Piłka nożna Prasówka
Media o meczu: Koncert GKS Katowice
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania Motor Lublin – GKS Katowice 2:5 (2:2).
dziennikwschodni.pl – Co by było, gdyby? Motor rozbity u siebie przez GKS Katowice
Co by było, gdyby? Pewnie dzisiaj będzie się nad tym zastanawiać większość kibiców Motoru. Ich pupile przegrywali z GKS Katowice 0:2, zdołali wyrównać, ale w końcówce pierwszej połowy czerwoną kartkę obejrzał Jakub Łabojko. Efekt? Po przerwie przyjezdni wykorzystali grę w przewadze i ostatecznie rozbili żółto-biało-niebieskich 5:2. A ciekawe, co by było, gdyby drużyny grały do końca w pełnych składach?
rzeba jednak przyznać, że w Lublinie znowu można było obejrzeć szalony mecz. Po 21 minutach kibice mogli tylko łapać się za głowy. „Gieksa” kontrolowała sytuację na boisku i prowadziła już 2:0.
Najpierw, w dziewiątej minucie Alan Czerwiński miał mnóstwo miejsca, aby popatrzyć i dokładnie dośrodkować na dalszy słupek, gdzie znalazł się Borja Galan. Hiszpan ze spokojem przyłożył głowę do piłki i otworzył wynik spotkania. Zanim minął kwadrans fatalne podanie zaliczył Jakub Łabojko, który zagrał pod nogi rywali. Pomocnik musiał ratować sytuację faulem tuż przed szesnastką. Obejrzał za to przewinienie „żółtko”. Na szczęście Bartosz Nowak huknął prosto w mur.
W 21 minucie kiepsko futbolówkę do przodu wybił Krystian Palacz. Szybki przechwyt, dwa podania i piłkę w polu karnym miał już niepilnowany Adam Zrelak, który uniknął spalonego. W końcu dopadł do niego Arkadiusz Najemski. Obrońca próbował wślizgiem zażegnać niebezpieczeństwo, a pechowo zagrał… ręką do własnej bramki.
W kolejnych fragmentach w końcu wrócił stary, dobry Motor, co zapowiadał trener Mateusz Stolarski. Żółto-biało-niebiescy mimo bardzo trudnego momentu przejęli inicjatywę. Nareszcie pojawiły się też klarowne okazje. W 26 minucie pokazał się Michał Król, który złamał akcję z prawej flanki do środka i huknął lewą nogą tuż obok słupka.
Miejscowi się rozkręcali z każdą kolejną minutą. Tuż po drugim kwadransie Mathieu Scalet dośrodkował, a nieźle głową strzelił Karol Czubak. Tym razem górą był jednak Rafał Strączek, który popisał się efektowną paradą. Za chwilę po próbie Króla lublinianie wywalczyli kolejny korner. Z narożnika świetnie dośrodkował Bartosz Wolski i niewykluczone, że zdobył gola. W przerwie Czubak tłumaczył na antenie Canal+, że nie jest pewny czy trącił futbolówkę głową i że to chyba jednak będzie gol „Wola”.
Tak czy siak żółto-biało-niebiescy złapali wiatr w żagle. W 38 minucie mieliśmy na to najlepszy dowód. Pojedynek na prawym skrzydle wygrał Król, świetnie dośrodkował pod bramkę, a tam już na pewno Czubak trafił na 2:2. W 41 minucie mogło nawet być 3:2. W polu karnym przyjezdnych porządnie się „zakotłowało”, ale ostatecznie wszystko skończyło się faulem w ataku.
Kiedy wydawało się, że drużyna trenera Stolarskiego opanowała sytuację, w mgnieniu oka wszystko zmieniło się o 180 stopni. Łabojko ostrym wślizgiem wyciął rywala równo z trawą, przez co drugi raz trafił do notesu sędziego. A to oznaczało, że Motor całą drugą połowę będzie musiał grać w osłabieniu.
Pewnie w przerwie gospodarze rozmawiali, że przede wszystkim nie mogą stracić gola. Tymczasem w 47 minucie po krótko rozegranym rzucie rożnym podanie tuż za piątką dostał Zrelak. Napastnik GKS z zimną krwią wykończył znakomitą szansę strzałem z powietrza. W efekcie Motor znowu musiał gonić, grając przecież w dziesiątkę.
Błyskawicznie było blisko wyrównania, ale ani Marek Bartos, ani van Hoeven ostatecznie nie wpakowali piłki do siatki. Gospodarze kilka razy postraszyli rywali, zwłaszcza kiedy stosowali wysoki pressing. Niestety, nie zdołali już wrócić do gry. W kolejnych fragmentach „Gieksa” mogła przećwiczyć grę z kontry, bo wyprowadziła mnóstwo szybkich ataków. Dwa z nich wykończył rezerwowy Ilia Shkurin i ostatecznie kolejny, szalony mecz na Arenie zakończył się wygraną przyjezdnych 5:2.
dziennikzachodni.pl – Siedem goli i GieKSa z pierwszą wygraną na wyjeździe
W piątek 17 października 2025 roku w meczu 12. kolejki PKO Ekstraklasy Motor Lublin z GKS-em Katowice 2:5 (2:2). Gospodarze całą drugą połowę grali w dziesiątkę, bo czerwoną kartkę dostał Jakub Łabojko. Motor przegrał pierwszy raz u siebie, a GieKSa pierwszy raz wygrała na wyjeździe.
[…] Ligowcy wrócili do gry po przerwie na mecze reprezentacji. Na pierwszy ogień poszły Motor Lublin i GKS Katowice, czyli zespoły bardzo potrzebujące punktów, w kontekście niskich miejsc w tabeli. Jedni i drudzy przed piątkowym mecze w Lublinie mieli po cztery ligowe spotkania z rzędu bez wygranej.
Do kadry meczowej GieKSy wrócił po kontuzji Dawid Kudła, ale trener Rafał Górak pozostawił między słupkami Rafała Strączka.
Goście wysoko wyszli na lublinian, stosowali mocny pressing przy rozgrywaniu piłki przez Motor, a już w 9. minucie cieszyli się z gola. Alan Czerwiński z prawej strony dośrodkował w pole karne. Tam niepilnowany Borja Galan precyzyjnym uderzeniem głową umieścił piłkę w siatce.
Katowiczanie chcieli wykorzystać zamroczenie gospodarzy po tym ciosie i dalej atakowali. W 21. minucie mieli na koncie już dwa gole. Bartosz Nowak prostopadłym podaniem znalazł Adama Zrelaka, który w polu karnym zakręcił Arkadiuszem Najemskim i piłka znalazła drogę do bramki. Okazało się, że piłka jeszcze odbiła się od ręki próbującego blokować Najemskiego i dzięki temu zmieściła się przy słupku.
Motor potrzebował pół godziny, aby wreszcie odpalić. GKS za bardzo się cofnąć i zaczęło się kotłować w polu karnym. Strączek najpierw świetnie obronił główkę Czubaka, ale w 35. minucie było już 1:2. Bartosz Wolski podawał z rzutu rożnego. Strączek walczył o piłkę z Czubakiem w polu bramkowym, nie zdołał jej wybić. Prześliznęła się po rękawicach i znalazła się w siatce. Gol został przypisany Wolskiemu, bo piłka leciała w „światło” bramki.
Lublinianie natarli z jeszcze większą pasją i Czubak uderzeniem głową dał wyrównanie, gdy piłka po ręce Strączka znów znalazła się w bramce.
Przed przerwą GKS stracił kontuzjowanego Czerwińskiego, a Motor… Jakuba Łabojkę, który dostał czerwoną kartkę za drugą żółtą.
GieKSa bardzo szybko po wznowieniu gry wróciła na prowadzenie. Goście krótko rozegrali rzut rożny. Nowak dośrodkował na drugą stronę pola karnego – pozostawiony bez opieki Adam Zrelak strzelił z woleja i piłka po koźle wpadła do bramki.
Osłabieni gospodarze próbowali znów wrócić do meczu, ale tym razem było to już o wiele trudniejsze niż w pierwszej połowie. GieKSa grała kontrowała mecz, który „zamknęła” w 72. minucie. Nowak popisał się prostopadłym podaniem, a Ilja Szkurin na wślizgu, czubkiem buta, kopnął piłkę obok bramkarza.
To była pierwsza bramka Szkurina w GKS-ie w PKO Ekstraklasie, ale szybko dołożył drugą. Tym razem podawał Sebastian Milewski i Białorusin znów pokonał Ivana Brkicia.
Szkurin mógł potem ustrzelić hat tricka, ale mając przed sobą tylko bramkarza strzelił obok słupka.
Sędzia zakończył mecz bez doliczania czasu, chyba nawet przed 90. minutą.
gol24.pl – Koncert GKS Katowice w 12. kolejce PKO Ekstraklasy. Motor Lublin rozbity w drobny mak
GKS Katowice na inauguracje 12. kolejki PKO Ekstraklasy rozbił w meczu wyjazdowym Motor Lublin aż 5:2. Ogromny wpływ na losy spotkania miała czerwona kartka Jakuba Łobojko pod koniec pierwszej połowy meczu. Po przerwie grająca w przewadze GieKSa zdominowała rywala i pewnie wygrała spotkanie.
Spotkanie w Lublinie od samego początku było niezwykle emocjonujące. Już w 9. minucie wynik spotkania na korzyść GKS Katowice otworzył Borja Galan. Hiszpan świetnie wyskoczył do dośrodkowania Alana Czerwińskiego i precyzyjnym uderzeniem głową – umieścił piłkę w siatce.
Kwadrans później popularna GieKSa zadała drugi cios. Tym razem Adam Zrelak świetnie przyjął piłkę przed polem karnym gospodarzy, chciał ograć Arkadiusza Najemskiego, ale trafił piłką w jego rękę, a ta zmyliła bramkarza i wturlała się do bramki.
Motor Lublin wziął się do odrabiania strat po upływie pół godziny gry. Najpierw w 34. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego gola kontaktowego strzelił Karol Czubak. Natomiast chwilę później ten sam napastnik świetnym uderzeniem głową doprowadził do wyrównania.
Będący na fali gospodarze sami skomplikowali sobie sprawę tuż przed przerwą. Drugą żółtą kartkę otrzymał Jakub Łobojko i pomocnik Motoru Lublin ujrzał kartonik koloru czerwonego.
– Nie weszliśmy dobrze w ten mecz, ale im dalej, tym – myślę – mieliśmy więcej kontroli. co udokumentowaliśmy dwiema bramkami. Niestety dostaliśmy czerwoną kartę kartkę i teraz musimy w drugiej połowie pokazać, że Motor jest niezniszczalny – powiedział w przerwie Karol Czubak w rozmowie z reporterem Canal+ Sport.
Grę w przewadze piłkarze GKS Katowice wykorzystali tuż po zmianie stron. W 47. minucie po kombinacyjnie rozegranym rzucie wolnym, najlepiej w „szesnastce” gospodarzy odnalazł się Adam Zrelak, który precyzyjnym uderzeniem ponownie dał prowadzenie katowiczanom.
Zdeterminowana GieKSa nieco ponad kwadrans przed końcem zadała czwarty cios. W 73. minucie wprowadzony po przerwie Ilja Szkurin sytuacyjnym prowadzeniem podwyższył prowadzenie swojej drużyny na 4:2.
Białorusin w piątkowy wieczór dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Ponownie bramkarza gospodarzy pokonał w 82. minucie, w podobny sposób – płaskim uderzeniem.
Do końca spotkania sytuacje na boisku kontrolowali przyjezdni i zasłużenie sięgnęli po efektowne zwycięstwo w Lublinie. dla GKS Katowice było to pierwsze ligowe zwycięstwo od końcówki sierpnia.
weszlo.com – Klęska Motoru. To raczej ostatni mecz Mateusza Stolarskiego
[…] Czasami jest tak, że gdy piłkarze wiedzą, co może oznaczać porażka dla ich szkoleniowca, wspinają się na swoje wyżyny i grają znacząco lepiej. Dzisiaj w Lublinie tak nie było, przynajmniej na początku. Motor wszedł w to spotkanie fatalnie, a zwłaszcza jego dwaj obrońcy – Arkadiusz Najemski i Krystian Palacz. Pierwszy gol dla gości? Zaczął się od błędu rozgrywającego 100. spotkanie dla Motoru Najemskiego, a później Bradly van Hoeven nie nadążył za Borją Galanem, który trafił do siatki.
Bramka na 0:2? Palacz już wcześniej niedokładnie podawał do przodu. Tutaj zrobił to samo, a po chwili jeszcze złamał linię spalonego. Podanie trafiło do Adama Zrelaka, który świetnie przyjął piłkę, a później, kiedy chciał zwodem ograć Najemskiego, piłka odbiła się od obrońcy Motoru i wpadła do siatki.
Kamera pokazała w tym momencie właściciela Motoru, milionera Zbigniewa Jakubasa. Mówiąc łagodnie, nie wyglądał na specjalnie zadowolonego. Trudno się dziwić: po 1:0 z Arką w pierwszej kolejce jego zespół wygrał tylko jedno z dziewięciu ligowych spotkań. A tutaj było już 0:2.
Od 30. minuty gospodarze przejęli inicjatywę, a GKS cofnął się i miał problemy z wyjściem ze swojej połowy. Rafał Strączek dobrze interweniował po strzale Karola Czubaka, ale kilka minut później bramkarz gości już się nie popisał.
Strączek nie jest przesadnie wysoki jak na golkipera – ma 187 cm. Czubak – 193 cm. Widać było, że to był opracowany schemat wykonania rzutu rożnego przez Motor – napastnik stawał na drugim słupku i w momencie wrzutki biegł w kierunku Strączka, by skakać z nim do piłki. W 34. minucie Czubak wyskoczył nieco wyżej, wykorzystując przewagę wzrostu nad bramkarzem, i piłka po dośrodkowaniu Bartosza Wolskiego i muśnięciu piłki przez napastnika wpadła do siatki.
Kontrowersja? Wydaje nam się, że bramkarz GKS-u nie był faulowany. Gospodarze po prostu sprytnie wykorzystali różnicę parametrów fizycznych. Przed przerwą mogli w identyczny sposób znów trafić do siatki – w polu bramkowym gości doszło do zamieszania, ale tym razem sędzia Tomasz Kwiatkowski odgwizdał faul. Do przerwy było jednak 2:2, bo Czubak wykorzystał jeszcze dośrodkowanie z prawej strony i zdobył bramkę głową. Strączek nie zatrzymał tego strzału, ale na jego obronę powiemy, że był mocny, został oddany z bliska i bramkarz miał wyjątkowo mało czasu na reakcję.
Całą drugą połowę gospodarze grali jednak w dziesiątkę, bo pod koniec pierwszej części gry za dwie żółte kartki z boiska (słusznie) wyleciał Jakub Łabojko. I na boisku było to widać.
Dawid Szulczek często powtarza, że gdyby miał do dyspozycji zdrowego Zrelaka, jego Warta na pewno nie spadłaby z Ekstraklasy w sezonie 2023/2024. Nie dziwią nas te słowa, bo Słowak to naprawdę przyzwoity napastnik w realiach Ekstraklasy. Dziś pokazywał to od początku spotkania, a w 47. minucie świetnie zachował się po krótkim rozegraniu rzutu rożnego, trafiając precyzyjnym strzałem do siatki.
W kolejnych minutach Motor próbował, ale brak jednego zawodnika był widoczny. Musiał być. GKS kontrolował spotkanie, utrzymywał się przy piłce i próbował strzelić czwartego gola, co udało się w końcu w 73. minucie za sprawą rezerwowego Ilji Szkurina. Białorusin dołożył później jeszcze jedno trafienie, na 5:2, a mógł nawet trzecie, ale fatalnie spudłował w sytuacji sam na sam. A już mieliśmy go wybrać najlepszym zawodnikiem spotkania…
Motor mógł się dziś podobać tylko przez końcowy kwadrans pierwszej połowy. Później próbował coś zrobić, ale w dziesiątkę było mu ciężko.
Sędzia miał dość. Mecz Motor – GKS został zakończony… przed czasem
W przedziwny sposób zakończył się mecz Motoru Lublin z GKS Katowice (2:5). Sędzia Tomasz Kwiatkowski zagwizdał po raz ostatni zanim na stadionowym zegarze wybiła 90. minuta spotkania.
Arbiter zamknął rywalizację dokładnie w 89. minucie i 34. sekundzie gry.
Oczywiście prowadząca trzema bramkami GieKSa wywalczyłaby dzisiaj trzy punkty nawet wtedy, gdyby Kwiatkowski dołożył do podstawowego czasu gry dodatkowy kwadrans, ale niecierpliwość arbitra i tak jest trudna do wytłumaczenia.
No ludzie kochani, grajmy do końca.
Chyba że sędzia chciał po prostu w ten sposób okazać litość grającemu w osłabieniu i wysoko przegrywającemu Motorowi. W takich okolicznościach się niekiedy zdarza, by arbitrzy odpuszczali sobie doliczanie czasu. Ale żeby nie doczekać nawet do 90. minuty i już chwycić za gwizdek?
Absurd.
ekstraklasa.org – Motor 2:5 GKS: Mecz dubletów
GKS Katowice pierwszy raz w tym sezonie wygrywa na wyjeździe! Pomogli mu w tym między innymi Ilja Szkurin i Bartosz Nowak, którzy rozegrali znakomite spotkanie.
W pierwszej połowie rywalizacji beniaminków z sezonu 2024/2025 zobaczyliśmy aż 4 gole. 2 z nich ustrzelił Karol Czubak. Osłabiony czerwoną kartką, którą otrzymał Jakub Łabojko, Motor nie miał jednak wiele do powiedzenia po przerwie – goście całkowicie zdominowali resztę spotkania. Swój premierowy dublet w barwach ekipy z Katowic zdobył Ilja Szkurin, zaś 2 asystami mógł pochwalić się Bartosz Nowak. Zespół trenera Rafała Góraka wywalczył pierwszy komplet punktów na wyjeździe w rozgrywkach 2025/2026 PKO Bank Polski Ekstraklasy.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze