Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po trzech porażkach z rzędu GKS-u, coraz trudniej o optymizm, starcie z Jastrzębskim pokazało jak wiele brakuje naszemu zespołowi do czołówki polskich drużyn.

 

katowickisport.pl – Kapitan stanął na wysokości zadania. Jastrzębie wygrywa z GieKSą

Jastrzębianie źle zagrali w drugim secie, ale ostatecznie udało im się wywalczyć trzy punkty. Pierwsza odsłona w zasadzie nie miała historii. Jastrzębianom do zwycięstwa wystarczyły dwie serie w polu zagrywki. Najpierw kilka soczystych serwisów posłał Salvador Hidalgo Oliva, a chwilę później swoje dołożył Lukas Kampa. Katowiczanie w partii tej nie pokazali niczego poza blokiem. Dość powiedzieć, że takich punktowych akcji wykonali aż pięć. A na przestrzeni całej partii „uciułali” zaledwie piętnaście punktów. Nic zatem nie zapowiadało tego, co wydarzyło się w secie numer dwa. Wydawało się, że gospodarze kontrolują sytuację. Do momentu, kiedy na zagrywce pojawił się Paweł Pietraszko. Miejscowi nie byli wtedy w stanie przyjąć trzech zagrywanych przez środkowego GKS-u piłek i w efekcie przegrali seta. Z szatni, przed partią trzecią, wyszli jednak „Pomarańczowi” z mocnym postanowieniem poprawy. I pomimo kilku turbulencji w trakcie tej rozgrywki, udało się im plan wprowadzić w życie. Katowiczanie mieli spore problemy w przyjęciu, przez co ich atak w zasadzie nie funkcjonował. A dodatkowo osamotniony w tym elemencie siatkarskiego rzemiosła był Sierhij Kapelus. Doświadczony zawodnik próbował wziąć ciężar gry na siebie, ale nie przyniosło to spodziewanych efektów. Tymczasem Lukas Kampa wiedząc o tym, że Salvador Hidalgo Oliva ma problemy z kolanem, postanowił poszukać innych rozwiązań. Tym razem się powiodło, bo zdecydowanie lepiej niż w poprzednich spotkaniach zagrał Patryk Strzeżek. Kapitan „Pomarańczowych” pojawił się na parkiecie w pierwszej szóstce, bo z urazem barku ciągle zmaga się Maciej Muzaj. I stanął na wysokości zadania prowadząc zespół Jastrzębskiego Węgla do zwycięstwa. Można powiedzieć, że wczorajszy dzień był podwójnie szczęśliwy dla Marka Lebedewa, szkoleniowca jastrzębskiego zespołu. Jego podopieczni wygrali mecz, a on sam został właśnie selekcjonerem reprezentacji Australii.  (…)

siatka.org – PL: Śląski pojedynek dla jastrzębian, beniaminek walczył

Można było się spodziewać, że złaknieni zwycięstwa siatkarze GKS-u Katowice będą chcieli powalczyć z Jastrzębskim Węglem. Mimo tego w dwóch partiach dali się całkowicie podporządkować gospodarzom, którzy mądrze korzystali z ich potknięć. Tym samym zespół z Jastrzębia-Zdroju w końcu sięgnął po ligowe zwycięstwo bez większych problemów i (dla odmiany) w czterech setach.  (…)

Podenerwowani porażką w drugim secie jastrzębianie mocnym akcentem otworzyli partię kolejną. W tej części spotkania celne zagrania na siatce przeplatały błędy popełniane w polu serwisowym. Dłużej niż w odsłonach wcześniejszych utrzymywała się też gra na styku (7:6). Dopiero kontratak w wykonaniu atakującego jastrzębian i autowe zagrania Sobańskiego odmieniły nieco sytuację i miejscowi prowadzili 9:6. Nie był to koniec błędów GKS-u, nerwowe zagrania kończyły ataki w aut i przy stanie 10:6 Piotr Gruszka musiał wykorzystać przerwę na żądanie. Po wznowieniu gry przyjezdni popisali się blokiem na Olivie, chwilę później zagrywając w aut. Tym razem trudno było wypatrywać zrywu przyjezdnych, pojedyncze skuteczne zagrania podopiecznych Piotra Gruszki były jedynie tłem dla punktów seriami zdobywanych przez zawodników z Jastrzębia-Zdroju. Patryk Strzeżek nie miał większych problemów z omijaniem bloku rywali, podczas gdy Gert van Valle w zagraniach z sytuacyjnych piłek atakował w środek siatki, nawet bez bloku przeciwnika. Te dysproporcje pozwoliły drużynie Marka Lebedewa kontrolować rywalizację (18:12). Jastrzębianie wyciągnęli wnioski z odsłony poprzedniej, utrzymując kilkupunktową zaliczkę i nie doprowadzając do serii punktowej w ekipie rywala (21:17). W końcówce seta swoje noty poprawił jeszcze Jason DeRocco i Jastrzębski Węgiel wygrał 25:19.

Przy grze punkt za punkt w początkowej fazie czwartego seta o krok dalej byli siatkarze Jastrzębskiego Węgla. Do dobrej gry na skrzydłach swoich kolegów Lucas Kampa dodał punktowe kiwki z drugiej piłki. To był dopiero pierwszy sygnał ze strony gospodarzy. Prawdziwą serię punktową przyniosło gospodarzom ustawienie z rozgrywającym w polu serwisowym. Ten siatkarz ekipy z Jastrzębia-Zdroju skutecznie odrzucił rywali od siatki, a potrójny blok miejscowych okazał się dla katowiczan ścianą nie do przejścia. I tak w ekspresowym tempie prowadzenie jastrzębian wzrosło do pięciu oczek (10:5). W tej części spotkania nie brakowało dłuższych wymian i widowiskowych obron. Bezbłędnie intencje rozgrywającego rywali, Macieja Fijałka, odczytywał Grzegorz Kosok, jastrzębianie dominowali we wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła i ta przewaga miała odzwierciedlenie na tablicy wyników (13:6). Katowiczanie nie byli w stanie już zbyt wiele zdziałać w tej części spotkania, zagrywki przyjmowane na drugą stronę siatki były bezbłędnie wykorzystywane przez czujnego na siatce Damiana Borucha i przy stanie 16:8 Piotr Gruszka musiał ratować się kolejną przerwą na żądanie. Pauza nie wybiła z rytmu pewnie zmierzających do końca seta i spotkania jastrzębian (18:11). Tej straty goście nie zdołali odrobić, przy grze punkt za punkt Jastrzębski Węgiel wygrał 25:16 i w całym meczu 3:1, zgarniając pełną pulę punktów.  (…)

 

sportowefakty.wp.pl – Jastrzębski – GKS: jedenaste w sezonie zwycięstwo jastrzębian

W spotkaniu 14 kolejki PlusLigi 2016/2017, Jastrzębski Węgiel po czterosetowym boju okazał się lepszy od GKS-u Katowice, odnosząc jedenaste zwycięstwo w sezonie.

Faworytem środowego pojedynku był Jastrzębski, który w tym sezonie prezentuje efektowną i efektywną siatkówkę. Jednakże beniaminek z Katowic z Marco Falaschim na czele chciał się pokusić o sprawienie niespodzianki i zrehabilitować za ostatnie porażki z Cerrad Czarnymi Radom oraz Cuprum Lubin. Początkowo katowiczanie potrafili dotrzymywać kroku jastrzębianom, a nieźle w ich szeregach poczynał sobie przyjmujący Serhiy Kapelus (10:10). Z czasem zaczęli przyspieszać gospodarze, zaś ciężar zdobywania punktów brał na swoje barki Patryk Strzeżek, który wyprowadził swój zespół na prowadzenie 16:12. Swoje trzy grosze dorzucił również Salvador Hidalgo Oliva i siatkarze JW byli coraz bliżej triumfu w inauguracyjnym secie (20:14). Pomarańczowi już nie dali się dogonić, zwyciężając do 15.  Jastrzębscy zawodnicy byli na fali po wygranej w pierwszej partii, a na środku dobrze współpracował duet Lukas Kampa – Damian Boruch (12:8). Pewnym punktem był Scott Touzinsky i wydawało się, że również i w tej odsłonie pewną wiktorię odniosą podopieczni Marka Lebedewa (19:16). Taki obrót spraw nie podłamał GieKSy, która popisała się skutecznym finiszem i najpierw doprowadziła do gry na przewagi, by ostatecznie triumfować 26:24. Porażka w II secie bardzo podrażniła Pomarańczowych, którzy od startu trzeciej części potyczki wzięli się mocno do pracy, zaś ich silną stroną był blok (10:6). W ofensywie brylował Strzeżek, który był praktycznie nie do zatrzymania dla przeciwników (18:13). GKS Katowice nie miał argumentów do skutecznej walki i poległ w tej partii 19:25. Niesieni dopingiem swoich kibiców miejscowi gracze nie zamierzali zwalniać tempa, a umiejętnie poczynaniami swojego zespołu kierował Kampa (9:5). Z rywalem starał się walczyć Gert van Walle, ale nie miał zbyt dużego wsparcia ze strony klubowych kolegów (17:9). Ostatecznie Jastrzębski wygrał czwartą odsłonę 25:16, natomiast cały mecz 3:1.  (…)

siatkowka24.com – PlusLiga: GKS powalczył, ale punkty zostają w Jastrzębiu

W śląski pojedynku nie obyło się bez niespodzianki i choć GKS Katowice zawzięcie walczył, to Jastrzębski Węgiel wyszedł zwycięsko z tego czterosetowego pojedynku. Podopieczni Marka Lebedewa zagrali mądrze i bardzo cierpliwie, choć na boisku musieli radzić sobie bez Maćka Muzaja.

Spotkanie rozpoczęło się od skutecznego bloku Grzegorza Kosoka. Następnie toczyła się wyrównana gra punkt za punkt. Świetnie wszedł w mecz Salvador Hidalgo Oliva, który najpierw skutecznie atakował, potem dołożył asa serwisowego. Na uwagę zasługiwał blok przyjezdnych, którzy do wyniku 11:10 tym elementem zdobyli aż 4 pukty. Po błędach w polu zagrywki Karola Butryna i Rafała Sobańskiego i asie serwisowym Olivy w środkowej fazie seta Jastrzębianie odskoczyli na prowadzenie 15:12. Świetnie radzili sobie w ataku oprócz wspomnianego Kubańczyka Patryk Strzeżek oraz Scott Touzinsky, swoje w bloku i polu serwisowym dołożył Lukas Kampa i pierwszego seta gospodarze zwyciężyli do 15. Druga odsłona meczu to ponownie wyrównane otwarcie. Tym razem punktowymi blokami popisywali się miejscowi gracze. Wyrównana gra toczyła się do wyniku 8:8. Wtedy Jastrzębianie odskoczyli na czteropunktowe prowadzenie i wydawało się, że kontrolują przebieg rywalizacji na boisku. Skuteczni byli po stronie gospodarzy Touzinsky i Oliva, a po stronie przyjezdnych Gert van Walle, który zastąpił na boisku Butryna. Choć Belg skutecznie zagrywał i atakował to na tablicy dalej utrzymywała się trzypunktowa przewaga. W końcówce partii podopieczni Piotra Gruszki zaczęli punktowo blokować – najpierw Tomasz Kalembka, później Serhiy Kapelus. Gospodarze co prawda mieli piłkę setową przy stanie 24:22, ale wtedy skutecznym blokiem na atakującym z przechodzącej piłki Damianie Boruchu popisał się Maciej Fijałek. Następnie asa serwisowego dołożył Paweł Pietraszko i wynik się odwrócił. W ostatniej akcji seta pomylił się w ataku Scott Touzinsky i na tablicy wyników widniał remis 1:1.  (…)

 

jastrzebskiwegiel.pl – Wygrywamy śląskie derby za trzy punkty!

Pierwszy punkt w środowym meczu zdobył skutecznym blokiem Patryk Strzeżek. Autowy atak Rafała Sobańskiego oznaczał rezultat 3:1. Katowiczanie szybko wyrównali (3:3).  (…)

Drugą partię nasi siatkarze otworzyli punktowym blokiem autorstwa Grzegorza Kosoka. W początkowym fragmencie tej partii Oliva dwukrotnie popisał się skutecznymi blokami na Butrynie. Akcje ze środka w wykonaniu Damiana Borucha skutkowały rezultatem 8:6. Po kolejnym bloku na Butrynie (11:7) trener Gruszka dokonał zmiany na pozycji atakującego. Na placu gry pojawił się Gert Van Walle. Belg nieźle wprowadził się na boisko. Po jego punktowej zagrywce rywale zbliżyli się na różnicę jednego punktu (14:13). Nasza drużyna znakomicie prezentowała się w kontrataku. Ilekroć piłka wracała na naszą stronę, potrafiliśmy zrobić z tego użytek. Trener Lebedew na chwilę wpuścił na plac gry Radosława Gila oraz Jasona De Rocco. Wkrótce katowiczanie po raz kolejny niebezpiecznie skrócli dystans punktowy (21:20), co skłoniło naszego trenera do wzięcia przerwy na żądanie. Po niej, „na posterunku” był Kosok, który potężnie zaatakował ze środka (22:20). W końcówce było nerwowo, ale akcja kapitana JW. dała nam pierwsze setbole w tej partii (24:22). Za moment wrócił niepokój, bo w polu serwisowym gości zameldował się Paweł Pietraszko i asem wyprowadził swój zespół na prowadzenie (25:24). Potem Touzinsky pomylił się w ataku, a to oznaczało koniec seta i remis w meczu (1:1).  (…)

Początek czwartego seta to seria popsutych zagrywek z obu stron. Po wyrównanym wstępie, od stanu 5:5 zaczęliśmy budować przewagę. Duża w tym zasługa świetnie serwującego Kampy, ale i naszych blokujących, którzy raz po raz zatrzymywali Belga Van Walle. Trener gości ratował się przerwami na żądanie, ale na szczęście nie przynosiły one katowiczanom zamierzonego skutku (10:5). Blok Jastrzębskiego Węgla funkcjonował perfekcyjnie. Trener Gruszka powrócił do gry z Butrynem na ataku. Ale Pomarańczowi byli w takim „gazie”, że w pewnym momencie prowadzili już 14:7. Kiedy przewaga naszej drużyny wzrosła do ośmiu „oczek” szkoleniowiec GKS-u zareagował kolejnym czasem dla swoje ekipy. Nasza ekipa nie zamierzała jednak zwalniać tempa i nadal regularnie punktowała. Na końcówkę seta trener wpuścił na plac gry Gila oraz Bachmatiuka. Pierwsze piłki meczowe zyskaliśmy za sprawą zepsutej zagrywki Sobańskiego. Za pierwszym razem rywale jeszcze się obronili, ale wobec potężnego ataku Olivy okazali się bezradni.  (…)

 

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga