Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Kierunek: PlusLiga
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki w Wielką Sobotę pokonały 2:0 Czarnych Sosnowiec, które przewodzą ligowej tabeli. Następny mecz rozegramy również na wyjeździe – 21 kwietnia z Lechem w półfinale Pucharu Polski. Na Bukową wrócimy 25 kwietnia, by zmierzyć się z Pogonią Szczecin. Piłkarze również w sobotę pokonali Wisłę Płock 1:0. Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. W rozpoczętym tygodniu drużyna męska rozegra dwa wyjazdowe spotkania: w czwartek o 18:30 z Rakowem w półfinale Pucharu Polski oraz w niedzielę o 17:30 z Lechem.
Po zwycięstwie 3:1 ze Stalą Nysa nasi siatkarze zakończyli rundę zasadniczą PLS 1. Ligi na pierwszym miejscu. Dzisiaj rozpoczniemy fazę play-off – o 20:00 na Arenie Katowice zagramy ćwierćfinał z KPS Siedlce. Następne spotkanie zagramy w 11 kwietnia o 18:00 w Siedlcach. Do półfinału awansuje drużyna, która wygra dwa spotkania.
W pierwszych dwóch meczach finałowych THL hokeiści przegrali z GKS-em Tychy 2:4 i 0:1. Trzeci i czwarty pojedynek zostaną rozegrane dzisiaj o 20:00 i jutro o 20:30 w Tychach. Ewentualne kolejne mecze zostaną rozegrane w piątek 10 kwietnia o 20:30 w Satelicie i niedzielę 12 kwietnia o 14:15 w Tychach.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – GKS z 3 punktami!
Orlen Ekstraliga: Mistrzynie Polski starły się liderem rozgrywek. W meczu na szczycie lepsze Mistrzynie Polski!
To miało być niesamowicie ciekawe spotkanie Orlen Ekstraklasa. Z jednej strony barykady stał obecny Mistrz Polski, z drugiej vicemistrz Polski i jednocześnie lider tabeli Czarne z Sosnowca.
Pierwsza połowa zaczęła się od wzajemnego badania się. Raz próbował jeden zespół raz drugi, ale efektów bramkowych nie było. Zmieniło się to w 16 minucie. Rzut wolny wykonała Hmirova. Słowaczka tak sprytnie uderzyła płaską piłkę obok muru, że kompletnie zaskoczyła Szperkowską. Mistrzynie Polski prowadziły od tego momentu jednym golem. Czarne próbowały odpowiedzieć, ale po strzałach Buszewskiej, Witek futbolówka do siatki wpaść nie chciała.
Do przerwy rezultat nie uległ więc zmianie.
Po wznowieniu gry, bardziej aktywne były gospodynie. Sosnowiczanki próbowały odwrócić wynik tego starcia, ale raziły nieskutecznością pod polem karnym Seweryn. Inna sprawa, że bramkarka w kadrze Niny Patalon spisywała się bardzo dobrze np przy wyjściach do górnych piłek. Próbowały Buszewska, Witek, Sarapata, Miksone a także wprowadzona po przerwie Burzan. Szczególnie atrakcyjnie wyglądał rogal Witek bezpośrednio z rzutu rożnego i strzał nad bramką podopiecznej Pauliny Kawalec z kadry U17.
Pod koniec spotkania GKS skontrował gospodynie i Włodarczyk ostatecznie pogrążyła lidera. To jest wynik niesamowicie ważny dla Mistrzyń Polski, bo one mają jeszcze do rozegrania dwa zaległe mecze. Tym samym Katowiczanki zrewanżowały się Sosnowiczankom za porażkę 1:2 w Katowicach we wrześniu.
W kolejnej serii spotkań Czarne pojadą do Tczewa, a Katowiczanki podejmą Pogoń Szczecin.
SIATKÓWKA
siatka.org – W końcu wszystko jasne. Lider nie zostawił złudzeń
Podczas gdy w innych ligach trwa już play-off, w PLS 1. Lidze dopiero dobiegła końca runda zasadnicza. Na koniec obyło się bez niespodzianek. W starciu na szczycie nie było większych emocji. GKS Katowice szybko potwierdził swoją moc i zapewnił sobie zwycięstwo w tej części rozgrywek. Zgodnie z planem swój mecz wygrali również siatkarze BBTS-u Bielsko-Biała.
[…] Początek ostatniego meczu rundy zasadniczej był zacięty. Wysoką skuteczność utrzymywali Quiroga i Musiał. Dopiero po zagraniu z przechodzącej piłki Mordyla Stal odskoczyła na 11:9. Korzystając z błędów rywali GKS szybko wyrównał (12:12). Po serii przy zagrywkach Krulickiego to Katowiczanie odskoczyli na 16:13. Swoje akcje kończyli Superlak i Włodarczyk. Seria celnych zagrywek Szczurka pozwoliła zmniejszyć dystans. Mimo zrywu Kosiby gospodarze nie zdołali odwrócić biegu pierwszego seta. Partię zamknął błąd w polu zagrywki. Dopiero po czasie dla gospodarzy serię w drugim secie przy zagrywkach Hudzika przerwał Kosiba (1:4). Gospodarze wciąż musieli gonić wynik. Katowiczanie dobrze grali blokiem (7:11). Mimo starań Musiała dystans pozostawał wyraźny. Obu ekipom zdarzało się popełniać błędy. Ostatnie punkty ponownie padły po błędach.
Choć stracili już szansę na zwycięstwo w rundzie zasadniczej, gospodarze nie mieli zamiaru odpuszczać spotkania. Po kontrataku Kosiby Stal prowadziła 8:2. Wyraźny dystans utrzymywał się. Stopniowo katowicki szkoleniowiec zaczął sięgać po zmienników. Po kontrataku Truhtcheva było już 20:13. Obie ekipy nie ustrzegły się pomyłek, ale ostatnie słowo należało do Kosiby. W czwartej partii trener Siewiorek postawił w pełni na zmienników. Początkowo prowadzili gospodarze, jednak przez własne błędy stracili przewagę (7:5, 8:8). Po kolejnym katowickim bloku GKS wyszedł na prowadzenie 12:10. Goście grali konsekwentnie, dystans utrzymywał się. Skutecznie punktował Domagała. Pojedynek zakończył as Gibka.
MVP: Damian Domagała
Stal Nysa – GKS Katowice 1:3 (23:25, 19:25, 25:18, 17:25)
Kierunek: PlusLiga. Czy faworyt powie ostatnie słowo?
W poprzednich rozgrywkach PLS 1. Ligi choć ćwierćfinał obfitował w niespodzianki, to ostatecznie do PlusLigi awansował zespół, który był w gronie faworytów już w przedsezonowych przewidywaniach. Czy w tegorocznej walce o mistrzostwo I ligi ponownie zdarzą się zaskoczenia?
[…] W play-off tylko finał będzie toczyć się do trzech zwycięstw. W pozostałych rywalizacjach (ćwierćfinał, półfinał, mecze o 3. miejsce) gra będzie do dwóch zwycięstw. Po porażce w ćwierćfinale zespoły kończą rozgrywki na miejscach 5-8. Nie ma dodatkowych meczów o 5. i 7. lokatę. Ciekawą organizacyjną informację przekazał za pośrednictwem mediów społecznościowych Maciej Kaliciński, który w BBTS-ie Bielsko-Biała pełni między innymi rolę kierownika drużyny. Już w ćwierćfinałach będzie dostępny system challenge.
Jako ostatni rywalizację w rundzie zasadniczej zakończyli siatkarze GKS-u Katowice. Wygraną w Nysie przypieczętowali zwycięstwo w tej części rozgrywek. Czasu na zebranie sił przed ćwierćfinałami będą jednak mieli najmniej, bowiem już w poniedziałek rozpoczną rywalizację w play-off z KPS-em Siedlce. Katowiczanie byli i pozostają faworytem do awansu do PlusLigi. W tym sezonie Siedlczanie nie postawili im zbyt wysoko poprzeczki. GKS wygrywał 3:0 i 3:1. dodatkowo GKS ostatnio wrócił do wygrywania seriami meczów – wygrał 6 z rzędu i wszystkie za 3 punkty.
Katowiczanie to bardziej doświadczony zespół. KPS-u jednak nie można spisywać na straty. Podopieczni trenera Chwastyniaka mieli w tym sezonie swoje przebłyski. W poprzednim sezonie w półfinale napsuli krwi ChKS-owi. Jeśli KPS wróci do dobrej dyspozycji na zagrywce, również tym razem może okazać się niebezpiecznym przeciwnikiem. – Postaramy się zrobić jeszcze niespodziankę w play-off. Nie będziemy faworytem – przyznał w rozmowie na łamach mediów klubowych Witold Chwastyniak.
HOKEJ
hokej.net – Fiński atak zrobił różnicę. GKS Tychy lepszy w pierwszym meczu finału
Od zwycięstwa swój udział w finale play-off rozpoczęli hokeiści GKS-u Tychy. Podopieczni Pekki Tirkkonena pokonali na wyjeździe GKS Katowice 4:2, a znakomita w ich wykonaniu była zwłaszcza druga tercja.
Ekipa z piwnego miasta w przekroju całego meczu zaprezentowała więcej hokejowych konkretów. Grała mądrzej, ofiarniej, cierpliwiej i stwarzała pod bramką rywali większe zagrożenie. Wygrała jak najbardziej zasłużenie.
O ile Tyszanie przystąpili do meczu w swoim najmocniejszym składzie, to w zespole gospodarzy zabrakło Aleksiego Varttinena. Do gry wrócił za to Jean Dupuy, którego Jacek Płachta ustawił w drugiej formacji u boku Stephena Andersona i Patryka Wronki.
Premierowy mecz finału play-off od pierwszych minut toczone było w wysokim tempie i z dużą intensywnością. Obie drużyny starały się grać odważnie, nie brakowało fizycznych pojedynków i szybkich przejść z obrony do ataku. Jako pierwsi konkrety pokazali goście.
W 10. minucie ogromnym sprytem popisał się Alan Łyszczarczyk. Przebywający za bramką reprezentant Polski wrzucił gumę i nabił Olafa Bizackiego, który udem skierował gumę do siatki. Jesper Eliasson nie mógł w tej sytuacji wiele zrobić.
Katowiczanie starali się szybko odpowiedzieć i dopięli swego jeszcze przed zakończeniem pierwszej odsłony. Patryk Wronka popisał się kapitalną indywidualną akcją: ruszył z własnej tercji, minął rywala i sprytnym strzałem pokonał Tomáša Fučíka. GieKSa wyrównała i w końcówce wypracowała sobie optyczną przewagę, choć wynik już się nie zmienił.
Po przerwie obraz gry uległ zmianie. Tyszanie zaczęli grać szybciej, agresywniej w odbiorze i coraz częściej zamykali rywali w ich tercji. Efekty przyszły w 28. minucie. Rasmus Heljanko po szybkiej wymianie podań z Hannu Kuru huknął zza lewego bulika i nie dał szans Eliassonowi, któremu pole widzenia skutecznie zasłonił Joel Kerkkänen. Goście wrócili na prowadzenie, a kilka minut później zadali kolejny cios.
W 33. minucie Kuru posłał krążek spod bandy, a Kerkkänen znalazł się przed bramką i pewnym strzałem podwyższył na 3:1. Podopieczni Pekki Tirkkonena przejęli kontrolę nad meczem, a zespół z alei Korfantego coraz częściej musiał skupić się na defensywie. Tuż przed końcem tercji gospodarze wprawdzie umieścili krążek w siatce, ale trafienie Lauri Huhdanpy nie zostało uznane, bo padło już po wybrzmieniu syreny.
Trzecia odsłona rozpoczęła się od prób GieKSy, ale dobrze zorganizowana defensywa gości nie pozwalała na zbyt wiele. Spotkanie nabrało temperatury w 45. minucie, gdy Ian McNulty ostro potraktował Olafa Bizackiego, a między zawodnikami doszło do przepychanek. Sędziowie po analizie wideo nałożyli na Kanadyjczyka karę większą za atak w okolice głowy i odesłali go do szatni.
Kluczowy moment przyszedł w 49. minucie, bo na ławkę kar trafił też Travis Verveda. Zespół z piwnego miasta grał w podwójnej przewadze i błyskawicznie ją wykorzystali. Hannu Kuru i Joel Kerkkänen szybko wymienił krążek, a Rasmus Heljanko uderzył z lewego bulika.
Ale GieKSa walczyła do końca. Już na osiem minut przed końcem regulaminowego czasu gry trener Jacek Płachta zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza.
Ta pokerowa zagrywka przyniosła efekt w 57. minucie. Mateusz Bepierszcz zmniejszył straty po strzale z bulik, a Katowiczanie próbowali jeszcze wrócić do gry. Dobrze dysponowany Tomáš Fučík i uporządkowana defensywa tyszan nie pozwoliły na więcej.
Fučík zatrzymał wszystko! Tychy z drugą wygraną na lodzie rywali
GKS Tychy odniosło drugie zwycięstwo w finale play-off, prowadząc 2:0 w serii do czterech wygranych. Choć GKS Katowice oddał więcej strzałów na bramkę w całym meczu, a szczególnie w trzeciej tercji, nie udało im się znaleźć sposobu na świetnie dysponowanego Fučíka. Tyszanie skutecznie bronili prowadzenia i dowieźli wygraną do ostatniego gwizdka, pokazując mocną defensywę i niezawodnego bramkarza jako fundament swojej gry.
Pierwsza tercja była wyrównana, choć z lekką przewagą gospodarzy, którzy częściej dochodzili do groźnych sytuacji, jednak brakowało im skuteczności. Kluczowy moment przyszedł w 16. minucie, Heljanko wymanewrował obrońców i precyzyjnym strzałem w krótki róg zdobył bramkę. Po 20 minutach goście prowadzili 0:1.
Druga tercja była wyrównana i bardziej fizyczna, z niewielką liczbą groźnych sytuacji. W pierwszych sekundach goście trafili w poprzeczkę. W tej części meczu mieliśmy też pierwszą karę, GKS Katowice grał w przewadze, ale nie potrafił stworzyć sobie dobrej okazji i nie wykorzystał tej szansy. Ostatecznie wynik pozostał bez zmian do końca tej tercji.
Trzecia tercja upłynęła pod wyraźne dyktando GKSu Katowice, którzy oddali aż 14 strzałów przy zaledwie 2 próbach zawodników GKSu Tychy. Gospodarze długo utrzymywali rywali w ich tercji i w końcówce grali bez bramkarza, jednak mimo dużej przewagi nie potrafili pokonać świetnie dysponowanego Fučíka. Tyszanie skupili się na defensywie i skutecznie dowieźli prowadzenie do końca.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze