załapanie się na wejściówkę na mecz w Tychach.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Lupusinfabula
20 sierpnia 2017 at 09:27
Mam pytanie, co dokładnie przypomnieli , sam fakt powstań ? Poległych? Tylko których…czy tych broniących swojej ziemii czy może tych , którzy chcieli ją zagrabić z całym przemysłem jako wisienką na torcie i co poniekąd się udało. O plebiscycie coś było?
Bgc64
20 sierpnia 2017 at 09:49
Ja, na transie upamiętniającym powstania śląskie zrobili jeszcze przedruk z encyklopedii i raków czytał to przez 90 minut. Myślisz chopie?
Kamel
20 sierpnia 2017 at 11:32
NIY powstonia,NIY slonske,jak tak wom imponujom toke manewry,to rusy we tym momyncie robiom genau to somo we Donecku.3 * ANTYSLONSKE planowone a finansowone ze polski ataki.gratuluja autorytetuw.bowcie sie dalij. blank we inkszyj kwestii – gratuluja kasacji 2 skladu – profesjonalny klub………kurwa….
erykGisz
20 sierpnia 2017 at 14:04
bilety były w kasach do kupienia, więc kto chciał to mecz sobie obejrzał
erykGisz
20 sierpnia 2017 at 14:05
Tychy to samo
Tom
21 sierpnia 2017 at 07:24
Te powstania zniszczyły Śląsk skutki są do teraz odczuwalne
Korfanty to sie kurwa w grobie przewraca
Kro zna historie to wie jak to wyglądało i do czego miało służyć
Jesteśmy Śląskim klubem ze Śląskimi tradycjami
Trochę histori by sie nam przydało chyba ze na Giekse juz same gorole łażą
obiektywny
21 sierpnia 2017 at 10:47
Tom, akurat historii to Ty się powinieneś douczyć. Przestań dzielić.
Lupusinfabula
21 sierpnia 2017 at 14:24
Nie wiem po cholerę w ogóle takie coś wywieszać, chyba fan brakuje…Na Górnym Śląsku historie powstań nie są jednoznaczne, aż tak jak np ocena powstania warszawskiego. Prawdopodobnie wymyślił to jakiś gorol lub ignorant historyczny , który nie ma pojęcia o sytuacji w tamtym czasie. Korfanty tak się z Polakami ugadał, że go do pierdla wsadzili i żeby im w celi nie padł to go wypuścili, po czym zaraz umarł , są teorie że go otruli więc ma prawo się w grobie obracać. Katowice są śląskim klubem i należy o tym pamiętać i podkreślać na każdym kroku. Pewnie chodzi też o odmienną retorykę w stosunku do śmierdzieli , którzy za sprawą takich samych historycznych ignorantów wywieszają niemieckie fany i heilują , brak słów…
Lupusinfabula
21 sierpnia 2017 at 14:24
Katowice są śląskim miastem miało być…
Lupusinfabula
21 sierpnia 2017 at 14:43
Użyłem słowa gorol jako definicji czyli osoby spoza Śląska , bez pejoratywnego wydźwięku. Nic do tych osób nie mam , dużo znam i w rodzinie też mam 🙂 Zawsze byli częścią naszego hajmatu , już a czasów kongresówki przyjeżdżali do nas do roboty. Dalej niewiele się zmieniło w tym temacie, co widać każdego ranka po korkach na drogach dojazdowych do Katowic, A4 czy DK86 od strony altreichu…Pyrsk
obiektywny
21 sierpnia 2017 at 15:43
Korfanty był szykanowany przez piłsudczyków. Razem z Dmowskim walczył aby Śląsk i Wielkopolska znalazły się w granicach Polski.Dla Ślązaka Śląsk jest Polski. Inaczej wygląda sprawa jak się jest Ślązakowcem.
Tom
21 sierpnia 2017 at 20:09
Obiektywny do szkoły ja pisałem prace mgr o powstaniach śląskich i plebiscydach wiec do szkoły
Co nam dały powstania oświeć mnie piszesz dla Slazaka Śląsk jest Polski a założę sie ze rodziców masz z poza Śląska
Greg
21 sierpnia 2017 at 20:13
Obiektywny to ty nie jestes oświeć mnie kto to jest Slazakowiec .” Bo pierwszy raz takie słowo słysza
obiektywny
21 sierpnia 2017 at 20:45
Greg, poczytaj, poszukaj a się dowiesz. Tom, niezależnie czy ktoś jest Ślązakiem czy nie to Śląsk jest Polski. O roli powstań podyskutowałbym, nie umniejszając Twojej wiedzy oczywiście ale nie jest tu miejsce na to.
Tom
21 sierpnia 2017 at 21:42
Czyli gorol Heh
obiektywny
22 sierpnia 2017 at 09:11
A jakiej ty narodowości Tom jesteś?
Lupusinfabula
22 sierpnia 2017 at 09:43
Ślązakowcy byli trochę bardziej na południe jak już , Śląsk Cieszyński, z Habsburgami w tle. Chyba, że używa się tego słowa obraźliwie, niektórzy zawłaszczyli sobie to pojęcie właśnie w tym celu. Co do polskości Śląska to bez przesady , kto Ci takich rzeczy naopowiadał że dla Ślązaka Śląsk jest polski ? Pan Semka czy Spyra ? Równie dobrze można powiedzieć (nawet bardziej zasadne by było) , że jest niemiecki, ale gdzie tam fuj to niemożliwe…Wystarczy spojrzeć na listę ojców założycieli Katowic(Winckler, Grundmann, Holtze). Kto wybudował setki kopalń i hut od Wisły po Odre ? Pradziadek Macierewicza czy może naszego ukochanego wojewody Wieczorka ?
Lupusinfabula
22 sierpnia 2017 at 09:44
Jedno na pewno można Polsce przyznać , kradzież Sląska , za międzynarodowym przyzwoleniem oczywiście, była najlepszym manewrem w międzynarodowej polityce Polski ostatnich kilkuset lat !!! Połączenie przemysłu na południu z oknem na świat w postaci nowego portu w Gdyni pozwoliło Polsce pozbierać się po latach zaborów. Powtarzam kradzież!!! I to po niekorzystnych wynikach Plebiscytu, po którym spontanicznie wybuchło III Powstanie…problem w tym , że było ono przygotowywane już o wiele wcześniej. Na Polskę nałożono embargo na dostawy broni na Śląsk, wysyłano ludzi z Małopolski i Wielkopolski do wzniecania propolskich nastrojów. Obiecano autonomię, ukłon dla tych niezdecydowanych. Autonomia trwała kilkanaście lat i o dziwo się sprawdziła , bez względu na Ślazaków, Polaków, Niemców czy Czechów mieszkających w jej obrębie…Wszystko to pokazuje jak skomplikowana i niejednoznaczna jest historia Sląska.
Tom
22 sierpnia 2017 at 11:13
Śląskiej obiektywny na pierwszym miejscu zawsze w sercu
Tom
22 sierpnia 2017 at 11:16
Czapka z głowy za trochę faktów lupusinfabula
obiektywny
22 sierpnia 2017 at 15:06
Nie ma takiej narodowości, chyba, że ci wmówili ci z ruchu autonomii.Korfanty jeśli w grobie się przewraca to słuchając takich jałowych wywodów śląskich separatystów.Piastowska ziemia należy do Polski.
Lupusinfabula
22 sierpnia 2017 at 18:01
Nikomu nic nie wmówili a ostatni Spis Powszechny pokazał skalę zjawiska, ponad 800 000 wpisało narodowość śląską ( ilość zer się zgadza). RAŚ is coming…zaczyna się panika, jak bajtle w Sosnowcu rojbrują to fatry nie straszą już gargamelem abo inkszą babą jagą ino Jorgiem Gorzelikiem. Co do samego separatyzmu to pójdę na łatwiznę i przekopiuję z neta : Separatyzm (z łaciny separatio – oddzielenie) – dążenie do wyodrębnienia się jakiejś grupy z całości. Najbardziej typowym jest separatyzm narodowościowy, a jednym z jego przejawów secesja narodowa. Zapytam jak sie to ma do aktualnych zdarzeń a tych sprzed prawie 100 lat …?
Lupusinfabula
22 sierpnia 2017 at 18:02
A ŚP Korfantemu dajmy już spokój, to niestety tragiczna postać w dziejach Śląska , niech mu ziemia lekką będzie. Jak będziesz miał chwilę to zawsze możesz wstąpić na cmentarz przy Francuskiej i mu świeczkę zapalić. Na przykład po wizycie w Muzeum Śląskim…
Lupusinfabula
22 sierpnia 2017 at 18:14
Co do Piastów to zdaje się temu ostatniemu Kazimierz było i za bardzo nie był zainteresowany Śląskiem skoro go oddał jakieś 700 lat temu pepikom, jedni powiedzą że Śląsk wrócił do macierzy inni, ci propolscy że biednego króla nie było stać na utrzymanie tych ziem w królestwie. A te zamki warowne to po co na Jurze budowali ? Dlaczego nie niżej na mapie? Może graniczne ? Znowu chyba jakiś jałowy się staje…
obiektywny
22 sierpnia 2017 at 20:49
W dobie demokracji każda miernota znajdzie sobie podobnych i coś przegłosują. Nie ma i nigdy nie było narodowości śląskiej, choćby nawet już miliony tak zagłosowały i na szczęście póki co sąd to potwierdził. Kocham Śląsk ale jeszcze bardziej swoją Ojczyznę Polskę, szanuję jej język, jej tradycje, dumny jestem z tych wielkich Polaków którzy walczyli za odzyskaniem Śląska, jak Korfanty, Bończyk, Ligoń czy Miarka. Potwierdzasz tylko Lupisinfabula, że jesteś pod mocnym wpływem nachalnej propagandy RAŚ.
Komar
23 sierpnia 2017 at 08:15
Obiektywny jakbyś był może i jesteś urodzony na Śląsku ale rodzice nie pochodzą ze Śląska na 100% jesteś krojcok tzw bo piszesz brednie Śląsk miał zawsze swoją odrębność pracowitość historie tu nie chodzi o ras tu chodzi o to kim się czujesz i jakie masz korzenie każdy może mieć swoje zdanie i poglądy ale prawda jest taka ze my mamy tyle z Polska wspólnego co po 2 wojnie światowej im nas oddali a wyzysk trwa do dzisiaj
Lupusinfabula
24 sierpnia 2017 at 10:51
Szkoda gadać…To tylko pokazuje Twoje nastawienie , dziękuję za dyskusję, z hanysowskim pozdrowieniem.
Lupusinfabula
24 sierpnia 2017 at 10:52
Do obiektywny rzecz jasna.