Dołącz do nas

Siatkówka

PlusLiga: 20 kolejka – Niespodziewane rozstrzygnięcia w Warszawie oraz w Szczecinie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

To miała być kolejka dla faworytów i co? W Warszawie Inżynierowie niespodziewanie ograli Skrę! Po wyrównanym początku w pierwszym secie, to gospodarze odskoczyli na kilka punktów przewagi i spokojnie dowieźli wygraną do końca. Drugi set pod kontrolą wyniku przez gości i wydawało się, że bełchatowianie opanowali sytuację na boisku. W trzeciej partii Politechnika nie odpuszczała i trwała zacięta rywalizacja przez cały set, gdy w samej końcówce aż trzy błędy własne bełchatowian dały wygraną gospodarzom. Czwarty set niespodziewanie przebiegał pod dyktando miejscowych, co dobitnie pokazała tablica wyników – 18:10! – Na odwrócenie losów tego meczu było już za późno i Skra wyjechała z Warszawy z kwitkiem. Ogólnie mecz stał na wysokim poziomie i dostarczył licznie (5800) zgromadzonej widowni sporych emocji.
Niespodziewane kłopoty mistrzów Polski w starciu z Czarnymi i wygrana dopiero po tie-breaku. Już pierwsza partia pokazała, że łatwo ZAKSA mieć nie będzie, bo po wyrównanej grze do stanu po 20, końcówkę stosunkowo łatwo rozstrzygnęli na swoją korzyść radomianie. Drugi set również bardzo wyrównany, gospodarze prowadzili już 19:16 i wydawało się, że łatwo dowiozą tę przewagę, ale siatkarze Czarnych szybko wyrównali po 20 i doprowadzili do zaciętej końcówki, którą w końcu dzięki skutecznemu Konarskiemu udało się jednak wygrać. Kolejny set wyjątkowo łatwo padł łupem przyjezdnych, za co mistrzowie Polski się szybko zrewanżowali i tym razem to goście nie mieli nic do powiedzenia. W tie-breaku ZAKSA prowadziła jeszcze 11:10, gdy radomianie wyszli na prowadzenie i nie wykorzystali dwóch piłek meczowych. Udało się za to, za czwartą piłką meczową, siatkarzom gospodarzy zamknąć ten mecz i stracić tylko jeden punkt w tabeli.

 

Nie zawiódł Jastrzębski, który dość pewnie pokonał na wyjeździe MKS Będzin, choć gospodarze mocno postawili się przeciwnikom. W pierwszym secie wyrównana gra trwała do stanu po 15, potem będzinianie odskoczyli na kilka oczek przewagi i spokojnie dowieźli ją do końca. Druga partia wyrównana do samego końca (21:20), aż sprawy w swoje ręce wziął najskuteczniejszy siatkarz PlusLigi czyli Salvador Oliva, który zdobył cztery punkty. W trzeciej partii MKS dość długo próbował kontrolować wynik (16:13), aż jastrzębianie wyrównali wynik (19:19) i mieli już prawie wygranego seta (21:24). Gospodarze się jednak wybronili i mieli dwie piłki setowe, których nie wykorzystali i w końcu to goście wygrali tę partię na przewagi. W czwartym secie po początkowej wyrównanej grze (9:9) to Jastrzębski odskoczył na trzy-czteropunktową przewagę i dowiózł ją do zwycięskiego końca. Nie zawiedli też olsztynianie pewnie pokonując akademików z Częstochowy. AZS w coraz większym kryzysie i nadziei na lepsze jutro nie widać. Pierwszy set pod pełną kontrolą gości z Olsztyna. Wyniki kolejnych dwóch sugerują wyrównaną walkę, ale były one również grane pod dyktando AZS-u i tylko chwile niefrasobliwości olsztynian dawały szanse gospodarzom na przypudrowanie wyników.

 

Zacięte spotkanie obserwowali kibice w Rzeszowie. Pierwsze dwa sety padły łupem gospodarzy, co prawda jeden dopiero na przewagi po wyrównanej walce, ale za to drugi już bardzo wyraźnie i nic nie zapowiadało dalszych problemów w tym spotkaniu. W trzecim secie od stanu 10:10 Resovia kompletnie stanęła i przegrała tę partię bardzo wysoko. Czwarty set od początku z kilku punktową przewagą lubinian i pewne dowiezienie wyniku do końca. W tie-breaku trwała cały czas zacięta gra i dopiero na przewagi wygrali to spotkanie rzeszowianie.

W dole tabeli bielszczanie przegrali z Łuczniczką po pięciu setach. Jest to o tyle przykre dla BBTS-u, bo bydgoszczanie wygrali na wyjeździe po raz… pierwszy w sezonie! W pierwszym bardzo długim secie, trwała zacięta i wyrównana walka o wygraną. Prowadzenie zmieniało się kilkukrotnie aż w końcu to goście przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę. Drugi set pod pełną kontrolą gospodarzy, a w trzecim BBTS osiągnął szybko trzy-czteropunktową przewagę i utrzymał ją do końca. W czwartej partii przebudzili się goście i zaczęli od prowadzenia 1:9! i systematycznie jeszcze je powiększali (6:16, 9:19) nie dając żadnych szans bielszczanom na nawiązanie jakiejkolwiek walki. W tie-breaku trwała wyrównana gra aż do stanu po 9, od tego momentu to siatkarze Łuczniczki byli bardziej skuteczniejsi, w efekcie czego wygrali mecz w Bielsku.

 

Kolejka zakończyła się w Szczecinie gdzie niespodziewanie Espadon pokonał LOTOS, przerywając passę pięciu porażek w rzędu! Już pierwszy set mógł paść łupem zespołu gospodarzy, gdy Espadon prowadził już 9:4. Gdańszczanie wyrównali wynik po 15 i potem wyszli na prowadzenie nie oddając go do końca seta. Drugi set wyrównany w początkowej fazie, potem gospodarze odskoczyli z wynikiem na 21:16 i nie wypuścili już szansy z rąk. W trzecim secie goście prowadzili już 11:15, ale szczecinianie zerwali się do walki i wyrównali stan po 18. Następnie trwała zacięta gra o wygranie tej partii, prowadzenie zmieniało się kilka razy, gdańszczanie nie wykorzystali aż czterech piłek setowych, a Espadon w końcu wykorzystał trzecią piłkę setową dzięki… trzem błędom własnym gości z rzędu! Czwarty set z podobnym scenariuszem, ponieważ LOTOS prowadził już z dużą przewagą 14:20, a mimo tego goście nie potrafili tej przewagi utrzymać do końca. Espadon wyrównał w ostatniej chwili po 23 wyciągając ze stanu 19:23! Od tego wyniku LOTOS nie zdobył już ani jednego punktu w tym secie, przegrywając to spotkanie bez żadnej zdobyczy punktowej. Prawdziwym bohaterem tego meczu był atakujący zespołu gospodarzy. Bartłomiej Kluth zdobył w tym spotkaniu… UWAGA – 40 punktów!!! 1 oczko asem serwisowym, 4 blokiem punktowym oraz 35 atakiem, przy 61% skuteczności (na 57 ataków). To kosmiczny wyczyn!

 

Sensacyjne wyniki spowodowały małe zmiany z tabeli rozgrywek. ZAKSA i Resovia zachowały swoje pozycje i różnicę punktową. Natomiast potknięcie Skry wykorzystały, Jastrzębski wyprzedzając bełchatowian o jedno oczko oraz AZS Olsztyn, który zrównał się punktami z brązowym medalistą poprzedniego sezonu. Walka o pierwszą czwórkę zapowiada się nadzwyczaj ciekawie. Cuprum przegrywając w Rzeszowie ma już stratę pięciu punktów, a biorąc pod uwagę, że lubinianie rozegrali o jedno spotkanie więcej stawia ich już w trudnym położeniu.
GKS po czwartym zwycięstwie z rzędu zbliżył się do wyprzedzających nas LOTOS-u oraz Czarnych i zgodnie z zapowiedzią trenera Piotra Gruszki, zespół powalczy o ósmą lokatę. Szkoda straconych oczek w Częstochowie i w Spodku właśnie z LOTOS-em, bo dawno temu zajmowalibyśmy już to ósme miejsce. Po meczu z MKS-em Będzin, nie mamy korzystnego terminarza, więc przeskoczenie w tabeli o jedną lokatę w górę będzie bardzo trudne.
W dole tabeli Effector po kolejnej porażce, został wyprzedzony przez Łuczniczkę oraz BBTS, natomiast Espadon po sensacyjnej wygranej z LOTOS-em oderwał się na trzy oczka przewagi nad AZS-em Częstochowa, który coraz mocniej dzierży czerwoną latarnię.

 

Wyniki 20 kolejki: 3, 4, 5 i 6 luty

BBTS Bielsko-Biała – Łuczniczka Bydgoszcz  2:3 (29:31, 25:16, 25:22, 17:25, 11:15)

BBTS: Storożyłow (5), Janeczek (23), Grzechnik (14), Siek (1), Vemić (8), Lipiński (10), Koziura (libero) oraz Czauderna (libero), Bieńkowski (1), Gryc (3), Gaca (4), Bartos (5), Kwasowski (4). Trener: Rastislav Chudik.
Łuczniczka: Szczurek (2), Filipiak (18), Nowakowski (11), Sacharewicz (2), Katić (10), Yudin (17), Czunkiewicz (libero) oraz Sieńko (1), Gromadowski (8), Jurkiewicz (5), Rohnka (2), Bobrowski. Trener: Piotr Makowski.  MVP: Bartosz Filipiak.

MKS Będzin – Jastrzębski Węgiel  1:3 (25:21, 22:25, 26:28, 20:25)

Będzin: Seif (4), Araujo (23), Ratajczak (8), Rejno (7), Waliński (15), Jordanow (5), Potera (libero) oraz Kozub, Piotrowski, Peszko (3), Russell, Stysiał (libero). Trener: Stelio DeRocco.
Jastrzębski: Kampa (6), Muzaj (21), Kosok (8), Boruch (10), De Rocco (15), Oliva (18), Popiwczak (libero) oraz Ernastowicz. Trener: Mark Lebedew.  MVP: Lukas Kampa.

ONICO AZS Politechnika Warszawska – PGE Skra Bełchatów  3:1 (25:22, 22:25, 25:23, 25:18)

Politechnika: Firlej, Filip (21), Kowalczyk (10), Wrona (13), Samica (11),Łapszyński (13), Olenderek (libero) oraz Mikołajczak, Smoliński, Kwolek. Trener: Jakub Bednaruk.  MVP: Maciej Olenderek.
Skra: Uriarte (3), Kurek (16), Lisinac (16), Kłos (7), Bednorz (1), Penczew (13), Milczarek (libero) oraz Janusz, Wlazły (3), Gładyr (2), Szalpuk (3), Winiarski (3), Piechocki (libero). Trener: Philippe Blain.

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – Cerrad Czarni Radom  3:2 (21:25, 26:24, 17:25, 25:19, 19:17)

ZAKSA: Toniutti (1), Konarski (24), Bieniek (8), Czarnowski (10), Buszek (9), Deroo (19), Zatorski (libero) oraz Pająk, Witczak, Wiśniewski, Semeniuk (1). Trener: Ferdinando De Giorgi.  MVP: Sam Deroo.
Czarni: Kędzierski (1), Bołądź (21), Kohut (9), Smith (9), Żaliński (24), Fornal (12), Watten (libero) oraz Gonciarz (2), Ziobrowski (1), Ostrowski (1), Zwiech (1), Filipowicz. Trener: Robert Prygiel.

Effector Kielce – GKS Katowice  1:3 (25:22, 13:25, 19:25, 23:25)

Effector: Komenda (1), Andrić (10), Wohlfahrstaetter (4), Nalobin (5), Wachnik (3), Pawliński (15), Sobczak (libero) oraz Biniek (libero), Antosik, Superlak (2), Maćkowiak, Bućko (1), Formela (7). Trener: Sinan Tanik.
GKS: Falaschi (1), Butryn (21), Krulicki (10), Kalembka (6), Kapelus (10), Sobański (11), Mariański (libero) oraz Fijałek, Van Walle (1), Pietraszko (2), Stelmach. Trener: Piotr Gruszka.  MVP: Marco Falaschi.

AZS Częstochowa – Indykpol AZS Olsztyn  0:3 (18:25, 23:25, 22:25)

Częstochowa: Buczek, Szalacha (8), Buniak (9), Janus, Moroz (7), Szymura (6), A. Kowalski (libero) oraz T. Kowalski (2), Grebeniuk (7), Wawrzyńczyk (1), Szlubowski (1). Trener: Michał Bąkiewicz.
Olsztyn: Woicki, Hadrava (20), Pliński (7), Kochanowski (8), Śliwka (7), Włodarczyk (15), Żurek (libero) oraz Makowski, Boswinkel, Buchowski, Palacios. Trener: Andrea Gardini.  MVP: Jakub Kochanowski.

Asseco Resovia Rzeszów – Cuprum Lubin  3:2 (26:24, 25:16, 15:25, 21:25, 17:15)

Resovia: Drzyzga (1), Schmitt (24), Dryja (8), Możdżonek (15), Perrin (15), Rossard (12), Wojtaszek (libero) oraz Tichacek (1), Schoeps, Nowakowski, Lemański, Ivović, Winters. Trener: Andrzej Kowal.  MVP: Marcin Możdżonek.
Cuprum: Łomacz (1), Kaczmarek (26), Michalski (5), Gunia (9), Pupart (1), Taeht (21), Rusek (libero) oraz Gorzkiewicz, Malinowski (1), Koumentakis (14). Trener: Gheorghe Cretu.

Espadon Szczecin – LOTOS Trefl Gdańsk  3:1 (22:25, 25:22, 31:29, 25:23)

Espadon: Kozłowski (1), Kluth (40), Perłowski (7), Zajder (11), Ruciak (8), Wika (1), Murek (libero) oraz Sladecek (1), Depowski (10), Wołosz. Trener: Michał Gogol.  MVP: Bartłomiej Kluth.
LOTOS: Masny (2), Schulz (24), Grzyb (5), Paszycki (8), Pietruczuk, Hebda (13), Gacek (libero) oraz Stępień, Romać (1), Niemiec, Gawryszewski (5), Mika (11). Trener: Andrea Anastasi.

 

tabela po 20. kolejce

miejsce drużyna mecze punkty sety małe punkty
1 ZAKSA KĘDZIERZYN-KOŹLE 20 51 56:17 1739:1465
2 ASSECO RESOVIA RZESZÓW 20 47 53:22 1739:1552
3 JASTRZĘBSKI WĘGIEL 20 45 54:28 1921:1699
4 PGE SKRA BEŁCHATÓW 20 44 50:22 1655:1551
5 Indykpol AZS Olsztyn 20 44 50:26 1767:1624
6 Cuprum Lubin 21 39 48:33 1854:1710
7 Cerrad Czarni Radom 20 34 42:34 1746:1729
8 LOTOS Trefl Gdańsk 21 33 43:42 1907:1878
9 GKS KATOWICE 21 31 39:41 1756:1780
10 ONICO AZS Politechnika Warszawska 21 26 34:43 1726:1794
11 MKS Będzin 20 22 31:47 1665:1763
12 Łuczniczka Bydgoszcz 20 16 28:50 1654:1779
13 BBTS Bielsko-Biała 20 16 22:52 1485:1742
14 Effector Kielce 20 15 24:52 1590:1782
15 Espadon Szczecin 20 13 21:50 1509:1655
16 AZS Częstochowa 20 10 20:56 1583:1793

 

W przypadku równej liczby punktów meczowych o wyższym miejscu w tabeli decyduje:

a) liczba wygranych meczów,
b) lepszy (wyższy) stosunek setów zdobytych do straconych,
c) lepszy (wyższy) stosunek małych punktów zdobytych do małych punktów straconych.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga