Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media przed meczem: Nie odstawiać nogi

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat pierwszego w tym sezonie meczu wyjazdowego GieKSy, Widzew Łódź – GKS Katowice.

widzewtomy.net – Z. Sopić: „Jutro okaże się, jak zespół zareagował na porażkę”

Już jutro Widzew Łódź zmierzy się w Sercu Łodzi z GKS Katowice. Dziś na stadionie przy al. Piłsudskiego odbyła się tradycyjna przedmeczowa konferencja, na której jako pierwszy głos zabrał trener Zeljko Sopić. Co powiedział Chorwat przed trzecim meczem tego sezonu?

[…] O drużynie GKS

„Jeśli chodzi o GKS Katowice, to prawdą jest, że nie mieli dobrego startu w Ekstraklasie, ale umieją bardzo dobrze kontrolować swój teren. Jeśli się nie mylę, to mają najwięcej wybieganych kilometrów w trakcie swoich spotkań, mimo że zyskali tylko jeden punkt”.

O sytuacji zdrowotnej w zespole

„Oprócz Therkildsena, wszyscy są gotowi do gry”.

Zapowiedź meczu Widzew Łódź – GKS Katowice

Po ciężkim wieczorze w Białymstoku zawodnicy łódzkiego Widzewa będą mieli okazję do wyplucia z siebie wszystkich negatywnych emocji, które trzymają zespół od niedzieli. Rywalem czerwono-biało-czerwonych będzie GKS Katowice, który nie najlepiej zaczął sezon 2025/2026.

[…] Rafał Górak słynie raczej z wyciągania pełni potencjału ze swoich piłkarzy, to w nadchodzącym sezonie przed nim nie lada wyzwanie. Sebastian Bergier, który przeniósł się do Widzewa, został zastąpiony duetem Maciej Rosołek–Aleksander Buksa. Ani jeden, ani drugi w Ekstraklasie niczym nie zasłynęli. Będący dotychczas pierwszym wyborem Rosołek na najwyższym poziomie rozgrywkowym zagrał w 135 meczach i zdobył w nich zaledwie siedemnaście goli, a do tego dołożył jedenaście asyst. Nie są to zniewalające liczby. W środku pola nie ma też Oskara Repki, który przeniósł się Rakowa, a w jego miejsce sprowadzono Kacpra Łukasiaka, który miał za sobą przyzwoity sezon w Pogoni. Niemniej w obu przypadkach mówimy o znaczących stratach, z którymi w tym sezonie będzie musiał zmierzyć się trener GKS-u.

Do Łodzi ekipa ze Śląska przyjeżdża w roli „underdoga”. Nie chodzi tylko o wyniki, ale w ogóle postawę obu drużyn w dwóch pierwszych kolejkach. Ważnym aspektem jest też wspomniana na początku porażka z Jagiellonią, która łodzian zwyczajnie podrażniła. W klubie wszystkim zależy, aby pokazać odpowiednią reakcję na boiskowe wydarzenia, które wydarzyły się w minioną niedzielę.

Na podstawie dwóch pierwszych kolejek GKS może pochwalić się szóstym średnim posiadaniem piłki na mecz (51,9%). Z drugiej strony posiadają czwarty najniższy współczynnik xG (gole oczekiwane), który wskazuje, że „Gieksa” powinna zdobyć 1,40 „gola”.  Współczynnik xGS (oczekiwane gole stracone) wskazuje natomiast, że podopieczni Rafała Góraka powinni byli stracić 4,10 bramki – to trzeci najgorszy wynik w lidze. W dwóch minionych spotkaniach wykręcali średnio 110 km na mecz, co stawia ich na jedenastym miejscu w stawce, natomiast pod względem sprintów zajmują drugie miejsce ze 112 sprintami na spotkanie.

Należy uważać na Bartosza Nowaka, który tak jak wspomnieliśmy, w minionym spotkaniu z Zagłębiem zdobył dwa gole i pociągnął swoich kolegów za uszy. W środku pola mocną postacią jest wykupiony za milion euro z Broendby Mateusz Kowalczyk, który w minionym sezonie zasłużył sobie nawet na powołanie do pierwszej reprezentacji. Dużo dobrego na wahadle robi również Borja Galan, który jest niezwykle dynamiczny, choć usposobiony jest znacznie bardziej ofensywnie, co jest dobrą informacją dla Samuela Akere, który możliwe, że będzie miał trochę więcej miejsca i swobody.

Z obozu gości nie słychać o żadnych urazach i raczej wszyscy są gotowi na jutrzejsze starcie. W Widzewie dalej niedostępny pozostaje Peter Therkildsen, który nabawił się urazu już w pierwszej kolejce. Reszta piłkarzy jest dostępna do dyspozycji trenera.

 

ekstraklasa.org – Jednokrotni zwycięzcy – 3. kolejka 2025/2026 (sobota)

W drugim dniu zmagań w 3. kolejce PKO Bank Polski Ekstraklasy wystąpią aż cztery ekipy, które w dwóch pierwszych seriach gier zanotowały po jednym zwycięstwie i jednej porażce. Sobotnie starcia zaczynamy w Niecieczy, a kończymy w Poznaniu.

WIDZEW ŁÓDŹ – GKS KATOWICE

SYTUACJA: Widzew Łódź rozpoczął sezon od dwóch meczów na styku – oba rozstrzygnęły się różnicą zaledwie jednej bramki, a porażka z Jagiellonią nastąpiła w dramatycznych okolicznościach, w samej końcówce starcia. Co więcej, w obu spotkaniach łodzianie obejmowali prowadzenie. Drużyna trenera Zeljko Sopicia wygrywa i punktuje tylko wtedy, gdy zachowuje czyste konto – każdy mecz Widzewa za jego kadencji zakończony zdobyczą punktową to jednocześnie mecz bez straty gola. Również wszystkie pięć zwycięstw Widzewa w 2025 roku było odniesionych „na zero z tyłu”. GKS Katowice z kolei kontynuuje serię bezkompromisowych występów – w 15 ostatnich meczach tej drużyny padły tylko 2 remisy i ani razu nie podzieliła się ona punktami na wyjeździe w bieżącym roku. Katowiczanie potrafią jednak regularnie znaleźć drogę do bramki rywali (zdobywali gole w 8 z 9 poprzednich spotkań). Dodajmy, że oba dotychczasowe trafienia GieKSy w tym sezonie padły dopiero w drugich połowach meczów.

HISTORYCZNIE: Minimalnie lepszym bilansem w tej rywalizacji może pochwalić się Widzew. Na 46 ligowych konfrontacji wygrał 20 (przy 14 remisach i 12 zwycięstwach GKS-u). W Łodzi katowiczanie tylko trzykrotnie potrafili pokonać gospodarzy w 23 meczach. Ostatnie starcia to wyraźna przewaga własnego boiska – gospodarze wygrywali 5 z 7 poprzednich potyczek między tymi drużynami, a cztery ostatnie mecze w Łodzi obyły się bez podziału punktów.

POD LUPĄ – GOSPODARZE: Kluczową postacią ofensywy Widzewa jest Fran Alvarez, który stanowi prawdziwy talizman drużyny. Gdy Hiszpan strzela gole, łodzianie niemal zawsze wygrywają – z 13 meczów PKO Bank Polski Ekstraklasy, w których trafił do siatki, Widzew zwyciężył w 12. Warto odnotować, że aż 7 ze swoich 13 ligowych bramek pomocnik zdobył uderzeniami zza pola karnego, popisując się precyzyjnymi strzałami z dystansu.

POD LUPĄ – GOŚCIE: Bartosz Nowak od początku rozgrywek jest najbardziej aktywnym zawodnikiem katowiczan w ataku. 31-letni pomocnik oddał w dwóch kolejkach 8 strzałów (w tym 5 celnych) i posłał 6 kluczowych podań otwierających partnerom drogę do bramki. Nowak słynie z uderzeń z dystansu, co potwierdza statystyka: oddał najwięcej strzałów zza pola karnego spośród wszystkich piłkarzy na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce (5, tyle samo Dani Pacheco).

PRAWDOPODOBIEŃSTWO ZWYCIĘSTWA: Widzew Łódź – 34,1%; GKS Katowice – 40,2%

[…]Widzew Łódź: Jeśli wygrywa w 2025 roku to bez straty bramki (3x 2:0, 2x 1:0)

Widzew Łódź: Jeśli zdobywa punkty w kadencji Zeljko Sopicia, to tylko w meczach bez straty bramki (3x 2:0, 1x 1:0, 1x 0:0)

Sebastian Bergier (Widzew Łódź) – 11 goli strzelonych w swoich 19 ostatnich meczach w Ekstraklasie; też – ma najwięcej goli strzelonych z Polaków w 2025 roku w Ekstraklasie (7)

Juljan Shehu (Widzew Łódź) – najczęściej faulowany (8) w tym sezonie

Widzew Łódź: w 10 z 11 ostatnich meczów u siebie z GKS Katowice nie stracił gola

Widzew Łódź: średnio u siebie traci 0,57 gola/mecz z GKS Katowice w Ekstraklasie (w XXI wieku – 0,4 gola/mecz)

GKS Katowice: oba gole w tym sezonie strzelił w II połowach

GKS Katowice: 42 gole w 36 ostatnich meczach dla tej drużyny strzelili Polacy (w 3 z 4 ostatnich meczów tej drużyny Polacy strzelali dla niej po 2 gole)

Bartosz Nowak (GKS Katowice) – 8 strzałów, 5 celnych strzałów i 6 podań kluczowych w tym sezonie

GKS Katowice: Oba gole tej drużyny w tym sezonie miały xG poniżej 0,05

GKS Katowice: Jeśli wygrywa na wyjeździe z Widzewem Łódź w Ekstraklasie to zawsze różnicą 1 gola (2x 2:1, 1x 1:0)

Widzew Łódź – 1 remis w 15 ostatnich meczach, GKS Katowice – 2 remisy w 15 ostatnich meczach

 

widzew.com – Nie odstawiać nogi

Po dwutygodniowej przerwie Widzewiacy wracają do Serca Łodzi! I to na dwa ligowe mecze z rzędu, bo najpierw zmierzą się z GKS-em Katowice, a w kolejną sobotę z Wisłą Płock.

Na swoim stadionie, przy licznym wsparciu kibiców, czerwono-biało-czerwonym w przeszłości zwykle grało się dobrze z tymi rywalami. Na pierwszy ogień podopieczni trenera Zeljko Sopicia stawią czoła GKS-owi.

Życie, również to ligowe, biegnie jednak do przodu i nie ma co rozpamiętywać dłużej starcia z Jagiellonią. Teraz przed Widzewiakami jest kolejny cel: – GKS nie miał udanego startu tego sezonu, ale to mocny zespół, który umiejętnie kontroluje teren, a mimo zdobytego tylko jednego punktu ma najwięcej przebiegniętych kilometrów w całej lidze – podzielił się swoimi obserwacjami o dzisiejszym rywalu Zeljko Sopić.

– GKS jest bardzo agresywny szczególnie po stracie piłki. My jednak też nie będziemy odstawiać nogi – dodał obecny na przedmeczowym briefingu Mariusz Fornalczyk.

[…] Na inaugurację sezonu, też w roli gospodarza, katowiczanie ulegli 0:1 Rakowowi Częstochowa. W końcówce tego spotkania w barwach GieKSy zadebiutował Jakub Łukowski – do niedawna zawodnik Widzewa. Z kolei w koszulce RTS-u po dwa występy i gole ma na koncie Sebastian Bergier, który w poprzednich rozgrywkach był najlepszym strzelcem ekipy z Katowic.

Obu wspomnianym piłkarzom zapewne nie zabraknie motywacji na dzisiejsze starcie. Podobnie jak reszcie łódzkiej drużyny, na czele z Mariuszem Fornalczykiem, który zaczął sezon od dwóch występów okraszonych żółtymi kartkami, ale teraz chce pokazać inne rezultaty swojej boiskowej ambicji. Receptę na rywalizację z GKS-em już podał: Nie odstawiać nogi.

 

weszlo.com – Widzew – GKS

Jeszcze niedawno strzelał bramki dla GKS-u Katowice, a teraz ma już na koncie dwa trafienia w barwach Widzewa Łódź. Ten mecz dla Sebastiana Bergiera będzie iście sentymentalną podróżą, a typy bukmacherskie znajdziecie poniżej.

Sebastian Bergier jak nikt inny na przestrzeni ostatnich lat łączy oba zespoły. Dla obu był lub jest bardzo ważnym elementem zespołu. W Widzewie pokazuje już swoją jakość, nawet jeśli jego zespół przegrał starcie z Jagą w dramatycznych okolicznościach. Dużo można by powiedzieć o zespole z Łodzi, jednak na ustna ciśnie się jedno – brak dominacji. Po bardzo obfitym okienku transferowym i świetnych sparingach wydawało się, że Widzew ma wszystko, aby już na początku sezonu seryjnie wygrywać. Do tej pory podopieczni Sopicia nie przekonali, że są w stanie to robić, ponieważ oba mecze w ich wykonaniu nie były doskonałe, a co najwyżej poprawne.

GieKSa jest natomiast w trakcie odbudowy po utracie liderów. Rafał Górak stara się tworzyć nowych piłkarzy, którzy będą odpowiadać za cały zespół, jednak jest to trudne zadanie. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że na ten moment i tak jest nieźle. Drugi mecz sezonu pokazał, że w drużynie drzemie potencjał, jednak trzeba go uwolnić na dłużej, niż 45 minut, a Bartosz Nowak będzie kluczowy dla projektu w obecnych rozgrywkach.

Krótko mówiąc, na ten moment nikt nie przekonuje i jest to starcie drużyn o sporym potencjale, ale bez niczego, co na ten moment by je wyróżniało. Widzew potrafi zagrać dobrze, potrafi także gorzej, podobnie jest z katowiczanami. Jeśli nic się nie zmieni, to oba zespoły mogą skończyć obok siebie w tabeli, a że obecnie nie ma argumentów na zwycięstwo jednych bądź drugich, należy celować w remis.

 

lodzkisport.pl – GieKSa kontra Widzew. Ci piłkarze łączą oba kluby

Sobotni mecz Widzewa z GKS-em Katowice będzie trzecim starciem tych zespołów po powrocie Gieksy do Ekstraklasy. W poprzednim sezonie raz padł remis, a raz triumfowali łodzianie. Przed starciem w Sercu Łodzi warto przypomnieć dwóch piłkarzy, którzy łączą oba kluby.

Na wstępie należy jednak wspomnieć o zawodniku, który w nadchodzącym starciu zagra w czerwono-biało-czerwonych barwach, ale jeszcze w poprzednim sezonie występował z herbem Gieksy na piersi. Mowa oczywiście o Sebastianie Bergierze, który łódzki zespół wzmocnił latem. Przed tygodniem, w starciu z Jagiellonią zdobył swoje premierowe gole dla RTS-u. Niestety nie pomogły one w zwycięstwie. To co jest teraz, jest najważniejsze, ale czasem warto spojrzeć na chwilę w przeszłość.

Dla nikogo nie będzie tajemnicą, że jednym z tych zawodników jest Marek Koniarek. Legenda obu klubów. Drugi to z kolei Jarzy Wijas, duży talent lat 80., którego kariera niestety bardzo wyhamowała, ale o tym za chwilę. Koniarek to postać, która nierozerwalnie kojarzy się właśnie z Widzewem i GieKSą. To w barwach łódzkiego klubu z dorobkiem 29 goli zdobył tytuł króla strzelców w 1996 roku. “Koniar” był w Łodzi uwielbiany, choć trzeba przyznać, że nie był żadnym piłkarskim wirtuozem, a zawodnikiem, który miał duże szczęście i po prostu często znajdował się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Dla RTS-u grał w latach 92-94 i 95-96 i zdobył łącznie 65 bramek, co czyni go drugim najlepszym strzelcem w historii klubu. Z kolei w GieKSie w 119 spotkaniach zanotował 32 trafienia. Bramki zdobyte w barwach obu klubów w znacznym stopniu przyczyniły się do tego, że Marek Koniarek jest członkiem prestiżowego Klubu 100, czyli klasyfikacji uwzględniającej graczy, którzy na boiskach polskiej Ekstraklasy zdobyli przynajmniej 100 goli.

Niezwykle ciekawa jest z kolei historia Jerzego Wijasa. Jego kariera na poważnie rozpoczęła się w Katowicach. Będąc graczem GieKSy został powołany do reprezentacji Polski, w której zadebiutował w meczu z ZSRR. To było w maju 1983 roku, a kilka miesięcy później Wijas był już w Widzewie. Niestety, jak się później okazało, jego transfer do Łodzi odbył się za wcześnie. Gdy występował na Śląsku, oficjalnie był pracownikiem kopalni. To chroniło go przed powołaniem do wojska. Zbliżał się do wieku kwalifikującego go do rezerwy. Brakowało dokładnie pół roku by osiągnąć ten status. I właśnie wtedy wylądował przy Piłsudskiego. W czerwono-biało-czerwonych barwach zagrał kilka spotkań, ale w pewnym momencie upomniała się o niego stołeczną Legia. Piłkarz nie chciał w niej grać i przez jakiś czas ukrywał się przed wojskiem. Ostatecznie pojawił się na komisji i został powołany do wojska. I to był moment, który całkowicie wyhamował jego karierę. Służbę pełnił przez 2 lata. Gdy wrócił nie był już piłkarzem z tego poziomu co kiedyś, choć znowu grał w Katowicach i występował w reprezentacji Polski. Z kolei po upadku komunizmu wyjechał z kraju i występował w Izraelu i Niemczech.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga