Piłka nożna Prasówka
Media przed meczem z Piastem: Są w formie, grają o prymat w regionie
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego meczu Piast Gliwice – GKS Katowice.
flashscore.pl – Piast Gliwice – GKS Katowice
Spisujący się coraz lepiej Piast Gliwice podejmie w śląskich derbach GKS Katowice, który na początku sezonu stara się udowodnić, że 5. miejsce w poprzedniej kampanii nie było przypadkiem.
Ostatnie dni były bardzo udane dla kibiców z Gliwic. W weekend Piast pokonał Motor 2:0 w Lublinie, zachowując pierwsze czyste konto w tym sezonie, a następnie awansował do kolejnej rundy Pucharu Polski po zwycięstwie 3:0 nad trzecioligowym Chemikiem Bydgoszcz. Jeśli doliczyć do tych wyników remis 1:1 z Legią Warszawa, Gliwiczanie stracili tylko jednego gola w trzech ostatnich spotkaniach. To zdecydowana poprawa w porównaniu z pierwszymi czterema meczami sezonu, w których stracili aż 12 bramek. Teraz sympatycy klubu z Gliwic liczą na poprawę wyników przed własną publicznością, ponieważ ich ulubieńcy wygrali tylko jedno z ostatnich pięciu domowych spotkań w Ekstraklasie (2R, 2P).
W poprzedniej kolejce GKS dokonał niemal niemożliwego. Po 90 minutach przegrywał w Zabrzu z Górnikiem 1:2, a mimo to wygrał 3:2 po tym, jak Ilja Szkurin skompletował hat-tricka. Ten triumf zakończył serię 11 kolejnych wyjazdowych meczów Gieksy bez zwycięstwa we wszystkich rozgrywkach, co dobrze wróży gościom przed spotkaniami w Gliwicach, a następnie w Lubinie. Dodatkowo GKS zdobył 12 bramek, dzięki czemu wraz z Legią i Wisłą Kraków ma najskuteczniejszą ofensywę ligi, choć rozegrał o jeden mecz mniej od obu tych zespołów. Katowiczanie uaktywniają się szczególnie w końcówkach, ponieważ sześć, czyli połowę swoich bramek w Ekstraklasie, zdobyli po 75. minucie.
Od czasu awansu GKS-u do Ekstraklasy trzy mecze między tymi zespołami zakończyły się remisem, a jeden wygrał Piast.
Jedynym zespołem skuteczniejszym od Gieksy po 75. minucie jest Piast, który w tym okresie zdobył siedem ze swoich 10 bramek.
We wszystkich sześciu ligowych meczach Piasta odnotowano co najmniej dziewięć rzutów rożnych.
GKS zachował tylko jedno czyste konto w ostatnich 12 wyjazdowych meczach we wszystkich rozgrywkach, lecz dokonał tego właśnie w spotkaniu rozegranym w Gliwicach.
W żadnym z dziewięciu oficjalnych spotkań Gieksy w tym sezonie nie padł remis (5Z, 4P).
gol24.pl – Są w formie, grają o prymat w regionie
Z racji rozgrywanego w tygodniu Pucharu Polski w piątek odbędzie się tylko jeden mecz 7. kolejki PKO Ekstraklasy. Za to jaki. O prymat w śląskim regionie zagrają zespoły, które są w formie, czyli Piast Gliwice i GKS Katowice.
[…] Piast jeszcze we wtorek grał w Bydgoszczy. Bez problemu drugim składem wyeliminował miejscowy Chemik (3:0) z Pucharu Polski. Teraz zamierza pójść za ciosem w PKO Ekstraklasie.
Trzeba przyznać, że Gliwiczanie mają dobry moment. W lidze potrafili odgryźć się Legii Warszawa (1:1), po czym ograli gładko Motor Lublin (2:0), który to stołeczną drużynę rozbił w krajowym pucharze.
Czeka nas bardzo dobre widowisko, bo GieKSa spisuje się… jeszcze lepiej! W tygodniu z racji wolnego losu w Pucharze Polski odpoczywała. W ubiegły weekend w Śląskim Klasyku rzutem na taśmę wygrała za to na wyjeździe z Górnikiem Zabrze (3:2). Fantastycznie wypadł autor hat-tricka, Ilja Szkurin.
[…] Daniel Myśliwiec, trener Piasta: – Mam duży szacunek do trenera Rafała Góraka i do jego drużyny, która zawsze trzyma wysoki poziom. Nawet jeżeli nie ma optymalnych wyników, a ostatnio one się zgadzają, styl również. Można tylko gratulować konsekwencji i – poza tym najbliższym meczem – kibicować jej rozwojowi
Nie zagrają w meczu:
Piast: Plach
GieKSa: Błąd, Bosch, Galan, Strączek, Zrelak
piast.gliwice.pl – Piast Gliwice – GKS Katowice, historia spotkań
Historia spotkań Piasta Gliwice z GKS Katowice liczy sobie już 30 ligowych pojedynków. Większość z nich odbyła się jeszcze, gdy funkcjonowała II liga, część już w I lidze. Druga liga jednak to wówczas było zaplecze najwyższej klasy rozgrywkowej.
Po roku 2012 jednak katowiczanie przeżywali duży kryzys. Spadli nawet do II ligi. W 2024 roku po 19 latach powrócili do Ekstraklasy. W pierwszym meczu rozegranym z Piastem GKS zremisował 2:2. Było to pierwsze starcie tych ekip na tym poziomie rozgrywkowym. Gole dla drużyny z Okrzei strzelali Michael Ameyaw (asysta Damian Kądzior) i Michał Chrapek.
W rewanżu także podzielono się punktami, ale kibice bramek nie zobaczyli.
W sezonie 2025/26 w pierwszym meczu rozegranym w Katowicach Piast rozbił Gieksę 3:1. Zespół z Gliwic prowadził już wtedy Daniel Myśliwiec. Bramki dla Piasta strzelali: Igor Drapiński, Erik Jirka (asysta Gierman Barkowskij), a jedno to trafienie samobójcze.
W spotkaniu rozegranym na wiosnę wynik to 0:0.
Generalnie jednak bilans spotkań jest wyrównany. GKS wygrywało 9 razy, 9 razy górą był Piast, a 12-krotnie podzielono się punktami. Stosunek goli wynosi 29:28 na korzyść katowiczan. Najczęstszym wynikiem między tymi zespołami był remis 0:0.
Warto zauważyć, że w Ekstraklasie Piast jeszcze nie przegrał z GKS Katowice
Historia spotkań
Katowice ul. Bukowa 1 – 08.04.1964, g. 16:00
GKS Katowice – GKS Piast Gliwice 0:1 (0:0)
Bramka:
0:1 – 89′ Norbert Koszera
Gliwice, Stadion XX-lecia , 14.08.1971 , g. 16:30
GKS Piast Gliwice – GKS Katowice – 2:1 (1:0 )
Bramki:
1:0 – 35`Józef Kopicera
2:0 – 62′ Adam Statowski (głową)
2:1 – 64′ Eryk Anczok (głową)
Katowice, ul. Bukowa – 01.04.1972
GKS Katowice – GKS Piast Gliwice 2:0 (2:0)
Bramki:
1:0 – 01` Eugeniusz Pluta
2:0 – 29`Władysław Witk
Gliwice, ul. Stefana Okrzei 20 – 17.09.1972
GKS Piast Gliwice – GKS Katowice 1:3 (1:1)
Bramki:
0:1 – 6`’Zygmunt Schmidt
1:1 – 10 ` Lesław Dunajczyk (głową)
1:2 – 65` Eugeniusz Pluta
1:3 – 88` Stanisław GzilKatowice
Katowice, ul. Bukowa 1 – 19.04.1973
GKS Katowice – GKS Piast Gliwice 0:0
Katowice, ul. Bukowa 1` – 14.10.1973
GKS Katowice – GKS Piast Gliwice – 2:0 (2:0)
Bramki:
1:0 – 31` Jacek Góralczyk
2:0 – 41` Tadeusz Pawlik (samobójcza)
Gliwice, Stadion XX-lecia – 05.08.1974
GKS Piast Gliwice – GKS Katowice 0: 0 (0:0)
Gliwice, ul. Stefana Okrzei 20 – 27.10.1974, g. 11:00
GKS Piast Gliwice – GKS Katowice 0:1 (0:0)
Bramka:
0:1 – 65` Gerard Rother
Katowice, ul. Bukowa – 01.06.1975
GKS Katowice – GKS Piast Gliwice 1:0 (1:0)
Bramka:
1:0 – 29` Lechosław Ols
Gliwice, ul Stefana Okrzei – 16.08.1975, g.16:00
GKS Piast Gliwice – GKS Katowice – 1:0 (0 : 0)
Bramka:
1:0 – 77`Alfred Skorupiński (głową)
Katowice, ul. Bukowa 1 – 14.03.1976
GKS Katowice – GKS Piast Gliwice 1:2 (1:0)
Bramki:
1:0 -29 Eugeniusz Pluta
1:1 – 74` Lesław Dunajczyk
1:2- 85` Lesław Dunajczyk
Gliwice, ul Okrzei 20 – 02.10.1976, g. 14:30
GKS Piast Gliwice – GKS Katowice – 1:0 (1:0)
Bramka:
1:0 – 1 Henryk Ledwoń
Katowice, ul. Bukowa 1 niedziela, 1.05.1977
GKS Katowice – GKS Piast Gliwice – 0:0
Gliwice – Stadion XX-lecia, 13.11.1977
GKS Piast Gliwice – GKS Katowice – 0:1 (0:0)
Bramka:
0:1 – 60` Józef Łuczak
Katowice, ul. Bukowa 1 – 4.06.1978, g. 17:00
GKS Katowice – GKS Piast Gliwice – 3:1 (1:1)
Bramki:
0:1 – 4`Lesław Dunajczyk (rzut wolny)
1:1 – 43`Henryk Górnik
2:1 – 72`Eugeniusz Pluta
3:1 – 86` Jan Glück (rzut karny)
Gliwice, stadion XX lecie – 13.09.1980, g. 16:00
GKS Piast Gliwice – GKS Katowice – 1:1 (0:0)
Bramki:
0:1 – 50` Eugeniusz Pluta
1:1 – 56` Tadeusz Pawlik
Katowice, ul. Bukowa – 05.04.1981 r.
GKS Katowice – GKS Piast Gliwice – 0:0
Gliwice, Stadion XX-lecia – 05.09.1981, g. 16:00
GKS Piast Gliwice – GKS Katowice – 1:1 (1:1)
Bramki:
1:0 – 12` Ryszard Kałużyński
1:1 – 15` Jan Furtok
Katowice, ul. Bukowa 1 – 03.04.1982, g 16:00
GKS Katowice – GKS Piast Gliwice 0:0 (0:0)
Gliwice, ul. Okrzei – 03.09.2007 r. Godz 20:05
GKS Piast Gliwice – GKS Katowice 2:0 (0:0)
Bramki: 1:0 – 83 min Wojciech Kędziora (asysta Adam Kompała),
2:0 – 90 min Paweł Gamla (asysta Łukasz Krzycki)
Katowice, ul. Bukowa – 12.04.2008 r., godz. 17:00
GKS Katowice – GKS Piast Gliwice 1:1 (1:0)
Bramki: 1:0 – 45 min Hubert Jaromin,
1:1 – 48 min Paweł Gamla (asysta Wojciech Kędziora)
Gliwice, ul Okrzei – 6 sierpnia 2010, godz. 19:00
Piast Gliwice – GKS Katowice 2:1 (0:1)
Bramki:
0:1 – 25 min Piotr Piechniak,
1:1 – 53 min Jakub Smektała,
89 min – Sławomir Szary
Katowice, ul Bukowa 1 – 11.03. 2011, g. 20:00
GKS Katowice – Piast Gliwice – 0:0
Katowice, ul Bukowa 1 – 23.10.2011, g.. 12:30.
GKS Katowice – Piast Gliwice 3:2 (1:1)
Bramki:
1:0 – 32` Damian Chmiel
1:1 – 45`Rudolf Urban (asysta Tomasz Podgórski)
2:1 – 56` Deniss Rakels
3:1 – 82` Deniss Rakels
3:2 – 89` Wojciech Kędziora (karny)
Gliwice, ul Okrzei – 20.05.2012, godz. 17:00
Piast Gliwice – GKS Katowice 3:0 (1:0)
Bramki:
1:0 – 8` Ruben Jurado (asysta Adrian Klepczyński)
2:0 – 52` Wojciech Kędziora (asysta Tomasz Podgórski)
3:0 – 83` Wojciech Kędziora (asysta Mariusz Zganiacz)
Ekstraklasa
Gliwice, ul Okrzei – 12.08.2024, g. 19:00
Piast Gliwice – GKS Katowice 2:2 (1:1)
Bramki:
0:1 – 19` Adam Zrelak,
1:1 – 31` Michael Ameyaw (asysta Damian Kądzior),
2:1 – 49` Michał Chrapek,
2:2 – 68` Adam Zrelak
Katowice, ul Bukowa 1 – 16.02.2025, g. 14:45
GKS Katowice – Piast Gliwice 0:0
Katowice, Nowa Bukowa 1 – 08.11.2025, g. 20:15
GKS Katowice – Piast Gliwice 1:3 (0:2)
Bramki
0:1 – 22` Igor Drapiński
0:2 – 25` Lukas Klemenz (sam)
0:3 – 75` Erik Jirka (asysta Gierman Barkowskij)
1:3 – 90. Lukas Klemenz
Śląskie derby przy Okrzei. Piast podejmuje GKS Katowice
Drużyna Piasta Gliwice ma za sobą udany tydzień. W sobotę gliwiczanie odnie sli pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w sezonie, pokonując 2:0 Motor Lublin, a kilka dni później zrobili pierwszy krok w Pucharze Polski. W Bydgoszczy niebiesko-czerwoni wygrali z miejscowym Chemikiem 3:1 i awansowali do kolejnej rundy. Teraz czas na ligę i derbowe starcie z GKS-em Katowice.
Piast złapał więc właściwy rytm. Zespół Daniela Myśliwca wygrał dwa kolejne spotkania, zdobywając w nich pięć bramek. Co równie istotne, w Lublinie po raz pierwszy w tym sezonie zachował czyste konto. Z kolei pucharowe zwycięstwo pozwoliło trenerowi dać szansę zawodnikom, którzy w ostatnich ligowych meczach grali mniej, a jednocześnie zapewnić drużynie awans.
W piątek Piast Gliwice podejmie GKS Katowice w spotkaniu 7. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy. Niebiesko-czerwoni chcą pójść za ciosem po zwycięstwie w Lublinie, ale zadanie nie będzie łatwe. Do Gliwic przyjeżdża bowiem czwarty w tabeli GKS, który w poprzedniej kolejce pokonał Górnika Zabrze 3:2.
Piast przed tygodniem odniósł pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie. Gliwiczanie pokonali Motor Lublin 2:0, a na listę strzelców wpisali się Juande Rivas i Szczepan Mucha. Szczególnie ważne było jednak coś jeszcze – po raz pierwszy w obecnych rozgrywkach Piast zachował czyste konto.
[…] GKS Katowice przyjedzie do Gliwic w dobrych nastrojach. GieKSa wygrała dwa ostatnie ligowe spotkania – najpierw rozbiła u siebie Wisłę Płock 5:0, a następnie pokonała na wyjeździe Górnika Zabrze 3:2. Bohaterem Śląskiego Klasyku był Ilja Szkuryn, który zdobył wszystkie trzy bramki dla katowiczan.
[…] Historia ostatnich spotkań pokazuje, że pojedynki Piasta z GKS-em są wyjątkowo nieprzewidywalne. W poprzednim sezonie gliwiczanie dwukrotnie mierzyli się z katowiczanami. Jesienią przy Bukowej Piast wygrał 3:1, odnosząc pierwsze wyjazdowe zwycięstwo pod wodzą Daniela Myśliwca. Wiosenny rewanż przy Okrzei zakończył się natomiast bezbramkowym remisem. Teraz stawka jest jednak zupełnie inna. Piast po wygranej w Lublinie chce rozpocząć marsz w górę tabeli, a GKS zamierza potwierdzić, że bardzo dobrze rozpoczął sezon.
Daniel Myśliwiec zwraca uwagę przede wszystkim na konieczność zachowania odpowiedniej koncentracji i skuteczności. Wcześniej podkreślał również, że jego drużyna nie powinna budować w swoich głowach żadnej „blokady” związanej ze zdobywaniem bramek. – Jeżeli mamy swobodę w końcówce i wszystko, co jest celne, wpada, to możemy tak działać przez cały mecz – mówił szkoleniowiec Piasta.
W Lublinie jego zespół pokazał, że potrafi zagrać skutecznie i przede wszystkim odpowiedzialnie w defensywie. Teraz trzeba będzie połączyć te elementy z ofensywą, która na własnym stadionie będzie chciała narzucić rywalowi swoje warunki.
Spotkanie Piasta z GKS-em będzie jednym z najciekawszych wydarzeń 7. kolejki Ekstraklasy. To przecież pojedynek dwóch klubów z jednego regionu, a dodatkowych emocji nie trzeba specjalnie dodawać.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Felietony Piłka nożna
Niezłomność i perełki
Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.
Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.
Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.
Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.
Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.
Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.
Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.
Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.
Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.
Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.
Trenerze Urban. Ty wiesz co.
Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.
Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.
Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.
Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.
Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.
W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.
W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.
No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.
W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.
Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

Najnowsze komentarze