Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media po meczu z MŠK Žilina: Miłe złego początki!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu MŠK Žilina – GKS Katowice 2:1 (1:1).

weszlo.com – Nieudany powrót GKS-u do Europy. Słowacy obnażyli słabości rywala
Po pięciu minutach GKS rozpalił nasze nadzieje. Niestety, z biegiem czasu one coraz bardziej gasły. Po udanym początku było już tylko gorzej i to Słowacy są w lepszej sytuacji przed rewanżem w Katowicach. I trzeba przyznać, że wygrali w pełni zasłużenie. Przy Nowej Bukowej z pewnością zupełnie inaczej wyobrażali sobie powrót na europejskie boiska po wielu latach przerwy.
Wszystko zaczęło się w najlepszy możliwy sposób. Zaledwie kilka minut i GKS pokazał to, co było jego największą bronią w poprzednich rozgrywkach – skuteczne wykorzystanie stałego fragmentu gry wykonywanego przez Bartosza Nowaka. Na tym się jednak zakończyły popisy graczy z Nowej Bukowej. Żilina wygrała w pełni zasłużenie, mimo że po drugiej bramce specjalnie nie forsowała tempa.
GKS bardzo dobrze wszedł w mecz. Odważnie, bez kompleksów, bez takiego przesadnego respektu względem rywala i to błyskawicznie przyniosło efekty. Niby nowy sezon, a piłkarze Rafała Góraka popisali się jednym ze swoich największych atutów z zeszłych rozgrywek.
Stały fragment, dośrodkowujący Bartosz Nowak, strzelający jeden z rosłych stoperów. Dokładnie tak było i tym razem. Po centrze z rzutu rożnego Lukas Klemenz spowodował szał radości u licznej grupy przyjezdnych fanów.
Problem w tym, że na tym praktycznie skończyły się zapędy ofensywie wracających po wielu latach do europejskich pucharów Katowiczan. Paradoksalnie, największym zagrożeniem dla nich byli oni sami. To właśnie po prostych błędach podopiecznych Rafała Góraka brały się dobre okazje słowackich zawodników.
Najpierw poślizgnął się Arkadiusz Jędrych i swój zespół świetną interwencją w sytuacji sam na sam z Kristianem Barim musiał ratować Gabriel Kobylak. Niedługo później po fatalnej stracie Jesse Boscha celne uderzenie zdołał oddać wyróżniający się Frantisek Kosa. Jak się okazało, było to drugie i ostatnie ostrzeżenie dla zawodników z Nowej Bukowej.
Kotłowało się w polu karnym Gabriela Kobylaka, aż w końcu się wykotłowało. Alan Czerwiński nadepnął rywala i sędzia wskazał na 11. metr. Karnego pewnie wykorzystał kapitan Żiliny Miroslav Kacer.
Prawdę mówiąc, gdyby wynik do przerwy był inny, to nie moglibyśmy mówić o jakiejś specjalnej niesprawiedliwości. Inny, czyli bardziej korzystny dla gospodarzy. Ci z biegiem czasu wyraźnie przejęli inicjatywę i sprawili, że piłkarze Rafała Góraka nie mieli zbyt wiele do powiedzenia.
Słowacy nic sobie nie robili z wysokich doskoków rywali, potrafiąc niemal bezbłędnie z nich wychodzić. W drugą stronę to już wyglądało nieco inaczej i przy pressingu GKS kilkukrotnie w prosty sposób pozbywał się piłki. Jednym z nielicznych pozytywów dla Katowiczan po pierwszej części rywalizacji był fakt, że nie przegrywali.
I to co Słowakom nie udało się w pierwszej połowie, to zrobili tuż po wyjściu z szatni. Jeszcze nie wszyscy kibice zdążyli wrócić na swoje miejsca, a gospodarze już prowadzili 2:1. Przed polem karnym z piłką znalazł się wspomniany już Kosa. 20-latek był kompletnie nieatakowany przez przeciwników, więc z dość sporą swobodą oddał strzał w kierunku bramki. Gabriel Kobylak odbił piłkę przed siebie, a przy dobitce bezlitosny był Timotej Hranica.
Jak już podopieczni doskonale znanego w Polsce Pavola Stano osiągnęli to co chcieli, to już raczej nie forsowali tempa. Po drugiej bramce szanse Żiliny na podwyższenie wyniku można policzyć na palcach jednej ręki. Słowacy nie byli też już tak intensywni i zdecydowali w swoich działaniach.
Tyle że na GieKSę to w pełni wystarczało. Wystrzegali się prostych błędów i w miarę nieźle bronili dostępu do swojej, nie cofając się całym zespołem we własne pole karne. A piłkarze Rafała Góraka mieli problem, by znaleźć sposób na stworzenie realnego zagrożenia.
Ciężko mówić o jakichś zmarnowanych sytuacjach, spektakularnych obronach bramkarza, heroicznych interwencjach słowackich defensorów. Niczego takiego zwyczajnie nie oglądaliśmy. Poza nielicznymi zrywami, zawodnicy z Katowic nie byli w stanie nawet wejść w pole karne rywala. Mówiąc brutalnie, ich jedynym sposobem na postraszenie rywala były stałe fragmenty, z których jednak więcej konkretów się nie doczekaliśmy.
GKS nie pokazał nic wielkiego i może być względnie zadowolonego z końcowego rezultatu. Sprawia on, że w rewanżu sprawa awansu będzie jak najbardziej otwarta. Można mieć tylko nadzieję, że przy Nowej Bukowej Bartosz Nowak i spółka w większym stopniu nawiążą do swoich występów z poprzedniej wiosny.

gol24.pl – Trener GKS Katowice nie trafił z wyjściowym składem na MSK Żylina? Rafał Górak: „Zawsze po meczu mam taką refleksję, ale to jest futbol”
GKS Katowice w pierwszym meczu II rundy kwalifikacji Ligi Konferencji przegrał na wyjeździe ze słowackim MSK Żylina 1:2 (1:1). Trener GieKSy Rafał Górak był pytany m.in. o to, czy nie popełnił błędu przy ułożeniu wyjściowego składu, bo dopiero zmiany w drugiej połowie odmieniły grę katowiczan.
GKS Katowice po 23 latach wrócił do europejskich pucharów. Zaczęło się od falstartu. Trener Rafał Górak na pomeczowej konferencji prasowej w Żylinie nie krył, że jego zespół miał w tym spotkaniu problemy.
– Niewątpliwe pierwsze spotkanie w sezonie jest zawsze ogromną niewiadomą i trudnością, tak sobie trzeba szczerze powiedzieć. To zawsze jeden z najtrudniejszych meczów w rundzie. To są zawsze najtrudniejsze dla nas mecze w rundzie i rzeczywiście przeciwnik z małym handicapem, bo po dwóch meczach z Hajdukiem był w takim rytmie już meczowym. Bardzo dużo umiejętności należało było włożyć w to, aby przeciwstawić się rywalowi. Bardzo intensywnemu rywalowi, który wiedzieliśmy – gra bardzo intensywną piłkę i jak dostanie takiego wiatru w żagle, to jest trudny do zatrzymania. Mieliśmy momenty, kiedy rzeczywiście zatrzymać przeciwnika było ciężko i mieliśmy swoje problemy – mówił Górak.
– Natomiast od pewnego momentu wydaje mi się, że w miarę opanowaliśmy sytuację. Końcówka tego meczu w długich momentach jest obiecująca. Mecz za tydzień będzie całkiem nową historią w Katowicach i na razie jesteśmy w połowie tej rozgrywki. Tak jak przypuszczałem, ten mecz rozstrzygnie się w dwumeczu. Dzisiaj byłem przekonany, że żadna ze stron nie uzyska na tyle mocnej przewagi, aby o drugim meczu mówić, jako o sprawie załatwionej. My wszystkie siły, myśli i koncentracje dajemy do meczu pod Wawelem, w niedzielę zaczynamy ekstraklasę (z Wisłą Kraków – red.). Dobrze, że mając w przetarciu to jedno spotkanie, bo tak jak podkreślam: zawsze te mecze numer jeden w rundzie potem w obrazie całej rundy są jednymi z najtrudniejszych i tak też dzisiaj było – ocenił Górak.
Wprawdzie Katowiczanie szybko objęli prowadzenie, ale potem zupełnie stanęli, przegrali walkę w środku boiska, tracili piłkę, nakręcając ataki gospodarzy. Czy zjadła ich pucharowa trema?
[…] W studio TVP Sport oceniono, że szkoleniowiec katowickiej drużyn nie trafił z wyjściowym składem, o czym świadczyła znaczna poprawa gry GieKSy po zmianach w drugiej połowie. O to, czy można było inaczej zestawić pierwszą jedenastkę Górak był zapytany na konferencji prasowej.
– Zawsze po meczu mam taką refleksję, czy akurat nie ekipa, która rozpoczynała mecz, jest tą która byłaby najlepsza. Natomiast zawsze też po meczu mam te myśli, czy akurat nie ta jedenastka, która kończyła mecz również jest tą odpowiednią ekipą, która ten mecz kończyła. To jest futbol. My podejmujemy decyzje, zawodnicy wykonują zadania niekiedy tak to bywa. Być może dzisiaj z takiej pierwszej refleksji można taki wniosek wyciągnąć, że ta jedenastka, ale nigdy tego nie wiemy, czy jeżeli zamienilibyśmy te role, czy one by diametralnie odmieniły tę sytuację. Te decyzje zostały podjęte, podjęte po okresie przygotowawczym, w dobrej wierze. Cieszy mnie natomiast, że zawodnicy, którzy weszli w komplecie dali bardzo wartościowe zmiany. Dobrze, że drużyny po tych zmianach przejęła inicjatywę, zaczęła kontrolować mecz, przyciskać rywala i naciskać na niego, aby ten mecz wyrównać. To daje dużo optymizmu – przekonywał Rafał Górak.

wkatowicach.eu – GKS Katowice zaczął znakomicie, ale wraca z Żyliny z porażką. Rewanż na Arenie Katowice już 30 lipca
[…] Trener Rafał Górak postawił na skład skomponowany z zawodników, którzy walczyli dla GKS-u w poprzednim sezonie. Jedynie w bramce zadebiutował Gabriel Kobylak, z kolei Jesse Bosch wrócił po dłuższej przerwie.
Wynik już w 6. minucie otworzył Lukas Klemenz, który wykorzystał podanie Bartosza Nowaka z rzutu rożnego. GieKSa dobrze zaczęła, wyraźnie przejmując inicjatywę. Jednak w kolejnych minutach dobry pressing gospodarzy zaczął przynosić efekty. W 17. minucie Kobylak popisał się świetną obroną po strzale Kristiána Bariego.
Minutę później indywidualny błąd Jesse Boscha spowodował, że Kobylak musiał bronić strzał z 20 metrów, który jednak leciał prosto w niego. W 29. minucie MŠK znów wpadło w pole karne i jeden z obrońców faulował rywala. Do piłki podszedł Miroslav Káčer, który strzałem od słupka doprowadził do wyrównania. Jeszcze przed przerwą groźnym strzałem popisał się Patrik Iľko. Jego próba z 18 metrów przeleciała tuż obok słupka. Inicjatywa wyraźnie należała do gospodarzy, co przełożyło się również na początek drugiej połowy. W 47. minucie Timotej Hranica dobił strzał kolegi i gospodarze wyszli na prowadzenie.
W 58. minucie trener Górak zdecydował się na trzy zmiany. Na boisku zameldowali się dla GKS-u Eman Markovic, Kacper Łukasiak oraz Adama Zrel’ák. W 61. minucie przed polem karnym faulowany był Markovic. Do piłki podszedł Nowak. Uderzał na długi słupek, ale bramkarz Żyliny skutecznie piłkę odbił. Chwilę później po rzucie rożnym strzelał Galán, lecz jeden z obrońców rywala podbił piłkę, która leciała w światło bramki. W 84. minucie Bartosz Wolski, który kilkanaście minut wcześniej wszedł na boisko, oddał na 10 metr do Galána, lecz ten źle uderzył. Poza Kobylakiem i Wolskim, w meczu europejskich pucharów zadebiutował także Szymon Bartlewicz. Katowiczanie wzmożyli ataki w ostatnich, ale to nie przełożyło się na trafienie. Mecz zakończył się zwycięstwem gospodarzy 2:1.

polsatsport.pl – Miłe złego początki! GieKSa skrzywdzona przez sędziego?
[…] Spotkanie nie mogło się lepiej rozpocząć dla Katowiczan, którzy w 6. minucie wyszli na prowadzenie. Z rzutu rożnego piłkę dośrodkował Bartosz Nowak, a do siatki trafił Lukas Klemenz.
Odpowiedź gospodarzy przyszła w 27. minucie, a Sven Wolfensberger podyktował rzut karny za domniemany atak Klemenza na nogi rywala. Powtórki pokazały jednak, że obrońca GieKSy nie kopnął przeciwnika. Bez obecności VAR-u nie było jednak możliwości zmiany decyzji i jedenastkę na gola zamienił Miroslav Kacer.
Do przerwy było 1:1, a druga część meczu rozpoczęła się od koszmaru GKS-u. Gabriel Kobylak odbił piłkę po strzale z dystansu, dopadł do niej Timotej Hranica i dał Žilinie pierwsze prowadzenie tego wieczoru. Ostatecznie gospodarze wygrali 2:1 i to oni są w lepszej sytuacji przed rewanżem.

polskieradio24.pl – GKS wrócił do Europy i zadał cios. Podrażniony rywal szybko odpowiedział
Wracający do europejskich pucharów po 23 latach Katowiczanie zaczęli mecz ambitnie, nie przestraszyli się czwartego zespołu ekstraklasy słowackiej minionego sezonu. Od pierwszego gwizdka ruszyli do ataku i szybko zepchnęli Żylinę do defensywy. Goście dłużej utrzymywali się przy piłce i już w pierwszych minutach wywalczyli kilka stałych fragmentów gry.
Przewaga została udokumentowana w 7. minucie. Po kolejnym świetnym dośrodkowaniu Bartosza Nowaka, najwyżej w polu karnym wyskoczył Aleksander Klemenz, który mocnym uderzeniem głową nie dał szans bramkarzowi gospodarzy. GKS objął prowadzenie, a trafienie było nagrodą za bardzo dobry początek spotkania. Chwilę później Żylina próbowała odpowiedzieć, ale katowiczanie skutecznie rozbili atak rywali.
W 28. minucie gospodarze doprowadzili do wyrównania, choć decyzja sędziego wzbudziła sporo kontrowersji. Arbiter dopatrzył się przewinienia Oskara Milewskiego w polu karnym i wskazał na jedenasty metr. Słowacy wykorzystali rzut karny, doprowadzając do remisu 1:1. Protesty piłkarzy GKS-u nie zmieniły decyzji arbitra.
Drugą połowę GKS rozpoczął najgorzej, jak mógł. Słowacy bez większych problemów rozegrali piłkę przed polem karnym, a po strzale Kosy Dawid Kobylak zdołał odbić futbolówkę. Ta trafiła jednak wprost pod nogi Hranicy, który z najbliższej odległości dopełnił formalności i wyprowadził Żylinę na prowadzenie 2:1.

dziennikzachodni.pl – MSK Żylina – GKS Katowice. Pierwszy mecz GieKSy w Lidze Konferencji zaczął się świetnie, ale goście oddali pole
[…] 23 lipca 2011 roku GKS Katowice pierwszy raz poprowadził trener Rafał Górak. Po 15 latach ten sam szkoleniowiec wprowadził GieKSę do europejskich pucharów i na stadionie słowackiej Żyliny zmierzył się z tamtejszym MSK. Katowiczanie na trybunach mieli silne wsparcie ze strony swoich kibiców, którzy liczyli na dobry wynik przed rewanżem na Nowej Bukowej.
GKS Katowice przystąpił do meczu w Żylinie z jednym nowym zawodnikiem w wyjściowym składzie – między słupkami stanął Gabriel Kobylak, który przyszedł z Legii Warszawa (Paweł Strączek leczy kontuzję). Urazy wykluczyły Mateusza Kowalczyka i Pawła Rasaka.
[…] Katowiczanie od początku przejęli inicjatywę i już w 6. minucie objęli prowadzenie. Z rzutu rożnego dośrodkował Bartosz Nowak i Lukas Klemenz z pola bramkowego głową skierował piłkę do siatki.
W 17. minucie gospodarze po kontrze mieli świetną okazję na wyrównanie, ale Krisztian Bari przegrał pojedynek z Kobylakiem. Minutę później, znów po szybkiej akcji, z 16 metrów strzelił Frantisek Kosa – bramkarz Katowiczan był na posterunku.
GKS dał się zepchnąć do obrony, zaczął popełniać błędy, tracić piłkę w środku pola i sam napytał sobie biedy. W zamieszaniu przed katowicką bramką padł na murawę Rogonić, a sędzia ocenił, że napastnik MSK został sfaulowany przez Alana Czerwińskiego. Z rzutu karnego strzelił Miroslav Kacer. Kobylak wyczuł jego intencje, ale nie sięgnął piłki, która odbiła się od słupka i wpadła do bramki.
Goście nie mieli pomysłu na grę i na pressing rywali, a Żylina dalej atakowała. W 41. minucie miejscowi kibice już widzieli piłkę w siatce, gdy technicznie strzelił Patrik Ilko, jednak piłka przeleciała tuż obok słupka. Remis do przerwy był dobrym wynikiem dla drużyny Góraka, patrząc na to, co działo się na boisku.
Po wyjściu z szatni gospodarze natarli i szybko objęli prowadzenie. Sprzed pola karnego uderzył Kosa, Kobylak odbił piłkę, a Timotej Hranica nie miał problemów z dobitką. To jeszcze bardziej nakręciło słowacką drużynę.
GieKSa kompletnie sobie nie radziła i w 58. minucie trener Górak przeprowadził potrójną zmianę. W 62. minucie wreszcie coś pozytywnego wydarzyło się dla gości, gdy z rzutu wolnego uderzył Nowak. Dwie minuty później po rzucie rożnym strzelił Borja Galan i obrońca odbił piłkę głową, dzięki czemu poleciała nad bramką. Katowiczanom udało się ostudzić zapędy gospodarzy i sami próbowali zmienić wynik.
Goście przeważali w środku pola, szybko odbierali piłkę i wyglądało na to, że są w stanie wyrównać. GieKSa walczyła do końca, ale wynik się nie zmienił.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dokąd zmierzacie Szoszoni?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.

W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.

MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.

W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.

W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.

Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.

Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.

W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.

Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.

W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.

W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.

1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.

Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.

Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.

A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.

Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.

MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.

Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.

Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!

Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.

„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”

„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”

„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”

„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”

„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.

Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.

Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).

Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.

A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.

Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.

Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.

Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.

Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.

„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”

„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.

Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.

Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.

Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:

„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.

To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:

„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”

Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.

Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.

Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo Katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.

Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: Žilina jest jak żmija

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wraz z tryumfem Hiszpanii na mundialowych boiskach dobiegł końca maraton nocnych meczów za oceanem, a uczestniczący w nich piłkarze udali się na zasłużone urlopy. Natomiast nasi ulubieńcy są już zwarci i gotowi, aby rozpocząć rozgrywki, które będą nas przyprawiać o zdecydowanie szybsze bicie serca niż sam Mundial. Jednak zanim z kopyta ruszy Ekstraklasa, GKS napisze pierwszy i – mamy nadzieję – jeden z wielu rozdziałów w Lidze Konferencji Europy. Jak wysoka jest pierwsza przeszkoda, jaką los postawił na naszej drodze? O MŠK Žilina opowiedział nam Piotr Słonka, użytkownikom Twittera szerzej znany jako BuckarooBanzai – pasjonat piłki nożnej, groundhopper, wnikliwy obserwator futbolu w wydaniu ukraińskim, czeskim i właśnie słowackim. W ubiegłym sezonie na meczach MŠK bywał częściej niż niejeden niedzielny kibic na stadionie swojej lokalnej drużyny, więc to właśnie jego poprosiliśmy o przybliżenie sylwetki pierwszego rywala GieKSy w kwalifikacjach Ligi Konferencji.

Na ile łaskawy był dla nas los przydzielając nam MŠK Žilina jako pierwszą przeszkodę na drodze do Ligi Konferencji Europy?
W ubiegłym sezonie widziałem na żywo kilkanaście meczów MŠK, a po raz pierwszy pojechałem do Żyliny 17 lat temu na decydujący o wejściu do Ligi Europy mecz z Partizanem. Od tego czasu co najmniej kilka razy w roku bywam na tym stadionie, a jeśli jestem w Polsce, to nawet kilkanaście. Wielokrotnie próbowałem scharakteryzować ten zespół, jednak nie jest to łatwe. Na ten moment Žilina jest przede wszystkim zespołem niekompletnym, w permanentnej budowie, wielokrotnie wyprzedawanym i uzupełnianym nowymi piłkarzami. Zdarzało się, że kluczowe zmiany kadrowe zachodziły w trakcie kampanii eliminacyjnej do europucharów. Podobnie może być i w tym sezonie. Priorytetem zarządu jest zarabianie na piłkarzach, aczkolwiek dziś nie widzę tam gracza o wysokim potencjale sprzedażowym. Jest za to kilku bardziej doświadczonych zawodników, którzy mają gwarantować stabilizację zespołu, jednak są to gracze przeciętni nawet na ligę słowacką. Dlatego moim zdaniem to GKS jest faworytem – o ile w pierwszym meczu scenariusze mogą być różne, to ostateczny awans powinien stać się udziałem GieKSy. Žilina jest jak żmija, która może ukąsić każdego, ale koniec końców te rany nie powinny być dla GKS-u zabójcze.

Ubiegły sezon ligi słowackiej zakończył się bezdyskusyjnym tryumfem Slovana Bratysława, a Žilina skończyła dopiero na czwartym miejscu. Jak w porównaniu do Ekstraklasy oceniasz potencjał całej ligi, jej mistrza i naszego najbliższego rywala?
Na Słowacji mamy ligę z hegemonem w postaci Slovana, który pędzi niczym TGV, a gonią go kiepskie ciuchcie, które co rusz trzeba reperować. Nie przysparza to kibicom zbyt wielu emocji. Sam mistrz Słowacji byłby wysoko w tabeli Ekstraklasy, jednak ciężko to ocenić, skoro w swojej lidze gra zazwyczaj na 30% możliwości, których pełnię pokazuje dopiero w Europie. W lidze nie musi wrzucać czwartego biegu, o piątym nawet nie wspominając. Nawet mecze na szczycie są po prostu nudne. Piłkarze z Bratysławy mogą przespać większą część meczu i przycisnąć dopiero w końcówce, co i tak zwykle wystarcza do zwycięstwa. Na tym tle Žilina wypada znacznie słabiej i gdyby chciała nawiązać rywalizację, to musiałaby zmienić politykę transferową. Ma wprawdzie super akademię, lepszą niż wiele polskich klubów, bardzo dobrze pracując z młodymi zawodnikami, którzy przez rezerwy trafiają do pierwszego zespołu i szybko wypływają na szersze wody. Samymi młodymi talentami nie utrzymałaby się jednak w Ekstraklasie. Mając natomiast budżet, jakim dysponują polskie kluby, mogłaby szybko podnieść swój poziom.

Przepustkę do Europy MŠK zdobył dzięki tryumfowi w krajowym pucharze. Jak w Żylinie oceniono ubiegły sezon, który w lidze nie poszedł po ich myśli?
Drużyna na boisku prezentowała się chimerycznie – chociażby z Rakowem w pewnych fragmentach wyglądała bardzo dobrze, by ostatecznie przegrać w dwumeczu 1:6. Podobnie zresztą było ostatnio z Hajdukiem – w pierwszej połowie w Splicie mogli trafić do siatki, co się jednak nie udało i skończyło się stratą dwóch goli. Nawet z ligowymi outsiderami zdarzało im się gubić punkty. Tak się jednak zdarza drużynom opartym na młodzieży – często brakuje stabilności. Czwarte miejsce w lidze nie było więc rozpatrywane w klubie jako porażka, bo filozofia klubu się nie zmienia. Z kolei wygrany finał Pucharu Słowacji, rozgrywany właśnie w Żylinie, był wielkim świętem dla klubu, który od wielu lat nie włożył nic do gabloty. Ten sukces przykrył nienajlepszy sezon w lidze.

Wspomniałeś już o dwóch pojedynkach, które mogą interesować kibiców GieKSy. Pierwszy to ubiegłoroczna rywalizacja w kwalifikacjach LKE z innym zespołem z Polski, czyli Rakowem. Tuż przed tym spotkaniem rozmawiałem z Michałem Cybulskim z Częstochowy, który ostrożnie podchodził do słowackiego rywala. Tymczasem Medaliki bez większych problemów pokonały tę przeszkodę.
Žilina mogła objąć prowadzenie w pierwszej połowie meczu w Częstochowie, jednak typowo dla siebie zmarnowała dogodne sytuacje. Słowacy nie byli jednak w stanie grać całego meczu na tak wysokich obrotach i w drugiej połowie gospodarze zrobili swoje. Mecze, w których Żylina atakuje od pierwszego do ostatniego gwizdka zdarzają się, ale należą do wyjątków. Najczęściej są to krótkie okresy, w których przejmują inicjatywę. Jeśli więc nie wykorzystuje się wypracowanych w tym czasie sytuacji, to kolejnych może już nie być. MŠK chce grać ofensywnie, próbuje atakować i dawać radość kibicom. Często przekłada się to jednak na dziury w obronie i tak też było z Rakowem.

Tymi samymi słowami można by scharakteryzować kolejny dwumecz, o którym chciałem porozmawiać, a więc niedawną rywalizację z Hajdukiem.
Scenariusz był bardzo podobny. W pierwszej połowie meczu w Splicie Słowacy mieli dwie doskonałe okazje na gola, których jednak nie wykorzystali, a kilka chwil później przegrywali już 0:2 i nie wyglądali zbyt dobrze. Strata przed rewanżem była więc spora i mimo że u siebie od początku grali lepiej, to pierwszego gola zdobył Hajduk. Po przerwie dominowała już jednak Žilina: padły dwa gole, był też strzał w poprzeczkę i jedna doskonała sytuacja, niewykorzystana przez Roginicia. Było to jednak za mało, aby odrobić straty z Chorwacji.

Z jednej strony wygrana z Hajdukiem może świadczyć o dobrej dyspozycji MŠK, z drugiej jednak nasi kibice mogą w nią powątpiewać, skoro o sile rażenia Žiliny decyduje Marko Roginić, który przed laty w ataku pierwszoligowej GieKSy delikatnie mówiąc nie zachwycał.
Żylina bazuje na wychowankach, co szczególnie nasiliło się w okresie kowidowym, kiedy mocno ograniczono wysokość pensji zawodników. Zespół budowano na bardzo młodych graczach, a piłkarzy bardziej doświadczonych można było policzyć na palcach jednej ręki. Wyjątkiem było okienko transferowe przed poprzednim sezonem i to właśnie wtedy sprowadzono Marko Roginicia. Dziwiłem się temu ruchowi, oceniając go jako krok w tył dla klubu. Tymczasem Chorwat okazał się graczem idealnie sprofilowanym pod potrzeby zespołu. Z przodu wygląda bardzo dobrze – jak na warunki ligi słowackiej jest szybki, nie unika walki fizycznej z obrońcami, a do tego jest w miarę skuteczny. Mimo że czasem zawodzi w prostych sytuacjach, to w ataku MŠK prezentuje się zdecydowanie lepiej niż obwoływany przed laty wielkim talentem Dawid Kurminowski. Z drugiej strony świadczy to o poziomie ligi słowackiej, w której dobre noty zbiera zawodnik zupełnie niewyróżniający się w polskiej 1. lidze.

Skoro tak, to czy dla słowackiego piłkarza transfer do Polski jest celem i spełnieniem sportowych ambicji? A jeśli tak rzeczywiście jest, to co w Żylinie robi Fabian Bzdyl, który wybrał odwrotny kierunek?
Zdecydowanie, transfer do Polski jest kierunkiem, o którym myśli wielu zawodników z ligi słowackiej, szczególnie w ostatnim okresie, gdy Ekstraklasa pnie się do góry w europejskich rankingach. Sam nie mogę się nadziwić i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że dziś mamy szansę wprowadzić dwa zespoły do Ligi Mistrzów, a w europejskich pucharach gramy coraz więcej i coraz lepiej. Dlatego dla każdego zawodnika ze Słowacji transfer do Polski to sportowy awans. Z kolei Fabian Bzdyl nie grał zbyt dużo w Cracovii, mimo że zadebiutował dość wcześnie, bo w wieku 16 lat. Transfer do Żyliny był moim zdaniem najlepszym na tamten moment wyborem, bo pokazuje się tu z bardzo dobrej strony. Doskonale odnajduje się w środku, nie ustępując pola starszym zawodnikom. Pod względem umiejętności piłkarskich zachwyca tutejszych obserwatorów i zanosi się, że w przyszłości będzie jednym z droższych transferów wychodzących. Dlatego mimo że zamiana Polski na Słowację może się wydawać krokiem w tył, to Bzdyl znalazł tu świetne warunki do rozwoju i pokazania swoich umiejętności. Žilina jest doskonałym oknem wystawowym dla takich graczy jak Fabian – często zaglądają tu skauci z Włoch, Niemiec czy krajów Beneluksu. Jego nazwisko z pewnością znalazło się w notesach niejednego z nich. W Żylinie wiedzą jak pracować z młodymi zawodnikami.

Wspomniałeś wcześniej, że dziś nie ma w Žilinie „gwiazd” z wielkim potencjałem sprzedażowym. Na kogo więc, oprócz Bzdyla i Roginicia, zwracać szczególną uwagę w pojedynku z GieKSą?
Poprzednia generacja młodych talentów została w zasadzie w całości wyprzedana, a do gry powoli wchodzi kolejna: Bzdyl, František Kóša czy Rumun Andrei Florea. Sztab stawia sobie za cel promowanie takich zawodników, którzy dostają sporo szans, nawet z bardziej renomowanymi przeciwnikami. Oprócz Roginicia z przodu jest jeszcze Michal Faško, a za ich plecami gra z kolei Miroslav Káčer – mózg drużyny, który odpowiada za współpracę wszystkich formacji. Jest to piłkarz kluczowy dla systemu gry Žiliny. Z kolei dyspozycja dnia młodzieży zawsze pozostaje pewną niewiadomą.

Jak oceniasz sam fakt, że piąty pucharowy slot dla Polski zgarnęła właśnie GieKSa?
Oglądałem w całości kilka ostatnich meczów GKS-u w poprzednim sezonie. Jako osoba śledząca europejskie rankingi chciałem, aby do pucharów awansowały zespoły z wysokimi współczynnikami. Najważniejsze dzieje się jednak na boisku, którego odzwierciedleniem jest tabela. GKS zapracował na to piąte miejsce. Poza tym w Katowicach zawsze jest doskonała atmosfera – trybuny praktycznie wypełnione kibicami w żółtych barwach, głośno reagującymi na boiskowe wydarzenia, co dodaje kolorytu telewizyjnej transmisji. Fani jeżdżą też za tym klubem na wyjazdy i nie inaczej będzie w czwartek. Byłem na waszym starym stadionie, pamiętam GKS z historycznych meczów. Nie waham się powiedzieć, że macie status legendy w polskich realiach i życzę wam, aby GKS nawiązał do najlepszych czasów, pracował na swój ranking i za rok znów awansował do europejskich pucharów, pokazując super formę, którą mam nadzieję zobaczyć w najbliższych meczach przeciwko Żylinie i kolejnym rywalom. Wiem, że o awans do fazy ligowej może być ciężko, ale jeśli zagracie na swoim najwyższym poziomie, jak wiosną z Lechem czy Rakowem, to nie jesteście bez szans.

Spora liczba kibiców GieKSy wybiera się w czwartek do Żyliny. Jak w tym aspekcie prezentuje się nasz rywal?
Jeśli uda się dojść do porozumienia, to jest szansa, że miejscowi oddadzą GieKSie całą trybunę za jedną z bramek, podobnie jak było w przypadku Rakowa. Barwy obu klubów są podobne, więc stadion będzie się pięknie prezentował pod względem wizualnym. Niemniej jednak, niezależnie od tego ile miejsc dostaną kibice GKS-u, to i tak tylko oni będą słyszani w trakcie meczu. Od wielu lat kibice MŠK są w konflikcie z zarządem. Po awansie klubu do Ligi Mistrzów w 2010 roku właściciel wprowadził kolosalne podwyżki cen biletów. Doprowadziło to do wielkiej kłótni i mimo weryfikacji cen wejściówek konfliktu nie zażegnano. Nie tylko ultrasi, ale i zwykli kibice przestali przychodzić na stadion. Było kilka prób pojednania, ale do dziś się to nie udało. Na mecze chodzi około 2 tysięcy widzów, wśród nich sporo dzieci i młodzieży, która próbuje pociągnąć doping, natomiast wciąż wygląda to słabo.

Jaki twoim zdaniem przebieg będzie miał czwartkowy mecz i kto ostatecznie wyjdzie zwycięsko z całej konfrontacji?
Moim zdaniem Žilina zacznie bardzo mocno i wiele będzie zależało od tego, jak ułoży się początek meczu. GKS będzie faworytem, ale jeśli gospodarze zdobędą jednego lub dwa gole, uzyskując wyraźną przewagę, to szanse na awans mogą się wyrównać. Jeżeli jednak GieKSa przetrwa początek bez dotkliwych strat, to z czasem przejmie inicjatywę i będzie dyktować warunki, zarówno w czwartkowym meczu, jak i w całej rywalizacji. Zakładam remis lub minimalne zwycięstwo GieKSy na Słowacji i spokojne doprowadzenie do awansu w rewanżu w Katowicach. Przewaga GKS-u nad MŠK będzie moim zdaniem większa niż Hajduka w poprzedniej rundzie.

Jaki wynik padnie więc w czwartek?
1:0 dla GKS-u.

Kontynuuj czytanie

Hokej Podcasty

Wywiad z Bartoszem Fraszko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.

Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!

Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):

Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej

PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej

Posłuchaj archiwalne podcasty:

Z klepy

Jesteśmy dostępni także na Spotify:.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga