Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Kierunek: PlusLiga

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Piłkarki w Wielką Sobotę pokonały 2:0 Czarnych Sosnowiec, które przewodzą ligowej tabeli. Następny mecz rozegramy również na wyjeździe – 21 kwietnia z Lechem w półfinale Pucharu Polski. Na Bukową wrócimy 25 kwietnia, by zmierzyć się z Pogonią Szczecin. Piłkarze również w sobotę pokonali Wisłę Płock 1:0. Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. W rozpoczętym tygodniu drużyna męska rozegra dwa wyjazdowe spotkania: w czwartek o 18:30 z Rakowem w półfinale Pucharu Polski oraz w niedzielę o 17:30 z Lechem.

Po zwycięstwie 3:1 ze Stalą Nysa nasi siatkarze zakończyli rundę zasadniczą PLS 1. Ligi na pierwszym miejscu. Dzisiaj rozpoczniemy fazę play-off – o 20:00 na Arenie Katowice zagramy ćwierćfinał z KPS Siedlce. Następne spotkanie zagramy w 11 kwietnia o 18:00 w Siedlcach. Do półfinału awansuje drużyna, która wygra dwa spotkania.

W pierwszych dwóch meczach finałowych THL hokeiści przegrali z GKS-em Tychy 2:4 i 0:1. Trzeci i czwarty pojedynek zostaną rozegrane dzisiaj o 20:00 i jutro o 20:30 w Tychach. Ewentualne kolejne mecze zostaną rozegrane w piątek 10 kwietnia o 20:30 w Satelicie i niedzielę 12 kwietnia o 14:15 w Tychach.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – GKS z 3 punktami!

Orlen Ekstraliga: Mistrzynie Polski starły się liderem rozgrywek. W meczu na szczycie lepsze Mistrzynie Polski!

To miało być niesamowicie ciekawe spotkanie Orlen Ekstraklasa. Z jednej strony barykady stał obecny Mistrz Polski, z drugiej vicemistrz Polski i jednocześnie lider tabeli Czarne z Sosnowca.

Pierwsza połowa zaczęła się od wzajemnego badania się. Raz próbował jeden zespół raz drugi, ale efektów bramkowych nie było. Zmieniło się to w 16 minucie. Rzut wolny wykonała Hmirova. Słowaczka tak sprytnie uderzyła płaską piłkę obok muru, że kompletnie zaskoczyła Szperkowską. Mistrzynie Polski prowadziły od tego momentu jednym golem. Czarne próbowały odpowiedzieć, ale po strzałach Buszewskiej, Witek futbolówka do siatki wpaść nie chciała.

Do przerwy rezultat nie uległ więc zmianie.

Po wznowieniu gry, bardziej aktywne były gospodynie. Sosnowiczanki próbowały odwrócić wynik tego starcia, ale raziły nieskutecznością pod polem karnym Seweryn. Inna sprawa, że bramkarka w kadrze Niny Patalon spisywała się bardzo dobrze np przy wyjściach do górnych piłek. Próbowały Buszewska, Witek, Sarapata, Miksone a także wprowadzona po przerwie Burzan. Szczególnie atrakcyjnie wyglądał rogal Witek bezpośrednio z rzutu rożnego i strzał nad bramką podopiecznej Pauliny Kawalec z kadry U17.

Pod koniec spotkania GKS skontrował gospodynie i Włodarczyk ostatecznie pogrążyła lidera. To jest wynik niesamowicie ważny dla Mistrzyń Polski, bo one mają jeszcze do rozegrania dwa zaległe mecze. Tym samym Katowiczanki zrewanżowały się Sosnowiczankom za porażkę 1:2 w Katowicach we wrześniu.

W kolejnej serii spotkań Czarne pojadą do Tczewa, a Katowiczanki podejmą Pogoń Szczecin.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – W końcu wszystko jasne. Lider nie zostawił złudzeń

Podczas gdy w innych ligach trwa już play-off, w PLS 1. Lidze dopiero dobiegła końca runda zasadnicza. Na koniec obyło się bez niespodzianek. W starciu na szczycie nie było większych emocji. GKS Katowice szybko potwierdził swoją moc i zapewnił sobie zwycięstwo w tej części rozgrywek. Zgodnie z planem swój mecz wygrali również siatkarze BBTS-u Bielsko-Biała.

[…] Początek ostatniego meczu rundy zasadniczej był zacięty. Wysoką skuteczność utrzymywali Quiroga i Musiał. Dopiero po zagraniu z przechodzącej piłki Mordyla Stal odskoczyła na 11:9. Korzystając z błędów rywali GKS szybko wyrównał (12:12). Po serii przy zagrywkach Krulickiego to Katowiczanie odskoczyli na 16:13. Swoje akcje kończyli Superlak i Włodarczyk. Seria celnych zagrywek Szczurka pozwoliła zmniejszyć dystans. Mimo zrywu Kosiby gospodarze nie zdołali odwrócić biegu pierwszego seta. Partię zamknął błąd w polu zagrywki. Dopiero po czasie dla gospodarzy serię w drugim secie przy zagrywkach Hudzika przerwał Kosiba (1:4). Gospodarze wciąż musieli gonić wynik. Katowiczanie dobrze grali blokiem (7:11). Mimo starań Musiała dystans pozostawał wyraźny. Obu ekipom zdarzało się popełniać błędy. Ostatnie punkty ponownie padły po błędach.

Choć stracili już szansę na zwycięstwo w rundzie zasadniczej, gospodarze nie mieli zamiaru odpuszczać spotkania. Po kontrataku Kosiby Stal prowadziła 8:2. Wyraźny dystans utrzymywał się. Stopniowo katowicki szkoleniowiec zaczął sięgać po zmienników. Po kontrataku Truhtcheva było już 20:13. Obie ekipy nie ustrzegły się pomyłek, ale ostatnie słowo należało do Kosiby. W czwartej partii trener Siewiorek postawił w pełni na zmienników. Początkowo prowadzili gospodarze, jednak przez własne błędy stracili przewagę (7:5, 8:8). Po kolejnym katowickim bloku GKS wyszedł na prowadzenie 12:10. Goście grali konsekwentnie, dystans utrzymywał się. Skutecznie punktował Domagała. Pojedynek zakończył as Gibka.

MVP: Damian Domagała

Stal Nysa – GKS Katowice 1:3 (23:25, 19:25, 25:18, 17:25)

Kierunek: PlusLiga. Czy faworyt powie ostatnie słowo?

W poprzednich rozgrywkach PLS 1. Ligi choć ćwierćfinał obfitował w niespodzianki, to ostatecznie do PlusLigi awansował zespół, który był w gronie faworytów już w przedsezonowych przewidywaniach. Czy w tegorocznej walce o mistrzostwo I ligi ponownie zdarzą się zaskoczenia?

[…] W play-off tylko finał będzie toczyć się do trzech zwycięstw. W pozostałych rywalizacjach (ćwierćfinał, półfinał, mecze o 3. miejsce) gra będzie do dwóch zwycięstw. Po porażce w ćwierćfinale zespoły kończą rozgrywki na miejscach 5-8. Nie ma dodatkowych meczów o 5. i 7. lokatę. Ciekawą organizacyjną informację przekazał za pośrednictwem mediów społecznościowych Maciej Kaliciński, który w BBTS-ie Bielsko-Biała pełni między innymi rolę kierownika drużyny. Już w ćwierćfinałach będzie dostępny system challenge.

Jako ostatni rywalizację w rundzie zasadniczej zakończyli siatkarze GKS-u Katowice. Wygraną w Nysie przypieczętowali zwycięstwo w tej części rozgrywek. Czasu na zebranie sił przed ćwierćfinałami będą jednak mieli najmniej, bowiem już w poniedziałek rozpoczną rywalizację w play-off z KPS-em Siedlce. Katowiczanie byli i pozostają faworytem do awansu do PlusLigi. W tym sezonie Siedlczanie nie postawili im zbyt wysoko poprzeczki. GKS wygrywał 3:0 i 3:1. dodatkowo GKS ostatnio wrócił do wygrywania seriami meczów – wygrał 6 z rzędu i wszystkie za 3 punkty.

Katowiczanie to bardziej doświadczony zespół. KPS-u jednak nie można spisywać na straty. Podopieczni trenera Chwastyniaka mieli w tym sezonie swoje przebłyski. W poprzednim sezonie w półfinale napsuli krwi ChKS-owi. Jeśli KPS wróci do dobrej dyspozycji na zagrywce, również tym razem może okazać się niebezpiecznym przeciwnikiem. – Postaramy się zrobić jeszcze niespodziankę w play-off. Nie będziemy faworytem – przyznał w rozmowie na łamach mediów klubowych Witold Chwastyniak.

 

HOKEJ

hokej.net – Fiński atak zrobił różnicę. GKS Tychy lepszy w pierwszym meczu finału

Od zwycięstwa swój udział w finale play-off rozpoczęli hokeiści GKS-u Tychy. Podopieczni Pekki Tirkkonena pokonali na wyjeździe GKS Katowice 4:2, a znakomita w ich wykonaniu była zwłaszcza druga tercja.

Ekipa z piwnego miasta w przekroju całego meczu zaprezentowała więcej hokejowych konkretów. Grała mądrzej, ofiarniej, cierpliwiej i stwarzała pod bramką rywali większe zagrożenie. Wygrała jak najbardziej zasłużenie.

O ile Tyszanie przystąpili do meczu w swoim najmocniejszym składzie, to w zespole gospodarzy zabrakło Aleksiego Varttinena. Do gry wrócił za to Jean Dupuy, którego Jacek Płachta ustawił w drugiej formacji u boku Stephena Andersona i Patryka Wronki.

Premierowy mecz finału play-off od pierwszych minut toczone było w wysokim tempie i z dużą intensywnością. Obie drużyny starały się grać odważnie, nie brakowało fizycznych pojedynków i szybkich przejść z obrony do ataku. Jako pierwsi konkrety pokazali goście.

W 10. minucie ogromnym sprytem popisał się Alan Łyszczarczyk. Przebywający za bramką reprezentant Polski wrzucił gumę i nabił Olafa Bizackiego, który udem skierował gumę do siatki. Jesper Eliasson nie mógł w tej sytuacji wiele zrobić.

Katowiczanie starali się szybko odpowiedzieć i dopięli swego jeszcze przed zakończeniem pierwszej odsłony. Patryk Wronka popisał się kapitalną indywidualną akcją: ruszył z własnej tercji, minął rywala i sprytnym strzałem pokonał Tomáša Fučíka. GieKSa wyrównała i w końcówce wypracowała sobie optyczną przewagę, choć wynik już się nie zmienił.

Po przerwie obraz gry uległ zmianie. Tyszanie zaczęli grać szybciej, agresywniej w odbiorze i coraz częściej zamykali rywali w ich tercji. Efekty przyszły w 28. minucie. Rasmus Heljanko po szybkiej wymianie podań z Hannu Kuru huknął zza lewego bulika i nie dał szans Eliassonowi, któremu pole widzenia skutecznie zasłonił Joel Kerkkänen. Goście wrócili na prowadzenie, a kilka minut później zadali kolejny cios.

W 33. minucie Kuru posłał krążek spod bandy, a Kerkkänen znalazł się przed bramką i pewnym strzałem podwyższył na 3:1. Podopieczni Pekki Tirkkonena przejęli kontrolę nad meczem, a zespół z alei Korfantego coraz częściej musiał skupić się na defensywie. Tuż przed końcem tercji gospodarze wprawdzie umieścili krążek w siatce, ale trafienie Lauri Huhdanpy nie zostało uznane, bo padło już po wybrzmieniu syreny.

Trzecia odsłona rozpoczęła się od prób GieKSy, ale dobrze zorganizowana defensywa gości nie pozwalała na zbyt wiele. Spotkanie nabrało temperatury w 45. minucie, gdy Ian McNulty ostro potraktował Olafa Bizackiego, a między zawodnikami doszło do przepychanek. Sędziowie po analizie wideo nałożyli na Kanadyjczyka karę większą za atak w okolice głowy i odesłali go do szatni.

Kluczowy moment przyszedł w 49. minucie, bo na ławkę kar trafił też Travis Verveda. Zespół z piwnego miasta grał w podwójnej przewadze i błyskawicznie ją wykorzystali. Hannu Kuru i Joel Kerkkänen szybko wymienił krążek, a Rasmus Heljanko uderzył z lewego bulika.

Ale GieKSa walczyła do końca. Już na osiem minut przed końcem regulaminowego czasu gry trener Jacek Płachta zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza.

Ta pokerowa zagrywka przyniosła efekt w 57. minucie. Mateusz Bepierszcz zmniejszył straty po strzale z bulik, a Katowiczanie próbowali jeszcze wrócić do gry. Dobrze dysponowany Tomáš Fučík i uporządkowana defensywa tyszan nie pozwoliły na więcej.

Fučík zatrzymał wszystko! Tychy z drugą wygraną na lodzie rywali

GKS Tychy odniosło drugie zwycięstwo w finale play-off, prowadząc 2:0 w serii do czterech wygranych. Choć GKS Katowice oddał więcej strzałów na bramkę w całym meczu, a szczególnie w trzeciej tercji, nie udało im się znaleźć sposobu na świetnie dysponowanego Fučíka. Tyszanie skutecznie bronili prowadzenia i dowieźli wygraną do ostatniego gwizdka, pokazując mocną defensywę i niezawodnego bramkarza jako fundament swojej gry.

Pierwsza tercja była wyrównana, choć z lekką przewagą gospodarzy, którzy częściej dochodzili do groźnych sytuacji, jednak brakowało im skuteczności. Kluczowy moment przyszedł w 16. minucie, Heljanko wymanewrował obrońców i precyzyjnym strzałem w krótki róg zdobył bramkę. Po 20 minutach goście prowadzili 0:1.

Druga tercja była wyrównana i bardziej fizyczna, z niewielką liczbą groźnych sytuacji. W pierwszych sekundach goście trafili w poprzeczkę. W tej części meczu mieliśmy też pierwszą karę, GKS Katowice grał w przewadze, ale nie potrafił stworzyć sobie dobrej okazji i nie wykorzystał tej szansy. Ostatecznie wynik pozostał bez zmian do końca tej tercji.

Trzecia tercja upłynęła pod wyraźne dyktando GKSu Katowice, którzy oddali aż 14 strzałów przy zaledwie 2 próbach zawodników GKSu Tychy. Gospodarze długo utrzymywali rywali w ich tercji i w końcówce grali bez bramkarza, jednak mimo dużej przewagi nie potrafili pokonać świetnie dysponowanego Fučíka. Tyszanie skupili się na defensywie i skutecznie dowieźli prowadzenie do końca.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga