Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu z Cracovią: Katastrofa to mało powiedziane

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Cracovia 0:3 (0:2).

 

ekstraklasa.org – Snajper, co się zowie

Na początek 9. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy Cracovia rozbiła na wyjeździe GKS Katowice. Ogromny udział w wygranej miał Filip Stojilković.

Szwajcarski napastnik znakomicie zachował się w polu karnym rywali i to głównie jego zasługa, że po odbiciu się piłki od Alana Czerwińskiego wpadła ona do siatki gospodarzy. GKS nie był w stanie zatrzymać Pasów, dlatego jeszcze przed przerwą schodził do szatni, przegrywając 0:2 po bramce Gustava Henrikssona. W drugiej odsłonie znów błysnął Filip Stojilković – snajper krakowskiego klubu piękną podcinką zapewnił swojej drużynie prowadzenie 3:0. Jego 6. gol w tym sezonie sprawił, że wysunął się on na prowadzenie w ligowej klasyfikacji strzelców. Cracovia pierwszy raz w historii naszej ligi pokonała katowiczan na wyjeździe.

 

weszlo.com – Pół godziny słabizny Cracovii, by wygrać… 3:0. Co za drużyna!

Po trzydziestu minutach spotkania GKS mógł się martwić jedynie tym, że mu jeszcze nie wpadło i słowo „jeszcze” było tutaj kluczem – zapowiadało się bowiem, że gospodarze na spokojnie zaraz coś trafią, potem jeszcze podwyższą wynik i będą mieli cenne zwycięstwo. Cracovia była bardzo przeciętna, nie dawała sobie rady z katowiczanami, szczególnie z ich wysokim pressingiem. A potem wygrała 3:0.

Wszyscy wiemy, że GKS ma swoje kłopoty i zapowiada się na dużo trudniejszy sezon niż ten pierwszy po powrocie do Ekstraklasy. Tym bardziej ze zdziwieniem można było oglądać to, co ekipa Góraka zaserwowała przez pierwsze pół godziny starcia z mocną Cracovią – ona ją po prostu cholernie gniotła. Goście nie mogli pierdnąć na swojej połowie bez pozwolenia kogoś w żółtym stroju, pressing był obecny wszędzie, Pasy miały wielkie ciężary, by z niego wychodzić.

Prawda, GKS-owi brakowało skuteczności, choćby Nowakowi, który powinien się pokusić o dwie bramki, a nie miał żadnej, ale wyglądało na to, że to kwestia czasu. Bo jak tu wierzyć w nagłą zmianę Cracovii, która – zdawało się – została w domu, z kolei do Katowic wysłała tylko marnych dublerów.

Ale, cóż, taka jest Cracovia – jej szybki atak należy do najlepszych w lidze i nigdy nie wiesz, co cię sieknie. Musisz być skoncentrowany przez cały mecz na 100%, jeśli tylko na chwilę się rozkojarzysz, będziesz miał problemy.

I tak się stało – z długiej piłki na Stojilkovicia (niebywałe, że akurat na niego!) wyszedł samobój Czerwińskiego, bo napastnik się urwał, nawinął rywalem, a potem wstrzelił piłkę tak, że przeciwnik pokonał się sam. Potem był natomiast rzut rożny i świetna obrona Kudły po uderzeniu Wójcika, ale przy dobitce Henrikssona z najbliższej odległości bramkarz nie miał już żadnych szans.

Siedem minut. Tyle wystarczyło Cracovii, by GKS z meczu na wygraną, miał mecz na „o rany, co się stało”.

W drugiej połowie GKS już tak dobry jak w pierwszych 30 minutach nie był i został jeszcze dodatkowo ukarany przez duet Klich-Stojilković. Ta piłka od byłego reprezentanta Polski… No palce lizać, cały stadion spodziewał się strzału, a pomocnik dał prostopadła piłkę do kolegi, który idealnie sobie przyjął i – jak to on – przerzucił piłkę nad Kudłą.

[…] GKS… Cóż. Często gra źle, a jak już gra dobrze, to swoich momentów nie wykorzystuje. Pozostaje katowiczanom wierzyć, że te pierwsze pół godziny uda się przełożyć na 90 minut z innymi rywalami, którzy już nie będą tak mocni jak Cracovia.

 

dziennizachodni.pl – GKS Katowice przegrał u siebie z Cracovią. Katastrofa to mało powiedziane

Szósta porażka w dziewiątym meczu sezonu, w tym druga u siebie. GKS Katowice potwierdza, że drugi sezon w Ekstraklasie bywa znacznie trudniejszy niż ten w roli beniaminka.

– W poprzednim sezonie mieliśmy jeden punkt mniej, a spotkanie będące odpowiednikiem tego z Cracovią przegraliśmy. Nie ma więc powodów do paniki – stwierdził przed piątkowym spotkaniem z Pasami trener GKS-u Rafał Górak.

Nie zmieniało to faktu, że sytuacja w tabeli, czyli pozycja tuż nad strefą spadkową, dodatkowo zwiększała wagę tego starcia. Szkoleniowiec gospodarzy dokonał w składzie wyjściowym kilku zmian. Miejsce w jedenastce odzyskali Adrian Błąd i Mateusz Kowalczyk, a Adam Zrelak przegrał z chorobą i jego miejsce zajął Ilia Szkurin.

Mecz zaczął się pechowo dla Arkadiusza Jędrycha. Po kilkudziesięciu sekundach kapitan GKS-u poślizgnął się i doznał urazu lewej ręki. Wrócił na murawę z opatrunkiem, co nie miało wpływu na jego, ale jak się okazało, było dla GieKSy niemal wróżbą.

Zaczęło się nie najgorzej. To katowiczanie byli zdecydowanie bliżej zdobycia pierwszego gola niż Cracovia. W 22 minucie doszło do niezwykłej sytuacji – serii czterech następujących tuż po sobie rzutów rożnych. Precyzja strzałów i ostatnich podań piłkarzy Góraka pozostawiała jednak sporo do życzenia, co – jak powszechnie wiadomo – lubi się mścić.

I tak też się stało na Nowej Bukowej. Nieoczekiwanie po trzydziestu minutach mecz się odwrócił. To Cracovia przeprowadziła kilka kolejnych ataków i w przeciwieństwie do GKS-u jeden z nich wykorzystała. Piłkę do siatki skierował Alan Czerwiński niefortunnie pokonując Dawida Kudłę po zagraniu Filipa Stojilkovicia niemal z linii bramkowej. Zanim gospodarze zdążyli się z tym oswoić było już 0:2. Tym razem po rzucie rożnym skiksował wybijający piłkę Sebastian Milewski, strzał Oskara Wójcika obronił Kudła, ale bezkarna dobitka Gustava Henrikssona trafiła do siatki. Cracovia nie zamierzała na tym poprzestać i chociaż więcej bramek nie padło, chociaż było bardzo, bardzo blisko, to do szatni katowiczanie schodzili w minorowych nastrojach..

Gdy z niej wrócili było już tylko gorzej. Krakowianie dominowali bezdyskusyjnie i po dziesięciu minutach podwyższyli wynik za sprawą Stojilkovicia, który podciął piłkę nad bramkarzem po prostopadłym podaniu w pole karne i przy pasywnej asyście Jędrycha. To już nie była zła sytuacja tylko pełnia katastrofy.

Zadowolona Cracovia zwolniła tempo i bez większego stresu przetrwała do końca spotkania bez strat. W Katowicach natomiast, pomimo optymistycznych deklaracji trenera, robi się coraz bardziej nerwowo.

 

gol24.pl – Mateusz Klich rozdawał ciasteczka

Cracovia wygrała z GKS Katowice na Nowej Bukowej 3:0 po dwóch rewelacyjnych podaniach byłego reprezentanta Polski Mateusza Klicha.

[…] Krakowianie dużo lepiej zaczęli sezon. W siedmiu spotkaniach wywalczyli 14 punktów, a zespół trenera Rafała Góraka – w ośmiu meczach zainkasował siedem „oczek”, przy czym wszystkie u siebie.

W piątek po raz pierwszy w wyjściowym składzie gospodarzy znalazł się białoruski napastnik Ilia Szkurin, który dwa tygodnie wcześniej przeniósł się na Górny Śląsk z Legii Warszawa.

Przed pierwszym gwizdkiem sędziego trener Górak odebrał z rąk prezesa klubu Sławomira Witka pamiątkową tablicę, z racji przekroczenia liczby 300 spotkań w roli szkoleniowca GKS. Nie przyniosło mu to szczęścia.

Pierwsze 25 minut spotkania mogło zapowiadać łatwe zwycięstwo gospodarzy, którzy praktycznie nie opuszczali z piłką połowy rywali. Formę Sebastiana Madejskiego sprawdził Bartosz Nowak, próbując zaskoczyć golkipera „Pasów” z bliska, zza pola karnego, z rzutu rożnego. Do tego doszły niecelne uderzenia kolegów. Nie z tego nie wyszło.

Goście przetrwali trudny czas i ruszyli do przodu. W 33. minucie spod końcowej linii zagrał Filip Stojilkovic, piłka odbiła się od obrońcy GKS Alana Czerwińskiego i wturlała do bramki.

Siedem minut później w zamieszaniu po rzucie rożnym na bramkę gospodarzy uderzył z kilku metrów Oskar Wójcik, Dawid Kudła obronił, ale wobec dobitki Gustava Henrikssona był już bezradny.

Druga część mogła się świetnie zacząć dla przyjezdnych, gdyby Martin Minczew wygrał pojedynek sam na sam z Kudłą. Ta interwencja tylko oddaliła w czasie kolejnego gola dla rozpędzonego zespołu trenera Luki Elsnera. W 55. minucie Mateusz Klich wyłożył prostopadle piłkę Stojilkovicowi, który nie dał się zatrzymać w polu karnym i trafił do siatki.

Szkoleniowiec gospodarzy zdecydował się na potrójną zmianę i jego zespół znów „przycisnął”. Jeden z wprowadzonych na boisko graczy Marcel Wędrychowski dwukrotnie strzałami zza linii 16 metrów zmusił do interwencji golkipera rywali. Potem z bliska głową próbował zaskoczyć Madejskiego kolejny z rezerwowych Maciej Rosołek, też bez skutku.

Krakowianie umiejętnie się bronili, a w ostatniej minucie mogli podwyższyć wynik. Bramkarz GKS wyszedł obronną ręką z pojedynku jeden na jeden z Kahvehem Zahirleslamem.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga