Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media przed meczem: Nie odstawiać nogi

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat pierwszego w tym sezonie meczu wyjazdowego GieKSy, Widzew Łódź – GKS Katowice.

widzewtomy.net – Z. Sopić: „Jutro okaże się, jak zespół zareagował na porażkę”

Już jutro Widzew Łódź zmierzy się w Sercu Łodzi z GKS Katowice. Dziś na stadionie przy al. Piłsudskiego odbyła się tradycyjna przedmeczowa konferencja, na której jako pierwszy głos zabrał trener Zeljko Sopić. Co powiedział Chorwat przed trzecim meczem tego sezonu?

[…] O drużynie GKS

„Jeśli chodzi o GKS Katowice, to prawdą jest, że nie mieli dobrego startu w Ekstraklasie, ale umieją bardzo dobrze kontrolować swój teren. Jeśli się nie mylę, to mają najwięcej wybieganych kilometrów w trakcie swoich spotkań, mimo że zyskali tylko jeden punkt”.

O sytuacji zdrowotnej w zespole

„Oprócz Therkildsena, wszyscy są gotowi do gry”.

Zapowiedź meczu Widzew Łódź – GKS Katowice

Po ciężkim wieczorze w Białymstoku zawodnicy łódzkiego Widzewa będą mieli okazję do wyplucia z siebie wszystkich negatywnych emocji, które trzymają zespół od niedzieli. Rywalem czerwono-biało-czerwonych będzie GKS Katowice, który nie najlepiej zaczął sezon 2025/2026.

[…] Rafał Górak słynie raczej z wyciągania pełni potencjału ze swoich piłkarzy, to w nadchodzącym sezonie przed nim nie lada wyzwanie. Sebastian Bergier, który przeniósł się do Widzewa, został zastąpiony duetem Maciej Rosołek–Aleksander Buksa. Ani jeden, ani drugi w Ekstraklasie niczym nie zasłynęli. Będący dotychczas pierwszym wyborem Rosołek na najwyższym poziomie rozgrywkowym zagrał w 135 meczach i zdobył w nich zaledwie siedemnaście goli, a do tego dołożył jedenaście asyst. Nie są to zniewalające liczby. W środku pola nie ma też Oskara Repki, który przeniósł się Rakowa, a w jego miejsce sprowadzono Kacpra Łukasiaka, który miał za sobą przyzwoity sezon w Pogoni. Niemniej w obu przypadkach mówimy o znaczących stratach, z którymi w tym sezonie będzie musiał zmierzyć się trener GKS-u.

Do Łodzi ekipa ze Śląska przyjeżdża w roli „underdoga”. Nie chodzi tylko o wyniki, ale w ogóle postawę obu drużyn w dwóch pierwszych kolejkach. Ważnym aspektem jest też wspomniana na początku porażka z Jagiellonią, która łodzian zwyczajnie podrażniła. W klubie wszystkim zależy, aby pokazać odpowiednią reakcję na boiskowe wydarzenia, które wydarzyły się w minioną niedzielę.

Na podstawie dwóch pierwszych kolejek GKS może pochwalić się szóstym średnim posiadaniem piłki na mecz (51,9%). Z drugiej strony posiadają czwarty najniższy współczynnik xG (gole oczekiwane), który wskazuje, że „Gieksa” powinna zdobyć 1,40 „gola”.  Współczynnik xGS (oczekiwane gole stracone) wskazuje natomiast, że podopieczni Rafała Góraka powinni byli stracić 4,10 bramki – to trzeci najgorszy wynik w lidze. W dwóch minionych spotkaniach wykręcali średnio 110 km na mecz, co stawia ich na jedenastym miejscu w stawce, natomiast pod względem sprintów zajmują drugie miejsce ze 112 sprintami na spotkanie.

Należy uważać na Bartosza Nowaka, który tak jak wspomnieliśmy, w minionym spotkaniu z Zagłębiem zdobył dwa gole i pociągnął swoich kolegów za uszy. W środku pola mocną postacią jest wykupiony za milion euro z Broendby Mateusz Kowalczyk, który w minionym sezonie zasłużył sobie nawet na powołanie do pierwszej reprezentacji. Dużo dobrego na wahadle robi również Borja Galan, który jest niezwykle dynamiczny, choć usposobiony jest znacznie bardziej ofensywnie, co jest dobrą informacją dla Samuela Akere, który możliwe, że będzie miał trochę więcej miejsca i swobody.

Z obozu gości nie słychać o żadnych urazach i raczej wszyscy są gotowi na jutrzejsze starcie. W Widzewie dalej niedostępny pozostaje Peter Therkildsen, który nabawił się urazu już w pierwszej kolejce. Reszta piłkarzy jest dostępna do dyspozycji trenera.

 

ekstraklasa.org – Jednokrotni zwycięzcy – 3. kolejka 2025/2026 (sobota)

W drugim dniu zmagań w 3. kolejce PKO Bank Polski Ekstraklasy wystąpią aż cztery ekipy, które w dwóch pierwszych seriach gier zanotowały po jednym zwycięstwie i jednej porażce. Sobotnie starcia zaczynamy w Niecieczy, a kończymy w Poznaniu.

WIDZEW ŁÓDŹ – GKS KATOWICE

SYTUACJA: Widzew Łódź rozpoczął sezon od dwóch meczów na styku – oba rozstrzygnęły się różnicą zaledwie jednej bramki, a porażka z Jagiellonią nastąpiła w dramatycznych okolicznościach, w samej końcówce starcia. Co więcej, w obu spotkaniach łodzianie obejmowali prowadzenie. Drużyna trenera Zeljko Sopicia wygrywa i punktuje tylko wtedy, gdy zachowuje czyste konto – każdy mecz Widzewa za jego kadencji zakończony zdobyczą punktową to jednocześnie mecz bez straty gola. Również wszystkie pięć zwycięstw Widzewa w 2025 roku było odniesionych „na zero z tyłu”. GKS Katowice z kolei kontynuuje serię bezkompromisowych występów – w 15 ostatnich meczach tej drużyny padły tylko 2 remisy i ani razu nie podzieliła się ona punktami na wyjeździe w bieżącym roku. Katowiczanie potrafią jednak regularnie znaleźć drogę do bramki rywali (zdobywali gole w 8 z 9 poprzednich spotkań). Dodajmy, że oba dotychczasowe trafienia GieKSy w tym sezonie padły dopiero w drugich połowach meczów.

HISTORYCZNIE: Minimalnie lepszym bilansem w tej rywalizacji może pochwalić się Widzew. Na 46 ligowych konfrontacji wygrał 20 (przy 14 remisach i 12 zwycięstwach GKS-u). W Łodzi katowiczanie tylko trzykrotnie potrafili pokonać gospodarzy w 23 meczach. Ostatnie starcia to wyraźna przewaga własnego boiska – gospodarze wygrywali 5 z 7 poprzednich potyczek między tymi drużynami, a cztery ostatnie mecze w Łodzi obyły się bez podziału punktów.

POD LUPĄ – GOSPODARZE: Kluczową postacią ofensywy Widzewa jest Fran Alvarez, który stanowi prawdziwy talizman drużyny. Gdy Hiszpan strzela gole, łodzianie niemal zawsze wygrywają – z 13 meczów PKO Bank Polski Ekstraklasy, w których trafił do siatki, Widzew zwyciężył w 12. Warto odnotować, że aż 7 ze swoich 13 ligowych bramek pomocnik zdobył uderzeniami zza pola karnego, popisując się precyzyjnymi strzałami z dystansu.

POD LUPĄ – GOŚCIE: Bartosz Nowak od początku rozgrywek jest najbardziej aktywnym zawodnikiem katowiczan w ataku. 31-letni pomocnik oddał w dwóch kolejkach 8 strzałów (w tym 5 celnych) i posłał 6 kluczowych podań otwierających partnerom drogę do bramki. Nowak słynie z uderzeń z dystansu, co potwierdza statystyka: oddał najwięcej strzałów zza pola karnego spośród wszystkich piłkarzy na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce (5, tyle samo Dani Pacheco).

PRAWDOPODOBIEŃSTWO ZWYCIĘSTWA: Widzew Łódź – 34,1%; GKS Katowice – 40,2%

[…]Widzew Łódź: Jeśli wygrywa w 2025 roku to bez straty bramki (3x 2:0, 2x 1:0)

Widzew Łódź: Jeśli zdobywa punkty w kadencji Zeljko Sopicia, to tylko w meczach bez straty bramki (3x 2:0, 1x 1:0, 1x 0:0)

Sebastian Bergier (Widzew Łódź) – 11 goli strzelonych w swoich 19 ostatnich meczach w Ekstraklasie; też – ma najwięcej goli strzelonych z Polaków w 2025 roku w Ekstraklasie (7)

Juljan Shehu (Widzew Łódź) – najczęściej faulowany (8) w tym sezonie

Widzew Łódź: w 10 z 11 ostatnich meczów u siebie z GKS Katowice nie stracił gola

Widzew Łódź: średnio u siebie traci 0,57 gola/mecz z GKS Katowice w Ekstraklasie (w XXI wieku – 0,4 gola/mecz)

GKS Katowice: oba gole w tym sezonie strzelił w II połowach

GKS Katowice: 42 gole w 36 ostatnich meczach dla tej drużyny strzelili Polacy (w 3 z 4 ostatnich meczów tej drużyny Polacy strzelali dla niej po 2 gole)

Bartosz Nowak (GKS Katowice) – 8 strzałów, 5 celnych strzałów i 6 podań kluczowych w tym sezonie

GKS Katowice: Oba gole tej drużyny w tym sezonie miały xG poniżej 0,05

GKS Katowice: Jeśli wygrywa na wyjeździe z Widzewem Łódź w Ekstraklasie to zawsze różnicą 1 gola (2x 2:1, 1x 1:0)

Widzew Łódź – 1 remis w 15 ostatnich meczach, GKS Katowice – 2 remisy w 15 ostatnich meczach

 

widzew.com – Nie odstawiać nogi

Po dwutygodniowej przerwie Widzewiacy wracają do Serca Łodzi! I to na dwa ligowe mecze z rzędu, bo najpierw zmierzą się z GKS-em Katowice, a w kolejną sobotę z Wisłą Płock.

Na swoim stadionie, przy licznym wsparciu kibiców, czerwono-biało-czerwonym w przeszłości zwykle grało się dobrze z tymi rywalami. Na pierwszy ogień podopieczni trenera Zeljko Sopicia stawią czoła GKS-owi.

Życie, również to ligowe, biegnie jednak do przodu i nie ma co rozpamiętywać dłużej starcia z Jagiellonią. Teraz przed Widzewiakami jest kolejny cel: – GKS nie miał udanego startu tego sezonu, ale to mocny zespół, który umiejętnie kontroluje teren, a mimo zdobytego tylko jednego punktu ma najwięcej przebiegniętych kilometrów w całej lidze – podzielił się swoimi obserwacjami o dzisiejszym rywalu Zeljko Sopić.

– GKS jest bardzo agresywny szczególnie po stracie piłki. My jednak też nie będziemy odstawiać nogi – dodał obecny na przedmeczowym briefingu Mariusz Fornalczyk.

[…] Na inaugurację sezonu, też w roli gospodarza, katowiczanie ulegli 0:1 Rakowowi Częstochowa. W końcówce tego spotkania w barwach GieKSy zadebiutował Jakub Łukowski – do niedawna zawodnik Widzewa. Z kolei w koszulce RTS-u po dwa występy i gole ma na koncie Sebastian Bergier, który w poprzednich rozgrywkach był najlepszym strzelcem ekipy z Katowic.

Obu wspomnianym piłkarzom zapewne nie zabraknie motywacji na dzisiejsze starcie. Podobnie jak reszcie łódzkiej drużyny, na czele z Mariuszem Fornalczykiem, który zaczął sezon od dwóch występów okraszonych żółtymi kartkami, ale teraz chce pokazać inne rezultaty swojej boiskowej ambicji. Receptę na rywalizację z GKS-em już podał: Nie odstawiać nogi.

 

weszlo.com – Widzew – GKS

Jeszcze niedawno strzelał bramki dla GKS-u Katowice, a teraz ma już na koncie dwa trafienia w barwach Widzewa Łódź. Ten mecz dla Sebastiana Bergiera będzie iście sentymentalną podróżą, a typy bukmacherskie znajdziecie poniżej.

Sebastian Bergier jak nikt inny na przestrzeni ostatnich lat łączy oba zespoły. Dla obu był lub jest bardzo ważnym elementem zespołu. W Widzewie pokazuje już swoją jakość, nawet jeśli jego zespół przegrał starcie z Jagą w dramatycznych okolicznościach. Dużo można by powiedzieć o zespole z Łodzi, jednak na ustna ciśnie się jedno – brak dominacji. Po bardzo obfitym okienku transferowym i świetnych sparingach wydawało się, że Widzew ma wszystko, aby już na początku sezonu seryjnie wygrywać. Do tej pory podopieczni Sopicia nie przekonali, że są w stanie to robić, ponieważ oba mecze w ich wykonaniu nie były doskonałe, a co najwyżej poprawne.

GieKSa jest natomiast w trakcie odbudowy po utracie liderów. Rafał Górak stara się tworzyć nowych piłkarzy, którzy będą odpowiadać za cały zespół, jednak jest to trudne zadanie. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że na ten moment i tak jest nieźle. Drugi mecz sezonu pokazał, że w drużynie drzemie potencjał, jednak trzeba go uwolnić na dłużej, niż 45 minut, a Bartosz Nowak będzie kluczowy dla projektu w obecnych rozgrywkach.

Krótko mówiąc, na ten moment nikt nie przekonuje i jest to starcie drużyn o sporym potencjale, ale bez niczego, co na ten moment by je wyróżniało. Widzew potrafi zagrać dobrze, potrafi także gorzej, podobnie jest z katowiczanami. Jeśli nic się nie zmieni, to oba zespoły mogą skończyć obok siebie w tabeli, a że obecnie nie ma argumentów na zwycięstwo jednych bądź drugich, należy celować w remis.

 

lodzkisport.pl – GieKSa kontra Widzew. Ci piłkarze łączą oba kluby

Sobotni mecz Widzewa z GKS-em Katowice będzie trzecim starciem tych zespołów po powrocie Gieksy do Ekstraklasy. W poprzednim sezonie raz padł remis, a raz triumfowali łodzianie. Przed starciem w Sercu Łodzi warto przypomnieć dwóch piłkarzy, którzy łączą oba kluby.

Na wstępie należy jednak wspomnieć o zawodniku, który w nadchodzącym starciu zagra w czerwono-biało-czerwonych barwach, ale jeszcze w poprzednim sezonie występował z herbem Gieksy na piersi. Mowa oczywiście o Sebastianie Bergierze, który łódzki zespół wzmocnił latem. Przed tygodniem, w starciu z Jagiellonią zdobył swoje premierowe gole dla RTS-u. Niestety nie pomogły one w zwycięstwie. To co jest teraz, jest najważniejsze, ale czasem warto spojrzeć na chwilę w przeszłość.

Dla nikogo nie będzie tajemnicą, że jednym z tych zawodników jest Marek Koniarek. Legenda obu klubów. Drugi to z kolei Jarzy Wijas, duży talent lat 80., którego kariera niestety bardzo wyhamowała, ale o tym za chwilę. Koniarek to postać, która nierozerwalnie kojarzy się właśnie z Widzewem i GieKSą. To w barwach łódzkiego klubu z dorobkiem 29 goli zdobył tytuł króla strzelców w 1996 roku. “Koniar” był w Łodzi uwielbiany, choć trzeba przyznać, że nie był żadnym piłkarskim wirtuozem, a zawodnikiem, który miał duże szczęście i po prostu często znajdował się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Dla RTS-u grał w latach 92-94 i 95-96 i zdobył łącznie 65 bramek, co czyni go drugim najlepszym strzelcem w historii klubu. Z kolei w GieKSie w 119 spotkaniach zanotował 32 trafienia. Bramki zdobyte w barwach obu klubów w znacznym stopniu przyczyniły się do tego, że Marek Koniarek jest członkiem prestiżowego Klubu 100, czyli klasyfikacji uwzględniającej graczy, którzy na boiskach polskiej Ekstraklasy zdobyli przynajmniej 100 goli.

Niezwykle ciekawa jest z kolei historia Jerzego Wijasa. Jego kariera na poważnie rozpoczęła się w Katowicach. Będąc graczem GieKSy został powołany do reprezentacji Polski, w której zadebiutował w meczu z ZSRR. To było w maju 1983 roku, a kilka miesięcy później Wijas był już w Widzewie. Niestety, jak się później okazało, jego transfer do Łodzi odbył się za wcześnie. Gdy występował na Śląsku, oficjalnie był pracownikiem kopalni. To chroniło go przed powołaniem do wojska. Zbliżał się do wieku kwalifikującego go do rezerwy. Brakowało dokładnie pół roku by osiągnąć ten status. I właśnie wtedy wylądował przy Piłsudskiego. W czerwono-biało-czerwonych barwach zagrał kilka spotkań, ale w pewnym momencie upomniała się o niego stołeczną Legia. Piłkarz nie chciał w niej grać i przez jakiś czas ukrywał się przed wojskiem. Ostatecznie pojawił się na komisji i został powołany do wojska. I to był moment, który całkowicie wyhamował jego karierę. Służbę pełnił przez 2 lata. Gdy wrócił nie był już piłkarzem z tego poziomu co kiedyś, choć znowu grał w Katowicach i występował w reprezentacji Polski. Z kolei po upadku komunizmu wyjechał z kraju i występował w Izraelu i Niemczech.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga