Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: Niespodzianka w Katowicach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Piast Gliwice 1:3 (0:2).

weszlo.com – GKS miał spuścić łomot Piastowi, a wyszło lanie w drugą stronę

3:1 to żadna niespodzianka, GKS jest w gazie, a Piast się męczy, zmienił trenera i będzie z nim lepiej, bo trudno żeby było gorzej, ale na razie wciąż jest ciężko i spokojna wygrana GKS-u nie jest żadną niespodzianką. Niech się Piast cieszy z honorowej bramki! A… Że to Piast wygrał 3:1? No to faktycznie – zaskoczenie!

W taki scenariusz przed meczem mogli uwierzyć przecież tylko fani Piasta, ale też nie wszyscy, jedynie ci obdarzeni darem bezkresnego optymizmu. GKS ostatnio punktował bardzo solidnie, rozbił Motor, pokonał Koronę, przejechał się po Bruk-Becie, więc dlaczego miał nie zrobić tego samego z gliwiczanami? W końcu to zespół z dna tabeli, który będzie potrzebował czasu, by pozbierać się po trzyletniej trzymiesięcznej wizycie szwedzkiego magika.

Jednak cóż – może już się zbiera i faktycznie nie trzeba szukać trenera po dziwnych lokalizacjach, skoro na miejscu jest sporo fachowców?

Piast wyglądał dziś znakomicie, był pełen rozmachu w ofensywie, a w tyłach bardzo sensownie się bronił. Owszem, GKS coś sobie stworzył, ale jak na siebie skrajnie mało i do przerwy miał wręcz żenujące statystyki. Nowak próbował rozdzielać piłki, natomiast jego dośrodkowania były marnowane, a po prostopadłych podaniach koledzy mieli taki pomysł, żeby walczyć o rzut karny, nie zaś strzelać na bramkę, co okazało się bez sensu (żadnej jedenastki Raczkowski nie podyktował, choć raz odwiódł go od tego VAR).

I tak, na końcu GKS-owi wpadło, tym razem do właściwej bramki trafił Klemenz, ale to nie była siódma woda po kisielu, tylko siedemnasta.

Piast wcześniej strzelił wspomniane trzy sztuki:

przyłożenie Drapińskiego po rzucie z autu

samobój Klemenza

pewny strzał Jirki z pola karnego

A mogło być wyżej, Piastowi było mało, momentami bawił się tym meczem, stwarzał sobie kolejne okazje, ale albo bronił Strączek, albo brakowało centymetrów do szczęścia. Niemniej widzowie mogli przecierać oczy ze zdumienia – ta drużyna grała do przodu, odważnie, a nie w poprzek i bez sensu.

Miała w swoim składzie bardzo pewnego Juande, błyskotliwego Jirkę, mocnych w środku Tomasiewicza i Dziczka, jak zwykle stojącego na wysokości zadania Placha, ale on – jako się rzekło – aż tak wiele pracy nie miał i nie musiał dokonywać cudów. Czyli nagle się okazało, że po wyjeździe szamana ktoś tam potrafi grać w piłkę i to całkiem sprawnie.

To swoją drogą ciekawe – Lech i Legia gdyby zagrały z Piastem wcześniej, w ciemno mogłyby sobie dopisać po trzy punkty. A teraz? A teraz nie wiadomo, te przełożone spotkania to nie musi być spacerek.

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice rozbity przez Piasta Gliwice! Czerwona latarnia tabeli przyćmiła rozpędzoną ekipę Rafała Góraka

Wysokie i pewne zwycięstwo Piasta Gliwice z GKS Katowice i to na Nowej Bukowej stanowi dużą niespodziankę. Zespół Daniela Myśliwca zgarnął jednak pewną pulę całkowicie zasłużenie.

– W ekstraklasie nikt nie jest w stanie wygrać czterech spotkań z rzędu – stwierdził przed spotkaniem z GKS Katowice trener Piasta Daniel Myśliwiec. Szkoleniowiec gliwiczan nawiązał w ten sposób do serii ekipy Rafała Góraka, która w dodatku w trzech ostatnich występach strzeliła dziewięć goli przy dwóch straconych.

Klub z Okrzei przyjeżdżając na Nową Bukową musiał szukać jakiegokolwiek optymistycznego punktu zaczepienia, bo zarówno sytuacja w tabeli, jak i gra Piasta, były ze sobą nierozerwalnie związane. Zaledwie jedno zwycięstwo w ogóle i zaledwie dwa punkty zdobyte w sześciu występach wyjazdowych mówiły same za siebie.

– GKS jest mocny, przewidywalny, znam model gry drużyny trenera Rafała Góraka. Mamy mnóstwo pomysłów, żeby wygrać – podkreślał Myśliwiec.

Zdecydowanymi faworytami sobotniego późnowieczornego starcia byli gospodarze.

– Naszym największym błędem byłoby zaniedbanie czegokolwiek, albo zlekceważenie rywala w jakiś sposób. To jak strzał w kolano – przestrzegał jednak Rafał Górak.

Jedyną zmianą w jedenastce GKS w porównaniu do poprzedniego meczu była obecność Mateusza Kowalczyka. Pomocnik reprezentacji U-21 zagrał jednak tylko siedem minut, po czym zszedł z kontuzją pleców.

Piast walczył twardo, kości trzeszczały, ale w 23 minucie osiągnął cel. Wrzut z autu Patryka Dziczka wywołał chaos w polu karnym i Igor Drapiński strzałem z 11 metrów pod poprzeczkę dał gościom prowadzenie. A 180 sekund później było już 0:2! Tym razem wrzutka Erika Jirki zamieniła się w asystę dla samobójczego uderzenia Lukasa Klemenza. GKS i jego kibice znaleźli się w stanie szoku.

Katowiczanie zdołali się jednak z niego otrząsnąć i zaatakowali. Występująca bez Jakuba Czerwińskiego obrona Piasta spisywała się jednak bez zarzutu. Dopiero tuż przed końcem pierwszej połowy kontra sprawiła defensywie wielkie problemy zakończone starciem Adama Zrelaka z Juanderem Rivasem i Jakubem Lewickim, które Paweł Raczkowski zinterpretował jako faul. Po analizie VAR zmienił jednak zdanie i do przerwy było 0:2.

A po niej GKS wciąż nie znajdował sposobu na sforsowanie oporu rywali. Rafał Górak po niespełna 60 minutach gry dokonał potrójnej zmiany. Na niewiele to się zdało. Piast punkty trzymał już mocno w garści, a na kwadrans przed końcem zadał rozstrzygające trafienie. Błyskawiczna kontra zakończyła się dośrodkowaniem Hermana Barkouskiego i pewnym trafieniem Erika Jirki.

W 90 minucie na otarcie łez Lukas Klemens trafił drugi raz do tej samej siatki, ale było to wszystko na co w sobotę było stać katowiczan.

gol24.pl – Piast Gliwice z wielkim przełamaniem. GKS Katowice rozbity u siebie

Piast Gliwice w sobotni wieczór sięgnął po swoje drugie zwycięstwo w tym sezonie PKO Ekstraklasy. Gliwiczanie wygrali na wyjeździe z ekipą GKS Katowice 3:1. Było to pierwsze zwycięstwo zespołu prowadzonego przez Daniela Myśliwca, który objął drużynę 23 października.

Pierwsza połowa spotkania świetnie ułożyła się dla Piasta Gliwice, który dwukrotnie zaskoczył defensywę gospodarzy. Najpierw w 22. minucie ze świetnego wrzutu z autu i zgrania głową jednego z zawodników perfekcyjnie lewą nogą uderzył 21-letni Igor Drapiński.

Natomiast zaledwie 3 minuty później dośrodkowanie ze skrzydła trafiło do Erika Jirki, z pierwszej piłki zagrał w pole bramkowe, gdzie niefortunnie interweniował Lukas Klemenz, pakując futbolówkę do własnej bramki.

[…] Po zmianie stron GKS Katowice starał się odwrócić niekorzystny rezultat, ale brakowało jakości. Z biegiem czasu gospodarze coraz bardziej się odkrywali i w 75. minucie nadziali się na kontrakt, który był gwoździem do trumny GieKSy. Szybką akcję precyzyjnym strzałem sfinalizował Erik Jirka.

W samej końcówce Lukas Klemenz zrehabilitował się i strzelił gola honorowego, ale to tylko lekko poprawiło fatalny i tak dla katowiczan wynik. Piast Gliwice odniósł drugie ligowe zwycięstwo i pierwsze pod wodzą Daniela Myśliwca. Jego drużyna awansowała na przedostatnie miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy.

slaskie.eska.pl – Niespodzianka w Katowicach. Piast Gliwice rozbił GKS na jego terenie. Kibice zawiedzeni

Kibice GKS Katowice przeżyli spory zawód. Ich drużyna, po serii zwycięstw, niespodziewanie przegrała na własnym stadionie z Piastem Gliwice 1:3. Co zawiodło? Kontuzje, błędy w obronie, a może świetna taktyka trenera Daniela Myśliwca.

GKS Katowice doznał bolesnej porażki na własnym stadionie, przegrywając z Piastem Gliwice 1:3 w meczu 15. kolejki Ekstraklasy. Spotkanie, które miało być kolejnym krokiem w górę tabeli dla katowiczan, zakończyło się rozczarowaniem i frustracją dla kibiców.

Pierwsza połowa była wyjątkowo pechowa dla gospodarzy. Już w 9. minucie trener Rafał Górak musiał dokonać zmiany z powodu kontuzji pomocnika Mateusza Kowalczyka, co wyraźnie wpłynęło na grę zespołu.

Niedługo później GKS Katowice stracił dwa gole. Najpierw Igor Drapiński wykorzystał zamieszanie w polu karnym po dalekim wyrzucie Patryka Dziczka, a następnie Lukas Klemenz pechowo skierował piłkę do własnej bramki po uderzeniu Erika Jirki. Katowiczanie próbowali odpowiedzieć, ale strzały Borji Galana i Jessego Boscha nie przyniosły efektu. Sędzia, po analizie VAR, wycofał się z decyzji o rzucie karnym dla GKS.

W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie. Piast Gliwice kontrolował przebieg spotkania, a GKS Katowice nie potrafił stworzyć realnego zagrożenia pod bramką rywali. W 61. minucie Jason Lokilo był bliski podwyższenia prowadzenia dla gości.

Mimo protestów kibiców, arbiter nie podyktował rzutu karnego dla GKS po starciu Ilji Szkurina z obrońcą Piasta. Frantisek Plach, bramkarz gości, musiał interweniować dopiero po mocnym strzale Galana zza pola karnego.

W 73. minucie Erik Jirka, po podaniu Giermana Barkowskiego, wykorzystał sytuację sam na sam i podwyższył prowadzenie Piasta. Dopiero w samej końcówce Klemenz zrehabilitował się, zdobywając gola po dograniu Marcina Wasielewskiego. To jednak nie ucieszyło kibiców GKS Katowice, którzy do końca meczu dopingowali swój ulubiony zespół. Ze stadionu wychodzili wyraźnie niezadowoleni.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga