Siatkówka
Siatkarska czapa czyli – co słychać w sieci?
Porażkę GieKSy uznano za niespodziankę – taki jest ton komentarzy po tym meczu.
katowickisport.pl – Czarni szybko rozprawili się z GKS-em
Siatkarze GKS-u Katowice niespodziewanie (i w zaledwie 80 minut) polegli z Cerradem Czarnymi Radom 0:3. Choć szanse obu zespołów były równe, to goście dość szybko „ustawili” katowiczan zagrywką. Gospodarze nie mogli się pogodzić z taką porażką, ale nie mogą jej długo rozpamiętywać, bo już w środę grają w Jastrzębiu.
Poczatek w wykonaniu gości był niemrawy i gospodarze bez problemu uzyskali kilkupunktową przewagę. Jednak wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę, że przyjezdni szybko mogą odzyskać równowagę. Popisali się serią 4 pkt. i wyszli na prowadzenie 13:11. Gospodarze kilka razy doprowadzli do remisu, w końcowych fragmentach nie obyło się bez błędów z jednej i drugiej strony. Nieco większą precyzją wykazali się siatkarze z Radomia i oni zapisali inauguracyjnego seta po stronie plusów. Po tej partii goście nabrali pewności siebie i już od początku następnej zaczęli skrzętnie budować przewagę. W połowie seta wynosiła już 6 pkt. Bartłomiej Bołądź oraz jego koledzy dysponowali zdecydowanie większą siłą w ataku, zaś blok katowiczan nie był szczelny. Wygrana tego seta przyszła gościom stanowczo zbyt łatwo. 10-minutowa przewa dla jednych i drugich zawsze stanowi sporą zagadkę. Gospodarze zbyt długo nie przebywali w szatni i pewnikiem odbyła się szybka odprawa w wojskowym stylu. O tyle poskutkowała, że tym razem od pierwszej piłki rozgorzała walka punkt za punkt. A końcowe fragmenty były emocjonujące. Kiedy w polu serwisowym pojawił się Łukasz Wiese, zdobył 2 „oczka”, dzięki którym goście wyszli na prowadzenie 22:21. Jednak wszystko rozegrało się w grze na przewagi. I, podobnie jak w I secie, szczęście uśmiechnęło się gości, którzy zdobyli decydujące punkty po autowych blokach katowiczan. (…)
siatka.org – PlusLiga: Katowiczanie pokonani u siebie przez Czarnych Radom
Siatkarze Cerradu Czarnych Radom dobrze będą wspominali swoją wyprawę do Katowic. Podopieczni trenera Roberta Prygla pokonali 3:0 dobrze spisującego się w tym sezonie beniaminka i zgarnęli trzy bardzo cenne punkty. Katowiczanie w trzeciej partii byli blisko przedłużenia meczu, ostatecznie przegrali jednak trzeciego seta 27:29.
Podopieczni Piotra Gruszki spotkanie rozpoczęli z wysokiego C, spora w tym zasługa Karola Butryna. Kolejne zagrania atakującego beniaminka PlusLigi wyprowadziły GKS na minimalne prowadzenie (2:0). Dystans dość szybko wzrósł, czujność na siatce Kapelusa i skuteczność gospodarzy w kontratakach miała odzwierciedlenie na tablicy wyników (7:3). Miejscowi tego rytmu gry nie utrzymali jednak zbyt długo, błędy własne na siatce i zagrania Żalińskiego pomogły radomianom zniwelować dystans. A kiedy w polu serwisowym gości pojawił się Emanuel Kohut, goście odzyskali kontakt punktowy (8:7). Początkowo utrzymywała się minimalna zaliczka GKS-u, jednak przy problemach w przyjęciu serwisu Smitha katowiczanie pozwolili rywalom przejąć kontrolę nad rywalizacją. W kontratakach regularnie punktował Kohut, a znajdujący się pod ścianą gospodarze seriami popełniali błędy własne i po dotknięciu siatki przez Sobańskiego to zespół trenera Prygla prowadził 16:14. W tej części meczu szans w ataku nie marnował Wojciech Żaliński, na zagrania rywala odpowiadał Rafał Sobański i przy grze punkt za punkt w lepszej sytuacji byli radomianie. Nie brakowało widowiskowych wymian, i tak jedną z dłuższych akcji w secie zakończył autowy atak Butryna. Atakujący GKS-u w kluczowym fragmencie seta nie imponował skutecznością, brak kończących zagrań w ataku niwelując celnymi serwisami. W ślady swojego kolegi poszedł Kalembka i przy stanie 22:22 gra rozpoczęła się praktycznie od nowa. Podopieczni Roberta Prygla nie pozwolili rywalom na zbyt wiele, kończąc odsłonę efektownym blokiem na Butrynie (23:25). (…)
sport.pl – Cerrad Czarni wypunktowali beniaminka PlusLigi. Trzy punkty radomian w Katowicach!
Siatkarze Cerradu Czarnych Radom zanotowali szóste zwycięstwo w tym sezonie PlusLigi. Podopieczni trenera Roberta Prygla ograli GKS Katowice 3:0 i to w stolicy Górnego Śląska! Przyjezdni w najlepszy z możliwych sposobów zareagowali na porażkę przed tygodniem u siebie z Jastrzębskim Węglem (1:3). Wyciągnęli wnioski, zminimalizowali błędy własne i w efekcie po raz pierwszy w tym sezonie wygrali na wyjeździe bez starty seta! Katowiczanie stawiali zacięty opór, ale byli bezradni wobec boiskowej postawy „Wojskowych”. (…)
Po następnej rozgrywce przyjezdni mieli już „dwie pieczenie”. Po pierwsze prowadzili 2:0 w setach, a pod drugie zdobyli już co najmniej punkt do klasyfikacji PlusLigi. Nie ma wątpliwości, że zespół z Radomia tym razem wypunktował miejscowych zdecydowanie. Gospodarze trochę w tym pomogli, bo popełniali proste błędy. Miedzy innymi po nieudanym ataku rezerwowego w tym meczu Belga Gerta Van Walle goście zdobyli 20 punkt w partii. W tym momencie GKS miał na swoim koncie zaledwie 13 oczek. Ostatecznie Czarni wygrali do 19, bo Belg znów posłał swój atak poza boisko. W odsłonie, która jak się okazało kończyła konfrontację, radomianie i ich rywale toczyli wyrównany bój. Katowiczanie mieli nawet piłkę setową, ale Czarni nie dość, że ją obronili to potem zdołali zgarnąć seta i cała pulę. W decydującym momencie meczu Czarni mieli swego asa, czyli atakującego Bartłomieja Bołądzia. Leworęczny zawodnik zdobył dwa ostatnie punkty w meczu. Oba w kontrataku! (…)
sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice – Cerrad Czarni Radom: udany rewanż na Ślązakach.
W 13 kolejce PlusLigi Cerrad Czarni Radom wzięli rewanż za ostatnią przegraną z Jastrzębskim Węglem. Wygrali na wyjeździe z innym śląskim zespołem, GKS-em Katowice 3:0. To już drugie spotkanie radomian w ostatnim czasie z zespołem ze Śląska. W meczu z GKS-em zawodnicy Roberta Prygla chcieli zaprezentować się lepiej niż w przegranym ostatnio starciu z Jastrzębskim Węglem.
Na początku gra Czarnych nie wyglądała zbyt dobrze, bo gospodarze postawili im trudne warunki. Dobry rytm od razu złapał Tomasz Kalembka, który już w pierwszych akcjach punktował blokiem i atakiem. GKS szybko wypracował przewagę (5:1). Receptą na skuteczność katowiczan okazała się zagrywka. Czarni zaczęli odrabiać straty, gdy piekielnie mocno serwował Emanuel Kohut, a gdy w polu serwisowym pojawił się David Smith, goście wyszli na prowadzenie. Dzięki zagrywce w środkowej fazie seta, to przyjezdni dyktowali warunki gry, jednak siatkarze z Katowic przebudzili się w końcówce partii. Dwie świetne akcje Serhiya Kapelusa na kontrze dały gospodarzom impuls do odrabiania strat. W kluczowych wymianach Ślązakom zabrakło jednak dokładności i to radomianie wygrali odsłonę. Rozpoczęcie drugiej partii było znacznie bardziej wyrównane. Widać było, że podopieczni Roberta Prygla wyciągnęli wnioski, bo już od pierwszego gwizdka drugiego seta wzmocnili zagrywkę i to im się opłaciło. GKS cały czas był w defensywie przez problemy z dokładnym dograniem piłki do siatki (9:12). Błędy rywali napędzały grę Czarnych. Zawodnicy z Radomia coraz śmielej poczynali sobie w ofensywie. Na dobre rozegrał się Wojciech Żaliński, zamiary przeciwników odczytywał David Smith (16:22). Trener Gruszka próbował ratować seta zmianami, ale roszady na rozegraniu i przyjęciu niewiele dały. Przewaga gości była tak duża, że mimo kilku udanych akcji katowiczan przyjezdni dowieźli dobry wynik do końca (16:25). (…)
siatkowka24.com – PlusLiga: Czarni wywożą z Katowic trzy punkty
Tegoroczny beniaminek przed własną publicznością musiał uznać wyższość siatkarzy z Radomia. Wojskowi pokonali GKS w trzech setach. Gospodarze tylko w trzecim secie stawili stanowili zagrożenie dla Cerradu. (…)
Dziesięciominutowa przerwa elektryzująco podziałała na katowiczan, którzy przystąpili do walki w trzecim secie w nieco innym składzie. Piotr Gruszka chcąc poderwać swoją ekipę do walki postanowił dokonać zmian na pozycji atakującego i rozgrywającego, dzięki czemu na boisku zameldował się Gert Van Walle oraz Maciej Fijałek. I może to właśnie dlatego gra GKS-u w końcu zaczęła iść odpowiednimi torami. Gospodarze przez bardzo długi czas prowadzili w tym secie. Czarnym dopiero w końcówce udało się przejąć inicjatywę, dzięki zagrywkom Łukasza Wiesa, goście z Radomia wyszła na jednopunktowe prowadzenie (22:21). Jednak zwycięstwo w tym secie podopiecznym Roberta Prygla wcale nie przyszło tak łatwo, GKS walczył bowiem do samego końca. Seta i cały pojedynek zakończył atak Żalińskiego po rękach Sobańskiego (29:27). (…)
wksczarni.pl – Zwycięstwo w Katowicach! Michał Kędzierski MVP
Cerrad Czarni Radom wrócili na zwycięską ścieżkę. Podopieczni Roberta Prygla w sobotnie popołudnie pokonali na wyjeździe GKS Katowice w trzech setach!
Początek spotkania należał do gospodarzy, którzy „odskoczyli” drużynie z Radomia na trzy punkty (6:3). Cerrad Czarni potrafili jednak odbudować swoją dobrą grę i objęli prowadzenie (19:17). Bartłomiej Bołądź zakończył pierwszą odsłonę efektownym blokiem (25:23). Drugą partię otworzył remis 3:3. Doskonała gra w obronie zaowocowała wysokim, bo aż sześciopunktowym prowadzeniem radomian (17:11). Wojciech Żaliński zakończył drugiego seta mocnym atakiem z lewego skrzydła (19:25).
Po dziesięciominutowej przerwie większą koncentracją wykazali się zawodnicy GKS-u Katowice (4:3). Trzecią odsłonę charakteryzowała gra „punkt za punkt”, której efektem był remis 15:15. Kiedy w polu serwisowym pojawił się Łukasz Wiese goście wyszli na prowadzenie 22:21. Ten bardzo wyrównany set, jak i cały mecz, wygrali Cerrad Czarni Radom po bardzo emocjonującej końcówce (29:27).
Dwa decydujące punkty zdobyli Wojciech Żaliński i Bartłomiej Bołądź. Najbardziej wartościowym zawodnikiem spotkania został wybrany natomiast Michał Kędzierski. (…)
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze