Dołącz do nas

Siatkówka

PlusLiga: 10 kolejka – Pierwsze zwycięstwo Espadonu, a faworyci robią swoje

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Znakomicie rozpoczęła się dziesiąta seria gier. W Lubinie kibice oglądali znakomite spotkanie obfitujące w wiele efektownych akcji, zarówno w ataku jak i w obronie. Każdy set stał na bardzo wyrównanym poziomie, wystarczy spojrzeć na wynik, gdzie wszystkie partie kończyły się grami na przewagę. Na pewno gospodarze mogą żałować trzeciego seta, w którym nie wykorzystali kilku szans na wygranie tej partii. Mimo wszystko taki rezultat należy uznać za małą niespodziankę, aczkolwiek przy tak zaciętej grze każdy wynik był możliwy, tym razem szala zwycięstwa przechyliła się na stronę Czarnych Radom. Politechnika przerwała passę czterech porażek z rzędu. W pierwszym secie Inżynierowie prowadzili od początku do końca. Kolejne trzy bardzo wyrównane, w których decydowały lepiej rozegrane końcówki. Jastrzębianie musieli sobie radzić bez kontuzjowanego Macieja Muzaja, co zapewne miało wpływ na wygranie meczu dopiero po tie-breaku. Gospodarze prowadzili już 2:0 w setach, gdzie posiadali lekką przewagę, a mimo tego nie potrafili zamknąć tego meczu za 3 punkty. W trzeciej partii Jastrzębski prowadził już 22:17 i od tego momentu zdobył zaledwie tylko jeden punkt! W czwartym secie gospodarze też prowadzili 17:13, ale tym razem wcześniej stracili tę przewagę na rzecz gości. W tie-breaku sytuacja się odwróciła, gdy to LOTOS był bliższy wygranej prowadząc już 8:10, ale zaciął się w skuteczności swego ataku, co wykorzystali jastrzębianie.

Mistrz Polski zagrał bez Dawida Konarskiego oraz Rafała Buszka, a mimo tego wygrał lekko, łatwo i przyjemnie. Pierwsza partia to prawdziwa rzeź niewiniątek, zdobycie zaledwie 11 punktów w secie dyskwalifikuje drużynę na każdym szczeblu rozgrywkowym. Druga partia stała na wyrównanym poziomie i częstochowianie trzymali wynik aż do stanu 21:20, ale samą już końcówkę lepiej rozegrali mistrzowie. Trzecia odsłona wyglądała podobnie, gdzie AZS starał się nie tracić zbytnio oczek do ZAKSY, ale ponownie doświadczenie siatkarzy z Kędzierzyna wzięło górę w najważniejszym momencie seta. MKS Będzin z łatwością ograł BBTS. Bielszczanie ponieśli ósmą porażkę z rzędu i tak naprawdę końca kryzysu nie widać. Spotkanie bez historii i tyle. Resovia po pierwszym wyraźnie wygranym secie, w drugim zamieniła się rolami, gdzie to olsztynianie prowadzili od samego początku. Trzeci set już z pięciopunktowym prowadzeniem gospodarzy w jego środkowej części i z udanym pościgiem gości, (23:21) którzy doprowadzili do nerwowej końcówki. W ostatniej partii AZS prowadził do stanu 15:16, ale potem rzeszowianie lepiej rozegrali końcówkę spotkania. Coraz lepiej poczyna sobie w PlusLidze, Kanadyjczyk Gavin Schmitt, który w drugim swoim meczu, został ponownie uznany najlepszym siatkarzem. W końcu swoje pierwsze zwycięstwo w PlusLidze (oczywiście biorąc pod uwagę tylko rozstrzygnięcia boiskowe) odniósł Espadon Szczecin, który po tie-breaku okazał się lepszy od Łuczniczki. Siatkarze gospodarzy wykorzystali szansę na przełamanie tej niechlubnej serii porażek, choć w pewnym momencie wydawało się że znów nic z tego nie będzie. Pierwsze dwie partie z lekką przewagą to jednych, to znów drugich, za to trzecia już pod pełną kontrolą bydgoszczan. Tak wysoko wygrany set wydawał się faworyzować gości do zamknięcia tego meczu w kolejnym secie. Niestety dla nich, tym razem to szczecinianie wyraźnie panowali nad wydarzeniami na parkiecie i zrobił się remis. Tie-break od początku lepiej ułożył się dla Espadonu, którzy od razu wyszli na prowadzenie i nie oddali go do samego końca. Wyrównana gra trwała do zmiany stron (8:6), a potem gospodarze już tylko starali się pilnować tej przewagi.

W tabeli niewielkie zmiany. Faworyci swoje mecze wygrali, choć jastrzębianie dopiero po tie-breaku. Grupa pościgowa czyli Cuprum i AZS Olsztyn zostali powstrzymani. Środek się mocno spłaszczył, ponieważ sześć drużyn dzielą zaledwie dwa punkty. GKS spadł o jedną lokatę wyprzedzony przez LOTOS, który zdobył oczko w Jastrzębiu. W dole tabeli dzięki pierwszemu zwycięstwu odniesionemu na parkiecie, Espadon oddał czerwoną latarnię drużynie BBTS-u Bielsko-Biała i przy kryzysie w grze bielszczan, ciężko im będzie wydostać się z tej mało zaszczytnej lokaty. A kolejne emocje w PlusLidze czekają na nas już we wtorek i w środę, kiedy to rozegrana zostanie 11 kolejka rozgrywek.

 

Wyniki 10 kolejki: 24, 25, 26 i 27 listopada

Cuprum Lubin – Cerrad Czarni Radom  1:3 (26:28, 25:23, 29:31, 23:25)

Cuprum: Łomacz (1), Kaczmarek (16), Gunia (10), Hain (9), Pupart (11), Taeht (21), Kryś (libero) oraz Gorzkiewicz (2), Malinowski (6), Rusek (libero). Trener: Gheorghe Cretu.
Czarni: Kędzierski (1), Bołądź (24), Kohut (12), Smith (18), Żaliński (13), Fornal (17), Watten (libero) oraz Gonciarz, Ziobrowski, Ostrowski (1). Trener: Robert Prygiel.  MVP: David Smith.

Effector Kielce – ONICO AZS Politechnika Warszawska  1:3 (17:25, 28:30, 25:22, 23:25)

Effector: Komenda (6), Andrić (27), Wohlfahrtstaetter (7), Maćkowiak (6), Wachnik (10), Pawliński (11), Sobczak (libero) oraz  Antosik, Więckowski, Superlak, Formela (3). Trener: Dariusz Daszkiewicz.
Politechnika: Zagumny (2), Filip (22), Smoliński (5), Wrona (16), Samica (11), Łapszyński (3), Olenderek (libero) oraz Gruszczyński (libero), Kowalczyk, Świrydowicz (8), Halaba (2), Kwolek. Trener: Jakub Bednaruk.  MVP: Paweł Zagumny.

PGE Skra Bełchatów – GKS Katowice  3:0 (25:19, 25:17, 25:22)

Skra: Uriarte (3), Kurek (13), Lisinac (14), Kłos (6), Szalpuk (13), Penczew (8), Piechocki (libero) oraz Winiarski. Trener: Philippe Blain.  MVP: Kacper Piechocki.
GKS: Falaschi, Butryn (15), Krulicki (3), Kalembka (1), Kapelus (11), Sobański (6), Stańczak (libero) oraz Mariański (libero), Fijałek, Van Walle, Błoński, Stelmach. Trener: Piotr Gruszka.

Jastrzębski Węgiel – LOTOS Trefl Gdańsk  3:2 (25:21, 25:20, 23:25, 22:25, 15:13)

Jastrzębski: Kampa (5), Strzeżek (17), Kosok (10), Boruch (6), Touzinsky (9), Oliva (30), Popiwczak (libero) oraz Sobala, Ernastowicz, De Rocco (1). Trener: Mark Lebedew.  MVP: Salvador Hidalgo Oliva.
LOTOS: Masny (3), Schulz (5), Paszycki (2), Gawryszewski (10), Mika (20), Hebda (2), Gacek (libero) oraz Stępień, Romać (13), Grzyb (5), Pietruczuk (6), Majcherski (libero). Trener: Andrea Anastasi.

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – AZS Częstochowa  3:0 (25:11, 25:21, 25:19)

ZAKSA: Toniutti (2), Bociek (11), Wiśniewski (7), Bieniek (14), Tillie (8), Deroo (7), Zatorski (libero) oraz Pająk, Semeniuk (4). Trener: Ferdinando De Giorgi.  MVP: Mateusz Bieniek.
Częstochowa: T. Kowalski (3), Grebeniuk (13), Szalacha, Buniak (4), Moroz (6), Szymura (2), A. Kowalski (libero) oraz Buczek, Adamajtis, Polański (3), Janus (1), Wawrzyńczyk (4), Ociepka (libero). Trener: Michał Bąkiewicz.

MKS Będzin – BBTS Bielsko-Biała  3:0 (25:12, 25:19, 25:13)

Będzin: Kozub (1), Araujo (9), Ratajczak (15), Rejno (10), Waliński (10), Roberts (7), Potera (libero) oraz Seif, Kowalski, Russell (2). Trener: Stelio DeRocco.  MVP: Artur Ratajczak.
BBTS: Storożyłow (2), Lipiński, Grzechnik (4), Siek (9), Bartos (5), Kwasowski (2), Koziura (libero) oraz Czauderna (libero), Bieńkowski, Janeczek (9), Modzelewski (1), Vemić. Trener: Miroslav Palgut.

Asseco Resovia Rzeszów – Indykpol AZS Olsztyn  3:1 (25:19, 22:25, 25:22, 25:21)

Resovia: Drzyzga (2), Schmitt (27), Nowakowski (11), Lemański (7), Perrin (14), Ivović (6), Wojtaszek (libero) oraz Tichacek, Schoeps, Dryja, Możdżonek, Winters (9). Trener: Andrzej Kowal.  MVP: Gavin Schmitt.
Olsztyn: Woicki (1), Hadrava (13), Pliński (9), Zniszczoł (5), Śliwka (22), Włodarczyk (15), Żurek (libero) oraz Makowski, Boswinkel (2), Palacios. Trener: Andrea Gardini.

Espadon Szczecin – Łuczniczka Bydgoszcz  3:2 (20:25, 25:21, 16:25, 25:14, 15:12)

Espadon: Sladecek, Kluth (16), Gałązka (12), Perłowski (9), Borovnjak (1), Ruciak (19), Murek (libero) oraz Petković (1), Cedzyński (1), Wołosz, Wika (12), Mihułka (libero). Trener: Milan Simojlović.  MVP: Janusz Gałązka.
Łuczniczka: Szczurek (7), Filipiak (18), Nowakowski (12), Sacharewicz (9), Katić (7), Yudin (17), Czunkiewicz (libero) oraz Sieńko, Gromadowski (1), Rohnka (2), Bobrowski. Trener: Piotr Makowski.

 

tabela po 10. kolejce

miejsce drużyna mecze punkty sety małe punkty
1 ZAKSA KĘDZIERZYN-KOŹLE 10 26 28:8 883:741
2 PGE SKRA BEŁCHATÓW 10 22 24:10 752:741
3 ASSECO RESOVIA RZESZÓW 10 22 24:12 835:758
4 JASTRZĘBSKI WĘGIEL 10 21 27:16 993:884
5 Cuprum Lubin 10 18 21:15 822:749
6 Indykpol AZS Olsztyn 10 18 22:16 861:812
7 Effector Kielce 10 14 21:22 926:959
8 LOTOS Trefl Gdańsk 10 14 20:22 936:952
9 GKS KATOWICE 10 14 16:19 777:810
10 Cerrad Czarni Radom 9 13 16:18 780:809
11 MKS Będzin 9 13 16:19 751:769
12 ONICO AZS Politechnika Warszawska 9 12 15:17 734:761
13 Łuczniczka Bydgoszcz 10 9 15:24 805:858
14 AZS Częstochowa 10 8 13:26 835:902
15 Espadon Szczecin 10 5 10:26 750:806
16 BBTS Bielsko-Biała 9 5 7:25 625:754

 

W przypadku równej liczby punktów meczowych o wyższym miejscu w tabeli decyduje:

a) liczba wygranych meczów,
b) lepszy (wyższy) stosunek setów zdobytych do straconych,
c) lepszy (wyższy) stosunek małych punktów zdobytych do małych punktów straconych.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga