Piłka nożna Prasówka
Media o meczu z Pogonią: Mocny powrót GKS-u Katowice
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Pogoń Szczecin 2:0 (2:0).
weszlo.com – GKS musi na niego chuchać i dmuchać. Dziś załatwił Pogoń
Gdyby Adam Zrelak cieszył się lepszym zdrowiem w sezonie 2023/24, Warta Poznań zapewne nie spadłaby z Ekstraklasy. Niewykluczone, że również od dyspozycyjności Słowaka zależeć będą losy GKS-u Katowice w obecnych rozgrywkach, dlatego w klubie powinni na niego chuchać i dmuchać. Jeżeli trzeba go nosić w lektyce od poniedziałku do piątku, niech tak będzie. Na boisku się odpłaci.
Z takim napastnikiem takiej drużynie jak GieKSa jest po prostu łatwiej. Non stop naciska na obrońców, nigdy nie odpuszcza, potrafi się z nimi rozbijać, wygrać pojedynek, przetrzymać piłkę. A do tego umie dawać ofensywne konkrety.
Dziś Zrelak wespół z Bartoszem Nowakiem i Borją Galanem rozmontowali skrajnie nieefektywną Pogoń Szczecin. Max Moelder cmokałby z zachwytu. Goście mieli 77 procent posiadania piłki. Wymienili aż 743 podania (GKS 231). Oddali aż 27 strzałów, ale te groźne policzymy na palcach jednej ręki. Tylko trzy leciały w bramkę. Jeden wielki festiwal niemocy.
Portowcy refleks Rafała Strączka nieco poważniej sprawdzili raz, gdy zza pola karnego uderzał generalnie słabiutki Sam Greenwood. Do tego z siedemnastu metrów w poprzeczkę technicznie kopnął Jan Biegański, a zaraz po zmianie Strączek zdecydowaną interwencją na przedpolu zatrzymał Juwarę, który chciał skorzystać z kiksu Grosickiego i dwóch rykoszetów od obrońców. Reszta to strzały bez większej historii.
Gospodarze byli za to do bólu konkretni. Szybko objęli prowadzenie po doskonałym dośrodkowaniu Galana i precyzyjnej główce Zrelaka, który idealnie się ustawił między stoperami Pogoni. Katowiczanie mogli się wycofać i czekać na jakąś kontrę po przechwycie. Ta wydarzyła się w 36. minucie – Kowalczyk odebrał piłkę Greenwodowi, Nowak do Zrelaka, Zrelak do Nowaka i pomocnik GKS-u pewnie trafił na 2:0. Piękna, szybka akcja.
Niedługo po zmianie stron GieKSa mogła zamknąć mecz, okazje mieli Marković, Bosch i znów Zrelak. Nie udało się, więc drużyna Rafała Góraka po prostu bez większego stresu dowiozła wynik. Zrelak wytrzymał na murawie niewiele ponad godzinę, przez co potem też trudniej było utrzymać piłkę wyżej, bo Ilja Szkurin nie jest w tym tak dobry.
Pogoń mogłaby klepać do jutra i pewnie nic by nie strzeliła. Czy na szpicy ustawiony był Molnar, czy Paryzek, czy Grosicki – nie miało to znaczenia.
[…] GKS Katowice natomiast pięknie się odrodził. Ostatnich pięć meczów to cztery zwycięstwa i wpadka z Piastem Gliwice. Chyba nie przez przypadek passa ta zbiegła się z powrotem do pierwszego składu Adama Zrelaka…
gs24.pl – Setki podań Portowców i zero konkretów
Pogoń Szczecin na nowym stadionie GKS Katowice miała ogromną przewagę w posiadaniu piłki, ale to gospodarze byli konkretniejsi. Wykorzystali błędy w defensywie Portowców i w sumie zasłużenie wygrali na zakończenie pierwszej rundy sezonu 2025/26.
Spotkanie w Katowicach zapowiadało się ciekawie, ale była spora niepewność, czy zespoły go rozegrają. Na Śląsku – mgła, na stadionie mocno ograniczona widoczność, ale czym bliżej meczu – warunki atmosferyczne zaczęły się delikatnie poprawiać.
90 minut przed meczem zapadła decyzja, że do meczu dojdzie. Oba zespoły chciały grać, sędziowie nie robili problemów, a telewizja też zaakceptowała warunki.
W składzie Pogoni jedna wymuszona zmiana. Za żółte kartki musiał pauzować Danijel Loncar. Bośniaka w wyjściowym składzie zastąpił Marian Huja, czyli tu trener Thomas Thomasberg nikogo nie zaskoczył. Przy dwóch innych roszadach – owszem. Jan Biegański zastąpił Mora Ndiaye’a. Na taką zmianę w mediach społecznościowych naciskali kibice, bo Senegalczyk ostatnio popełniał za dużo prostych strat będąc przy piłce. Na tę zmianę – mało kto by zwrócił uwagę, ale już wystawiając od początku Benjamina Mendy’ego sztab Pogoni – ściągnął dodatkowe zainteresowanie meczem. Mistrz świata z 2018 r., były gracz m.in. AS Monaco czy Manchesteru City – do Portowców dołączył jesienią, długo pracował nad powrotem do odpowiedniej formy fizycznej i kilka dni temu zadebiutował w zespole. Zagrał kilka minut, nie popełnił błędów, więc w Katowicach zastąpił Leonardo Koutrisa, który nie czuł się najlepiej po przeziębieniu.
W składzie GKS też bez większych zaskoczeń. Szczecińscy kibice zastanawiali się w jakim wymiarze czasu zagrają byli Portowcy – Marcel Wędrychowski i Kacper Łukasiak. Do katowickiego klubu dołączyli latem, ale raczej nie zachwycają kibiców Gieksy i są zmiennikami w ostatnich tygodniach. Z kolegami z Pogoni przywitali się przed meczem, ale spotkanie rozpoczęli na rezerwie (podobnie jak bramkarz Dawid Kudła, który szczeciński klub reprezentował dziesięć lat temu).
Katowiczanie świetnie rozpoczęli spotkanie, bo już w 7. minucie objęli prowadzenie. Adrian Przyborek był trochę za bierny po prawej stronie i dopuścili do wrzutki przez Borję Galana. Centra była fantastyczna, idealnie między środkowych obrońców Pogoni i za ich plecy. Piłka spadła na głowę Adama Zrelaka (bliżej do niego miał Marian Huja, ale też był zbyt pasywny), a napastnik z pięciu metrów główkował do siatki. Valentin Cojocaru był bez szans, ale Rumun też ponosi trochę odpowiedzialności za straconą bramkę, bo źle wybił piłkę spod bramki, a katowiczanie po przejęciu piłki przeprowadzili bramkową kontrę.
Obraz gry szybko się zmienił. GKS cofnął się i chciał kontrować, a Pogoń w ataku pozycyjnym naciskała. W 20. minucie Sam Greenwood celnie strzelał z 20 m, ale Rafał Strączek wybił piłkę na bok. Tak samo było przy interwencjach obrońców w trzech kolejnych wrzutkach. Bardzo szybko ten mecz zaczął przypominać występ Pogoni w Płocku, gdzie jej napór był duży, ale brakowało skuteczności.
W 30. minucie kolejne duże zamieszanie w polu karnym GKS, w końcu piłka trafiła do Jana Biegańskiego, a ten technicznie uderzył z 16 m, ale w poprzeczkę. Po minucie soczyście strzelał z dystansu Przyborek, ale nieznacznie niecelnie.
W 37. minucie GKS zabójczo skontrował. Przejął piłkę na swojej połowie, kilka sekund później Bartosz Nowak był już z piłką przed Cojocaru i wykorzystał sytuację sam na sam. Znów kiepsko zachowali się defensorzy Pogoni – byli pogubieni i spóźnieni.
Zaraz po wznowieniu gry – Pogoń znów szukała luk w defensywie GKS, a przeciwnicy cofnięci, czaili się do kolejnej kontry. Portowcy jeszcze w pierwszej połowie oddali dwa groźne strzały, ale oczekiwanego przez kibiców efektu do przerwy zabrakło.
Na drugą połowę Pogoń wyszła z Musą Juwarą i Paulem Mukairu w składzie i już w pierwszej akcji obaj zagrozili bramce gospodarzy. Na boisku pojawił się też Łukasiak do pracy w środkowej strefie boiska.
Minuty uciekały, a z przewagi Pogoni niewiele wynikało. GKS dobrze pracował w tyłach oraz nie zapominał o kontrach. I był w tym konkretniejszy od Portowców. Szczecinianie zakończyli mecz z rekordem – podań (ok. 700), ale kompletnie nic z tego w Katowicach nie zaprocentowało.
dziennikzachodni.pl – GieKSa we mgle wygrała dla Jana Furtoka
W sobotę 29 listopada 2025 roku w meczu 17. kolejki PKO Estraklasy GKS Katowice wygrał z Pogonią Szczecin 2:0 (2:0). Spotkanie było dedykowane Legendzie GieKSy Janowi Furtokowi w pierwszą rocznicę śmierci, przypadającej na 26 listopada.
Przed przerwą na mecze reprezentacji GKS Katowice przegrał na Nową Bukową z Piastem Gliwice 1:3. W poprzedniej kolejce drużyna trenera Rafała Góraka miała zagrać w Białymstoku z Jagiellonią i choć się tam wybrała, to do spotkania nie doszło ze względu na atak zimy. Pogoń Szczecin miała swój mecz w 16. kolejce, w którym rozgromiła Zagłębie Lubin aż 5:1. Po sobotnim zwycięstwie Lechii Gdańsk nad Bruk-Bet Termalicą Nieciecza 5:1 GieKSa znalazła się strefie spadkowej. Do Pogoni miała trzy punkty straty.
Mecz na Nowej Bukowej w zimny sobotni wieczór miał dodatkowe znaczenie dla gospodarzy, ponieważ był dedykowany klubowej Legendzie GKS-u Katowice Janowi Furtokowi. Katowiczanie chcieli wygrać właśnie dla Jasia, którego pierwsza rocznica śmierci minęła 26 listopada.
W sobotę wieczorem Katowice spowiła gęsta mgła i na stadionie GieKSy panowała niepewność, czy dojdzie do meczu z Pogonią. Pojawiły się informacje, że system VAR może mieć problem z wytyczeniem linii spalonego. Na godzinę przed meczem było wiadome, że jeśli widoczność się nie pogorszy, to będzie można grać.
Wejście piłkarzy na murawę było połączone z elementami dedykowanymi Janowi Furtokowi (przed meczem na telebimach pokazano film przypominający m.in. gole napastnika dla GieKSy). Spiker powitał obecną na stadionie rodzinę Legendy GKS-u Katowice.
[…] Jak zauważył stadionowy spiker Jan Furtok czuwał nad katowicką drużyną, a obaj strzelcy bramek mieli na plecach numery nawiązuje do dziewiątki Legendy GieKSy. Adam Zrelak 99, a Bartosz Nowak 27, a 2+7 daje… 9.
sportowefakty.wp.pl – Mocny powrót GKS-u Katowice. A Pogoń Szczecin jak dzieci we mgle
GKS Katowice udzielił lekcji skuteczności Pogoni Szczecin. Już w pierwszej połowie zapewnił sobie zwycięstwo 2:0 w PKO Ekstraklasie, a liderem ofensywy był Adam Zrelak.
GKS Katowice powrócił z werwą do gry w PKO Ekstraklasie po 21 dniach przerwy. Wynikała ona najpierw z meczów reprezentacji, a następnie z zasypania śniegiem boiska na stadionie Jagiellonii Białystok. Spotkanie zostało odwołane, a katowiczanie musieli wrócić do domów bez gry. Energię kumulowali na domowe starcie przeciwko Portowcom.
[…] Konfrontacja rozpoczęła się w gęstej mgle, a drogę do bramki zobaczył w niej GKS. I to już w 7. minucie wygłodniali futbolu katowiczanie objęli prowadzenie 1:0. Wypieszczone dośrodkowanie Borji Galana poleciało między obrońców Pogoni do Adama Zrelaka, który główkował w narożnik bramki obok osamotnionego Valentina Cojocaru. Nawalili Marian Huja i Dimitris Keramitsis.
Kilkanaście minut po stracie gola Pogoń otrząsnęła się i nacisnęła na GKS. Sam Greenwood oddał najgroźniejsze uderzenie, ale poradził sobie na linii Rafał Strączek. Drugoroczniak w elicie wycofał się i bronił rozsądnie. W 30. minucie także szczęśliwie, ponieważ Jan Biegański strzelił w poprzeczkę po podaniu Kamila Grosickiego.
Skuteczność pozostała atutem GKS-u. Od 37. minuty prowadził 2:0 dzięki strzałowi Bartosza Nowaka. Ważną rolę w akcji bramkowej odegrał ponownie Adam Zrelak, który poradził sobie łatwo z Dimitrisem Keramitsisem i w perfekcyjnym momencie uruchomił podaniem kompana. Na koncie Adama Zrelaka był gol oraz asysta.
Na początku drugiej połowy meczu był fragment z licznymi strzałami z obu stron boiska. Ani Pogoni nie udało się podgrzać widowiska, ani GKS-owi zamknąć meczu. Trwał taki stan zawieszenia bez olbrzymiej dramaturgii.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze