Siatkówka
Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci?
I jeszcze jeden przykry obowiązek, prasówka po „znakomitym” meczu GKS-u. Wielce wymowny jest tutaj komentarz do tego spotkania naszego trenera Piotra Gruszki.
katowickisport.pl – Olsztynianie za mocni dla GieKSy
GKS Katowice w pierwszym tegorocznym meczu przed własną publicznością gładko przegrał z Indykpolem AZS Olsztyn. Podopieczni Piotra Gruszki nie mieli w tym spotkaniu absolutnie nic do powiedzenia. Początek meczu nie ułożył się po myśli katowiczan. Zmotywowani rywale rozpoczęli pierwszego seta od prowadzenia 10:2 i utrzymywali je przez całą partię. Trener Piotr Gruszka zdecydował się na kilka zmian, jednak przewaga olsztynian była na tyle duża, że nie udało się jej zniwelować. W drugiej partii drużyna Indykpolu AZS również rozpoczęła od prowadzenia pięcioma punktami, ale w połowie seta GieKSie udało się wzmocnić zagrywkę. Po asie serwisowym Gerta Van Walle było już tylko 13:14 dla gości. W końcówce decydujące okazało się jednak doświadczenie rywali, którzy ponownie zbudowali przewagę i objęli prowadzenie 2:0. Kibice zgromadzeni w szopienickiej hali liczyli, że losy meczu odwrócą się po 10-minutowej przerwie. Niestety, niezwykle skutecznie grający rywale ponownie zbudowali wysoką przewagę, którą utrzymali do końca i wywieźli z Katowic trzy punkty. (…)
siatka.org – PlusLiga: Beniaminek bezradny w starciu z AZS-em Olsztyn
Spotkanie 17. kolejki PlusLigi w Katowicach nie miało większej historii. W starciu z akademikami z Olsztyna podopieczni Piotra Gruszki nie pokazali się z najlepszej strony. Siatkarze beniaminka nie tylko nie ugrali nawet seta, w żadnej z rozgrywanych partii nie byli realnym zagrożeniem dla przeciwnika. Przewagę przyjezdnych najlepiej potwierdzają rezultaty poszczególnych fragmentów spotkania. (…)
Po powrocie do gry w kolejnej odsłonie gra GKS-u wyglądała już lepiej. Choć gdy znowu w grze miejscowych zaczęły pojawiać się błędy, w dodatku szczęście sprzyjało gościom, przy ich prowadzeniu 8:5 o czas poprosił trener Gruszka. Po nim w kontrze skutecznie zagrał Śliwka, a błąd popełnił Falaschi (10:5). Tym razem jednak katowiczanie zdołali powoli odrabiać straty. Blok Kapelusa i dobre zagrywki Kalembki i Van Walle zniwelowały straty GKS-u do minimum (13:14). Nie trzeba było jednak długo czekać, by miejscowych znowu złapała niemoc w ataku i kontrę za kontrą kończyli olsztynianie. W dodatku Pietraszko uderzył w aut i było już 19:14 dla AZS-u. Choć katowicka drużyna próbowała jeszcze nawiązać walkę, to jednak swoimi atakami nie sprawiała rywalom dużych problemów, co AZS zamieniał w kontrze na kolejne punkty. Partię zakończył skuteczny blok akademików. (…)
polsatsport.pl – PlusLiga: Indykpol AZS rozgromił GKS
W spotkaniu 17. kolejki PlusLigi siatkarze GKS Katowice przegrali z Indykpolem AZS Olsztyn 0:3. Konfrontacja, która zapowiadała się niezwykle interesująco, nie przyniosła większych emocji. Podopieczni Piotra Gruszki byli wyraźnie słabsi od rywali. Dobrze spisujący się beniaminek z Katowic podejmował w Hali Sportowej Szopienice aspirującą do czołowej czwórki PlusLigi ekipę z Olsztyna. Spotkanie zapowiadało się więc interesująco, ale pierwszy set większych emocji nie przyniósł, w dużej mierze ze względu na słabą postawę podopiecznych Piotra Gruszki. Katowiczanie rozpoczęli to spotkanie od falstartu (0:5). W kolejnych akcjach siatkarze Indykpolu AZS, wykorzystując zagubienie rywali, jeszcze powiększali dystans (2:10). Gospodarze nie mogli znaleźć sposobu na odwrócenie losów tej partii, siatkarze trenera Andrei Gardiniego kontrolowali sytuację (9:16, 10:19). Przestrzelony serwis Pawła Pietraszko ustalił wynik tej partii na 14:25. (…)
Trzecia odsłona, podobnie jak pierwsza, miała jednostronne oblicze. Katowiczanie nie potrafili się odblokować, nawiązać walki z dobrze dysponowanymi rywalami; zdarzały im się pojedyncze dobre akcje, po których dla odmiany popełniali rażące błędy. Już w środkowej części seta goście osiągnęli taką przewagę (9:16), która zapewniła im spokojną końcówkę meczu. Skuteczny atak Włodarczyka zakończył to krótkie spotkanie. Olsztynianie zdobyli w całym meczu aż 31 punktów po błędach własnych rywali. (…)
polsatsport.pl – Gruszka: Nie jestem wściekły, ja się wstydzę za taki mecz!
Tomasz Swędrowski: Spodziewałeś się chyba lepszego meczu?
Piotr Gruszka: Oczywiście, że tak. Nie jestem wściekły, bo wściekły mógłbym być, gdybyśmy walczyli i przegrali ten mecz po zaciętych końcówkach setów. Nasza postawa od początku meczu daje mi wiele pytań i muszę porozmawiać z zespołem, bo ja za taki mecz się wstydzę i nie boję się tego powiedzieć. Ja zawsze będę chodził z podniesioną głową, bo nikt oprócz mnie nie może pozwolić na to, bym był od kogoś słabszy. To staram się przekazywać zawodnikom podczas grania: tylko my sami możemy pozwolić na to, by ktoś nam pokazał, że jesteśmy słabsi. Sportowo możemy przegrać, ale nie możemy przegrać meczu w głowach.
Gdy byłeś zawodnikiem, byłeś znany z tego, że jeśli grałeś słabo, czy Twoja drużyna grała słabo, potrafiłeś to powiedzieć. Zapytam więc wprost: Marco Falaschi się obraził? Miałeś z nim rozmowę w trakcie meczu, po której on zupełnie się wyłączył.
Myślę, że nie po rozmowie. Ta zmiana była również dlatego, bo stwierdziłem, że on jest poza zespołem. Muszę z nim porozmawiać, to będzie nasza wewnętrzna sprawa, ale to jest kapitan. Nie po to jest kapitanem zespołu, nie po to jest mózgiem – jako rozgrywający, żeby zespól to widział. Ja mogę widzieć pewne rzeczy, których zespół nie dostrzega, ale jeśli zespół to widzi i oni patrzą na mnie z pytaniem: „o co chodzi?”, to już jest problem. Porozmawiamy oczywiście bardzo szybko, bo jest jakiś problem i ja się muszę dowiedzieć jaki. Czekają nas kolejne mecze i nie możemy sobie pozwolić na takie granie. GKS Katowice gra dobrze, jeśli jest kolektywem, to jest nasza siła. Jeżeli będziemy się pojedynczo wyłączać z tego kolektywu, to będziemy mieć problem z wygraniem z kimkolwiek, nie mówię już o graniu pozytywnej siatkówki.
Byłeś chwalony, Ty i Twój zespół. Siedem zwycięstw robi wrażenie, GKS jest dobrze postrzegany w tej lidze i jest drużyną z perspektywami na przyszłość. Taki jeden mecz nie może przekreślić tego, co już tu osiągnęliście…
Ja chłopakom zawsze tłumaczę, że budujemy tu nową jakość. Chcemy zbudować nową jakość jako GKS, jako Katowice, gdzie siatkówka naprawdę jest bardzo potrzebna i ludzie nas bardzo mocno wspierają. Ale tym bardziej w meczach telewizyjnych musimy potwierdzać pozytywną opinię o nas. Tu się sprzedajemy i dziwi mnie ten paraliż, bo to powinno być nasze święto. My możemy sprzedać się tylko na boisku, bo nikt nie widzi naszej pracy na treningach. Dziwi mnie to spotkanie, bo wcześniej w Bełchatowie zagraliśmy bardzo fajne spotkanie w Pucharze Polski. Biliśmy się bardzo mocno… Ostatnie treningi również wyglądały kompletnie inaczej, niż ostatni mecz.
Kamery?
Może, ale jeśli ktoś nie jest gotowy do grania przed kamerami, to też jest bardzo ważna informacja na przyszłość. Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby ktoś wystraszył się dwóch kamer i presji związanej z tym, że cała rodzina ogląda mecz. Wierzę w tych chłopaków, tylko jedna rzecz musi się wydarzyć: oni muszą mi dać odpowiedź, co się dzieje w ich głowach. Jesteśmy dorosłymi ludźmi i bez tego nie pójdziemy do przodu. Jeżeli po takim meczu ktoś mi powie, że jest wszystko ok, to na pewno nie mówi prawdy. Myślę, że szacunek w grupie, który tu sobie wypracowaliśmy od początku sezonu, i szczerość, którą mamy w zespole, pozwala nam walczyć ze wszystkimi. Dziś ewidentnie coś się wydarzyło i muszę jak najszybciej znaleźć na to odpowiedź.
sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice – Indykpol AZS Olsztyn: demolka na Śląsku
W spotkaniu 17 kolejki PlusLigi GKS Katowice przegrał we własnej hali z Indykpolem AZS-em Olsztyn 0:3. W żadnym z setów beniaminek nie nawiązał walki z przeciwnikiem. Indykpol AZS Olsztyn potwierdził wysoką formę i odniósł dwunaste zwycięstwo w tym sezonie, dzięki czemu do czwartego w tabeli Jastrzębskiego Węgla traci już tylko punkt. Olsztynianie nie mieli żadnych problemów, by na wyjeździe pokonać GKS Katowice. Choć beniaminek PlusLigi w tym sezonie potrafił kilka razy postraszyć czołowe drużyny, to w starciu z Akademikami był bezradny. Dominacja olsztynian trwała od pierwszej akcji. Gościom wychodziło niemal wszystko, a gospodarze mieli problemy z zakończeniem ofensywnych akcji. Katowiczanie ustępowali rywalom w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Fatalne spotkanie rozegrał Marco Falaschi, do którego trener Piotr Gruszka miał sporo uwag. W drugim secie jego miejsce na parkiecie zajął Maciej Fijałek. Katowiczanie błyskawicznie chcieliby zapomnieć o tym trwającym nieco ponad godzinę meczu. W pierwszej partii zdołali ugrać zaledwie 14 punktów, z czego dużą część po błędach rywali. Najlepszy w ich wykonaniu był drugi set, ale zdobyli w nim 20 „oczek”. Trzecia partia to już egzekucja miejscowych, którzy sprawiali wrażenie jakby czekali na ostatni punkt zdobyty przez gości. Olsztynianie tego seta wygrali do 15. (…)
indykpolazs.pl – Pewna wygrana w Katowicach!
Siatkarze Indykpolu AZS Olsztyn pewnie pokonali na wyjeździe GKS Katowice 3:0. Najlepszym zawodnikiem meczu został Paweł Woicki. Dla olsztyńskich akademików to 12 wygrana w tym sezonie. (…)
Druga odsłona niedzielnego spotkania była już bardziej wyrównana. Na ataki Włodarczyka, gospodarze odpowiadali uderzeniami Sergieja Kapelusa. Katowiczanie nie popełniali już sporej ilości błędów, a olsztynianie wciąż prezentowali wysoki poziom. Dopiero gdy w ataku zaczął się mylić Gert Van Walle, ekipa ze stolicy Warmii i Mazur dyktowała warunki na parkiecie (6:3). Dokładając do tego obrony Włodarczyka i ataki Śliwki olsztynianie w pewnym momencie mieli już sześć punktów przewagi (12:6). I tak jak w poprzedniej partii gospodarze tanio skóry nie sprzedali – po skutecznych blokach Kapelusa i asach serwisowych Van Walle, przewaga olsztynian stopniała tylko do jednego punktu (14:13). Doświadczenie i większa skuteczność na siatce siatkarzy Indykpolu AZS ponownie wzięły górę. Druga partia padła łupem gości 25:20, którzy prowadzili w całym meczu już 2:0. (…)
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze