Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media po meczu z MŠK Žilina: Miłe złego początki!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu MŠK Žilina – GKS Katowice 2:1 (1:1).

weszlo.com – Nieudany powrót GKS-u do Europy. Słowacy obnażyli słabości rywala

Po pięciu minutach GKS rozpalił nasze nadzieje. Niestety, z biegiem czasu one coraz bardziej gasły. Po udanym początku było już tylko gorzej i to Słowacy są w lepszej sytuacji przed rewanżem w Katowicach. I trzeba przyznać, że wygrali w pełni zasłużenie. Przy Nowej Bukowej z pewnością zupełnie inaczej wyobrażali sobie powrót na europejskie boiska po wielu latach przerwy.
Wszystko zaczęło się w najlepszy możliwy sposób. Zaledwie kilka minut i GKS pokazał to, co było jego największą bronią w poprzednich rozgrywkach – skuteczne wykorzystanie stałego fragmentu gry wykonywanego przez Bartosza Nowaka. Na tym się jednak zakończyły popisy graczy z Nowej Bukowej. Żilina wygrała w pełni zasłużenie, mimo że po drugiej bramce specjalnie nie forsowała tempa.
GKS bardzo dobrze wszedł w mecz. Odważnie, bez kompleksów, bez takiego przesadnego respektu względem rywala i to błyskawicznie przyniosło efekty. Niby nowy sezon, a piłkarze Rafała Góraka popisali się jednym ze swoich największych atutów z zeszłych rozgrywek.
Stały fragment, dośrodkowujący Bartosz Nowak, strzelający jeden z rosłych stoperów. Dokładnie tak było i tym razem. Po centrze z rzutu rożnego Lukas Klemenz spowodował szał radości u licznej grupy przyjezdnych fanów.
Problem w tym, że na tym praktycznie skończyły się zapędy ofensywie wracających po wielu latach do europejskich pucharów Katowiczan. Paradoksalnie, największym zagrożeniem dla nich byli oni sami. To właśnie po prostych błędach podopiecznych Rafała Góraka brały się dobre okazje słowackich zawodników.
Najpierw poślizgnął się Arkadiusz Jędrych i swój zespół świetną interwencją w sytuacji sam na sam z Kristianem Barim musiał ratować Gabriel Kobylak. Niedługo później po fatalnej stracie Jesse Boscha celne uderzenie zdołał oddać wyróżniający się Frantisek Kosa. Jak się okazało, było to drugie i ostatnie ostrzeżenie dla zawodników z Nowej Bukowej.
Kotłowało się w polu karnym Gabriela Kobylaka, aż w końcu się wykotłowało. Alan Czerwiński nadepnął rywala i sędzia wskazał na 11. metr. Karnego pewnie wykorzystał kapitan Żiliny Miroslav Kacer.
Prawdę mówiąc, gdyby wynik do przerwy był inny, to nie moglibyśmy mówić o jakiejś specjalnej niesprawiedliwości. Inny, czyli bardziej korzystny dla gospodarzy. Ci z biegiem czasu wyraźnie przejęli inicjatywę i sprawili, że piłkarze Rafała Góraka nie mieli zbyt wiele do powiedzenia.
Słowacy nic sobie nie robili z wysokich doskoków rywali, potrafiąc niemal bezbłędnie z nich wychodzić. W drugą stronę to już wyglądało nieco inaczej i przy pressingu GKS kilkukrotnie w prosty sposób pozbywał się piłki. Jednym z nielicznych pozytywów dla Katowiczan po pierwszej części rywalizacji był fakt, że nie przegrywali.
I to co Słowakom nie udało się w pierwszej połowie, to zrobili tuż po wyjściu z szatni. Jeszcze nie wszyscy kibice zdążyli wrócić na swoje miejsca, a gospodarze już prowadzili 2:1. Przed polem karnym z piłką znalazł się wspomniany już Kosa. 20-latek był kompletnie nieatakowany przez przeciwników, więc z dość sporą swobodą oddał strzał w kierunku bramki. Gabriel Kobylak odbił piłkę przed siebie, a przy dobitce bezlitosny był Timotej Hranica.
Jak już podopieczni doskonale znanego w Polsce Pavola Stano osiągnęli to co chcieli, to już raczej nie forsowali tempa. Po drugiej bramce szanse Żiliny na podwyższenie wyniku można policzyć na palcach jednej ręki. Słowacy nie byli też już tak intensywni i zdecydowali w swoich działaniach.
Tyle że na GieKSę to w pełni wystarczało. Wystrzegali się prostych błędów i w miarę nieźle bronili dostępu do swojej, nie cofając się całym zespołem we własne pole karne. A piłkarze Rafała Góraka mieli problem, by znaleźć sposób na stworzenie realnego zagrożenia.
Ciężko mówić o jakichś zmarnowanych sytuacjach, spektakularnych obronach bramkarza, heroicznych interwencjach słowackich defensorów. Niczego takiego zwyczajnie nie oglądaliśmy. Poza nielicznymi zrywami, zawodnicy z Katowic nie byli w stanie nawet wejść w pole karne rywala. Mówiąc brutalnie, ich jedynym sposobem na postraszenie rywala były stałe fragmenty, z których jednak więcej konkretów się nie doczekaliśmy.
GKS nie pokazał nic wielkiego i może być względnie zadowolonego z końcowego rezultatu. Sprawia on, że w rewanżu sprawa awansu będzie jak najbardziej otwarta. Można mieć tylko nadzieję, że przy Nowej Bukowej Bartosz Nowak i spółka w większym stopniu nawiążą do swoich występów z poprzedniej wiosny.

gol24.pl – Trener GKS Katowice nie trafił z wyjściowym składem na MSK Żylina? Rafał Górak: „Zawsze po meczu mam taką refleksję, ale to jest futbol”

GKS Katowice w pierwszym meczu II rundy kwalifikacji Ligi Konferencji przegrał na wyjeździe ze słowackim MSK Żylina 1:2 (1:1). Trener GieKSy Rafał Górak był pytany m.in. o to, czy nie popełnił błędu przy ułożeniu wyjściowego składu, bo dopiero zmiany w drugiej połowie odmieniły grę katowiczan.
GKS Katowice po 23 latach wrócił do europejskich pucharów. Zaczęło się od falstartu. Trener Rafał Górak na pomeczowej konferencji prasowej w Żylinie nie krył, że jego zespół miał w tym spotkaniu problemy.
– Niewątpliwe pierwsze spotkanie w sezonie jest zawsze ogromną niewiadomą i trudnością, tak sobie trzeba szczerze powiedzieć. To zawsze jeden z najtrudniejszych meczów w rundzie. To są zawsze najtrudniejsze dla nas mecze w rundzie i rzeczywiście przeciwnik z małym handicapem, bo po dwóch meczach z Hajdukiem był w takim rytmie już meczowym. Bardzo dużo umiejętności należało było włożyć w to, aby przeciwstawić się rywalowi. Bardzo intensywnemu rywalowi, który wiedzieliśmy – gra bardzo intensywną piłkę i jak dostanie takiego wiatru w żagle, to jest trudny do zatrzymania. Mieliśmy momenty, kiedy rzeczywiście zatrzymać przeciwnika było ciężko i mieliśmy swoje problemy – mówił Górak.
– Natomiast od pewnego momentu wydaje mi się, że w miarę opanowaliśmy sytuację. Końcówka tego meczu w długich momentach jest obiecująca. Mecz za tydzień będzie całkiem nową historią w Katowicach i na razie jesteśmy w połowie tej rozgrywki. Tak jak przypuszczałem, ten mecz rozstrzygnie się w dwumeczu. Dzisiaj byłem przekonany, że żadna ze stron nie uzyska na tyle mocnej przewagi, aby o drugim meczu mówić, jako o sprawie załatwionej. My wszystkie siły, myśli i koncentracje dajemy do meczu pod Wawelem, w niedzielę zaczynamy ekstraklasę (z Wisłą Kraków – red.). Dobrze, że mając w przetarciu to jedno spotkanie, bo tak jak podkreślam: zawsze te mecze numer jeden w rundzie potem w obrazie całej rundy są jednymi z najtrudniejszych i tak też dzisiaj było – ocenił Górak.
Wprawdzie Katowiczanie szybko objęli prowadzenie, ale potem zupełnie stanęli, przegrali walkę w środku boiska, tracili piłkę, nakręcając ataki gospodarzy. Czy zjadła ich pucharowa trema?
[…] W studio TVP Sport oceniono, że szkoleniowiec katowickiej drużyn nie trafił z wyjściowym składem, o czym świadczyła znaczna poprawa gry GieKSy po zmianach w drugiej połowie. O to, czy można było inaczej zestawić pierwszą jedenastkę Górak był zapytany na konferencji prasowej.
– Zawsze po meczu mam taką refleksję, czy akurat nie ekipa, która rozpoczynała mecz, jest tą która byłaby najlepsza. Natomiast zawsze też po meczu mam te myśli, czy akurat nie ta jedenastka, która kończyła mecz również jest tą odpowiednią ekipą, która ten mecz kończyła. To jest futbol. My podejmujemy decyzje, zawodnicy wykonują zadania niekiedy tak to bywa. Być może dzisiaj z takiej pierwszej refleksji można taki wniosek wyciągnąć, że ta jedenastka, ale nigdy tego nie wiemy, czy jeżeli zamienilibyśmy te role, czy one by diametralnie odmieniły tę sytuację. Te decyzje zostały podjęte, podjęte po okresie przygotowawczym, w dobrej wierze. Cieszy mnie natomiast, że zawodnicy, którzy weszli w komplecie dali bardzo wartościowe zmiany. Dobrze, że drużyny po tych zmianach przejęła inicjatywę, zaczęła kontrolować mecz, przyciskać rywala i naciskać na niego, aby ten mecz wyrównać. To daje dużo optymizmu – przekonywał Rafał Górak.

wkatowicach.eu – GKS Katowice zaczął znakomicie, ale wraca z Żyliny z porażką. Rewanż na Arenie Katowice już 30 lipca

[…] Trener Rafał Górak postawił na skład skomponowany z zawodników, którzy walczyli dla GKS-u w poprzednim sezonie. Jedynie w bramce zadebiutował Gabriel Kobylak, z kolei Jesse Bosch wrócił po dłuższej przerwie.
Wynik już w 6. minucie otworzył Lukas Klemenz, który wykorzystał podanie Bartosza Nowaka z rzutu rożnego. GieKSa dobrze zaczęła, wyraźnie przejmując inicjatywę. Jednak w kolejnych minutach dobry pressing gospodarzy zaczął przynosić efekty. W 17. minucie Kobylak popisał się świetną obroną po strzale Kristiána Bariego.
Minutę później indywidualny błąd Jesse Boscha spowodował, że Kobylak musiał bronić strzał z 20 metrów, który jednak leciał prosto w niego. W 29. minucie MŠK znów wpadło w pole karne i jeden z obrońców faulował rywala. Do piłki podszedł Miroslav Káčer, który strzałem od słupka doprowadził do wyrównania. Jeszcze przed przerwą groźnym strzałem popisał się Patrik Iľko. Jego próba z 18 metrów przeleciała tuż obok słupka. Inicjatywa wyraźnie należała do gospodarzy, co przełożyło się również na początek drugiej połowy. W 47. minucie Timotej Hranica dobił strzał kolegi i gospodarze wyszli na prowadzenie.
W 58. minucie trener Górak zdecydował się na trzy zmiany. Na boisku zameldowali się dla GKS-u Eman Markovic, Kacper Łukasiak oraz Adama Zrel’ák. W 61. minucie przed polem karnym faulowany był Markovic. Do piłki podszedł Nowak. Uderzał na długi słupek, ale bramkarz Żyliny skutecznie piłkę odbił. Chwilę później po rzucie rożnym strzelał Galán, lecz jeden z obrońców rywala podbił piłkę, która leciała w światło bramki. W 84. minucie Bartosz Wolski, który kilkanaście minut wcześniej wszedł na boisko, oddał na 10 metr do Galána, lecz ten źle uderzył. Poza Kobylakiem i Wolskim, w meczu europejskich pucharów zadebiutował także Szymon Bartlewicz. Katowiczanie wzmożyli ataki w ostatnich, ale to nie przełożyło się na trafienie. Mecz zakończył się zwycięstwem gospodarzy 2:1.

polsatsport.pl – Miłe złego początki! GieKSa skrzywdzona przez sędziego?

[…] Spotkanie nie mogło się lepiej rozpocząć dla Katowiczan, którzy w 6. minucie wyszli na prowadzenie. Z rzutu rożnego piłkę dośrodkował Bartosz Nowak, a do siatki trafił Lukas Klemenz.
Odpowiedź gospodarzy przyszła w 27. minucie, a Sven Wolfensberger podyktował rzut karny za domniemany atak Klemenza na nogi rywala. Powtórki pokazały jednak, że obrońca GieKSy nie kopnął przeciwnika. Bez obecności VAR-u nie było jednak możliwości zmiany decyzji i jedenastkę na gola zamienił Miroslav Kacer.
Do przerwy było 1:1, a druga część meczu rozpoczęła się od koszmaru GKS-u. Gabriel Kobylak odbił piłkę po strzale z dystansu, dopadł do niej Timotej Hranica i dał Žilinie pierwsze prowadzenie tego wieczoru. Ostatecznie gospodarze wygrali 2:1 i to oni są w lepszej sytuacji przed rewanżem.

polskieradio24.pl – GKS wrócił do Europy i zadał cios. Podrażniony rywal szybko odpowiedział

Wracający do europejskich pucharów po 23 latach Katowiczanie zaczęli mecz ambitnie, nie przestraszyli się czwartego zespołu ekstraklasy słowackiej minionego sezonu. Od pierwszego gwizdka ruszyli do ataku i szybko zepchnęli Żylinę do defensywy. Goście dłużej utrzymywali się przy piłce i już w pierwszych minutach wywalczyli kilka stałych fragmentów gry.
Przewaga została udokumentowana w 7. minucie. Po kolejnym świetnym dośrodkowaniu Bartosza Nowaka, najwyżej w polu karnym wyskoczył Aleksander Klemenz, który mocnym uderzeniem głową nie dał szans bramkarzowi gospodarzy. GKS objął prowadzenie, a trafienie było nagrodą za bardzo dobry początek spotkania. Chwilę później Żylina próbowała odpowiedzieć, ale katowiczanie skutecznie rozbili atak rywali.
W 28. minucie gospodarze doprowadzili do wyrównania, choć decyzja sędziego wzbudziła sporo kontrowersji. Arbiter dopatrzył się przewinienia Oskara Milewskiego w polu karnym i wskazał na jedenasty metr. Słowacy wykorzystali rzut karny, doprowadzając do remisu 1:1. Protesty piłkarzy GKS-u nie zmieniły decyzji arbitra.
Drugą połowę GKS rozpoczął najgorzej, jak mógł. Słowacy bez większych problemów rozegrali piłkę przed polem karnym, a po strzale Kosy Dawid Kobylak zdołał odbić futbolówkę. Ta trafiła jednak wprost pod nogi Hranicy, który z najbliższej odległości dopełnił formalności i wyprowadził Żylinę na prowadzenie 2:1.

dziennikzachodni.pl – MSK Żylina – GKS Katowice. Pierwszy mecz GieKSy w Lidze Konferencji zaczął się świetnie, ale goście oddali pole

[…] 23 lipca 2011 roku GKS Katowice pierwszy raz poprowadził trener Rafał Górak. Po 15 latach ten sam szkoleniowiec wprowadził GieKSę do europejskich pucharów i na stadionie słowackiej Żyliny zmierzył się z tamtejszym MSK. Katowiczanie na trybunach mieli silne wsparcie ze strony swoich kibiców, którzy liczyli na dobry wynik przed rewanżem na Nowej Bukowej.
GKS Katowice przystąpił do meczu w Żylinie z jednym nowym zawodnikiem w wyjściowym składzie – między słupkami stanął Gabriel Kobylak, który przyszedł z Legii Warszawa (Paweł Strączek leczy kontuzję). Urazy wykluczyły Mateusza Kowalczyka i Pawła Rasaka.
[…] Katowiczanie od początku przejęli inicjatywę i już w 6. minucie objęli prowadzenie. Z rzutu rożnego dośrodkował Bartosz Nowak i Lukas Klemenz z pola bramkowego głową skierował piłkę do siatki.
W 17. minucie gospodarze po kontrze mieli świetną okazję na wyrównanie, ale Krisztian Bari przegrał pojedynek z Kobylakiem. Minutę później, znów po szybkiej akcji, z 16 metrów strzelił Frantisek Kosa – bramkarz Katowiczan był na posterunku.
GKS dał się zepchnąć do obrony, zaczął popełniać błędy, tracić piłkę w środku pola i sam napytał sobie biedy. W zamieszaniu przed katowicką bramką padł na murawę Rogonić, a sędzia ocenił, że napastnik MSK został sfaulowany przez Alana Czerwińskiego. Z rzutu karnego strzelił Miroslav Kacer. Kobylak wyczuł jego intencje, ale nie sięgnął piłki, która odbiła się od słupka i wpadła do bramki.
Goście nie mieli pomysłu na grę i na pressing rywali, a Żylina dalej atakowała. W 41. minucie miejscowi kibice już widzieli piłkę w siatce, gdy technicznie strzelił Patrik Ilko, jednak piłka przeleciała tuż obok słupka. Remis do przerwy był dobrym wynikiem dla drużyny Góraka, patrząc na to, co działo się na boisku.
Po wyjściu z szatni gospodarze natarli i szybko objęli prowadzenie. Sprzed pola karnego uderzył Kosa, Kobylak odbił piłkę, a Timotej Hranica nie miał problemów z dobitką. To jeszcze bardziej nakręciło słowacką drużynę.
GieKSa kompletnie sobie nie radziła i w 58. minucie trener Górak przeprowadził potrójną zmianę. W 62. minucie wreszcie coś pozytywnego wydarzyło się dla gości, gdy z rzutu wolnego uderzył Nowak. Dwie minuty później po rzucie rożnym strzelił Borja Galan i obrońca odbił piłkę głową, dzięki czemu poleciała nad bramką. Katowiczanom udało się ostudzić zapędy gospodarzy i sami próbowali zmienić wynik.
Goście przeważali w środku pola, szybko odbierali piłkę i wyglądało na to, że są w stanie wyrównać. GieKSa walczyła do końca, ale wynik się nie zmienił.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Kielc i Łęcznej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.

1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.

2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.

3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.

4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.

5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.

6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.

7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.

8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.

9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.

10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.

11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.

12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.

13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.

14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.

15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.

16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.

17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.

18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.

19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna  i schludna.

20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.

21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.

22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.

23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.

24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.

25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.

26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.

27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.

28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.

29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.

30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.

31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.

32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.

33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!

34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.

35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga