Piłka nożna
Trenerze pobudka – czas na zmiany, czas na Prokica w ataku
Nie ma, co ukrywać i owijać w bawełnę – trzeba stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie szczerze „Jest źle, jeśli chodzi o GieKSę”. Wszystko to, co się dzieje ostatnio w klubie strasznie ciężko ogarnąć, szczególnie w sytuacji gdzie niemalże rok temu nasza drużyna powoli docierała się jeśli chodzi o grę, powoli osiągała wyniki na jakie liczyliśmy. Nieco ponad rok po super meczu w Bielsku z drużyny zostały zgliszcza a sytuacja organizacyjna w klubie jest daleka od tej do jakiej przywykliśmy w ostatnim czasie.
3 kolejki – jeden punkt. Takiego początku rozgrywek chyba nikt się nie spodziewał. Oczywiście można było zakładać, że będzie ciężko, że drużyna nie jest w komplecie, że sparingi były słabe, że nie strzelamy bramek – ale chyba nikt z nas kibiców nie spodziewał się, że drużyna zacznie gorzej niż w poprzednich sezonach. Kadrę mamy, jaką mamy – śmiem twierdzić, że to, co najlepsze na rynku transferowym pierwszej ligi już przespaliśmy, dobrzy jak na warunki I ligi gracze znaleźli inne kluby. Znalezienie teraz zawodnika, który zbawi nas zespół będzie niczym wygranie losu na loterii. Nie wyobrażam sobie jednak byśmy nawet w tym składzie personalnym, co mamy, z doświadczonym trenerem u sterów poddali się po trzech kolejkach. Obowiązkiem wszystkich jest walczyć do końca bo od strony piłkarskiej trzeba ratować w tej rundzie, co się da a potem się zobaczy. By to zrobić potrzebne są zmiany w kadrze. Tak więc pobudka trenerze, czas na zmiany.
Pierwszym do zmiany jest Sebastian Nowak- czas w końcu postawić na Mateusza Abramowicza. Nowak z całym szacunkiem do niego, niczego w trzech meczach nam nie wybronił. Jedna spektakularna interwencja to za mało by dać nam punkty w trudnych sytuacjach. Pora by do bramki wrócił Mateusz Abramowicz, który wiele razy ratował nasz zespół w zeszłym sezonie. Jak to mówił nasz były trener Artur Skowronek – „W tej lidze punkty daje bramkarz i napastnik”. Pora by Mateusz znowu pokazał swoją klasę.
Następna do zmiany jest obrona – O ile środkowi obrońcy jeszcze się obronią swoją grą ( stosunkowo popełniają najmniej błędów) o tyle boczni kompletnie zawodzą. Zachodzimy w głowę jak to jest możliwe, że Mokwa zalicza taki zjazd w dół. Jak z taką grą można było zagrać tyle spotkań w ekstraklasie. Tutaj sytuacji nie ułatwia fakt, że brakuje zmienników. Do obrony wejść może Frańczak, który formą ostatnio nie grzeszy. Jednak zmiany są potrzebne, więc dobrze by było by Adrian dostał swoją szansę na boku obrony. Szczególnie, że do zmiany jest również styl grania bocznych obrońców. Mokwa i Mączyński póki co niewiele dają zespołowi w ofensywie. Drużyna przyzwyczajona do rajdów Czerwińskiego i podłączającego się często Dawida Abramowicza ma spory problem w utrzymaniu piłki gdy nie robią tego Mokwa z Mączyńskim. A gdy do tego dodamy stosunkowo słabe rozegranie piłki tych graczy to nie dziwi nas fakt, że to Puszcza miała 55% posiadania piłki w meczu z naszym zespołem.
Ciekawym, ale mało realnym pomysłem byłaby możliwość grania 3 stoperów w obronie, wspieranych przez bocznych obrońców. W ten sposób do obrony wróciłbym Klemenz, który kompletnie nie jest przygotowany do gry na środku pomocy. Problem jest jednak taki, że nikt takiego ustawienia nawet nie próbował testować.
Kolejna zmiana musi nastąpić w pomocy i związana jest ona z osobą Łukasza Zejdlera. Chłopakowi, który pokazał, że kapitalnie panuje nad piłką i potrafi ją rozdzielać grając do przodu ktoś zablokował „głowę”. Zejdler od pół roku gra tylko do boku, wolno, schematycznie. Czas aby trener popracował nad tym zawodnikiem by Zejdler znów był Zejdlerem, którego wszyscy chwaliliśmy.
I najważniejsze – zmiana na którą wszyscy kibice czekają najbardziej. Andreja Prokic w ataku. Czas przestać się oszukiwać, że Wojciech Kędziora nagle wyskoczy z formą, że Plizga złapie wiatr w żagle i będzie mógł grać również jako napastnik. 3 mecze Yunisa pokazały, że fajnie się zastawia, ale nic więcej z jego gry nie mamy. Goncerz pokazał spryt pod bramką oraz to, że wobec słabszej formy Foszmańczyka czy też jego kontuzji może zagrać na 10stce. Podstawą jest jednak wystawienie Prokica na szpicy. Czas przestać marnować siły Serba na skrzydle, czas skończyć z tym by grał on również w obronie. Czas przestać się oszukiwać, że to my prowadzimy grę i Prokic ciężko ma w ataku pozycyjnym. W ciągu trzech ligowych spotkań w każdym z nich przeciwnik przeważał jeśli chodzi o posiadanie piłki, prowadzenie gry. Wszystkie bramki, jakie strzeliliśmy były efektem kontry, ba wszystkie okazje, jakie mieliśmy były efektem kontry czy też szybkiego ataku. Skoro sam trener Mandrysz przyznaje, że Prokic w tym czuje się najlepiej to najwyższy czas z tego skorzystać. Miejsce Prokica jest w ataku.
Czas zmian powinien dotknąć również styl grania. Trzeba sobie jasno powiedzieć. Obecna kadra i poziom umiejętności graczy nie gwarantuje nam utrzymywania się przy piłce i bawienia się w Barcelonę. Im szybciej zapomnimy o takiej grze tym szybciej zaczniemy wygrywać. Przy defensywnej taktyce i wykorzystaniu szybkiego ataku będziemy cierpieć, będziemy mieć mniej okazji, ale paradoksalnie zwiększą się nasze szanse na wygraną. Przy dobrej defensywie takiej jak w Legnicy jesteśmy w stanie zagrać na zero z tyłu i wygrać mecz jedną akcją. Przy takich wygranych o stylu nikt nie będzie pamiętać. Ratujmy, co się do z tej rundy a o pięknym stylu póki, co zapomnijmy.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.


Mecza
15 sierpnia 2017 at 13:14
Mądrze napisane. Najlepsze zdanie „Obecna kadra i poziom umiejętności graczy nie gwarantuje nam utrzymywania się przy piłce” W poprzednim sezonie było identycznie ale stwarzaliśmy pozory bo boczni obrońcy grali wysoko i z rozegraniem było łatwiej ale za to obrony nie było wcale. Mandrysz to widział. Kadrę mamy słabą, słabszą nie w zeszłym sezonie. Zgadzam się że Abramowicz powinien bronić, w nim jest przyszłość a co może dać nam Nowak? Powinien siedzieć na ławce i awaryjnie być wystawianym. Klemenz jest środkowym obrońcą, koniec kropka. Z trójki Miedzierski, Kamiński, Klemenz jeden powinien siedzieć na ławce. Patrząc na Mokwe i Mączyńskiego, tęsknię za Pielorzem i Abramowiczem. Prokic tylko atak. Chciałbym w Częstochowie zobaczyć taki skład (zakładając że wszyscy zdrowi) Abramowicz-Frańczak, Midzierski, Kamiński, Zejdler – Mandrysz, Kalinkowski, Skrzecz, Słomka – Prokić. Ta liga jest mega słaba piłkarsko i młodzi nie będą odbiegać poziomem bo on jest równy zero. Skoro nasze najlepsze klubu kończą grę w europie w lipcu, co można sądzić o 1lidze? Co może dać piłkarz który nie łapie się do zespołu z dołu ekstraklasy i ma 30+ a my go bierzemy. Jak będzie jazda na tyłku przez 90minut to jest szansa na punkty. Dodatkowo zapunktujemy w projunior. Skrzecz i Słomka chyba nie zostali wypożyczeni aby przecierać bród z krzesełek.
Matti
16 sierpnia 2017 at 07:16
Popieram przedmówce dajmy szansę tym młodym bo napewno nie będą odbiegać od formy Plizgi i Kędziory. Co do tych dwóch to poszedłbym dalej i rozwiązał z nimi kontrakty bo to co oni robią na boisku to kpina. Nie mają umiejętnosci nawet na II ligę. Boczni obrońcy masakra! nie umieją kryć nie mówiąc już o ofensywie. I nasza największa bolączka środek pomocy tam mamy najwięcej strat i błędów. No i zgdazam się Prokić do napadu bo na skrzydle jest mało efektywny i widać że sie tam męczy. Ale poszedłbym dalej i zagrałbym 4-4-2. Myśle że na oboku obrony Kamiński również by sobie poradził i napewno nie zagrałbym gorzej od Mokwy ma warunki jest w miarę szybki i przynajmniej w defensywie dobry. Więc mój typ Abramowicz – Frańczak, Midzierski, Klemenz, Kamiński, Zejdler, Foszmańczyk, Mandrysz, Skrzecz, Yunis, Prokić
Irishman
16 sierpnia 2017 at 07:34
Błażej powtórzę to co napisałem na forum:
Piszecie ciągle, że Prokić ma grać w ataku. Ja też tak uważam. Tylko, że my mamy napastników, choć oczywiście żaden z nich się nie sprawdził póki co. A kto ma grać na lewym skrzydle??? A jak ma tam grać młody Mandrysz, to po pierwsze szkoda go, bo sobie z prawej strony znakomicie radzi, a po drugie kto ma grać na prawym skrzydle?
Irishman
16 sierpnia 2017 at 07:38
Słomka? Hmmm… może to jest jakiś pomysł? Tylko serio szkoda zabierać Mandrysza z prawej pomocy skoro sobie tak dobrze radzi.
No mamy efekt planu B Motały czyli „przykrótkiej kołdry”. No ale może faktycznie czas w takim razie na młodzież – Kuliński, Skrzecz, Słomka???
Marcin
16 sierpnia 2017 at 09:31
A może Frańczak nie wiem czy trener o nim zapomniał?
Mecza
16 sierpnia 2017 at 10:21
@Matti, też pomyślałem o rozwiązaniu kontraktu z nimi. Każdy jeden małolat który będzie tylko biegał i walczył więcej nam da niż oni.
fjodor
16 sierpnia 2017 at 10:27
No nie wiem, w kilku szpilach Kamyk grał na boku obrony i nie wyglądało to najlepiej. Ale chyba prawdą jest, że gorzej niż Mokwa nie zagra.
fjodor
16 sierpnia 2017 at 10:28
PS. Klemenz chyba też grywał na prawej, jeśli się mylę, to mnie poprawcie.
bce
16 sierpnia 2017 at 22:07
Pany możemy grać samymi małolatami i to da więcej niż zgraja emerytów. Zostawić ino Kamyka, Gonza i Prokicia żeby mądrze nimi dyrygowali a bedzie coś z tego.
Rafał
17 sierpnia 2017 at 22:17
Pewnie mecz z Rakowem i tak przegrają 2-1 i potem cały sztab szkoleniowy powinien podać się do dymisji, tak nieudolnego sztabu trenerskiego to chyba jeszcze nie było. Skoro trener mówi że on ponosi odpowiedzialność za styl i to co jest na boisku to nie wiem czemu obecny trener jest na swoim stanowisku do tej pory ile meczów musza przegrać by góra coś zrobiła!!!!!