Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o dzisiejszym meczu: Słoniki chcą przerwać mroczną serię

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat dzisiejszego meczu Bruk-Bet Termalica Nieciecza – GKS Katowice.

gazetakrakowska.pl – Bruk-Bet Termalica w poszukiwaniu wygranej zagra z Katowicami

Beniaminek ekstraklasy Bruk-Bet Termalica podejmie w piątek o godz. 18 GKS Katowice. „Słonie” będą chciały wreszcie zdobyć trzy punkty, bo na wygraną czekają już bardzo długo.

Gdy 8 sierpnia Bruk-Bet wygrał w prestiżowym meczu z Górnikiem w Zabrzu 1:0 nikt nie przypuszczał, że na długie tygodnie jest to ostatnie zwycięstwo podopiecznych Marcina Brosza. To była czwarta kolejka. Bruk-Bet po niej zajmował szóste miejsce w tabeli ekstraklasy. Górnik był dziewiąty. Przez blisko trzy miesiące zmieniło się jednak wszystko. Zabrzanie są dzisiaj liderem tabeli, niecieczanie znaleźli się pod kreską i jeśli chcą szybko nad nią przeskoczyć, to koniecznie muszą pokonać GKS, gdyż to właśnie katowiczanie zajmują przed startem 14. kolejki pierwsze bezpieczne miejsce z przewagą czterech punktów na Lechią Gdańsk i Bruk-Betem właśnie.

Bilans Bruk-Betu jest ostatnio fatalny. Od meczu z Górnikiem, licząc z Pucharem Polski, „Słonie” rozegrały dziesięć meczów. Siedem z nich przegrały, trzy razy padł remis. Promykiem nadziei dla piłkarzy beniaminka jest fakt, że w ostatniej kolejce udało się im zatamować krwotok. Wreszcie nie przegrali, choć remis 1:1 z Zagłębiem Lubin na swoim terenie też dobrym wynikiem nie jest.

W piątek o wygraną jednak łatwo nie będzie. Do Niecieczy przyjedzie bowiem zespół, który co prawda bardzo słabo rozpoczął rozgrywki, ale w Katowicach wytrzymano ciśnienie, a trener Rafał Górak kolejny raz opanował kryzys i wyciąga GKS na spokojniejsze wody. Trzy ostatnie mecze katowiczan, to po prostu trzy zwycięstwa – dwa w lidze, jedno w Pucharze Polski. Dlatego poprzeczka będzie zawieszona bardzo wysoko. Na ostatnim meczu trener „Słoni” Marcin Brosz dostał duże wsparcie od kibiców. Jeśli jednak Bruk-Bet będzie dalej punktował tak słabo, to może nie wystarczyć. Właściciele klubu z Niecieczy, tak jak zresztą chyba wszyscy na świecie, to czego nie lubią najbardziej, to seryjnych porażek…

gol24.pl – Słoniki chcą przerwać mroczną serię

Mecz Bruk-Bet Termalica Nieciecza – GKS Katowice będzie pierwszym spotkaniem świątecznej 14. kolejki PKO Ekstraklasy. W sobotę, 1 listopada oczywiście nie zaplanowano żadnego spotkania. Czy uda się przerwać gospodarzom czarną serię?

[…] Bruk-Bet Termalica Nieciecza od dziewięciu spotkań czeka na ligowe zwycięstwo. Ostatni raz drużyna Marcina Brosza cieszyła się z trzech punktów jeszcze w 4. kolejce, po wygranej z Górnikiem Zabrze. Od tamtej pory Słonie sześciokrotnie przegrywały i trzykrotnie remisowały, przez co z ekipy, która na początku sezonu potrafiła pokonać Jagiellonię Białystok, stały się przedostatnią drużyną w tabeli – wyprzedzając jedynie Piasta Gliwice.

GKS Katowice natomiast przed dwoma tygodniami odniósł pierwsze wyjazdowe w sezonie zwycięstwo nad Motorem Lublin (5:2). Katowiczanie poszli ewidentnie za ciosem, bo w ostatniej kolejce wygrali z rewelacyjną Koroną Kielce (1:0) po golu Sebastiana Milewskiego z 76. minuty rywalizacji na Nowej Bukowej.

weszlo.com – Termalica – GKS

Spotkanie z dołu tabeli Ekstraklasy. Termalica nadal jest przedostatnią drużyną ligi, natomiast GKS zajmuje w tym momencie ostatnie, bezpiecznie miejsce. Nie oznacza to jednak, że jest pewny swego.

Termalica nie prezentuje się dobrze. Punkt zdobyty przeciwko Zagłębiu zadowala tylko nielicznych, ale jest jakimś światełkiem w bardzo ciemnym tunelu. Drużyna nie prezentuje poziomu godnego Ekstraklasy, co jeszcze na starcie sezonu wydawało się nie do pomyślenia. Na taki poziom powoli wchodzi GKS Katowice. Podopieczni Rafała Góraka w końcu przywykli do niewielkich, ale jednak zmian i są w trakcie udanej serii. Ta na chwilę obecną wynosi 2 wygrane spotkania, ale na terenie beniaminka, katowiczanie postarają się dołożyć kolejne.

Szanse na punkty w Niecieczy są duże. Termalica mocno obniżyła loty i w niczym nie przypomina drużyny, która deklasowała na starcie sezonu Jagiellonię. GieKSie zdecydowanie pomogły transfery na ostatnią chwilę, a przebłyski geniuszu notuje coraz więcej piłkarzy GKS-u.

[…] GKS wygląda coraz lepiej, potrafi się zorganizować i dać swoim kibicom nieco radości po fatalnym starcie sezonu. Termalica zremisowała co prawda z Zagłębiem, ale zrobiła to na barkach swojego bramkarza, a ten nie może remisować, a tym bardziej wygrywać jej każdego spotkania. Ekipa Brosza nadal jest w kryzysie, z którego wyszła GieKSa.

Termalica złapała punkt, co po serii porażek należy docenić. Ten punkcik mógl także uratować stołek Marcina Brosza, którego pozycja nadal nie należy do najpewniejszych. GieKSa zdecydowanie się rozkręca. Wygrała dwa mecze z rzędu, co wcześniej w tym sezonie jej się nie zdarzyło.

ekstraklasa.org – Czatowanie na stałe fragmenty – 14. kolejka 2025/2026 (piątek)

Dziś zagrają cztery drużyny, które zajmują najwyższe lokaty pod względem procentowego udziału goli strzelonych po stałych fragmentach gry. Najpierw lider tego zestawienia, Bruk-Bet Termalica Nieciecza, podejmie czwarty GKS Katowice. Potem zaś do konfrontacji staną Piast Gliwice i Korona Kielce, dzielące pozycję numer dwa.

BRUK-BET TERMALICA NIECIECZA – GKS KATOWICE

SYTUACJA: Aktualny beniaminek zmierzy się z beniaminkiem z zeszłego sezonu. Na razie Bruk-Bet Termalica Nieciecza plasuje się pod „kreską”. GKS Katowice jest natomiast pierwszy zespołem powyżej tej granicy z przewagą czterech punktów nad dzisiejszym przeciwnikiem. Gieksa trochę się odkuła, wygrywając z Motorem Lublin oraz Koroną Kielce. Za Słoniami seria 9 meczów bez wygranej. W tym czasie zdobyli tylko trzy punkty za remisy 1:1.

HISTORYCZNIE: To pierwszy mecz między nimi na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Na zapleczu każde z pięciu ostatnich spotkań w obrębie tej pary kończyło się remisem (1:1-3:3-1:1-0:0-2:2). Ostatnia ligowa potyczka między nimi zakończona wyłonieniem zwycięzcy odbyła się we wrześniu 2018 roku. Wtedy Słonie pokonały 2:1 GKS Katowice. Jedną z bramek zdobył obecny do tej pory w ich składzie – Artem Putiwcew.

POD LUPĄ – GOSPODARZE: Stałe fragmenty to główna broń Bruk-Betu Termaliki Nieciecza. Zawodnicy Marcina Brosza zdobyli w ten sposób ponad 58% swoich bramek. To najwyższy współczynnik w stawce. Również sumarycznie prymat należy do zespołu z województwa małopolskiego. Trafili po nich dziesięć razy do siatki rywali, w tym w każdym z czterech ostatnich meczów.

POD LUPĄ – GOŚCIE: GKS Katowice, jeśli wychodził na prowadzenie w tym sezonie, to nie oddał rywalom żadnego punktu! To jedyna taka drużyna w stawce. Sześć z siedmiu porażek katowiczanie zaliczyli w starciach, w których nie zdobyli bramki (3x 0:3, 2x 0:1, 1x 0:2), z Legią Warszawa przegrali zaś 1:3, trafiając na 1:1. W zremisowanych starciach także gonili wynik (z KGHM Zagłębiem Lubin z 0:2 na 2:2 i Wisłą Płock z 0:1 na 1:1). Przewagę nad konkurentem Gieksa uzyskiwała tylko z Arką Gdynia, Radomiakiem Radom, Motorem Lublin oraz Koroną Kielce. Wszystkie te starcia dały jej pełną pulę.

CZY WIESZ, ŻE: Obie drużyny strzeliły po 17 goli w tym sezonie

PRAWDOPODOBIEŃSTWO ZWYCIĘSTWA: Bruk-Bet Termalica Nieciecza – 39%, GKS Katowice – 33%.

Bruk-Bet Termalica Nieciecza: Jedyna drużyna bez zwycięstwa u siebie (też: najmniej punktów u siebie: 2)

Bruk-Bet Termalica Nieciecza: Jeśli wygrywa w tym sezonie to bez straty bramki (4:0 i 1:0)

Bruk-Bet Termalica Nieciecza: 8 goli strzelonych do 30. minuty

Morgan Fassbender – strzelał gole w obu zwycięskich meczach Bruk-Betu Termaliki Niecieczy w tym sezonie

Wojciech Jakubik (Bruk-Bet Termalica Nieciecza) – najczęściej wprowadzany z ławki (11 razy; tyle samo: Nikodem Niski)

Bruk-Bet Termalica Nieciecza: 58,8% swoich goli strzeliła po stałych fragmentach gry (najwięcej procentowo)

Bruk-Bet Termalica Nieciecza: 70,6% swoich goli strzeliła po strzałach prawą nogą (najwięcej procentowo)

GKS Katowice – jeśli wychodziło na prowadzenie w tym sezonie, to zawsze wygrywało mecz

GKS Katowice: Bartosz Nowak – najwięcej strzałów celnych zza pola karnego (10)

GKS Katowice: Marcin Wasielewski – najwięcej sprintów/mecz z zawodników w lidze w tym sezonie (21,15/mecz)

Rafał Strączek (GKS Katowice) – bez gola straconego w II połowach w tym sezonie

GKS Katowice w 3 z 4 zwycięskich meczów w tym sezonie strzelał minimum 3 gole

GKS Katowice: 37,5% goli stracił w II połowach (najmniej procentowo)

Pierwszy mecz między nimi w Ekstraklasie w historii.

termalica.brukbet.com – Najbliższy rywal: GKS Katowice

W ostatnim spotkaniu października „Słonie” ponownie zmierzą się ze swoim starym, dobrym znajomym – katowickim GKS-em. Przez wiele lat obydwa zespoły występowały wspólnie na szczeblu Betclic I Ligi. 31 października o godz. 18:00 po raz pierwszy w historii zagrają ze sobą w ramach najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce.

Trwający sezon jest drugim kolejnym po powrocie zespołu z Katowic do PKO BP Ekstraklasy. O ile jednak w pierwszym sezonie po awansie katowiczanie stali się jedną z rewelacji ligi, o tyle w aktualnym notują zniżkę formy. Do meczu w Niecieczy przystąpią z ostatniego bezpiecznego miejsca w tabeli, przy czteropunktowej przewadze nad czerwoną kreską. Z pewnością więc GKS nie odstawi nogi: porażka zniweluje ich przewagę nad dolną trójką do absolutnego minimum.

W poprzedniej serii gier zespół z Katowic sprawił jedną z największych niespodzianek, pokonując dobrze dysponowanego rywala z szerokiej czołówki tabeli – kielecką Koronę. Kielczanie postawili GKS-owi twarde warunki, lecz długo nie mogli otworzyć spotkania, co zemściło się na nich w ostatnim kwadransie gry. Jedyną, za to ważącą aż trzy punkty bramkę dla naszego piątkowego rywala zdobył wówczas Sebastian Milewski w 76. minucie spotkania. Zespół z Katowic rozpoczął ten mecz w wyjściowym składzie: Rafał Strączek – Marcin Wasielewski, Märten Kuusk, Arkadiusz Jędrych, Lukas Klemenz, Borja Galán – Eman Markovic, Mateusz Kowalczyk, Jesse Bosch, Bartosz Nowak – Adam Zreľák. Po przerwie na boisku pojawili się również Marcel Wędrychowski, Ilya Shkurin i Sebastian Milewski. Mimo niewielu rotacji, katowiczanom wystarczyło sił, by utrzymać zwycięstwo do końcowego gwizdka.

Roszad tych dokonywał trener Rafał Górak, który tydzień po tygodniu wpisuje się na długo w historię zespołu z Katowic. To jeden z najdłużej pracujących szkoleniowców w historii tego klubu. 52-letni bytomianin to architekt zarówno ubiegłorocznego awansu do PKO BP Ekstraklasy, jak i dobrych wyników już na jej poziomie. Od czerwca 2019 roku trwa jego druga kadencja na tym stanowisku. Łącznie z pierwszą prowadzi już GKS przez 9 lat, rozpoczętych jeszcze na poziomie Betclic II Ligi. Rozwój i postęp, którego dokonał zespół z Katowic pod jego wodzą, imponują powszechnie na skalę krajową.

Podczas bieżącej kadencji Rafał Górak zaliczył już 232 oficjalne spotkania na ławce GKS. Na ten dorobek składają się 102 zwycięstwa, 74 porażki i 56 remisów. Te imponujące liczby – jeśli wliczyć w nie mecze STS Pucharu Polski – przekładają się na średnią 1,56 punkta/mecz.

[…] W kończącym się tygodniu zespół z Katowic postawił kolejny krok w bieżącej edycji wspomnianego Pucharu, pokonując pierwszoligowy ŁKS Łódź 2:1 na wyjeździe. Podczas spotkania w Niecieczy z pewnością zechce domknąć udany okres. „Słonie” jednak od dawna stanowią dla tego rywala trudny orzech do zgryzienia. W ramach rozgrywek ligowych często dzielimy się z GKS-em punktami. Takim wynikiem skończyło się… aż pięć ostatnich spotkań. Wcześniej, jeszcze we wrześniu 2018 roku, to Bruk-Bet pokonał tego rywala 2:1 na wyjeździe. Tym razem nie obrazimy się na taki wynik w naszym domu.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga