Dołącz do nas

Hokej

Drugie podsumowanie sezonu – oceny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Od zakończenia słodko-gorzkiego sezonu 2025/2026 minął już ponad miesiąc. W międzyczasie z klubem zdążył pożegnać się Mateusz Bepierszcz, a ja dopiero po takim czasie jestem w stanie racjonalnie ocenić zawodników za ten sezon.

Całą drużynę będę oceniał w skali 1-10, ponieważ skala szkolna mogłaby być za mała, aby oddać wagę wkładu w drużynę i grę niektórych zawodników.

Bramkarze:

Jesper Eliasson – 4

Kiedy Jesper przychodził do naszej drużyny każdy z nas wiązał wielkie nadzieje z tym bramkarzem z uwagi na bogate CV, w którym był draft do NHL w 2018 roku w 3 rundzie jako 84 wybór przez drużynę Detroit Red Wings. Posiadał również brązowe medale MŚ w kategoriach u-18 i u-20 i wydawało się, że będzie naturalnym zastępstwem Johna Murraya. Rzeczywistość okazała się jednak inna, bo Jesper nie dawał pewności w naszej bramce, z której często był przedwcześnie ściągany przez swoje słabe występy. W Pucharze Polski jego niefrasobliwe interwencje kosztowały nas porażkę w półfinale, a jedyne dobre spotkania rozegrał dopiero od połowy serii półfinałowej z Unią, przeplatając je dziwnymi interwencjami w meczach finałowych.  Dodatkowym aspektem składającym się na ocenę jest umiejętność gry kijem Jespera, która w zasadzie nie istniała, a wszystkie rollingi drużyn przeciwnych tworzyły ich przewagę w naszej tercji obronnej. W całokształcie zagrał on przeciętny sezon jak na swoje umiejętności, co przekłada się na ocenę 4.

Michał Kieler – 8

Michał w sezonie nie miał łatwej roli, ponieważ mimo słabszej formy Jespera i tak trenerzy nie dawali mu aż tyle zaufania na ile zasługiwał, pomimo tego kiedy był potrzebny wykonywał swoją pracę. W mojej opinii Michał powinien być numerem jeden w przyszłym sezonie, ponieważ jest świetnie wyszkolonym bramkarzem, który może dać nam wiele radości, ale również spokoju podczas ciężkich i wyrównanych spotkań. Do Michała nie mam żadnych zastrzeżeń, dlatego daję mu ocenę 8.

Obrońcy:

Aleksi Varttinen – 4

Aleksi z sezonu na sezon zalicza coraz większy regres, co dobitnie pokazuje punktacja kanadyjska, w której zaliczył aż 15 mniej asyst względem poprzedniego sezonu. Dodatkowo jego obecność w formacjach specjalnych to było jedno wielkie nieporozumienie, grał on wolno i przewidywalnie, często gubiąc krążek na linii niebieskiej, co zaś napędzało kontry rywali, po których czasem wpadały bramki. Spodziewałem się więcej po tym zawodniku dlatego daję mu ocenę 4.

Zack Hoffman – 4

Gdyby nie świetny finał dałbym mu ocenę 2, w sezonie zasadniczym był to najgorszy w mojej opinii obrońca, który popełniał wiele błędów kończących się bramką dla przeciwników. W Pucharze Kontynentalnym wyglądał na zagubionego, a w ćwierćfinale play-offów jego bezmyślne zachowanie w meczu numer 4 kosztowało nas porażkę w Krakowie i walkę w 6 meczach z najsłabszą od lat Cracovią. Tylko i wyłącznie jego dobra postawa w finale skłoniła mnie do wystawienia mu oceny 4, bo robił co mógł, aby pomóc Jesperowi i drużynie w tercji obronnej oraz w ataku.

Travis Verveda – 6

Travis zagrał ponownie solidny sezon, w jego przypadku nie mam potrzeby dogłębnej analizy, ponieważ wykonywał on swoją robotę, czasem dorzucając asystę oraz sporadycznie bramkę. Solidny sezon na ocenę 6.

Albin Runesson – 6

Tak jak w przypadku Travisa – Albin zagrał ponownie solidny sezon z małymi błędami, ale często brał wyprowadzenie krążka z tercji na siebie, bo napastnicy byli często odcięci od podań. Solidny sezon na 6.

Jacob Lundegard – 7

Jacob przez cały sezon wyglądał najlepiej spośród wszystkich dostępnych obrońców, strzelając ważne bramki, dokładając kluczowe zagrania i pewnie wykorzystując najazdy w seriach rzutów karnych. Finał w jego wykonaniu był poniżej normy, bo popełniał proste błędy, po których wpadały bramki, ale całościowo był to nasz najlepszy obrońca w tym sezonie, dlatego daję mu ocenę 7.

Kacper Maciaś – 4

Do Kacpra mam duży żal, bo zagrał obecnie najgorszy sezon w naszych barwach zaliczając mały regres. Często popełniał błędy, po których szły kontry rywali, a po nich wpadały również bramki. Od zawodnika, który rozegrał już ponad 200 meczów na taflach THL oczekuję więcej, dlatego daję ocenę 4.

Błażej Chodor – 5

Błażej od samego początku sezonu został rzucony na głęboką wodę, ponieważ mając 20 lat stanowił o sile naszej defensywy. Popełniał on często błędy, po których padały bramki, ale całościowo wyglądał lepiej niż Kacper, dodatkowo dokładając trzy punkty więcej. Nie był to najgorszy sezon w jego wykonaniu i w następnym liczę na więcej, ode mnie ocena 5.

Napastnicy:

Jean Dupuy – 10

Zestawienie napastników rozpocznę od mojego MVP sezonu 2025/2026, którym jest Jean Dupuy. Był on niekwestionowanie naszym najlepszym zawodnikiem, który w kluczowych momentach potrafił rozstrzygnąć wynik meczu. W jego przypadku nie ma sensu dalej się rozwodzić, ode mnie ocena 10 i oby do zobaczenia w przyszłym sezonie.

Stephen Anderson – 9

Świetny, decydujący i zabójczo skuteczny – ocena 9.

Patryk Wronka – 9

Patryk nie zagrał może najlepszego sezonu pod względem punktów w klasyfikacji kanadyjskiej, ale jego wkład w drużynę był ogromny i gdyby nie jego zagrania prawdopodobnie nie zajęlibyśmy miejsca pierwszego w sezonie zasadniczym oraz moglibyśmy nie grać w półfinale czy finale play-off. Swoją świetną dyspozycje w sezonie 2025/26 potwierdził na MŚ dywizji IA w Sosnowcu strzelając ważne bramki, ode mnie ocena 9.

Grzegorz Pasiut – 3

Najsłabszy sezon Grzegorza w naszych barwach. W najważniejszych meczach brakowało kluczowych zagrań i bramek. Dodatkowo nasz kapitan wiele razy tracił głupio krążek, a po jego błędach rywale często wychodzili z kontrą. W formacjach specjalnych spowalniał naszą grę pozbawiając nas elementu zaskoczenia. Ode mnie ocena 3, w przyszłym sezonie liczę na o wiele więcej od zawodnika z pierwszej formacji.

Bartosz Fraszko – 5

Mocno przeciętny sezon w wykonaniu Bartka. Jego forma była bardzo nierówna, jednakże nie przyczynił się do traconych bramek, dodatkowo strzelając ważne bramki w kilku spotkaniach. Ode mnie ocena 5.

Jonasz Hofman – 7

W sezonie zasadniczym zgromadził 17 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej. W Pucharze Polski strzelił ważną bramkę trzymając nas dalej w meczu. Był znaczącą postacią w naszej drużynie, ode mnie ocena 7.

Jakub Hofman – 8

Zdobywca 5 bramek w play-offach. Strzelał w ważnych momentach kiedy inni liderzy nie potrafili. Ode mnie ocena 8.

Mateusz Michalski – 7

Robił swoje, był zawodnikiem od brudnej roboty. W play-offach dorzucił 9 asyst, równocześnie grając bardzo dobrze w fore checku. Ode mnie ocena 7.

Ian McNulty – 4

Gdyby nie solidne play-offy otrzymał by ode mnie ocenę 2, czyli tak jak w przypadku Zacka. W sezonie zasadniczym często nie dojeżdżał, a odpalił dopiero w decydującej fazie sezonu. Bardzo słaby transfer, dlatego ode mnie ocena 4.

Juho Koivusaari – 7

Początek sezonu miał słaby, ale z biegiem czasu się rozkręcał i zagrał bardzo solidnie w fazie play-off. Niezwykle waleczny i tak samo jak Michalski, wykonywał niewidoczną robotę. Ocena 7.

Mateusz Bepierszcz – 6

Nie był to najlepszy sezon w wykonaniu Mateusza, mimo wszystko w play-offach często brał grę na swoje barki, kiedy inni liderzy nie potrafili tego zrobić. Całościowo zagrał poniżej swoich umiejętności stąd ocena 6.

Sam Coatta – 8

Świetny transfer przed samymi play-offami. Dołożył wiele ważnych trafień w serii półfinałowej z Unią. Kiedy pierwsza formacja kończyła z zerowym dorobkiem punktowym on strzelał i ciągnął ofensywę naszej drużyny.

Joona Monto – 7

Zagrał w zaledwie 19 meczach fazy zasadniczej i złapał kontuzję, ale pomimo tego był bardzo wyróżniającym się zawodnikiem. Szkoda, że nie mógł zagrać w fazie play-off, ocena 7.

Lauri Huhdanpaa – 6

Kiedy Jean Dupuy złapał kontuzje Lauri przejął jego rolę strzelając ważną bramkę w siódmym spotkaniu serii półfinałowej. Zagrał łącznie w 13 meczach strzelając 1 bramkę i dokładając 2 asysty. Ocena 6.

Maskymilian Dawid – 5

Strzelił 3 bramki i dołożył 3 asysty grając 56 spotkań w czwartej formacji albo jako dodatkowy zawodnik. Ode mnie ocena 5.

Brandon Magee – 1

Brandon zagrał w zaledwie pięciu spotkaniach, po czym opuścił klub. Był powolny, nieskuteczny i wyglądał jak cień samego siebie. Ocena 1.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga