Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media: To był Śląski Klasyk do jednej bramki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania Górnik Zabrze – GKS Katowice 3:0 (1:0).

weszlo.com – Jak zagrać fatalnie i się skompromitować? Prezentuje GKS Katowice

Marten Kuusk najwidoczniej doszedł do wniosku, że Górnik Zabrze jest za mocny i jeżeli ma trafić do bramki, to… do własnej. Estończyk strzelił kuriozalnego samobója, który był idealnym podsumowaniem beznadziejnego występu jego drużyny. GKS Katowice był dziś tak słaby, że jego trenerowi w pewnym momencie nie chciało się już nawet spacerować w swoim stylu przy linii bocznej. W Górniku błysnęli natomiast dwaj goście, którzy w poprzednim sezonie byli przeciętni, a teraz stanowią o sile drużyny. Widać, że nowy trener Michal Gasparik rozwija ten zespół. Górnik jest wiceliderem i nie ma w tym przypadku.

[…] Hellebrand to bohater jednego z odcinków serialu „Górnik. Chłopcy z Zabrza”. Czech opowiada w nim o swojej piłkarskiej rodzinie i mówi, że nawet najbliżsi nie do końca wierzyli w to, że poradzi sobie po transferze do Górnika. A on daje radę od dawna. Jest jednym z najlepszych i zarazem najbardziej niedocenianych pomocników ligi. W 40. minucie meczu z GKS-em to potwierdził, strzelając gola uderzeniem z szesnastu metrów. To nie był łatwy gol. Hellebrand przymierzył idealnie, piłka wpadła przy słupku.

Asystował mu Ousmane Sow. Senegalczyk to odkrycie ostatnich tygodni w klubie z Zabrza. Poprzedni sezon: 13 meczów i jeden gol. Bez szału, mówiąc łagodnie. Trzy poprzednie mecze Górnika? W każdym wchodził z ławki i zdobył dwie bramki, potrzebując na to ledwie 94 minut. Dziś to właśnie on w pierwszej połowie był najgroźniejszym piłkarzem ofensywnym zespołu Gasparika. Sow szarpał na skrzydle, nie radzili sobie z nim rywale. To on w akcji bramkowej biegł z piłką po prawej stronie i idealnie wyłożył ją Hellebrandowi.

[…] Dziś Górnik nie atakował z aż takim rozmachem. W pierwszej połowie dobrą okazję miał Lukas Ambros, ale jego strzał obronił Dawid Kudła. A później padł gol. I to, z dobrych szans w pierwszych 45 minutach, by było na tyle.

W drugiej połowie Górnik ruszył na gości intensywniej i szybko przełożyło się to na wynik. Na 2:0 podwyższył w 52. minucie Sondre Liseth. Norweg to też ciekawy przykład – w ubiegłych rozgrywkach występował w drugiej linii i nie wyglądał na gościa, który odmieni zespół. Kiedy Górnika objął Gasparik, Liseth stał się napastnikiem. Efekt? Przeciwko Pogoni pierwszy raz w tym sezonie wyszedł w pierwszym składzie – gol. Dziś znów wyszedł od pierwszej minuty i ponownie wpisał się na listę strzelców. Tym razem trafił głową, z kilku metrów, przy żenującej postawie obrony GKS-u.

Ale jeżeli nazywamy tę postawę żenującą, to jak określić to, co niedługo później zrobił Marten Kuusk? Estończyk chciał wycofać piłkę, ale nie spojrzał, gdzie dokładnie jest ustawiony Kudła. I mieliśmy kuriozalnego, kompromitującego gości samobója, bo Kuusk skierował po prostu piłkę do własnej bramki. Futbolowe jaja.

Rafał Górak – trener, który podczas meczów ciągle spaceruje i robi w ten sposób nawet 10 tysięcy kroków, usiadł po tej sytuacji załamany na ławce. Symboliczna scenka.

Z obozu GKS-u płynęły głosy, że pokonanie 4:1 Arki Gdynia u siebie bardzo uspokoiło sytuację, która była lekko napięta po słabym początku rozgrywek. Teraz znów będzie nerwowo. Już w poprzednim sezonie zespół Góraka wypadł w Zabrzu beznadziejnie, przegrywając 0:3. Dziś wynik był identyczny – GKS próbował coś zdziałać na początku spotkania, a później wyglądał tylko gorzej i gorzej.

gol24.pl – Górnik Zabrze nie dał szans GKS Katowice. To był Śląski Klasyk do jednej bramki

Górnik Zabrze dał czadu w Śląskim Klasyku. Przed rekordową publicznością wygrał gładko z zaprzyjaźnionym GKS Katowice 3:0. Bramki zdobyli kolejno Patrik Hellebrand, Sondre Liseth i samobójczo Marten Kuusk. – Górnik był kompletny – podsumował w Canal+ Sport komentator Michał Mitrut.

GKS Katowice zaczął grać, jak już było po wszystkim. W końcówce dzielnie walczył o honorową bramkę. Po strzałach Martena Kuuska i Konrada Gruszkowskiego wszyscy w zespole łapali się jednak za głowę.

Wcześniej na boisku panował Górnik. Grał szybko, z pomysłem i poświęceniem. Prowadzenie objął w 40 minucie, kiedy miejsce w gąszczu znalazł uderzający z dalszej odległości Patrik Hellebrand.

Chwilę po przerwie, konkretnie w 53 minucie prowadzenie podwyższył Sondre Liseth, który wykorzystał precyzyjne dośrodkowanie od Lukasa Ambrosa. Norweg ma swój najlepszy czas w Górniku; tydzień temu też trafił, z Pogonią Szczecin (3:0), ale wtedy akurat otworzył wynik.

Ostatniego gola GieKSa strzeliła sobie sama, bo Marten Kuusk podał w światło bramki, kiedy akurat daleko był od niej bramkarz Dawid Kudła.

dziennikzachodni.pl – Górnik Zabrze rozbił GKS Katowice w Śląskim Klasyku. Kibice zobaczyli kuriozalnego gola samobójczego

Śląski Klasyk dla Górnika Zabrze. Zespół Michala Gasparika pokonał GKS Katowice w sposób bezdyskusyjny. Jeden z goli bez wątpienia przejdzie do historii derbów.

Przed Śląskim Klasykiem atmosfera zarówno w Górniku Zabrze, jak i w GKS-ie Katowice, była wyśmienita. W poprzednich kolejkach oba zespoły rozbiły bowiem swoich rywali i znalazły się na fali wznoszącej. Trener gospodarzy Michal Gasparik w porównaniu do spotkania z Pogonią dokonał w jedenastce dwóch zmian: Ousmane Sow i Matus Kmet zajęli miejsca Roberto Massimo i Kryspina Szcześniaka, natomiast Rafał Górak kontuzjowanego Alana Czerwińskiego zastąpił Lukasem Klemenzem.

Derby było dobrym widowiskiem toczonym w padającym uciążliwym deszczu. Oba zespoły co prawda położyły nacisk na uważną grę w defensywie, ale rywale nie ułatwiali im zadania. W pierwszej połowie pierwszą poważną okazję miał Lukas Ambros oddając strzał po podaniu Jarosława Kubickiego, ale Dawid Kudła spisał się bez zarzutu odbijając piłkę lewą ręką. Górnik miał inicjatywę, jednak znów zawodziła skuteczność – Kubicki fatalnie spudłował z kilku metrów. Przełamanie nastąpiło w 41 minucie. Zaczęło się od złego podania w poprzek boiska Borji Galana, które zamieniło się w kombinacyjną akcję Górnika, z podaniem Erika Janży do Sondre Lisetha, oddaniem piłki do Ousmane Sowa, wbiegnięciem Francuza prawą stroną pola karnego niemal do końcowej linii i asystą dla uderzającego z 16 metrów Patrika Hellebranda. Prowadzenie ekipy Michala Gasparika było w pełni zasłużone.

Po przerwie znów mocno zaczął Górnik z pudłem Sowa, ale po chwili dostał ostrzeżenie, gdy mocno zakotłowało się przed Marcelem Łubikiem. Odpowiedź była zabójcza. Dośrodkowanie Erika Janży prosto na głowę Sondre Lisetha podwoiło prowadzenie zabrzan. Fatalnie przy tej akcji zachowała się katowicka defensywa, a mina Rafała Góraka stanowiła najlepszy komentarz.

Jeśli wtedy szkoleniowiec był zdegustowany, to trudno opisać jego odczucia z 64 minuty. Jego piłkarze rozgrywali piłkę przed własnym polem karnym, gdy Marten Kuusk postanowił oddać ją do Dawida Kudły, który przebywał akurat daleko od bramki. To zdecydowanie jeden z najbardziej kuriozalnych goli samobójczych… Derby zostały definitywnie rozstrzygnięte.

katowickisport.pl – Górnik rozbija GieKSę! Samobój sezonu?

[…] Śląski Klasyk jak zwykle zapowiadał się kapitalnie. Komplet kibiców na trybunach i wyjątkowa oprawa wokół meczu sprawiały, że czuć było atmosferę piłkarskiego święta. Sportowo też zapowiadało się nieźle, bo obie drużyny chciały pójść za ciosem. Po dwóch porażkach z rzędu, Górnik przed tygodniem rozbił w Szczecinie Pogoń 3:0, a GieKSa zwyciężyła po raz pierwszy w tym sezonie wysoko wygrywając z Arką.

[…] Po przerwie zabrzanie szybko podwyższyli prowadzenie, bo już w 53. minucie na listę strzelców wpisał się Liseth. Nie był to jednak koniec strzelania w tym meczu, choć…nie do końca w wykonaniu Trójkolorowych. Trzeciego gola dla Górnika zdobył bowiem piłkarz GieKSy, Marten Kusak. Estończyk zanotował absurdalnego samobója.

sportowefakty.wp.pl – Deklasacja w śląskim klasyku. Padł gol jak z kabaretu

Górnik Zabrze ponownie wysoko pokonał przeciwnika i puka do czołówki w PKO Ekstraklasie. W śląskim klasyku posłał rywali na deski, a później GKS Katowice sam znokautował się kuriozalnym golem samobójczym na 0:3.

Sam początek klasyku przebiegł z respektem obu stron. Piłkarze obu drużyn wymieniali podania, ale nie zdobywali miejsca na połowie przeciwnika. Po efektownych zwycięstwach w poprzedniej kolejce ani Górnik Zabrze, ani GKS Katowice nie przystąpił do frontalnego natarcia.

W 19. minucie Górnik zaatakował na przebudzenie dla widzów, ale uderzenie Lukasa Ambrosa z kilkunastu metrów nie zaskoczyło Dawida Kudły. Było to pierwsze ostrzeżenie dla katowiczan, którzy wcześniej utrzymywali się przy piłce i mieli mecz pod kontrolą. To, co dobre, jednak szybko się skończyło.

Nie zmieniał się jeszcze wynik, ale zmieniła się sytuacja na murawie. Górnik znudził się obserwowaniem rozegrań przeciwnika i sam zaczął wymieniać podania na połowie ekipy z Katowice. W 35. minucie była szansa Jarosława Kubickiego, ale piłka przeleciała pomocnikowi po stopie w momencie oddawania strzału po rajdzie Ousmane’a Sowa.

órnik rozpędzał się, co przekuł w prowadzenie 1:0 w 40. minucie. Przy Roosevelta ożywili się kibice gospodarzy, a to efekt precyzyjnego strzału przy słupku Patrika Hellebranda. Dostał przytomne podanie od Ousmane’a Sowa i na zakończenie zespołowego ataku przymierzył. Przebił się zarówno przez zasłaniających bramkę katowiczan, jak i bezradnego na linii Dawida Kudłę.

GKS miał jeszcze drugą połowę na poprawienie wyniku. Drużyna z Katowic wystartowała obiecująco, ale szybko zwolniła, a jej problemem było stwarzanie sytuacji podbramkowych. A raczej ich brak.

Podobnego problemu z atakowaniem nie miał Górnik i w 53. minucie oddalił się na dobre. Sondre Liseth cieszył się golem na 2:0. Przyczaił się blisko bramki i główkował w jej narożnik. Ponownie Dawid Kudła nie zdążył zatrzymać piłki. Trafienie zostało poprzedzone ładną wymianą podań i dorzuceniem Lukasa Ambrosa.

Dramaturgia ostatecznie zakończyła się po kabaretowym golu na 3:0. Marten Kuusk skompromitował się trafieniem samobójczym w 64. minucie. Podawał on w kierunku własnej bramki, na przekór wszelkim zasadom, a że na to podanie nie czekał Dawid Kudła, to skończyło się kuriozalnym trafieniem do własnej bramki. Katowiczanie na boisku i na trybunach nie wiedzieli, czy śmiać się czy płakać?

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga