Dołącz do nas

Wywiady

Wywiad z Radosławem Bryłką

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po meczu z Sandecją Nowy Sącz przeprowadziliśmy wywiad z wiceprezesem GKS Katowice – Radosławem Bryłką. Rozmawialiśmy o kwestiach sportowych, organizacyjnych, finansowych, kibicowskich, a także poruszyliśmy temat samej osoby człowieka wzbudzającego tyle kontrowersji wśród kibiców. Nie zabrakło trudnych pytań i prób dociekania do sedna niektórych niewygodnych spraw. Zapraszamy do lektury.

Jak oceniasz ostatni mecz GieKSy w tym sezonie?

Mecz bardzo przyzwoity. Jak zawsze kiedy mecz jest bezbramkowy, pozostaje mały niedosyt. Aczkolwiek były momenty dobrej gry. Na głębszą ocenę przyjdzie jeszcze czas. Był to mecz bez większej stawki i miał on troszeczkę inne założenia i cele – było przyzwoicie.

Konkretniej – jakie to inne założenia i cele?

Był to mecz, który nie decydował o tym, czy spadamy czy nie. Nie byliśmy zależni od żadnej innej drużyny. To spotkanie można było potraktować jako pierwszy test-mecz, pokazujący inne warianty lub inne możliwości, które mogą być brane pod uwagę przy ustawianiu drużyny bądź pod kontekstem personalnym na następny sezon.

Czy zarządu nie niepokoi niemoc strzelecka, bo przypominamy, że nie zdobyliśmy bramki od ponad czterech meczów?

Zdecydowanie tak. Jest to jeden z punktów, które mogą martwić, a nawet powinny.

Czy jesteś zadowolony z tego, co GieKSa zrobiła w tym sezonie?

Na pewno rozczarowała, bo każdy miał inne wyobrażenia i nadzieje. Całe szczęście utrzymaliśmy się, sytuacja nie była łatwa – był to bardzo trudny czas, ale mocno wartościowy, bo można z niego wyciągać wnioski.

Wiemy już coś na temat decyzji personalnych na następny sezon?

Punktem wyjścia jest rozmowa z trenerem Rafałem Górakiem, która odbędzie się w najbliższy wtorek. Spotkamy się, przeanalizujemy wszystkie plusy i minusy, wizje trenera w kontekście nowego sezonu – co było dobre w zakończonym, co powinno zostać zmienione i wtedy będziemy decydowali, co dalej ze sztabem szkoleniowym. A w związku z decyzjami, które ostatecznie zapadną – trener, który będzie prowadził drużynę w nowym sezonie musi przekazać swoją wizję, dać wskazówki jak powinna ta drużyna wyglądać, co należy zmienić i w miarę naszych możliwości finansowych, o jakich zawodników walczyć. Jakiekolwiek spekulacje i scenariusze są niewartościowe i niepełne, dopóki nie usłyszymy i nie uzyskamy pełnego obrazu minionego sezonu.

Kilka dni temu w wywiadzie dla jednej z gazet zapowiedziałeś, że GieKSa broni jeszcze nie złożyła jeśli chodzi o wypożyczonych zawodników, których jednak bardzo pokaźna ilość w pierwszym składzie z Sandecją wystąpiła. Czy są jakieś konkrety, o kogo można zawalczyć bardziej, a kogo raczej nie uda się zatrzymać?

Nie chcemy wychodzić przed szereg albo zapeszać. Wszyscy mamy świadomość o jakich zawodników będzie nam bardzo ciężko podjąć broń, przede wszystkim tutaj w grę wchodzą finanse…

W takim razie na dobrą sprawę żadnego nie da się nam zatrzymać…

To jest wersja hiper-pesymistyczna, a są szanse na to, żeby tak nie było. To jest temat nad którym trzeba się pochylić dłużej, przede wszystkim w odniesieniu do koncepcji gry widzianej przez szkoleniowca, który będzie prowadził drużynę w nowym sezonie.

Czy już były prowadzone rozmowy z zawodnikami, którym kończą się kontrakty i czy nie jest za późno, żeby je dopiero teraz zaczynać?

Myślę, że nie, bo każdy zawodnik walczył o swój odbiór w oczach tych, którzy mogą sobie uzurpować prawo do oceniania tych zawodników. Właśnie skończył się sezon i mamy pełen obraz, aby rozliczać zawodników faktycznie za całe rozgrywki, a niektórych za rundę.

A czy mamy pełen obraz jeśli chodzi o stronę organizacyjną, bo nie da się uciec od tego, że ten klub systematycznie popada w marazm organizacyjny. Co dalej będzie z GieKSą? Jeśli dostaniemy licencję, czy będziemy w stanie walczyć o awans czy to będzie znowu takie dogorywanie jak teraz?

Klub sportowy to przede wszystkim możliwość występowania na danym szczeblu, czyli punktem wyjścia jest uzyskanie licencji na grę w pierwszej lidze. Powiem tak: walczymy o licencję – to priorytet – a równolegle ważne są rozmowy z trenerami i zawodnikami. Ważne są kwestie finansowe, jeśli nie ma pieniędzy, to problemy muszą być, one same się nie będą niwelowały, a wręcz przeciwnie. Wszyscy w Katowicach musimy pomóc temu naszemu GKS-owi, spojrzeć w jednym kierunku, bo rozliczanie i powierzchowna interpretacja czyni temu klubowi bardzo dużo zła.

Czy znany jest już wstępny plan przygotowań do nowego sezonu?

Jest on mocno ramowy, bo też jest to uzależnione od tego, kto będzie prowadził tę drużynę, ale myślę, że trener Górak swoją wizję ma i też ją nam przedłoży.

Szukacie przyczyn słabego sezonu i rozczarowania, ale sprawa przecież wydaje się prosta – skoro piłkarze sami narzekają, że nie dostają wypłat od grudnia, czyli od pół roku nie dostają wynagrodzenia za swoją pracę. Gdzie tu dociekać innych przyczyn?

Na pewno to rzutuje i nikt się od tego nie odcina. Natomiast jaki to ma wpływ obrazowo czy procentowo na postawę na boisku, to już chyba każdy jest w stanie sobie odpowiedzieć – jak powinno się podchodzić do meczu bez względu na różne okoliczności. Natomiast później, jaki jest efekt boiskowy – na ten temat też będziemy rozmawiać z piłkarzami.

Czy uważasz, że piłkarze zagrali na 110% swoich możliwości w meczach z bezpośrednimi rywalami o utrzymanie, a pozostałe mecze – gdzie grali piach – były czasem próbą zrobienia na złość zarządowi?

Myślę, że nie, bo byłoby to krzywdzące dla piłkarzy, ponieważ przed takim meczem z Polonią, jak również przed spotkaniami, gdzie zagrali słabiej, mieli taką samą sytuację na kontach. Z drugiej strony były też mecze arcyważne, które totalnie nie wyszły. Na przykład mecz z Wartą Poznań, który mógł dać nam oddech.

Nie macie właśnie poczucia, że na przykład w tym meczu piłkarze mogli sobie powiedzieć: „Dobra chłopaki, nie płacą nam, oszukują nas, to mamy to w dupie”?

To jest zawodowy sport, nie jest tak jak na podwórku, że ktoś się na kogoś za coś obraża.

Ale w zawodowym sporcie płaci się piłkarzom.

W Polsce? Wymieńcie mi takie kluby, choćby na Śląsku.

Nie zasłaniajmy się innymi klubami. U nas powinno być dobrze, a nie jest, dlatego chcemy poznać przyczyny i spróbowaliśmy z tobą rozmawiać. Nie uważasz więc, że z Wartą mogło tak być, jak pytamy?

Zdecydowanie nie. Oni traktują swoje obowiązki poważnie i nie mamy cienia wątpliwości, że tak nie było. Z drugiej strony każdy mecz – nawet najważniejszy – może po prostu nie wyjść.

Czy gdybyś miał niepłacone od pół roku, pracowałbyś na pełnych obrotach?

Wydaje mi się, że dzisiaj też pracuję na pełnych obrotach.

A również nie masz płacone?

Tak.

Od jakiego czasu?

Myślę, że to nie jest istotą tej rozmowy, ale zdecydowanie też są wobec mnie zaległości. Wiedziałem jednak, że takie ryzyko też istnieje.

Czyli można powiedzieć, że jesteś z zawodnikami w jednym worku.

My jedziemy na jednym wózku, czy to jest prezes, wiceprezes czy ktokolwiek inny.

Jak to jest w takim razie, że takie kluby jak Dolcan czy Kolejarz radzą sobie bez problemu i nie zagrażają, że w którejś tam kolejce nie pojadą na mecz wyjazdowy?

My też nie groziliśmy, że wycofamy się z rozgrywek.

Rzecznik prasowy Centrozapu Jarosław Latacz poinformował w czasie gdy GKS był na wyjeździe w Świnoujściu, że środki finansowe pozostają tylko na jeszcze dwa mecze ligowe. Wyglądało to wówczas na rodzaj szantażu.

Wola interpretacji jest mocno dowolna, więc nie będę nikogo rozliczał za to, jak interpretuje, czy doszukuje się jakichś sensacji.

Ale to był wówczas jasny komunikat.

Na ten temat można by dyskutować i rozmawiać w bardzo szerokim zakresie czasu, więc może nawet nie jest zasadne, żeby to wszystko teraz tłumaczyć. Wszyscy żyjemy w Katowicach, mamy otwarte głowy na to, co się dzieje w Polsce, więc skupmy się na tym, żeby dbać o to, aby było dobrze dla tego klubu.

Po meczu podeszliśmy do naszych piłkarzy po koszulki, ale wyszło na to, że oni się autentycznie boją, bo podobno prezes zagroził, że jeśli to zrobią, to im obetnie to z wypłat – usłyszeliśmy to od trzech zawodników. A nie ma nawet z czego potrącić, bo przecież chyba nie z grudniowej wypłaty.

Panowie, ale skupmy się na poważnych rzeczach.

Ale przecież to są poważne rzeczy!

Jeżeli wiecie w jakiej sytuacji jest klub, to tutaj każda złotówka ma znaczenie. Jeżeli idziemy tym tropem, to bądźmy konsekwentni i dbajmy o to, żeby nie trzeba było wydawać pieniędzy na coś, na co nie trzeba wydawać, a można je spożytkować na coś pożyteczniejszego.

Czyli w tym klubie jest po prostu tragicznie?

Panowie, jeżeli faktycznie ta sytuacja się odmieni, ten klub będzie miał troszeczkę lepiej, to zaufajcie, że te koszulki dostaniecie, zarówno z pierwszego, jak i drugiego kompletu.

Tu jednak chodzi o to, że jeśli w klubie jest tylko źle – to piłkarz odda taką koszulkę, zapłaci 200 zł i nie będzie to wielki problem. Jeśli jednak nawet w takiej sytuacji – ostatni mecz sezonu, piłkarze wypożyczeni najpewniej wrócą do swoich klubów – to jak to nazwać inaczej niż tak, że w klubie jest tragicznie?

Jak to nazwiecie, to już wasza sprawa. Natomiast nie jest dobrze. Jest tragicznie, bo jeśli piłkarze nie mają płacone, jeśli nikt nie ma płacone, to jest dobrze? No nie jest dobrze. Natomiast skupiacie się od kilkunastu minut na tym, żebym potwierdził, jak to jest dramatycznie, a skupmy się na tym, co zrobić, aby pomagać, patrzeć w drugą stronę, żeby nie rozgrzebywać takich rzeczy. OK, każdy wie, że jest ciężko, że jest trudno, nie jest tak, jak być powinno. Znajdźmy te przyczyny i jakie są składowe tej sytuacji. Spróbujmy pomóc tak, żeby ci piłkarze mieli lepiej.

Przyszedłeś do klubu jako rzecznik prasowy, miałeś także funkcję dyrektora ds. marketingu i PR, byłeś prokurentem, teraz zostałeś wiceprezesem. Czy nie masz poczucia, że bierzesz na siebie zbyt dużo funkcji i nie warto byłoby skupić się na mniejszym zakresie obowiązków?

Jest to po części efekt trudnej sytuacji w klubie. Zdajemy sobie sprawę, że klub sportowy powinien mieć większy potencjał ludzki, jeśli chodzi o wszelkie sfery funkcjonowania. Ja się cieszę, że ktoś obdarzył mnie zaufaniem i mogę pomagać służyć swoją wiedzą, którą dodatkowo nabywam. Staram się uczyć, ale przy okazji jest ogrom pracy. Nie ma co rozwodzić się nad ilością funkcji, tylko skupić się na wszystkich wątkach, które jakoś trzeba ze sobą wiązać, aby klub funkcjonował.

Przeglądasz Forum GieKSy?

Sporadycznie.

Przekazujemy ci w takim razie, że twoja praca nie jest oceniana dobrze. Czy z perspektywy czasu żałujesz, że przyszedłeś do GKS, a twoje nazwisko jest przez kibiców mieszane z błotem czy cieszysz się, że jednak możesz tu pracować i się realizować?

Nie jest istotą, kto, co i gdzie pisze – nie dajmy się zwariować. Trzeba się skupić na tym, aby pomóc tego klubowi. Czy żałuję? Znalazłem się tutaj i nie zmieniłbym tego na żaden inny klub, nawet z najwyższego szczebla naszego regionu. Wiedziałem, że naprawdę jest ciężko i wiedziałem, z czym przyjdzie mi się zmierzyć. Dlatego nie jestem zaskoczony kwestiami stricte związanymi z klubem, natomiast są pewne takie zachowania i reakcje kibiców, których się nie spodziewałem.

Mógłbyś odnieść się do sytuacji z nieprzekazaniem kibicom GKS biletów na mecz z Sandecją?

Myślę, że sytuacja jest przejrzysta i klarowna. Otrzymaliśmy fakturę z Piasta Gliwice opiewającą na ponad 7 tysięcy złotych za bilety, które kibice otrzymali na mecz Piasta z GKS. W tej sferze wcześniej była mocno partnerska współpraca pomiędzy klubem i kibicami, kibice otrzymywali bilety i płacili za nie. Nie było wcześniej ani jednego przypadku, żeby coś było nie tak. W tej sytuacji nie wnikaliśmy, co się działo – kibice dostali bilety, a nie zostały one opłacone. Na dobrą sprawę trzeba takie należności uregulować, a dopiero następnie zajmować się całą sprawą, wnikać w szczegóły itd. Nie było żadnej bariery, aby kibice przyjechali na mecz z Sandecją, ale – co jest normalne – najpierw należało zapłacić za bilety na Piasta. Na mecz w Nowym Sączu wszelkie formalności były dopełnione – policja, lista wyjazdowa opiewająca na 222 nazwiska była podpisana, ale nie mogliśmy ryzykować.

Czyli prawdą jest to, że prezes Jacek Krysiak otrzymał bilety, ale nie chciał ich wydać kibicom?

Zgodnie z prośbą prezesa SK 1964 do klubu wpłynęła taka liczba biletów, o które on wnioskował. Przedstawiciele kibiców zajmujący się tym tematem wiedzieli, jakich formalności trzeba dopełnić. Klub nie mógł ryzykować, że po raz kolejny bilety zostaną odebrane przez kibiców, ale nie zostaną opłacone.

Czy jeżeli bilety dotarły do klubu, to i tak klub będzie musiał za nie zapłacić?

To jest sprawa klubu. Byliśmy przygotowani na różne warianty, więc jak najbardziej kibice mogli przyjechać już w piątek dopełnić wszelkich formalności. Mieliśmy jednak też przygotowany wariant alternatywny, na wypadek, gdyby te formalności nie zostały dopełnione.

Rozmawiali:
Tomek, Shellu, Monk

12 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

12 komentarzy

  1. Avatar photo

    MikePodlesie

    28 maja 2012 at 13:44

    Ale w zawodowym sporcie płaci się piłkarzom.
    W Polsce? Wymieńcie mi takie kluby, choćby na Śląsku.

    Bryłka i to jest odpowiedź.

    Wypad z GieKSy kłamco i lizusie CZ. Teraz jak widzisz, że Krysiak wyleci nagle zmieniasz fronty. Nienawidzę takich przeciepów jak Ty. Nawet się nie pokazuj na trybunach hieno.

  2. Avatar photo

    M

    28 maja 2012 at 14:40

    CENTROZAP GRABARZE GIEKSY!!

    WOLNOSC DLA ULTRASOW!!

  3. Avatar photo

    jo

    28 maja 2012 at 16:07

    1. Czyli SK nie zapłaciło GieKSie za bilety – dobrze rozumuje?
    2. Brakowało mi pytania co takiego robią, aby ą sytuację poprawić.

  4. Avatar photo

    mózG

    28 maja 2012 at 16:15

    „Jeżeli wiecie w jakiej sytuacji jest klub, to tutaj każda złotówka ma znaczenie. Jeżeli idziemy tym tropem, to bądźmy konsekwentni i dbajmy o to, żeby nie trzeba było wydawać pieniędzy na coś, na co nie trzeba wydawać, a można je spożytkować na coś pożyteczniejszego.”

    sprawa prosta 🙂 trzeba Cię wywalić na zbity pysk!

  5. Avatar photo

    dd

    28 maja 2012 at 16:41

    „mecz bardzo przyzwoity” -trzymajcie mnie…

  6. Avatar photo

    j

    28 maja 2012 at 18:05

    zamiast wywiadu Panowie wpierdol im spuscic .. tak jak dawnych starych lat..

  7. Avatar photo

    irek

    28 maja 2012 at 18:29

    brylka gadzie wypierdalaj dosyc juz zjebales masz zakaz stadionowy ,zaglebie o ciebie sie bije idz tam

  8. Avatar photo

    Ino GieKSa

    28 maja 2012 at 22:12

    a czemu SK płacić za bilety które nie zostały wykorzystane?? nawet kosa na forum napisał całą tą historię nie będę tu kopiował bo nie wiem czy mogę. mam nadzieje że Uszok zrobi wkońcu porządek w tym klubie bo wezme granat i sam zrobię:PP INO GIEKSA!!!

  9. Avatar photo

    misiu

    29 maja 2012 at 20:46

    ale dlaczego nikt nie ciagnie tematu nie zapłaconych biletów czy sk rzeczywiście na nas zarabia ?

    • Avatar photo

      pomp

      30 maja 2012 at 07:21

      Kolego poczytaj forum, to się dowiesz dlaczego.

  10. Avatar photo

    irek

    31 maja 2012 at 19:43

    zadamy druzyny z prawdziwego zdarzenia ktora bedzie walczyc do ostatniej kropli krwi ,dosc mamy przecietnosci P BRYLKA CZY NIE UWAZA PAN ZE ROBI PAN KRZYWDE TEMU KLUBOWI ODEJC SAM TAK NORMALNIE IDZ SOBIE ZABIERZ Z SOBA SZKOLENIOWCOW BO SA TYLE WARCI CO TY .JEST NOWY SEZON I ZNIM NOWE NADZIEJE MY NIE PROSIMY MY ZADAMY GRY O AWANS A JAK NIE TO ZAMKNIJCIE TO W PIZDU I BYDZIE SPOKOJ TYLE LAT NA ZAPLECZU I NIC….PILKA NOZNA DLA KIBICOW

  11. Avatar photo

    Starzik

    1 czerwca 2012 at 23:11

    Bryłka, Krysiak, Król pitac od Gieksy jak najdalej. To wasza jest wina wszystkiego. Gówno robicie, kaj sponsorzy??? Czymu Masto wam nie ufa???, siejecie zamet z kibicami po co??? Wydupiac!!!, ode mnie klepy ostrzegawcze tyla w temacie. Pyrsk

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga